MAM NATURĘ SOWY
Rozmowa z Tadeuszem Sznukiem, znanym m.in. z radiowych Sygnałów
dnia, Lata z radiem i teleturnieju Jeden z dziesięciu
- Jak wygrać teleturniej Jeden z dziesięciu? Czy istnieje na to recepta
redaktora Sznuka?
- Oczywiście. To jest najprostsze na świecie. Wystarczy w ciągu trzech
sekund odpowiedzieć na każde pytanie, z dowolnej dziedziny, i tak trudne,
jak będzie chciał prowadzący. Po spełnieniu tych warunków wygrana jest
gwarantowana.
- Ale człowiek nie jest maszyną. Nie wspomniał Pan o emocjach...
- Tak, nerwy i trema mogą sprawić, że nawet uczestnik znający odpowiedź
na pytanie nie zawsze w porę przypomni sobie właściwą odpowiedź. Na
tym właśnie polega różnica w odpowiadaniu na pytania tego teleturnieju,
kiedy się siedzi przed telewizorem w domu, i kiedy stoi się przed kamerą.
- Czasowa amnezja przed kamerą to typowe objawy zdenerwowania. A czy
bywały jakieś spektakularne przypadki objawów tremy?
- Zdarzały się nawet omdlenia: raptem świadomość opuszczała uczestnika
teleturnieju i padał jak podcięte drzewo. Ale nie zdarzyło się, żeby
którakolwiek z tych osób nie chciała po ocuceniu powrócić do gry.
- Twardziele!
- To są prawdziwi twardziele. Uczestnicy gry poddawani są ogromnemu
ciśnieniu. Proszę sobie wyobrazić: większość z nich jest po raz pierwszy
w telewizyjnym studiu, z tymi wszystkimi bijącymi w oczy światłami,
a naprzeciw jest tylko oko kamery; dochodzi świadomość, że oglądają
mnie znajomi i rodzina, przed którymi nie chcę się wygłupić. Nie można
nawet liczyć na doping z widowni, bo rozgrywamy ten teleturniej bez
publiczności, ponieważ nie udało się powstrzymać widzów przed... ruszaniem
ustami, jeśli znali odpowiedź.
- Pan ma ogromne doświadczenie w pracy z kamerą i mikrofonem. Wystąpiłby
Pan w roli uczestnika Jednego z dziesięciu?
- Nigdy w życiu!
- W każdy piątek, w porannym programie Dwójki, prowadzi Pan z Grażyną
Bukowską Pytanie na śniadanie, który jest emitowany na żywo. Piętnaście
minut przed rozpoczęciem programu powiedział mi Pan, że nie odczuwa
żadnego stresu.
- Przecież my żartowaliśmy. Pani powiedziała, że nie chce mnie w tej
chwili dekoncentrować, bo pewnie jestem w stresie, a ja odpowiedziałem,
że nikt nie może mnie zdekoncentrować i nie ma mowy o żadnym stresie.
Ale tak na serio, myślę, że każdy przeżywa stres przed publicznym wystąpieniem.
Nawet każda poważniejsza rozmowa wywołuje pewne napięcie.
- Siedzi Pan w telewizyjnym lub radiowym studiu i nagle słyszy Pan
z reżyserki głos lub studiu radiowym zapala się czerwone światełko.
W zasadzie nic się nie zmienia, a jednak wywołuje to określone emocje...
- Zmienia się to, że słyszą nas już nie tylko ludzie z naszego otoczenia,
ale miliony radiosłuchaczy lub telewidzów. Mam tego świadomość. Chociaż
kiedyś, dawno temu, przeżyłem zabawne zdarzenie. Jechałem autobusem,
który zatrzymał się na skrzyżowaniu. Tuż za szybą, przed moimi oczami,
zaświeciło się czerwone światło. W tym momencie zacząłem zastanawiać
się, co mam mówić, bo przecież zaświeciło się czerwone światło.
