Nad Sołą i Koszarawą - nr 1 (128) - rok  VII - 1 Styczeń 2004

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Nie czekajmy na kolejny Tydzień Przyjaźni!!!

Z okazji Międzynarodowego Tygodnia Przyjaźni, poczta internetowa przyniosła mi kilka miłych życzeń.


Rys. Karolina Czech

Jedne z nich, ciekawie ilustrowane, z miłym podkładem muzycznym, szczególnie przykuły moją uwagę, stąd też chciałbym je przekazać PT czytelnikom naszego dwutygodnika wraz z Noworocznymi Życzeniami. Brzmią one tak:
„Nie czekaj na uśmiech, aby być miłym.
Nie czekaj, aż ktoś Ciebie pokocha, sam kochaj.
Nie czekaj, aż będziesz samotny, aby poznać wartość przyjaźni.
Nie czekaj na najwspanialszą pracę, żeby zacząć pracować.
Nie czekaj, aż będziesz miał dużo czasu, można się dzielić drobiną.
Nie czekaj na upadek, aby zapamiętać radę.
Nie czekaj na ból, aby uwierzyć w modlitwę.
Nie czekaj, aż będziesz mieć dużo czasu, aby służyć pomocą.
Nie czekaj, aż inni będą mocno cierpieć, aby prosić o przebaczenie ...
albo, aby podnieść ich na duchu.
Nie czekaj... Ponieważ nie wiesz, jak dużo zajmuje to czasu”


Rys. Sabina Sobczyk

Kiedy je otrzymałem i przeczytałem, uświadomiłem sobie: Ileż w tych prostych, zwyczajnych słowach mądrości, rozwagi, pogody ducha, a zarazem głębokich, życiowych rad. Rad, którymi winniśmy się kierować nie tylko w czasie Tygodnia Przyjaźni, ale w całym naszym życiu. Dedykuję je, więc moim krajanom – i tym „maluczkim”, borykającym się z codziennym życiem i tym „błyszczącym” na świecznikach władzy.
Żyjemy w trudnym okresie ustrojowej transformacji. W okresie, w którym widzimy i odczuwamy, jak doprowadzona - w poprzednim okresie, w Polsce Ludowej - do przesady, nadopiekuńczość państwa, w stosunku do swoich obywateli, zamienia się, z każdym dniem, w coraz większe d?sinter?ssement rządzących. Nawet, zdawałoby się lewicowe rządy, które szczególnie powinny być wyczulone na ludzką biedę, coraz bardziej przywdziewają nieczuły pancerz żółwia.
Wiem, wiem. Odziedziczyły one po poprzednikach ogromną, budżetową przepaść. Rosnące bezrobocie. Pozbawione zostały możliwości „łatania dziur” liczącą się wyprzedażą majątku narodowego, gdyż w większości sprzedała go poprzednia ekipa. Ja to wszystko wiem i rozumiem. Ale nie rozumiem tej - chyba „cichej zgody” na nadmierne bogacenie się jednych, przy rosnącej biedzie drugich. Nie rozumiem tego, że aby ratować budżet kraju sięga się coraz bardziej do kieszeni najbiedniejszych, a toleruje fakt, że krezusi gospodarczy, bogacąc się na biedzie Polaków, swoje firmy rejestrują w innych krajach, aby uciec od płacenia – niewątpliwie uciążliwych – podatków, tutaj, na nasze potrzeby.
Z rozrywającym się sercem obserwuję, coraz gęściej stojących na naszych ulicach, czy pukających do moich drzwi żebraków. Istniejąca sytuacja zaczyna przywodzić mi na myśl dawną – śpiewaną przez bandosów piosenkę: „Dobrze temu dobrze,
Kto komu łeb odrze.
Jeszcze temu lepi
Kto kogo oślepi”.
Ludziom żyje się ciężko. Bezrobocie i beznadzieja pukają do wielu, bardzo wielu domów. Strach przed utratą pracy, powoduje, że nawet ci, którzy pracują za marne grosze, godzą się nieraz na duże upokorzenia. Atmosfera afer, rozbojów, strajków, jaka towarzyszy naszemu życiu, rozdmuchiwana – czy trzeba, czy nie trzeba – przez środki masowego przekazu, powoduje, że ludzie żyją w ciągłym stresie. Że uśmiech, życzliwość i serdeczność – te zdawałoby się nic nie kosztujące ludzkie odruchy, stają się „towarem” coraz bardziej deficytowym. Towarem na wagę złota. Także w urzędach i instytucjach, o czym czasami mam wątpliwą przyjemność, przekonać się osobiście.


Rys. Aleksandra Sobel

Pamiętam, kiedy z końcem lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, reaktywowaliśmy, powołując do życia, po raz któryś Związek Młodzieży Wiejskiej, zapisaliśmy w swoim programie, między innymi walkę o godność człowieka, godność Polskiego chłopa, gdyż nie mogliśmy pogodzić się z takim obrazkiem, kiedy to zwykły obywatel stawał przy drzwiach w urzędzie, miął czapkę w rękach i nie wiedział, jak odezwać się do urzędnika, czy urzędniczki, bo ludzie ci – nieraz jego sąsiedzi – w momencie osiągnięcia urzędniczego stanowiska, przybierali jaśniepańską, niedostępną pozę.
Pamiętam, jak dobijaliśmy się o to, aby w stosunku do interesanta okazywać jak najwięcej życzliwości, szczególnie wówczas, kiedy z takich czy innych względów, jego sprawa nie mogła być załatwiona pozytywnie. Aby sposób prowadzenia rozmowy, utwierdził go w przekonaniu o naszej pełnej życzliwości, bo wówczas przyjdzie mu lżej przyjąć odmowę.
Żyje nam się ciężko. Nie chciałbym, więc dzisiejszych urzędników odsądzać „od czci i wiary”. Im również w wielu wypadkach nie jest lekko. Może niejednokrotnie chcieliby ulżyć ludzkiej doli, ale możliwości nie pozwalają i dlatego, aby nie okazywać swoich „słabości” przywdziewają maskę obojętności.
Uważam jednak, że może właśnie, dlatego, że żyje nam się ciężko, powinniśmy uwrażliwić się na niedolę innych. Otworzyć szeroko serce. Przywołać na twarz uśmiech i z życzliwością odnosić się do problemów, jakie nurtują ludzi.
Dlatego też u progu NOWEGO ROKU chciałbym życzyć naszym czytelnikom: wewnętrznego spokoju, pogody ducha, optymizmu, cierpliwości, wytrwałości i wzajemnej życzliwości.
Chciałbym życzyć, aby sygnalizowany od pewnego czasu wzrost gospodarczy, przełożył się w sposób odczuwalny na spadek bezrobocia i zasobność naszych kieszeni. Aby niósł z sobą poczucie pewności i bezpieczeństwa.
Abyśmy na powrót stali się „normalnym”, wesołym, uśmiechniętym, pełnym optymizmu i życzliwości, a równocześnie zadowolonym z życia narodem.
Abyśmy, wstępując do Unii Europejskiej, czynili to nie w ucieczce przed naszą biedą i beznadzieją, ale w poczuciu dumy, że wnosimy do niej – My Polacy - swój znaczący wkład i stanowimy liczące się w niej ogniwo.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.