Nad Sołą i Koszarawą - nr 23 (126) - rok  VI - 1 Grudzień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Błogosławieństwo to mało

Przypadek zrządził, że w pięć tygodni po ukazaniu się w NSiK /15. 8. 03./ mojego artykułu pod tytułem "Beskidzkie Parki Krajobrazowe powinny działać samodzielnie", w "Przeglądzie" / 21. 09. 03. / zamieszczona została rozmowa Joanny Tańskiej z podsekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska - głównym konserwatorem przyrody Prof. Ewą Symonides, pod intrygującym tytułem: "Górskie hale bez owcy?". Wywiad ten poświęcony był ochronie krajobrazu.
Zaintrygowany tytułem bardzo uważnie zapoznałem się z treścią owej rozmowy i wyczytałem tam takie sformułowanie: "m.in. dlatego po wielu latach sporów >pobłogosławiło się< kontrolowany, kulturowy wypas owiec. Górski krajobraz byłby niepełny, gdyby z łąk i polan regla dolnego, czy górnego znikły owce i hale".
Aż tyle i tylko tyle !!!
To dobrze, że "pobłogosławiło się". Że wysoki urzędnik szczebla państwowego dostrzega i podkreśla ważność tego problemu. Ale co dalej?. Co zmieniło się w naszej polityce w stosunku do hal i owczarstwa? Chyba tylko to, że owce - traktowane tak jak całe rolnictwo - w Beskidach w zasadzie zeszły z gór. Dlatego też nie chodzi o błogosławieństwo wypasu na halach, ale o konkretne działania, aby owce na hale wróciły.
W moim artykule postulowałem usamodzielnienie kierownictwa beskidzkich parków krajobrazowych wskazując na ich specyfikę i niezwykle ważkie, nabrzmiałe problemy, jakie stoją przed nimi do podjęcia. Napisałem tam m.in: "Za jedną z najważniejszych i najpilniejszych spraw dla Beskidów uważam wyhamowanie procesu schodzenia z owcami z gór i wiążącej się z tym degradacji hal".
Do artykułu tego - wysłanego do wojewody śląskiego i do starostów powiatów: bielskiego, cieszyńskiego i żywieckiego do tej pory ustosunkował się jedynie dyrektor Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Śląskiego, który - co zrozumiałe mnogością informacji o poczynaniach na tym terenie, próbuje wykazać, że jest dobrze i broni "swoich włości". Nie zamierzam z wystąpieniem dyrektora polemizować. Nie o polemikę tutaj zresztą chodzi. Chodzi o sprawę. Wielką sprawę, widzianą przez regionalny pryzmat wartości przyrodniczo-krajobrazowych i kulturowych beskidzkich parków krajobrazowych. Nie wiem, czy moje wywody trafią do kompetentnych osób i czy zostaną rozważone, ale spróbuję po raz trzeci, jako że wcześniej temat ten już podejmowałem. Położone w granicach województwa śląskiego beskidzkie parki krajobrazowe obejmują powierzchnię 91.030 ha, a ich strefa ochronna stanowi dalsze 54.318 ha.
W tym:
- Park Krajobrazowy Beskidu Małego 16.540 ha, a strefa ochronna 10.243 ha,
- Park Krajobrazowy Beskidu Śląskieg 38.620 ha, a strefa ochronna 22.285 ha,
- Żywiecki Park Krajobrazowy 35.870 ha, a strefa ochronna 21.790 ha.
Stanowią one prawie 40% obszaru Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Śląskiego, a w wielkościach bezwzględnych zajmują powierzchnię większą, aniżeli powierzchnia wszystkich parków krajobrazowych w niektórych innych województwach.
W powiatach: Bielsko-Biała, Cieszyn, Żywiec i mieście Bielsku-Białej ochroną krajobrazową / nie licząc strefy ochronnej / objęte jest około 40 % powierzchni ogólnej, podczas, gdy średnio w kraju stanowi to tylko 7% . Już tylko porównanie tych dwóch wielkości, świadczy o tym z jak wysokimi walorami przyrodniczo-krajobrazowymi mamy tutaj do czynienia. Przy czym dodać trzeba - co podkreślam raz jeszcze -, że mamy do czynienia ze specyficzną ochroną górskiego krajobrazu.
Terenów górskich i podgórskich mamy w Polsce mało. Bardzo mało. Różne są szacunki ich wielkości, ale w sumie oscylują w granicach 8-10 % powierzchni. Z powierzchni tej około 1/4 - 1/5 przypada na województwo śląskie.
Czy zatem, nie warto by nadać ich ochronie również instytucjonalną rangę, tym bardziej że parki te położone są w Euroregionie Beskidy i ranga ich kierownictwa w przygranicznej współpracy także nie jest bez znaczenia. Warto aby problemy dotyczące zagospodarowania tych terenów rozstrzygane były tu na miejscu, oczywiście w uzgodnieniu z wojewódzkim konserwatorem przyrody, a nie za pośrednictwem odległej, nie tkwiącej w miejscowej specyfice "czapki"?
Czy nie należałoby wypracować adekwatnych dla tych terenów planów ochrony, które próbowałyby godzić ochronę krajobrazu przyrodniczego i kulturowego z rekreacją i wypoczynkiem, a nie powielać, pewnych odgórnych akcji.
Czy w tym programie nie należałoby ująć, jako wiodący problem wypasu owiec w górach i ochrony hal przed ich degradacją oraz nieprzemyślanym zalesianiem?
Są pewne elementy krajobrazowe, które można odtworzyć, zrekultywować, czy zrekonstruować, ale jeżeli las raz pokryje halę, to nawet za sto lat nie odrośnie na niej roślinność typowa dla terenów górskich.
Uważam, że jest to problem o takiej doniosłości iż wymaga spotkania się w zespole kompetentnych, bezstronnych, zaangażowanych nie tylko emocjonalnie osób, aby zastanowić się nad sposobem, jego rozwiązania. I to tak na dzisiaj, jak i na jutro, jako że myśląc o zagospodarowaniu terenów górskich można wiązać nadzieje z pewnymi środkami z Unii Europejskiej. O tym jednak musimy myśleć już dzisiaj!!!
Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.