Nad Sołą i Koszarawą - nr 1 (128) - rok  VII - 1 Styczeń 2004

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Czary mary

Procesy o czary zawsze budziły spore emocje. Ten ponury zabobon dotarł na ziemie polskie dość późno. Jeszcze w XVI wieku rzadko kiedy sądy polskie rozpatrywały sprawy o szkodzie za pomocą czarów.

Natomiast pierwsza połowa XVII stulecia, to największy rozkwit walki z siłami nieczystymi. Na próżno król i biskupi wydawali edykty (1672, 1713) zabraniające prowadzenia tego typu procesów. Dopiero ustawa z 1776 roku położyła kres tym praktykom.
Największy polski badacz zjawiska "polowania na czarownice Bohdan Baranowski szacuje, iż w naszym kraju odbyło się około 10.000 takich rozpraw. Ile z nich zakończyło się wyrokiem gardłowym, nikt z powodu niedbałych protokołów nie jest w stanie stwierdzić. Rozwój tego zjawiska można tłumaczyć trzema czynnikami. Pierwszym był wzrost popularności i wiedzy o satanizmie. Drugim była duża autonomia sądów lokalnych, które w swej praktyce mogły stosować tortury bez ograniczeń. Ostatni stanowił przedłużający się stan niepewności związany z wojnami, grabieżami, szerzeniem się chorób zakaźnych. Wszystko to stanowiło dobry grunt do poszukiwania sprawców owych nieszczęść.
Protokoły zeznań domniemanych czarownic zawierają olbrzymi materiał badawczy. Oskarżone o spółkę z diabłem, przyznawały się zazwyczaj do białej magii, a więc tej, która ma pomagać człowiekowi przez afrodyzjaki, zioła i leki. Dopiero pod wpływem tortur podejrzane opowiadały o diabłach, sabatach na Łysej Górze, informowały, jak rzucać uroki i inne wyrządzać szkody.
Można mieć wątpliwości co do wiarygodności tych zeznań. Zadziwiające jest to, że właściwie nie różnią się one między sobą, co może świadczyć o tym, iż są raczej odbiciem wierzeń ludowych czy wręcz kazań kościelnych o mrocznych sprawkach diabelskich...
Na terenie Żywiecczyzny z uprawianiem czarów spotykamy się wielokrotnie. W archiwaliach odnajdujemy ślady dwóch procesów. Podczas jednego z nich posądzoną kobietę poddano torturom, w trakcie których do niczego się nie przyznała. Gdy zaś zmarła, Komoniecki, wójt żywiecki, zapisał wspominając dawne czasy: „jako to przed tym surowość była niech każdy uważa”.
W innym przypadku, kiedy cień podejrzenia padł na Jadwigę Kubienkę i Katarzynę Chyrdulę ze wsi Lipowej, doszło do samosądu. Gabryjel Drozdowski, podstarości żywiecki rozkazał - bez sądu - poddać je próbie wody. Obie ubrane w śmiertelne koszule, związane, wrzucono do Koszarawy. Najprawdopodobniej poszły jak "kamień w wodę", dzięki czemu uznane zostały za niewinne.
By zneutralizować działanie czarów i odpędzić złe uroki, stosowano ogień kadzielny i egzorcyzmy. Nam zaś z tych mrocznych czasów pozostały zeznania, dzięki którym możemy odtworzyć hierarchię piekielną poznać upiory, zmory, strzygi, wilkołaki i inne okropności...
Jacek Kachel

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.