Nad Sołą i Koszarawą - nr 23 (126) - rok  VI - 1 Grudzień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Prosto z mostu

Ponad dwutygodniowy rozbrat z gazetą, wynikły zresztą z przyczyn osobistych, dał mi możliwość świeżego spojrzenia na sprawy polityki krajowej i lokalnej. W międzyczasie odebrałem szereg telefonicznych uwag na temat swoich "wypocin", jak również w rozmowach bezpośrednich konfrontowałem moje poglądy z otaczającą nas rzeczywistością. Trzeba przyznać, że nie był to dla mnie czas stracony. Trochę poirytowałem się w bezpośredniej i długiej rozmowie z moim stałym adwersarzem, którego umownie nazwijmy Panem Andrzejem. Otóż, ów Pan twierdzi, że moje pióro zaczyna się krzywić w prawą stronę, co by miało delikatnie oznaczać, że w obliczu zbliżających się i intensywnie narastających kłopotów lewicowej formacji, próbuję się wyślizgnąć jak szczur z tonącego okrętu. Oj, Panie Andrzeju, tu się Pan niestety myli. Wiem, że za postawę pańskich domniemań przyjął pan przedostatni mój artykuł z numeru 20 z 15 X 2003 r. a ściśle mówiąc jego środkowy segment. Nie ukrywam, że nie jest przyjemnie pisać takie teksty, i to człowiekowi od lat związanemu z tą formacją, ale nie można przejść obojętnie wobec niektórych faktów mieszczących się już w kategoriach wynaturzeń. Jako przyczynę tego stanu rzeczy podałem trzy przymioty, niekompetencje rządzących, nieudacznictwo i arogancję. I nic się nie zmienia. "Psy szczekają a karawana idzie dalej" - ale i do oazy coraz dalej. Ja i nie tylko ja, nie twierdzimy, że rządowi jest lekko, że rozmowy tak w kraju jak i za granicą są łatwe, że dzień wstąpienia do Unii jest tuż, tuż. Ale proszę państwa, nic się nie zmienia w systemie rządzenia. Jakby z kapelusza, premier Hausner wyciąga program naprawy finansów publicznych, który ma zmniejszyć dziurę budżetową. Okazuje się, że jest to program partii rządzącej, o którego celach ostatni dowiedzieli się chyba członkowie SLD ( tak się szanuje elektorat). I uwaga, jest to program partii socjaldemokratycznej, w którym jest przede wszystkim chęć obcięcia wydatków socjalnych. I tu niestety zaczyna się "nóż w kieszeni otwierać". Kiedy pisałem o niekompetencji tego rządu miałem i mam na myśli karuzelę kadrową i to zupełnie przypadkową, będącą wynikową aktualnych afer w kraju. Oglądając czułe sceny w parlamencie, gdzie ważą się losy bądź co bądź wpływowego człowieka, który podobno rządził policją, łzy przychodziły do oczu, bo jakże to tak, takiego "prawiczka" można szkalować jeszcze przed wyrokiem. A tu ni stąd ni z owąd rewolucja personalna na samej wierchuszce w policji, li tylko dlatego, że jej główny szef w czasie pięciu zeznań w prokuraturze, tylko trzy razy mówił co innego. Zatem pytanie, czy to my jesteśmy wariatami już od zawsze, czy to z nas robi się wariatów? Jeśli do tego dodamy kilka kolejnych wpadek, które już niedługo będą miały wymiar afer, to zachodzi pytanie, czy jeszcze w tym kraju jest ktoś, kto panuje nad tą sytuacją. Tyle z pogranicza Temidy Panie Andrzeju. Wiem, że na pewno Pana też w tych tematach szlag trafia. Ale idźmy dalej. Półmetek kadencji tego rządu, notowania lecą na łeb na szyję a my z otwartą przyłbicą zaczynamy robić porządki w partii i to nie porządki kadrowe a porządki