Hej kolęda, kolęda!
W latach mojej wczesnej młodości, już gdzieś tak od połowy
adwentu /jagwiyntu/ czuło się zbliżające święta. Nastrój świąteczny,
który powoli i stopniowo ogarniał mieszkańców wsi, trwał aż do Trzech
Króli.
Mali chłopcy zaczynali się zmawiać, kto, z kim, w jakiej grupie i
z czym pójdzie po kolędzie. Bo po kolędzie chodziło się z gwiazdą,
z szopką, czy jako trzej królowie.
Kiedy dobrały się już odpowiednie grupy, zaczynał się okres przygotowań.
Najwięcej pracy mieli ci, którzy wybierali się po kolędzie z gwiazdą.
Dobrzej, jeżeli gwiazda była gotowa z poprzednich lat i trzeba ją
było tylko odświeżyć. Gorzej, jeżeli trzeba było ją budować..
Budowanie gwiazdy, to był prawdziwy majstersztyk i nie każdy potrafił
to zrobić. Często w jej robieniu pomagali starsi. Aby zbudować gwiazdę
najpierw trzeba było zrobić okrąg w kształcie niewielkiego, odpowiednio
głębokiego sita, następnie okręg sita podzielić dokładnie na sześć
części, gdyż od każdej z tych części odchodziło ramię gwiazdy. Ramiona
gwiazdy stanowiło sześć równoramiennych, czworokątnych stożków. Kiedy
konstrukcja była gotowa przystępowało się do jej wypełniania. Przód
gwiazdy oraz ramiona okładało się małymi szybkami szkła. Natomiast
tył, wraz z odpowiednim wzmocnieniem stanowił konstrukcję nośną,
w której na środku wywiercony był otwór. W ten otwór wprowadzało
się sworzeń, przymocowany do drążka, co zapewniało możliwość kręcenia
gwiazdą.
 |
Po wypełnieniu szkieletu następował moment strojenia /ubierania/
gwiazdy. Miejsca styku szybek z drewnem oklejało się kolorowymi
wycinankami, a następnie tak wewnątrz gwiazdy, jak i na zewnątrz,
głównie okrąg,
ubierało się bibułkowymi kwiatami.
Jeżeli wnętrze gwiazdy było otwierane i można było zapalić tam
świece, co wystrojowi gwiazdy dodawało uroku, to wnętrze wyklejać
trzeba
było ostrożnie, aby w czasie kolędowania przy zapalonych świecach
nie spowodować pożaru. Także końce ramion gwiazdy ozdobione były
długimi, zwisającymi kićkami / czymś w rodzaju frędzli /, które
z braku dostępności innego tworzywa, najczęściej robione były z
ciętych
w długie paski gazet.
Niejednokrotnie były to bardzo piękne gwiazdy. Dzisiaj gwiazdy
takie spotyka się bardzo rzadko i to najczęściej wówczas, kiedy
po kolędzie
wybierają się starsi, aby w ten sposób przeprowadzić zbiórkę pieniędzy
na jakiś zbożny cel np. na remont, czy budowę kościoła.
Równocześnie z budową gwiazdy, chłopcy ćwiczyli śpiewanie kolęd.
Brali starą wysłużoną kantycke / kantyczkę zbiór popularnych
kolęd/, wybierali, które będą
śpiewać i zaczynali ćwiczyć. Pastuszkowie, czy Trzej Królowie mieli zawsze
do przedstawienia jeden i ten sam obrazek, powtarzając za każdym
razem te same słowa
i te same ruchy. Kolędnicy natomiast musieli znać kilka, a jak byli ambitni
to i kilkanaście kolęd, bo przecież któryś z gospodarzy mógł sobie
zażyczyć na przykład:
- Zaśpiywojciez chłopocki Pójdymy bracia w droge z wiecora, abo Wstań Dawidzie,
zagroj wsyndzie, zagroj wesoło i co?
Wtedy byłoby im nierek / głupio /, że takiej kolędy nie znają. Musieli, więc
ćwiczyć nie tylko znajomość tekstu, ale i ładne śpiewanie. Bo przecież fama
po wsi się niosła i takich kolędników, którzy ładnie śpiewali chętnie w domach
widziano. Próbowali, więc śpiewać głośno, wyraźnie i w miarę możliwości na
głosy.
Chodzący w moich rodzinnych stronach po kolędzie, nigdy nie stanowili tak barwnej
i ciekawej kompanii przebierańców, jak to ma miejsce w wioskach położonych
w górnym biegu Soły. Przebierańcy towarzyszyli kolędującym rzadko i to najczęściej
dorosłym. Bywało, więc, że grupie kolędniczej towarzyszył diabeł, śmierć, czasem
turoń, czy bocian.
Najbardziej okazała grupa kolędnicza wędrowała po mojej wsi w 1945 r. Jej uczestnicy
do melodii kolęd śpiewali ułożone przez siebie słowa wyrażające radość z zakończenia
II wojny światowej i opiewające pierwszy rok wolności.
Było tych kolęd kilkanaście. Pierwsze słowa niektórych z nich brzmiały:
Witaj Polsko narodzona, przez Niemczyznę przygnębiona,
Którą Niemcy w rękach mieli, Polaków wyniszczyć chcieli Oświęcimiem...,
albo Weselcie się ludzie, już Wam dobrze będzie
Niemczyzna zwalczona, a Hitler już kona....
