Więcej takich rolników
W rodzinie Midorów już trzecie - żyjące pokolenie zaczyna
gospodarować samodzielnie. Senior rodu - Antoni Midor liczy sobie
96 lat i trzyma się krzepko, chociaż za pługiem już nie chodzi, ale
- jak to kiedyś tłumaczył swojemu synowi, gdyby tak policzyć kilometry,
które zrobił, trzymając pług w rękach, to wystarczyło by tego, aby
opasać kulę ziemską nie jeden raz. Zanim przekazał gospodarstwo synowi,
przepracował na nim około 50 lat. A było to gospodarstwo niemałe.
Liczyło - jak to się wówczas mówiło - 18 mórg i zaliczane było do
przodujących w powiecie. Szeroko znane było bydło - rasy polskiej
czerwonej - z jego obory, które już w latach 50 -tych ubiegłego wieku
wpisane zostało do centralnego rejestru hodowlanego krów.
 |
 |
Za pługiem nie chodził także jego syn - Czesław Midor, który gospodarstwo
o obszarze ponad 8 ha przejął od ojca w 1977 r. i powiększył o gospodarstwo,
które w spadku otrzymała żona Jadwiga z domu Walczak oraz zakupił
i dzierżawił nowe areały.
W 1997 - po dwudziestu latach pracy na roli, gospodarstwo to przekazał
synom - Januszowi i Michałowi - absolwentom Technikum Rolniczego w
Moszczanicy.
Cz. Midor godnie kontynuował rodzinne tradycje, zaliczając się do
czołówki rolników na Żywiecczyźnie. Po przejęciu gospodarstwa - kierując
się rachunkiem ekonomicznym, wybudował chlewnię na 120 tuczników w
cyklu zamkniętym, ale z hodowli bydła nie rezygnował. Uzyskiwał także
dobre efekty w uprawach polowych, czego wyrazem było dwukrotne zdobycie
przez niego tytułu "Mistrz produkcji roślinnej" jego plony
wyniosły 60 q/ha, podczas, gdy średnia wojewódzka nie przekraczała
30 q/ha. Sześć lat temu gospodarstwo przejęli i podzielili między
siebie synowie.
Janusz pozostał na ojcowiźnie, przejął około 10 ha pola i łącznie
z dodatkowymi dzierżawami obecnie uprawia prawie 40 ha użytków rolnych.
Michał przejął po dziadkach / rodzicach żony / ponad 3 ha, a obecnie
łącznie z dzierżawami uprawia prawie 20 ha.
Oba te gospodarstwa, są niewątpliwie jednymi z największych i najnowocześniejszych
na Żywiecczyźnie. Tradycje, jakie ci młodzi rolnicy wynieśli z domu
/warto dodać, że ich ojciec również ma średnie wykształcenie rolnicze,
jest znanym i cenionym działaczem chłopskim/, a także ich teoretyczne
i praktyczne przygotowanie, warunkują, że gospodarstwa te są w dobrych
rękach i konkurencji w ramach Unii Europejskiej obawiać się nie muszą.
Przemawia za tym tak produkcja roślinna, jak i zwierzęca. Produkcja
w tych gospodarstwach jest produkcją ekologiczną. Zużycie nawozów
mineralnych i środków ochrony roślin w ich gospodarstwach jest minimalne.
Podczas, gdy - dla przykładu - Holandia zużywa na 1 ha ponad 9 kg
pestycydów / środków ochrony roślin /, w ich gospodarstwie zużywa
się zaledwie 0,40 kg. Także tucz żywca, tak wołowego, jak i wieprzowego
prowadzony jest systemem tradycyjnym, bez domieszek różnego rodzaju
mączek zwierzęcych, czy rybnych, co jak pamiętamy masowo stosowano
w Anglii, doprowadzając w efekcie do wybuchu, prawdziwej epidemii
BSE / choroby szalonych krów /, która wstrząsnęła gospodarką nie tylko
w Anglii.
Głównym kierunkiem hodowlanym, w którym specjalizują się oba gospodarstwa,
jest produkcja mleka. Każde z nich odstawia rocznie do mleczarni w
Żywcu 40 - 50 tyś. litrów mleka, o przeciętnej zawartości tłuszczu
3,8 %. Nie trzeba dodawać, że przy tej skali produkcji są najpoważniejszymi
dostawcami mleka w powiecie.
Gospodarstwa te mogą po naszym przystąpieniu do Unii Europejskiej
śmiało patrzyć w przyszłość. Chodzi tylko o to aby nasi przedstawiciele
w Unii zadbali o właściwe traktowanie polskich rolników.
Antoni Urbaniec