prawie, że statystyczne. Ogłoszono słynną weryfikację członków SLD a chcąc to w jakiś sposób usystematyzować, wprowadzono deklaracje, czyli czterostronicowy arkusz przypominający mi kartę personalną z lat pięćdziesiątych. Brak wprawdzie na niej mojego stosunku do religii, reinkarnacji czy też podejścia do spraw seksu. Ot karta. Kto ją wypełni, oznacza, że pozostaje w partii i już. Chciałbym, aby ktoś pofatygował się z opublikowaniem wyników statystycznych po weryfikacji tych ankiet. Nie chodzi mi o to, o ile zmniejszy się ilość członków SLD w wyniku tej weryfikacji, bo jak analitycy twierdzą, że na pewno około 30 % ( oby!). Interesuje mnie natomiast ile to "zagorzałych sympatyków lewicy" zrezygnowało z dalszej przynależności do SLD tylko dlatego, że......... nie zostali wybrani do samorządów terytorialnych a zapisali się do tej partii tuż przed układaniem list wyborczych. To może być bardzo ciekawa lektura, z której to ugrupowanie powinno wyciągnąć daleko idące wnioski. Zostańmy jeszcze chwilę przy tej osławionej weryfikacji. Zadaję sobie proste pytanie, kto kogo będzie weryfikował? Bo jeśli ma się to odbyć w "poziomie" to, to można o kant d... rozbić. Jak może pies psu oko wygryźć? Po drugie, jakie są kryteria tej weryfikacji, moralne, światopoglądowe, etyczne czy diabeł wie co. Bo jeśli mamy wyrzucać z partii tych, co nie płacą składek, to do tego nie potrzeba weryfikatorów, jeśli mamy wyrzucać przestępców skazanych przez organy ścigania, to jest to zapisane w statucie. Tak więc, o kogo chodzi? Bo ja naprawdę nie wiem. I nie wiem Panie Andrzeju czy Pan też dobrze wie, o co chodzi. Polemizując z Panem chciałbym aby Pan zrozumiał moje intencje, którymi kieruję się, obarczając rząd za obecny stan poparcia dla SLD. Tzw. "pakiet oszczędnościowy Hausnera" jest dla mnie kompletnie niezrozumiały. Ja wiem i wszyscy wiemy, że musimy zacisnąć pasa. I tutaj cechuje nas całkowita zgodność poglądów. Tylko, że, prawdopodobnie punkt widzenia wynika z punktu siedzenia. Inne spojrzenie na ten pakiet ma rząd a inne społeczeństwo a przynajmniej ta jego część, która może go najbardziej odczuć. Ja poprzednio pisałem, że uderzając w rencistów jako całość robi się im ogromną krzywdę, gdyż zdecydowana ich część to ludzie ułomni, chorzy i niesprawni, którzy za odzyskanie zdrowia daliby wszystko, by tylko móc iść do pracy. To prawda, że w tej rzeszy ludzi jest część cwaniaków, którzy poprzez rozmaite symulacje korzystają z przywilejów im nienależnych. Ale czy to tylko ich "zasługa"? Przecież ktoś im te uprawnienia przyznał. A więc leczmy przyczyny a nie skutki. Gani mnie Pan, że jakoś zapominam o czasie przeszłym i o potężnej wyrwie finansowej w budżecie, której twórcami była poprzednia ekipa. Zgadzam się z panem w całej pełni. Na ten temat pisałem już wiele razy nie zostawiając suchej nitki na poprzednikach. Ale Panie Andrzeju, dokąd można tolerować szkolne błędy naszych pseudo ministrów, którzy potrafili jeszcze bardziej zepsuć to, co i już tak było kompletnie spieprzone (służba zdrowia, infrastruktura itp.) Tyle mówiło się o zmniejszeniu administracji, a tu sytuacja jest odwrotna. Naczelnym zawołaniem w kampanii do Sejmu była sprawa likwidacji Senatu. I co? I nic. A tylko, dlatego że większość w Senacie