Czary mary
Procesy o czary zawsze budziły spore emocje. Ten ponury zabobon
dotarł na ziemie polskie dość późno. Jeszcze w XVI wieku rzadko kiedy
sądy polskie rozpatrywały sprawy o szkodzie za pomocą czarów.
Natomiast pierwsza połowa XVII stulecia, to największy rozkwit walki
z siłami nieczystymi. Na próżno król i biskupi wydawali edykty (1672,
1713) zabraniające prowadzenia tego typu procesów. Dopiero ustawa
z 1776 roku położyła kres tym praktykom.
Największy polski badacz zjawiska "polowania na czarownice Bohdan
Baranowski szacuje, iż w naszym kraju odbyło się około 10.000 takich
rozpraw. Ile z nich zakończyło się wyrokiem gardłowym, nikt z powodu
niedbałych protokołów nie jest w stanie stwierdzić. Rozwój tego zjawiska
można tłumaczyć trzema czynnikami. Pierwszym był wzrost popularności
i wiedzy o satanizmie. Drugim była duża autonomia sądów lokalnych,
które w swej praktyce mogły stosować tortury bez ograniczeń. Ostatni
stanowił przedłużający się stan niepewności związany z wojnami, grabieżami,
szerzeniem się chorób zakaźnych. Wszystko to stanowiło dobry grunt
do poszukiwania sprawców owych nieszczęść.
Protokoły zeznań domniemanych czarownic zawierają olbrzymi materiał
badawczy. Oskarżone o spółkę z diabłem, przyznawały się zazwyczaj
do białej magii, a więc tej, która ma pomagać człowiekowi przez afrodyzjaki,
zioła i leki. Dopiero pod wpływem tortur podejrzane opowiadały o
diabłach, sabatach na Łysej Górze, informowały, jak rzucać uroki
i inne wyrządzać szkody.
Można mieć wątpliwości co do wiarygodności tych zeznań. Zadziwiające
jest to, że właściwie nie różnią się one między sobą, co może świadczyć
o tym, iż są raczej odbiciem wierzeń ludowych czy wręcz kazań kościelnych
o mrocznych sprawkach diabelskich...
Na terenie Żywiecczyzny z uprawianiem czarów spotykamy się wielokrotnie.
W archiwaliach odnajdujemy ślady dwóch procesów. Podczas jednego
z nich posądzoną kobietę poddano torturom, w trakcie których do niczego
się nie przyznała. Gdy zaś zmarła, Komoniecki, wójt żywiecki, zapisał
wspominając dawne czasy: jako to przed tym surowość była niech każdy
uważa.
W innym przypadku, kiedy cień podejrzenia padł na Jadwigę Kubienkę
i Katarzynę Chyrdulę ze wsi Lipowej, doszło do samosądu. Gabryjel
Drozdowski, podstarości żywiecki rozkazał - bez sądu - poddać je
próbie wody. Obie ubrane w śmiertelne koszule, związane, wrzucono
do Koszarawy. Najprawdopodobniej poszły jak "kamień w wodę",
dzięki czemu uznane zostały za niewinne.
By zneutralizować działanie czarów i odpędzić złe uroki, stosowano
ogień kadzielny i egzorcyzmy. Nam zaś z tych mrocznych czasów pozostały
zeznania, dzięki którym możemy odtworzyć hierarchię piekielną poznać
upiory, zmory, strzygi, wilkołaki i inne okropności...
Jacek Kachel