Błogosławieństwo to mało
Przypadek zrządził, że w pięć tygodni po ukazaniu się w NSiK /15. 8.
03./ mojego artykułu pod tytułem "Beskidzkie Parki Krajobrazowe
powinny działać samodzielnie", w "Przeglądzie" / 21.
09. 03. / zamieszczona została rozmowa Joanny Tańskiej z podsekretarzem
stanu w Ministerstwie Środowiska - głównym konserwatorem przyrody Prof.
Ewą Symonides, pod intrygującym tytułem: "Górskie hale bez owcy?".
Wywiad ten poświęcony był ochronie krajobrazu.
Zaintrygowany tytułem bardzo uważnie zapoznałem się z treścią owej
rozmowy i wyczytałem tam takie sformułowanie: "m.in. dlatego po
wielu latach sporów >pobłogosławiło się< kontrolowany, kulturowy
wypas owiec. Górski krajobraz byłby niepełny, gdyby z łąk i polan regla
dolnego, czy górnego znikły owce i hale".
Aż tyle i tylko tyle !!!
To dobrze, że "pobłogosławiło się". Że wysoki urzędnik szczebla
państwowego dostrzega i podkreśla ważność tego problemu. Ale co dalej?.
Co zmieniło się w naszej polityce w stosunku do hal i owczarstwa? Chyba
tylko to, że owce - traktowane tak jak całe rolnictwo - w Beskidach
w zasadzie zeszły z gór. Dlatego też nie chodzi o błogosławieństwo
wypasu na halach, ale o konkretne działania, aby owce na hale wróciły.
W moim artykule postulowałem usamodzielnienie kierownictwa beskidzkich
parków krajobrazowych wskazując na ich specyfikę i niezwykle ważkie,
nabrzmiałe problemy, jakie stoją przed nimi do podjęcia. Napisałem
tam m.in: "Za jedną z najważniejszych i najpilniejszych spraw
dla Beskidów uważam wyhamowanie procesu schodzenia z owcami z gór i
wiążącej się z tym degradacji hal".
Do artykułu tego - wysłanego do wojewody śląskiego i do starostów powiatów:
bielskiego, cieszyńskiego i żywieckiego do tej pory ustosunkował się
jedynie dyrektor Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Śląskiego,
który - co zrozumiałe mnogością informacji o poczynaniach na tym terenie,
próbuje wykazać, że jest dobrze i broni "swoich włości".
Nie zamierzam z wystąpieniem dyrektora polemizować. Nie o polemikę
tutaj zresztą chodzi. Chodzi o sprawę. Wielką sprawę, widzianą przez
regionalny pryzmat wartości przyrodniczo-krajobrazowych i kulturowych
beskidzkich parków krajobrazowych. Nie wiem, czy moje wywody trafią
do kompetentnych osób i czy zostaną rozważone, ale spróbuję po raz
trzeci, jako że wcześniej temat ten już podejmowałem. Położone w granicach
województwa śląskiego beskidzkie parki krajobrazowe obejmują powierzchnię
91.030 ha, a ich strefa ochronna stanowi dalsze 54.318 ha.
W tym:
- Park Krajobrazowy Beskidu Małego 16.540 ha, a strefa ochronna 10.243
ha,
- Park Krajobrazowy Beskidu Śląskieg 38.620 ha, a strefa ochronna 22.285
ha,
- Żywiecki Park Krajobrazowy 35.870 ha, a strefa ochronna 21.790 ha.
Stanowią one prawie 40% obszaru Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa
Śląskiego, a w wielkościach bezwzględnych zajmują powierzchnię większą,
aniżeli powierzchnia wszystkich parków krajobrazowych w niektórych
innych województwach.
W powiatach: Bielsko-Biała, Cieszyn, Żywiec i mieście Bielsku-Białej
ochroną krajobrazową / nie licząc strefy ochronnej / objęte jest około
40 % powierzchni ogólnej, podczas, gdy średnio w kraju stanowi to tylko
7% . Już tylko porównanie tych dwóch wielkości, świadczy o tym z jak
wysokimi walorami przyrodniczo-krajobrazowymi mamy tutaj do czynienia.
Przy czym dodać trzeba - co podkreślam raz jeszcze -, że mamy do czynienia
ze specyficzną ochroną górskiego krajobrazu.
Terenów górskich i podgórskich mamy w Polsce mało. Bardzo mało. Różne
są szacunki ich wielkości, ale w sumie oscylują w granicach 8-10 %
powierzchni. Z powierzchni tej około 1/4 - 1/5 przypada na województwo
śląskie.
Czy zatem, nie warto by nadać ich ochronie również instytucjonalną
rangę, tym bardziej że parki te położone są w Euroregionie Beskidy
i ranga ich kierownictwa w przygranicznej współpracy także nie jest
bez znaczenia. Warto aby problemy dotyczące zagospodarowania tych terenów
rozstrzygane były tu na miejscu, oczywiście w uzgodnieniu z wojewódzkim
konserwatorem przyrody, a nie za pośrednictwem odległej, nie tkwiącej
w miejscowej specyfice "czapki"?
Czy nie należałoby wypracować adekwatnych dla tych terenów planów ochrony,
które próbowałyby godzić ochronę krajobrazu przyrodniczego i kulturowego
z rekreacją i wypoczynkiem, a nie powielać, pewnych odgórnych akcji.
Czy w tym programie nie należałoby ująć, jako wiodący problem wypasu
owiec w górach i ochrony hal przed ich degradacją oraz nieprzemyślanym
zalesianiem?
Są pewne elementy krajobrazowe, które można odtworzyć, zrekultywować,
czy zrekonstruować, ale jeżeli las raz pokryje halę, to nawet za sto
lat nie odrośnie na niej roślinność typowa dla terenów górskich.
Uważam, że jest to problem o takiej doniosłości iż wymaga spotkania
się w zespole kompetentnych, bezstronnych, zaangażowanych nie tylko
emocjonalnie osób, aby zastanowić się nad sposobem, jego rozwiązania.
I to tak na dzisiaj, jak i na jutro, jako że myśląc o zagospodarowaniu
terenów górskich można wiązać nadzieje z pewnymi środkami z Unii Europejskiej.
O tym jednak musimy myśleć już dzisiaj!!!
Antoni Urbaniec
|