Wywiad z Krzysztofem Wielickim
 |
Co wygania pana z ciepłego domu w zimne, wysokie i
niebezpieczne góry?
Każdy człowiek potrzebuje zmiany. Inaczej postrzega rzeczy prozaiczne
codzienne kiedy ich nie ma. Jak się człowiek kładzie codziennie w
czystej pościeli prawie nie zwraca na to uwagę. Natomiast, jak się
jest zmuszonym do spania w brudnym śpiworze, to wtedy dobitnie zauważa
się różnicę. Kłania się tutaj teoria zmian połączona z pasją. Góry
same w sobie wywołują emocje, ryzyko związane z alpinizmem dodaje
mu dodatkowego uroku, a to wyzwala adrenalinę, której poszukujemy.
Aby się wspinać trzeba być głodnym przeżyć. Ludzie wspinający się
są typami wojowników i chyba ja do takich należę.
Jak na pana kolejne plany reagowali najbliżsi?
Muszę powiedzieć, że jest to jeden z trudniejszych elementów każdej
wyprawy, gdyż ten sport jest trochę egoistyczny. Wiąże się z długim
pobytem poza domem i ryzykiem. Dlatego, aby się tym zajmować dłużej
trzeba mieć szczęście przy doborze partnera, który nie tylko zrozumie
tę pasję, ale będzie wspierał i przez to będzie się realizował.
Pomimo tego, że czasy monarchii mamy już dawno za sobą pan
ma Koronę Himalajów (14 x 8000), i podobno przymierza się do zdobycia
Korony Ziemi. Jako, KRÓL GÓR, proszę podzielić się z nami, co trzeba
zrobić, aby zostać przynajmniej księciem czy rycerzem gór. Jak przygotować
się do wyprawy?
Zaraz po tym, jak zdobyłem Koronę Himalajów myślałem o Koronie Ziemi
pojechałem w 1997 na Alaskę na Mont McKinley a w 1998 do Afryki. Tam,
gdy zobaczyłem Kilimandżaro, które wygląda jak wulkan i zupełnie nie
pasuje do tego co ja do tej pory robiłem, a na dodatek zobaczyłem
na listę tych, którzy zdobyli Koronę Ziemi składającą się z ludzi
przypadkowych i turystów, pomyślałem, że to nie jest moim największym
wyzwaniem i bardziej przypomina duże przedsięwzięcie organizacyjne
niż wyczyn sportowy. Dlatego zrezygnowałem z tego na konto Himalajów.
Poznaliśmy już twardego człowieka Króla Gór Krzysztofa Wielickiego,
a jaki jest król w pieleszach domowych.
Łatwego charakteru to ja nie mam. Staram się jednak, gdy wracam z
gór nie zaprzątać rodziny moimi przeżyciami, ale zajmować się normalną
pracą. Nie jestem typem człowieka pasywnego, kapcie i telewizor do
mnie nie pasują. Staram się na ile tylko mogę nadrabiać czas spędzony
z dala od rodziny i poświęcać im dużo uwagi. Ja muszę być w ruchu,
nie usiedzę pięć minut w jednym miejscu.
Jakie ma pan plany na najbliższą przyszłość?
Chciałbym pojechać do Tybetu i zdobyć Shisha Pangma (8027 m), jest
to niezdobyty zimą szczyt, co ma być przygotowaniem do przyszłorocznego
zdobycia K2. Teraz chciałbym sprawdzić zespół, w którym znalazło się
sporo młodych ludzi.
Rozmawiał Jacek Kachel
Krzysztof Wielicki lat 53, żona Jolanta, trójka dzieci. Wspina się
po górach od 33 lat.