- Każdy radiowiec mówi, że radio to jest coś wspaniałego...
- Radio ma przewagę nad wszystkimi mediami.
- Tak mówią radiowcy, a potem idą pracować do telewizji.
- Na pewno telewizja daje łatwiejszą popularność. I to dotyczy tych,
którzy przychodzą do telewizji dla popularności. Telewizja znacznie
lepiej płaci a to dotyczy tych, którzy przychodzą, by zarobić na
godziwe życie. Telewizja pozwala korzystać z większej liczby środków
wyrazu dlatego przychodzą do niej ci, którzy chcą coś wyrazić. Jak
ktoś chce tego wszystkiego jednocześnie, to musi się nieuchronnie znaleźć
w telewizji.
- Pojawia się Pan rano w takim programie jak Pytanie na śniadanie
i zawsze musi Pan tryskać dobrym humorem. To chyba nie jest łatwe?
- Zawodowiec musi robić to, co do niego należy.
- Jako radiowiec chyba przywykł Pan do porannego wstawania i to nie
wpływa na Pana samopoczucie w pracy?
- Dwadzieścia osiem lat wstawałem na poranną audycję radiową, która
jeszcze kiedyś rozpoczynała się o czwartej trzydzieści. I kiedy wreszcie
musiałem tego robić o tak wczesnych porach, przez długi czas starałem
się w ogóle nie budzić do południa. Mam naturę sowy. Wolę posiedzieć
w nocy, a później odsypiać.
- Przez prawie trzydzieści lat pracy był Pan świadkiem rewolucyjnych
zmian w mediach elektronicznych. Czy jako inżynier z zawodu interesuje
się Pan radiową i telewizyjną techniką?
- Oczywiście. W radiu i telewizji warto znać narzędzia, którymi się
posługujemy. Wtedy wiemy, jak je wykorzystać. Trzeba znać kuchnię,
bo to na przykład może pomóc, jeśli nie wszystko pójdzie zgodnie z
planem.
- Kiedyś podobno był Pan szalejącym reporterem z magnetofonem, z którym
trudno było zaszaleć?
- Pierwszy magnetofon, który nosiłem to była maszyneria lampowa. Miał
trzy baterie jedna na żarzenie, druga lampowa, trzecia na motor.
Była to skrzynia wielkości telewizyjnego monitora. Ale dzięki tym komplikacjom
koledzy chętnie mi to pożyczali, bo wiedziałem, jak tę archaiczną maszynerię
naprawiać, kiedy się zepsuje.
- A jednak technika miała chyba najmniejszy wpływ na to, że takie przedsięwzięcia,
w których Pan również uczestniczył jak: Rozgłośnia Harcerska, Lato
z radiem, Studio 2, tworzyły historię polskich mediów?
- Radiostacja, a później Rozgłośnia Harcerska to była świetna szkoła
radiowa dla młodych. W Rozgłośni Harcerskiej zebrała się grupa ciekawych
ludzi, z których wielu do dziś pracuje w radiu i telewizji. Lato z
radiem było czymś nowym, tak samo Studio 2. Za każdym razem próbowaliśmy
czegoś nowego i to coś pozostawiło ślady w naszych mediach do tej pory.
- Czy między radiem a telewizją ma Pan czas na wierność swojej fascynacji,
którą jest lotnictwo i latanie? Ma Pan uprawnienia do samodzielnych
lotów?
- O tym, niestety, można mówić niestety tylko w czasie przeszłym. Licencję
lotniczą trzeba odnawiać co roku, a niekiedy nawet co pół roku, i popiera
się je badaniami lekarskimi. A mnie te uprawnienia wygasły kilkanaście
lat temu. Zazdroszczę trochę kolegom, którzy dziś mogą latać. Bo tak
naprawdę, wydaje mi się, że tak naprawdę nikt nie wymyślił nic lepszego
od latania. Nawet radio i telewizja temu nie dorównują.
Rozmawiała: Aleksandra Sochoń