Nad Sołą i Koszarawą - nr 22 (125) - rok  VI - 15 Listopad 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Więcej takich rolników

W rodzinie Midorów już trzecie - żyjące pokolenie zaczyna gospodarować samodzielnie. Senior rodu - Antoni Midor liczy sobie 96 lat i trzyma się krzepko, chociaż za pługiem już nie chodzi, ale - jak to kiedyś tłumaczył swojemu synowi, gdyby tak policzyć kilometry, które zrobił, trzymając pług w rękach, to wystarczyło by tego, aby opasać kulę ziemską nie jeden raz. Zanim przekazał gospodarstwo synowi, przepracował na nim około 50 lat. A było to gospodarstwo niemałe. Liczyło - jak to się wówczas mówiło - 18 mórg i zaliczane było do przodujących w powiecie. Szeroko znane było bydło - rasy polskiej czerwonej - z jego obory, które już w latach 50 -tych ubiegłego wieku wpisane zostało do centralnego rejestru hodowlanego krów.

Za pługiem nie chodził także jego syn - Czesław Midor, który gospodarstwo o obszarze ponad 8 ha przejął od ojca w 1977 r. i powiększył o gospodarstwo, które w spadku otrzymała żona Jadwiga z domu Walczak oraz zakupił i dzierżawił nowe areały.
W 1997 - po dwudziestu latach pracy na roli, gospodarstwo to przekazał synom - Januszowi i Michałowi - absolwentom Technikum Rolniczego w Moszczanicy.
Cz. Midor godnie kontynuował rodzinne tradycje, zaliczając się do czołówki rolników na Żywiecczyźnie. Po przejęciu gospodarstwa - kierując się rachunkiem ekonomicznym, wybudował chlewnię na 120 tuczników w cyklu zamkniętym, ale z hodowli bydła nie rezygnował. Uzyskiwał także dobre efekty w uprawach polowych, czego wyrazem było dwukrotne zdobycie przez niego tytułu "Mistrz produkcji roślinnej" jego plony wyniosły 60 q/ha, podczas, gdy średnia wojewódzka nie przekraczała 30 q/ha. Sześć lat temu gospodarstwo przejęli i podzielili między siebie synowie.
Janusz pozostał na ojcowiźnie, przejął około 10 ha pola i łącznie z dodatkowymi dzierżawami obecnie uprawia prawie 40 ha użytków rolnych. Michał przejął po dziadkach / rodzicach żony / ponad 3 ha, a obecnie łącznie z dzierżawami uprawia prawie 20 ha.
Oba te gospodarstwa, są niewątpliwie jednymi z największych i najnowocześniejszych na Żywiecczyźnie. Tradycje, jakie ci młodzi rolnicy wynieśli z domu /warto dodać, że ich ojciec również ma średnie wykształcenie rolnicze, jest znanym i cenionym działaczem chłopskim/, a także ich teoretyczne i praktyczne przygotowanie, warunkują, że gospodarstwa te są w dobrych rękach i konkurencji w ramach Unii Europejskiej obawiać się nie muszą.
Przemawia za tym tak produkcja roślinna, jak i zwierzęca. Produkcja w tych gospodarstwach jest produkcją ekologiczną. Zużycie nawozów mineralnych i środków ochrony roślin w ich gospodarstwach jest minimalne. Podczas, gdy - dla przykładu - Holandia zużywa na 1 ha ponad 9 kg pestycydów / środków ochrony roślin /, w ich gospodarstwie zużywa się zaledwie 0,40 kg. Także tucz żywca, tak wołowego, jak i wieprzowego prowadzony jest systemem tradycyjnym, bez domieszek różnego rodzaju mączek zwierzęcych, czy rybnych, co jak pamiętamy masowo stosowano w Anglii, doprowadzając w efekcie do wybuchu, prawdziwej epidemii BSE / choroby szalonych krów /, która wstrząsnęła gospodarką nie tylko w Anglii.
Głównym kierunkiem hodowlanym, w którym specjalizują się oba gospodarstwa, jest produkcja mleka. Każde z nich odstawia rocznie do mleczarni w Żywcu 40 - 50 tyś. litrów mleka, o przeciętnej zawartości tłuszczu 3,8 %. Nie trzeba dodawać, że przy tej skali produkcji są najpoważniejszymi dostawcami mleka w powiecie.
Gospodarstwa te mogą po naszym przystąpieniu do Unii Europejskiej śmiało patrzyć w przyszłość. Chodzi tylko o to aby nasi przedstawiciele w Unii zadbali o właściwe traktowanie polskich rolników.
Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.