stanowią przedstawiciele partii, która miała go likwidować. Czy to nie żałośnie śmieszne? Jak wytłumaczyć przeciętnemu śmiertelnikowi, że dla ratowania budżetu trzeba odebrać mu ostatnie ulgi, jakie dotychczas posiadał, aby mógł co nieco zrobić w swoim gospodarstwie, gdy tymczasem dowiadujemy się, że zwiększono nakłady na uwaga; unowocześnienie rządowego ośrodka wczasów, bądź postanowiono że wszystkim przewodniczącym komisji sejmowych i senackich oraz ich zastępcom należy zakupić laptopy. Ja już nie mówię o zakupie luksusowych samochodów czy wymianie samolotów, bo to na pewno jest potrzebne. Tylko czy aby wszystko. Na marginesie tych samolotów przypomniała mi się historia sprzed ponad dwudziestu lat, kiedy zostaliśmy, wprawdzie na krótko " obdarzeni" premierem, który nazywał się Edward Babiuch. Postać "mikro" w stosunku do Edwarda Gierka, ale premier. W jego ekspoze w Sejmie przebijała się silna wola daleko posuniętej oszczędności. Aby dać przykład, podjął decyzję, że, składając wizytę kanclerzowi Austrii poleci w podróż samolotem rejsowym Polskich Linii Lotniczych. I tak się stało. Tylko, że, w parę tygodni później osoby dobrze poinformowane potwierdziły, owszem samolot był rejsowy, załoga polska, premier z delegacją też polski, tylko że pasażerowie to sami..... funkcjonariusze SB. No takich oszczędności to nie bardzo bym chciał. Idźmy dalej Panie Andrzeju. Myślałem, że jak wszyscy mamy zaciągać pasa to wszyscy. Od głowy począwszy. A ja się dowiaduje, że tacy na przykład posłowie i senatorowie to oprócz pensji i to wysokiej, dostawać mają jeszcze tzw. trzynastki. Tu mnie już zatkało. Sam kiedyś kierowałem firmą i wspólnie z załogą robiliśmy wszystko, aby na koniec roku kalendarzowego osiągnąć zysk, z którego część, oczywiście po drakońskich odpisach na Skarb Państwa szła do podziału dla załogi. A tu wielmożni uchwalili, że im się należy trzynastka i to po równo jak leci. A więc ten poseł czy ta posłanka, która w trakcie roku praktycznie zanieczyszcza powietrze w sali sejmowej, bo jak się zdąży odezwać, to tylko w czasie przerwy albo w bufecie, i tacy mają otrzymać trzynastkę. Powariowali. Jedna z gazet zaproponowała posłom, aby tę trzynastkę przeznaczyć na cele charytatywne i ośmieszyła się, a właściwie to ośmieszyli się posłowie, bo tylko paru z nich wyraziło chęć na realizację tej propozycji. A więc Wysoki Sejmie jak to jest, jeśli łupić to tylko biednych zaś bogatych niesłusznie nagradzać. Waszmościowie wstyd mi za Was. I dzieje się to za aprobatą lewicowego rządu, którego notowania są chyba najgorsze od początku istnienia lewicy w III RP. Dlatego też Panie Andrzeju, moje uwagi to nie nienawistny atak na tą formację, to nie chęć przypodobania się ewentualnym następcom, ale to tylko kolejna przestroga dla ludzi, do których prawie 40% wyraziło swoje wotum zaufania w trakcie ostatnich wyborów parlamentarnych. Boję się jednak, że zaszliśmy za daleko w swej indolencji i właśnie teraz w przededniu wyborów do Parlamentu Europejskiego a później do wyborów w Polsce niektórzy z tzw. "wiecznych działaczy" już myślą o sobie i koleżkach przy układaniu nowych list wyborczych. I to mnie najbardziej martwi i sadzę, że Pana Panie Andrzeju też. Dlatego też proszę o mnie źle nie myśleć.
