Czas Apokalipsy.
Schyłek drugiego tysiąclecia, w którym żyjemy,
zapowiada specjalny klimat dla rozważań o końcu świata. Znaki zbliżania
się tego momentu napływają z różnych stron. Nagromadzenie arsenału
nuklearnego i wielość światowych konfliktów, do których dołącza
upadek moralny, materializm, wirus HIV czy zagrożenia ekologiczne -
to wszystko tworzy scena riusz końca świata, przewidywany, i w
zasadzie teraz możliwy.
Wykorzystując ten klimat wiele sekt, grup i
organizacji ogłasza kolejne daty zagłady. Pojawiają się poprawione
wersje proroctw królowej Saby, jak również spekulacje wokół
Nostradamusa, czy trzeciej tajemnicy fatimskiej, której treść znana
jest tylko nielicznym.
W podróżach archiwalnych po świecie naszych
przodków jest wiele mniej lub bardziej sensownych wizji apokalipsy.
Tak jak i dzisiaj przodkowie nasi lotem błyskawicy przekazywali sobie
takie informacje. Spośród tych przeróżnych zapowiedzi szczególne
znaczenie ma proroctwo św. Malachiasza. Z jego treścią spotykamy się
na przełomie wieków. Kronikarz Andrzej Komoniecki, wójt żywiecki,
umieszcza jego fragment jesienią 1725 roku.
Autor proroctw był Irlandczykiem, który urodził
się w 1094 roku w Armagh. W 1119 roku został opatem cystersów w
Bangor. Cztery lata później został biskupem Coonor, a następnie
prymasem Irlandii oraz legatem papieskim. Zmarł w drodze do Rzymu, w
opactwie Clairvaua. Papież Klemens III ( 1190) wyniósł go na ołtarze.
Rzecz bardzo dziwna, ale do XIV wieku nikt nie słyszał
o jego proroctwach. Dopiero później odkryto jego przepowiednie o
najwyższych arcykapłanach. Malachiasz ujął na swej liście 111
papieży, którzy maja panować od Celestyna II aż do końca czasów,
nadając każdemu z nich kryptogram, który opisuje konkretną osobę
lub specyfikę jego pontyfikatu.
Nas szczególnie interesują ci, których pamiętamy.
Oto Jan XXIII, który jako patriarcha Wenecji sporo pływał gondolą
i rozpoczął pielgrzymowanie papieży, dostał przydomek Pastor et
nauta - pasterz żeglarz. Paweł VI, który miał w herbie lilie,
czyli kwiat kwiatów, otrzymał nazwę Flos florum. Jan Paweł l, De
mediate lune - z przepołowienia księżyca, został on wybrany i zmarł
w tej fazie księżyca. De labore solis - otrzymał nasz papież Jan
Paweł II, co się tłumaczy, "z pracy słońca" lub jak chcą
niektórzy "pracujące słońce", co ma określać jego
bezustanny trud okrążania ziemi w swych licznych pielgrzymkach. Po
nim - Malachiasz nie pozostawia nam złudzeń - pozostał tylko jeden.
A po nim, lub w trakcie jego pontyfikatu ma nastąpić zapowiadany
koniec. Kim będzie, trudno powiedzieć, pozostało tajemnicze określenie
Ulorie nlivae - chwała oliwki. Można to odczytać zarówno jako
zapowiedź powołania kolorowego kardynała, jak i kraju, z którego będzie
pochodził.
Jak widać zawsze znajdzie się jakiś punkt
odniesienia do życiorysu papieża. Zastanawia tylko jedno: ich
liczba, według której weszliśmy w przedostatni pontyfikat. Jak
zinterpretować przytoczone proroctwa? Trudno jednoznacznie powiedzieć.
Wychodząc z założenia, iż ktoś jest ateuszem, prawdopodobnie
wzruszy ramionami i odeśle te rewelacje do zbioru bajek, którymi
straszy się niegrzeczne dzieci.
Chrześcijanin czerpiący wiedzę między innymi z
Biblii, wie, że o dacie końca wie tylko Bóg, który (koniec)
"przyjdzie niezapowiedziany jak złodziej w nocy". Pozostaje
również trzecia możliwość, która łączy poprzednie zakładając,
że przepowiednia jest prawdziwa. Podchodzi ona do życia jak do
wyzwania, któremu należy sprostać. Iść ciągle naprzód pamiętając,
że każdy koniec jest zarazem początkiem. W tym początku ateusz
przemieni się w niebyt, wierzący zaś dostąpi wiecznego szczęścia...
Wszystkie racje pogodzi czas, który jest najlepszym arbitrem.
Jack