Nad Sołą i Koszarawą - nr 1 (128) - rok  VII - 1 Styczeń 2004

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Prosto z mostu

Jeśli to ma być ostatni w tym roku felieton, to powinien być felietonem refleksyjnym, sympatycznym, nastrojowym itd. itp., Choć nie bardzo jest to do mnie podobne, ale spróbuję się do tych kryteriów zastosować.
A więc zadajmy sobie pytanie, jaki ten rok był w polityce, gospodarce, kulturze, czyli jednym zdaniem, jaki był? Jedni twierdzą, że dobry, inni, że zły. I ci, i ci mają rację. Gdyż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jedni twierdzą, że był to rok feralny, ja twierdzę, co innego to był rok a f e r a l n y. I też mam rację. Podobno w gospodarce drgnęło, w kieszeniach nie.
Gdyby analizować to, czym w tym roku najbardziej się emocjonowaliśmy to chyba śmiało można stwierdzić, że najwięcej mówiło się o naszym wejściu do Unii. I tu mam swoje trzy grosze. Powiedzieliśmy, tak dla Unii, obojętnie, z jakimi konsekwencjami, oby z jak najmniejszymi. Tylko trzeba sobie zadać pytanie. Czy my, aż za bardzo nie rozbudziliśmy nadziei wśród społeczeństwa, że Unia to jest lekarstwo na wszystko jak tabletki bayerowskie? Obiecano przed akcesją do Unii, duży kołacz. A teraz po kawałku kroi się go, aby w konsekwencji została nam tylko skórka. Łatwo jest obiecać, gorzej zrealizować. A trzeba uważać, gdyż naród polski jest na obiecanki już od dawna wyczulony. Ostatnie miesiące uświadomiły nas, że z tą Unią to nie tak łatwo. Nie od razu subwencje, nie od razu korzystne pożyczki, nie od razu praca na Zachodzie i tym podobne przywileje. Przy tym wszystkim zaczynamy się „stawiać’ potentatom z Unii, co na pewno nie jest miłe dla tych, którzy zechcieli nas przyjąć w jej grono. Ale pożyjemy zobaczymy.
Po dość długim okresie wróciło do naszego codziennego użycia słowo strajk. I to właśnie w tym roku fala strajków z różnych okazji stała się już chlebem codziennym. Oczywiście prym wiodą górnicy. Na ten temat już swoje zdanie nieraz napisałem i nadal uważam, że nie może to być jedyna grupa społeczna, z którą należy obchodzić się jak „ z jajkiem”. Skutki transformacji trzeba rozłożyć równomiernie. Odczuli je najwięcej rolnicy a szczególnie robotnicy rolni z PGR – ów, którzy znaleźli się na marginesie społeczeństwa i to całymi wioskami, skutki transformacji odczuły też inne grupy społeczne, min. bielskie tkaczki i mało, kto za nimi lobował. Tu zaś z górników robi się „pępek świata” i jak zastrajkują to nagle „wszyscy święci” muszą z nimi rozmawiać. A trzeba przyznać, że wielość związków w spółkach górniczych i kopalniach to przede wszystkim wielość „świętych krów” sowicie opłacanych z kieszeni podatników. Ja za te pieniądze, które biorą według mnie pseudo związkowcy też bym mógł stosując populistyczne hasła nieźle namieszać. Bardzo mi się podobały strajki rolników ( nie mylić z robotnikami rolnymi), którzy wyczuleni szczególnie na każde hasło odnośnie cen okupowali drogi publiczne, chodząc w kółko po pasach przeszkadzając w swobodnej jeździe bogu ducha winnym kierowcom. I tu Ich rozsądek mi się podobał. Nie strajkowali wtedy, kiedy występował problem, tylko wtedy, kiedy mieli czas, tzn. kiedy nie było robót w polu. Tak trzymać.