* * *
Jednak w każdym felietonie powinna być szczypta żartu, nawet gorzkiego, ale uważam, że powinna być. Przymusowe nieróbstwo skłoniło mnie a wręcz umożliwiło mi przegląd prasy krajowej w szerokim tego słowa znaczeniu. A więc prasy codziennej centralnej i lokalnej z pogranicza dwóch regionów, opolskiego, śląskiego i małopolskiego. I cóż ja się dowiaduję, a właściwie wyciągam wnioski. Otóż wbrew wszelkim teoriom o partiach politycznych niezależnie od ich prowieniencji siłą partii są jej członkowie i sympatycy, program tej partii oraz zaplecze medialne. I tu dochodzimy do kolejnego absurdu na polskiej scenie politycznej. Partia, która od ponad 10 lat mieści się na czołowym miejscu w sondażach instytutów badań opinii publicznej, dwa razy wygrywa wybory do Sejmu i wyłania rząd, jest kompletnie pozbawiona zaplecza medialnego. Bałamucenie o kontroli nad telewizją publiczną jest faktycznie bałamuceniem
społeczeństwa, gdyż programy polityczne i prezentowane w nich stanowiska przedstawicieli opozycji, aż zioną nienawiścią do istniejącego układu politycznego. Tzw. "gadające głowy", zresztą wciąż te same (Giertych, Rokita, Walendziak, Kaczyński (nie wiem który) czy ostatnio pani Gilowska oraz solidarnie resztka prawie konającego PSL - u), to właśnie tuby propagandowe, które potrafią nawet najbardziej drobiazgową wpadkę rządzących przemienić w aferę. A wszystko to w pełnej krasie przedstawia telewizja publiczna zwaną przez opozycję upolitycznioną. Konia z rzędem temu, kto pokaże mi program godzący w prawicę nie oparty na prawdziwych przesłankach w telewizji Solorza czy Waltera. To samo dotyczy prasy, ( na temat radia trudno mi się wypowiedzieć, gdyż zbyt mało go słucham chyba, że potrzebuję coś do felietonu, ale wtedy włączam tylko "Radio Maryja" i wiem wszystko). Rządząca partia ma właściwie do dyspozycji dwa tytuły, jeden to dziennik "Trybuna" oraz tygodnik "Przegląd". Tygodnik "Nie" stał się w ostatnim okresie "bezpłciowy" i więcej uwagi przykłada do plotek niż do szarej rzeczywistości. Oj, Panie Urban, starzejesz się Pan. Dziennik "Trybuna" zajmuje się na co dzień odpieraniem ataków na lewicę, więc nie za bardzo starcza mu miejsca na ataki na opozycję. Tutaj kuriozalnym wprost przypadkiem jest postać niedawnego naczelnego "Trybuny" Pana Janusza Rolickiego. Otóż Pan Janusz jako dawny "spowiednik" Edwarda Gierka ( "Przerwana dekada" czy "Replika") jakimś cudem "załapał" się na naczelnego "Trybuny", ale miejsca długo nie zagrzał. Zaś po odejściu, kala swoje gniazdo czyli pluje na to, czego sam był współtwórcą. Szczególną "sympatią" darzy rząd Leszka Millera a szczególnie jego samego. Żal mi tego starszego już Pana, który "wierszówkami" w opozycyjnych gazetach musi dorabiać do swojej emerytury (ostatnio dotarł już do springerowskiej gazety "Fakt"). Tak trzymać Panie Rolicki. Jeśli do "Trybuny” dodamy tygodnik "Przegląd", którego cechą jest wyważona publicystyka a uroku dodają felietony Pana Aleksandra Małachowskiego, to mamy obraz "potężnego" wsparcia medialnego w prasie. Ja nie mówię już o szeregu wydawnictwach o zasięgu lokalnym, które mają zabarwienie lewicowe, gdyż naprzeciw potężnej machiny, jaką jest prasa o zabarwieniu prawicowym jesteśmy naprawdę "Dawidem". Dlatego dziwi mnie np. zażyłość Pana Michnika, jako naczelnego bardzo opiniotwórczej gazety z premierem Millerem (wspólne kolacyjki) czy prezydentem Kwaśniewskim (wspólne rauty) a brak przełożenia treści artykułów zamieszczanych w tejże gazecie, których ostrze skierowane jest w lewicę. Ale to już podobno polityka. Miało być weselej a jest nadal ponuro. Spróbujmy zatem coś weselszego. Zanim przejdziemy do kabaretu wypada zaznaczyć, że toczy się szeroka dyskusja na temat, być