Grupa ta licząca około 30 osób, obok tradycyjnych przebierańców miała w swoim
składzie także Hitlera i rosyjskiego żołnierza. Jej kolędowanie cieszyło się
ogromnym zainteresowaniem mieszkańców wsi, ale nie w każdym domu mogła kolędować,
gdyż maleńkie, góralskie chałupki nie pomieściłyby ich wszystkich.
Głownie jednak kolędowali chłopcy uczęszczający do szkoły podstawowej. Dla
nich to była duża atrakcja. Cieszyli się, jak ich chwalono, że ładnie śpiewają,
a
także z tego, że zarobią sobie po parę groszy.
Kolędnicy z gwiazdą i pastuszkowie wyruszali po kolędzie w św. Szczepana po
południu. Ale ich kolędowanie często poprzedzali inni. Bywało czasami, że sąsiedzi
poprzebierani
za tura, bociana, czy inne stworzenia, składali sobie wizyty już w wigilię
po wieczerzy. A już, prawie, że obowiązkowo kawalerka / dorośli młodzi mężczyźni
/, wyruszała po kolędzie z owsem w nocy z Bożego Narodzenia na Szczepana. Oni
chodzili dużą gromadą, liczącą kilkanaście osób, również z gwiazdą, muzyką
i
najczęściej odwiedzali te domy gdzie były panny na wydaniu. Podchodzili pod
dom, grali, śpiewali, a kiedy im otwarto, szybko wchodzili do kuchni, czy izby,
bo
ich największą radością było zastać pannę leżącą w łóżku, podnieść pierzynę
i bić tak mocno owsem, żeby wiedziała, że kolęda.
Kiedy już zakolędowali, przyjęli od gospodarzy poczęstunek, zatańczyli z gospodynią
i pannami, dziękowali ślicznie i szli dalej. Zaś kury po takie kolędzie, miały
owsa na kilka dni. Co prawda, jak im owsa zabrakło, to szli u gospodarza na
strych, napełniali owsem z sąsieków kieszenie, wynagradzając sobie wielokrotnie
wyrzucony
owies, ale przecież nikt się na to, ani tego sprzątania nie boczył bo to przecież
była kolęda.
Kawalerowie kolędowali czasami także w św. Szczepana, Jana, a nawet w Młodzianków.
Z reguły chodzili w większej grupie, z muzyką i głównie odwiedzali te domy,
gdzie były ładne dziewczyny. Śpiewali oni nie tylko tradycyjne kolędy, ale
bywało,
że w melodię kolędy wplatali słowa, których żadna kantyczka nie zamieszcza.
Ot choćby:
Seś jabłusek miała, komu ześ ik dała
Hej nom hej kolynda
Piyrse to zek dała swymu panu łojcu.
Hej nom hej kolynda
Drugie to zek dała swoi pani matce
Hej nom hej kolynda
Trzecie to zek dała swoi pani siostrze
Hej nom hej kolynda
Cworte to zek dała swymu panu bratu
Hej nom hej kolynda
Pionte to zek dała swymu nojmilsymu
Hej nom hej kolynda
A sóstego nie do póki się nie wydom.
Bywało także, że zalotne słowa wplatali w podziękowaniach za kolędę. Śpiewali
wówczas: Za kolynde dziynkujymy tobie ślicno panno,
Zakwitło ci prawe licko jak lilijo ranno.
Za kolynde dzynkujymy tobie ślicny kwiecie,
Zakwitło Ci prawe licko jak lilijo w lecie...,
a potem następowały obietnice, co jej to nie kupią i jak ją to nie ubiorą.
Mali kolędnicy z gwiazdą najczęściej chodzili w trójkę, ale bywało, że brali
ze sobą harmonistę, czasem skrzypka i to już była dobra grupa kolędnicza.
Pastuszkowie chodzili tradycyjnie w czwórkę lub w piątkę z aniołem, który nosił
szopkę i jak na pastuszków przystało, poubierani byli w serdocki /baranie kożuszki
bez rękawów/ z odwróconym na wierzch futrem.
Trzej królowie jak sama nazwa wskazuje chodzili w trójkę, poubierani wytwornie,
z koronami na głowach. Oni chodzili tylko w Święto Trzech Króli i w zasadzie
kończyli okres kolędowania.
Kiedy dzisiaj dzieciaki szkolne przychodzą do mnie po kolędzie z czymś co ma
imitować szopkę, czy gwiazdę i klepią, byle prędzej słowa wyuczonej kolędy,
wpuszczam ich do domu, bo taki był zwyczaj w mojej rodzinie. Wysłuchuję kolędy
i daję parę groszy. Czasem zatrzymuję ich na chwilę i mówię, - bez pretensji
-jak dawniej kolędowano.
Czuję jednak żal do ich rodziców, że wyrażają zgodę na takie kolędowanie. Przecież
to nie od dzieci, a od ich rodziców zależy, czy piękny zwyczaj kolędowania,
podobnie jak i inne ludowe tradycje, przechodzić będzie z pokolenia na pokolenie.
Antoni Urbaniec