Rytm życia politycznego w Polsce w mijającym roku wyznaczały ....... afery, od afery stulecia zwanej Rywina, poprzez starachowicką, sądowe, prokuratorskie, pedofilskie i zwykłe malwersanckie. Gazety codzienne zaczynały się od krzykliwych tytułów, mamy złodzieja czy szajkę złodziei albo całą mafię. Na temat afery Rywina pisałem parę razy, choć proces już się zaczął, a ja i chyba nie tylko ja, dalej nie wiem, o co chodzi. I pewnie już się nie dowiem. Paradoksem byłoby to, by proces Rywina się wcześniej skończył, niż doczekamy się na końcowy raport „Komisji Nałęcza”, który jeśli ujrzy światło dzienne, to i tak będzie niejednoznaczny a już na pewno nie jednomyślny. Ale to też zmartwienie sędziów, prokuratorów, członków komisji i chyba na końcu samego podejrzanego, czyli pana Lwa Rywina.
Ciekawostką roku była też fala przewinień czy też przestępstw, których autorami byli sami wybrańcy narodu, czyli nasi ukochani posłowie. Gdyby policzyć przypadki jazdy przez nich po pijaku, ( w następstwie jednej poseł poniósł śmierć) to okazać by się mogło, że statystycznie w stosunku do ilości posłów liczba zatrzymań po pijanemu znacznie przekracza średnią krajową. Już się całkiem pogubiłem w ilości odebranych immunitetów czy ilości wniosków do sądów złożonych przez prokuratorów na naszych wybrańców. Choć jak w jednym z felietonów żartowałem, że może dojść do tego, że dla wygody posłów obrady parlamentów będą się odbywać w..... „kiciu”. Cóż niewesoła perspektywa. Natomiast nie zdążyłem przeczytać w prasie o tym, że posłowie ponieśli jakieś konsekwencje finansowe z tego tytułu. A jest, z czego brać. Ja już nie chcę wracać do mojej „sympatii” pani poseł Beger, która swą bezczelnością w stosunku najpierw do wyborców potem do parlamentu a wreszcie do całego społeczeństwa dała przykład ignorancji w stosunku do wszystkiego i wszystkich a jej fałszywe łzy na sejmowej mównicy to już potwarz w stosunku do parlamentu i Narodu. A może tak trzeba. Tą sytuację w kraju w formie wiersza Ryszarda przedstawiamy obok.
Wbrew temu, co się w kraju dzieje ( dzieje się niedobrze, o czym wszyscy wiemy) na ziemi żywieckiej w minionym okresie nic zdrożnego się nie działo. Kogoś tam z władzy przesłuchali i uznali nieznaczną szkodliwość społeczną czynu. Ktoś tam próbował poprawiać hymn czy też ktoś na sesji narozrabiał, ale choć był pijanym i tak został wybranym. To takie drobne odpryski od całej polskiej polityki. Zawiązane koalicje w radach dzielnie się trzymają albo prą do przodu, albo skutecznie się blokują. Słowem nic ciekawego. Albo cisza przed burzą. Słowem spokój. Gazeta bez większych fanfar zaliczyła już swoje pięciolecie, wydaje się już druga setkę numerów. Zdobywa sobie coraz więcej Czytelników szczególnie poprzez możliwość czytania jej przez Internet. Jest to zjawisko groźne dla zwiększania nakładu. Ale cóż trzeba z techniką iść do przodu. Ludzie Żywiecczyzny spokojnie przeżyli miniony rok, rok trudny szczególnie z uwagi na warunki atmosferyczne a tym samym skutki suszy. Obyło się na szczęście bez kataklizmów czy mniejszych żywiołów. Słowem natura nam sprzyjała.
Ponieważ jest to mój ostatni felieton w tym roku pozwolicie drodzy Czytelnicy, że złożę Wam życzenia. Życzmy sobie więcej normalności,życzliwości, bogatszego życia duchowego jak i materialnego, słowem wszystkiego najlepszego.

D O S I E G O R O K U

Kazimierz SEMIK

P.S. Przedstawiam wiersz mojego przyjaciela Ryszarda Wanata z Krakowa, który poetycko chce okrasić moje zdania o polskiej polityce.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.