albo nie być, Teatru Telewizji. Jego rola w publicystyce telewizyjnej czy też popularyzacji sztuki teatralnej w społeczeństwie wyraźnie się kurczy. Ale tym niech się martwią spece od kultury. Zaś na naszych oczach dynamicznie rozwija się nowa forma teatru, czyli "Teatr Faktu", jakim są sprawozdania z posiedzeń speckomisji ds. "Rywingate". I tu dopiero zaczyna się cyrk, który dla niektórych może być śmieszny, dla innych zaś stanowi odskocznię do dalszej kariery. Główny aktor tego spektaklu, czyli sam Pan Rywin, to postać prawie bajkowa. Podobno to On jest też autorem całego scenariusza a że jest i niezłym producentem wszystko układa się w logiczną całość i zapewnia dalszy byt tego spektaklu. Niczym Cezar, który powiedział " veni, vidi, vici" ( przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem) Rywin powiedział,- że nic nie powie i koniec. O resztę martwcie się wy. I tu zaczyna się szopka. W majestacie prawa Sejm powołuje speckomisję z nadzwyczajnymi uprawnieniami, która - uwaga - ma działać "przy otwartej kurtynie". Powołano 10 sprawiedliwych "ze wszystkich parafii" na czele z pseudoprawnikiem prof. Nałęczem. Dlaczego pseudoprawnik - bo przecież sam na początku oświadczył, że dopiero teraz zacznie się uczyć prawa. To, że w Komisji znaleźli się ludzie tacy jak pani Beger czy paru innych posłów z różnych formacji w tym i SLD, ( vide pani poseł Błochowiak) świadczy albo o stosunku Wysokiej Izby do tej nowej instytucji albo o braku w swych szeregach ludzi, jeśli nie mądrych to przynajmniej oczytanych. A tu, co. Teatr trwa już wiele miesięcy. Widownia maleje, bo i treść spektaklu coraz bardziej "miałka" a końca nie widać. Ludzie z TVP zarobili już masę pieniędzy ( oczywiście pieniędzy podatników, czyli nas) na tym spektaklu. Dziennikarze zarobili krocie na wierszówkach. I tak się to robi. Niejaki pan poseł dwojga imion, Rokita robi w tym spektaklu za trzech, a więc za siebie, za swoją partię i na swoje osobiste konto, gdzie zwykli wazeliniarze pomału ogłaszają Go premierem. Publiczna telewizja robi mu wspaniałą reklamę, choć trzeba przyznać, że facet chyba jako jeden jedyny wie, co w końcu jest grane, a grać to On przecież potrafi. Ten spektakl również uczy, gdyż dzięki słownej potyczce między panem premierem Millerem a posłem Ziobro zdefiniowane zostało słowo "zero". Do niedawna myślałem, że to cyfra, jednak dzięki spektaklowi zmieniłem zdanie. Również i członkinie speckomisji mają w tym teatrze swoje ważne role. Pani poseł Renata "obnażyła" się przed całą widownią, co do swoich zapędów seksualnych, a słowo "kurwiki" już na stałe weszło do annałów literatury współczesnej. Trochę w tym wszystkim jest jednak goryczy. Bo jeśli zdecydowano się na taki zabieg i to pod hasłem walki z korupcją to traktujmy to na miłość boską poważnie. Okazuje się, że osoba, na której ciąży piętno popełnienia przestępstwa, które już potwierdziła prokuratura ma czelność wnosić, aby przed obliczem Komisji ( w tym również przed Jej obliczem) stanął w charakterze świadka do przesłuchania Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. I tu już nie wytrzymam i pytam " Boże, ty to widzisz i nie grzmisz". Toć to potwarz dla tego Urzędu i majestatu Rzeczypospolitej. Nie wchodzę w kruczki prawne czy prezydent może być wezwany przed oblicze speckomisji czy nie, tylko jeśli ma być wzywany to na pewno nie przez ludzi ściganych przez prawo. Przykro mi było słuchać w radiu anegdoty na temat "najinteligentniejszego członka komisji", czyli pani Beger. Po wywiadzie Moniki Olejnik z prezydentem Kwaśniewskim ktoś zapytał. Jaka Jest różnica między Panią redaktor Olejnik a posłanką Beger? Odpowiedź brzmiała - podobno taka, jak między komputerem a liczydłem.
