Nad Sołą i Koszarawą - nr 22 (125) - rok  VI - 15 Listopad 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Wywiad z Krzysztofem Wielickim

Co wygania pana z ciepłego domu w zimne, wysokie i niebezpieczne góry?
Każdy człowiek potrzebuje zmiany. Inaczej postrzega rzeczy prozaiczne codzienne kiedy ich nie ma. Jak się człowiek kładzie codziennie w czystej pościeli prawie nie zwraca na to uwagę. Natomiast, jak się jest zmuszonym do spania w brudnym śpiworze, to wtedy dobitnie zauważa się różnicę. Kłania się tutaj teoria zmian połączona z pasją. Góry same w sobie wywołują emocje, ryzyko związane z alpinizmem dodaje mu dodatkowego uroku, a to wyzwala adrenalinę, której poszukujemy. Aby się wspinać trzeba być głodnym przeżyć. Ludzie wspinający się są typami wojowników i chyba ja do takich należę.
Jak na pana kolejne plany reagowali najbliżsi?
Muszę powiedzieć, że jest to jeden z trudniejszych elementów każdej wyprawy, gdyż ten sport jest trochę egoistyczny. Wiąże się z długim pobytem poza domem i ryzykiem. Dlatego, aby się tym zajmować dłużej trzeba mieć szczęście przy doborze partnera, który nie tylko zrozumie tę pasję, ale będzie wspierał i przez to będzie się realizował.
Pomimo tego, że czasy monarchii mamy już dawno za sobą pan ma Koronę Himalajów (14 x 8000), i podobno przymierza się do zdobycia Korony Ziemi. Jako, KRÓL GÓR, proszę podzielić się z nami, co trzeba zrobić, aby zostać przynajmniej księciem czy rycerzem gór. Jak przygotować się do wyprawy?
Zaraz po tym, jak zdobyłem Koronę Himalajów myślałem o Koronie Ziemi pojechałem w 1997 na Alaskę na Mont McKinley a w 1998 do Afryki. Tam, gdy zobaczyłem Kilimandżaro, które wygląda jak wulkan i zupełnie nie pasuje do tego co ja do tej pory robiłem, a na dodatek zobaczyłem na listę tych, którzy zdobyli Koronę Ziemi składającą się z ludzi przypadkowych i turystów, pomyślałem, że to nie jest moim największym wyzwaniem i bardziej przypomina duże przedsięwzięcie organizacyjne niż wyczyn sportowy. Dlatego zrezygnowałem z tego na konto Himalajów.
Poznaliśmy już twardego człowieka Króla Gór Krzysztofa Wielickiego, a jaki jest król w pieleszach domowych.
Łatwego charakteru to ja nie mam. Staram się jednak, gdy wracam z gór nie zaprzątać rodziny moimi przeżyciami, ale zajmować się normalną pracą. Nie jestem typem człowieka pasywnego, kapcie i telewizor do mnie nie pasują. Staram się na ile tylko mogę nadrabiać czas spędzony z dala od rodziny i poświęcać im dużo uwagi. Ja muszę być w ruchu, nie usiedzę pięć minut w jednym miejscu.
Jakie ma pan plany na najbliższą przyszłość?
Chciałbym pojechać do Tybetu i zdobyć Shisha Pangma (8027 m), jest to niezdobyty zimą szczyt, co ma być przygotowaniem do przyszłorocznego zdobycia K2. Teraz chciałbym sprawdzić zespół, w którym znalazło się sporo młodych ludzi.
Rozmawiał Jacek Kachel
Krzysztof Wielicki lat 53, żona Jolanta, trójka dzieci. Wspina się po górach od 33 lat.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.