I jak tu nie kochać tej Komisji. Swoje "pięć minut" miała również posłanka Błochowiak, która jako przedstawicielka partii dążącej do legalizacji małżeństw homoseksualnych popisała się swoją znajomością w tym temacie rozróżniając te osoby po .......... kolorze skarpet. Oczywiście przesłuchania w Komisji w obliczu jupiterów i kamer to naturalnie okazja do zaprezentowania swoich krasomówczych umiejętności tak przez pytających jak i odpowiadających. Tutaj rej wodził oczywiście "obywatel świata" Pan redaktor Michnik, który przynajmniej w moich oczach stracił dużo więcej niż mógł zyskać. Jego arogancja i obnoszenie się znajomościami ze wszystkimi możnymi tego świata czynią Go w oczach wielu ludzi - maluczkim. Choć trzeba przyznać, że to właśnie dzięki niemu wiemy jak można szybko przyrządzić kolację, na którą zaprasza się premiera. Kto z kim pije, przebywa doraźnie czyli w celach biznesowych a kto z kim faktycznie przyjaźni się. Wiemy też, kto z kim przepił bruderschaft a kto czasowo na salonach "warszawki" jest czarną owcą. Tylko do jasnej cholery, gdybym się zapytał przeciętnego śmiertelnika w kraju, o co w tym wszystkim chodzi, to przynajmniej zdecydowana większość odpowie, że nie wie. I chyba o to chodziło. Właściwy proces Pana Rywina rozpoczyna się w początkach grudnia przed właściwymi organami prawa w praworządnym państwie, bez kamer i mikrofonów, bez fryzur i makijaży za to w pełni powagi w obliczu organów, jakimi są Sąd i Prokuratura. Nie kwestionuję potrzeby powołania speckomisji, gdyż taka była wola Sejmu. Ale gdyby to "teatrum" odbywało się w zaciszu sal sejmowych to prawdopodobnie wnioski Komisji byłyby już w Sejmie, a zaoszczędzono by ogromne pieniądze, które poszły w " parę zamiast w gwizdek". Ale jak znam nasze "elyty" polityczne to wiem, że niebawem będą szukać nowej afery, aby móc powołać kolejną Komisję. Bo jakże to, On mógł występować w glorii stróża prawa i porządku publicznego w świetle kamer i jupiterów a Ja nie? Boję się, że faktyczny Teatr Telewizji, który nam się naprawdę wali, zawali się całkiem a "teatrum" polityczne trwać będzie nadal. Oznaczać to będzie, że niczego niestety nie nauczyliśmy się. A szkoda.
* * *
Wracam jednak z dalekiej podróży na własne podwórko. Otóż z zaciekawieniem przeczytałem w "Kronice Beskidzkiej" Nr 46 z 13 XI 2003 r. w żywieckiej mutacji artykuł "Aby pomóc biednym uczniom", w którym radny powiatu Jacek Seweryn apeluje do radnych powiatu o pomoc dla najbiedniejszych uczniów szkół ponadpodstawowych z Żywiecczyzny. I to zasługuje na uwagę. Otóż temat ten poruszyłem w swoim felietonie parę miesięcy temu gdzie dawałem konkretny przykład uczennicy, która zmuszona była przerwać naukę w jednej z żywieckich szkół ponadpodstawowych z powodu braku możliwości wykupu biletu miesięcznego na dojazd do szkoły. Oczywiście z braku funduszu w rodzinie. W tym artykule apelowałem do organizacji społecznych, instytucji i biznesmenów o przyjście z pomocą tym dzieciom. Indywidualna sprawa owej uczennicy została załatwiona, ale problem pozostał. Oczywiście w tym apelu pominąłem radnych powiatu, gdyż nie wiedziałem o wysokości diet przysługujących im z tytułu pełnienia bądź, co bądź społecznej funkcji, która jest chyba bardziej zaszczytem niż źródłem utrzymania. Przedstawiona w tym artykule tabela wynagrodzeń ( bo tak to trzeba chyba nazwać) nieco mnie zaskoczyła. Nie mam zamiaru zaglądać nikomu do kieszeni, ale coś tu chyba nie tak. Sprawozdania finansowe Rady Powiatu napawają trwogą, zadłużenie jest ogromne, rezygnuje się z szeregu zadań, ale wypłaty diet są niezachwiane. Dlatego też nie dziwi mnie apel Pana radnego Jacka Seweryna, aby radni swoim przykładem zachęcili innych do świadczenia pomocy dla tych najbiedniejszych uczniów. A swoją drogą warto też, aby radni zajrzeli do swych lokalnych gazet gdyż poza opisem szarej rzeczywistości bądź też nadzwyczajnych okoliczności i wydarzeń w regionie pisma te próbują przyczynić się do poprawy naszej rzeczywistości. Popierając w pełni apel Pana Jacka Seweryna chętnie czekamy na informację o rozwijaniu się tej inicjatywy, którą będziemy propagować na łamach naszej gazety.
Kazimierz SEMIK
P.S. Za dwa tygodnie będziemy próbować wespół z czytelnikami wracać do lokalnych problemów w tym min. sprawy „targowicy”.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.