Sport i Turystyka: ak to dotąd było na Hali Miziowej, pod kopułą
Pilska
Wybraliśmy się tym razem do schroniska na Hali Miziowej
odkładając na krótki czas ulubione wędrówki po szlakach prowadzących
do ciekawych i mało znanych obiektów turystycznych Beskidu Żywieckiego.
Zaglądnęliśmy na Halę Miziową, bo to czas przełomowy dla Pilska:
budowa nowego schroniska ma być wreszcie ukończona a słyszymy też
pogłoski o możliwości budowy wyciągu krzesełkowego na samą Halę.
Pilsko to jedna, bez wątpienia z najpiękniejszych beskidzkich gór,
a sama wysokość 1557 m.n.p.m. czyni ją wśród znacznie niższych szczytów
Beskidu Żywieckiego - górą wyjątkową. Ten masyw górski ma dwa oblicza,
jedno kusi swą urodą turystów i narciarzy, drugie owiane jest grozą
tragicznych zimowych wypadków, podczas których na jego stokach ginęli
ludzie. Uroda tego potężnego masywu sprawiła, że zainteresowanie
Pilskiem trwa już od przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku.
Żywiecki Oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego od roku 1906
planował budowę schroniska na stokach tej góry. Tacy działacze jak
kol. Merta, Fucik, Haliński, Mikuszewski i ówczesny prezes inż. Męczyński
przyczynili się do powstania, tego najpiękniejszego w owym czasie
w całych Beskidach, projektu schroniska na Hali Miziowej. Dużą pomoc
w budowie okazał właściciel lasów arcyksiążę Karol Stefan Habsburg,
dostarczając podstawowy materiał do budowy jakim było drewno. Darowizna
ta umożliwiła właściwie zrealizować całą budowę w roku 1930. Nowowybudowany
obiekt zrobił wielkie wrażenie modnym wówczas podhalańskim stylem.
Cała akcja budowy realizowana była w trudnych powojennych warunkach
ze społecznym zaangażowaniem wielu członków ówczesnego P.T.T. Grał
tu rolę także patriotyzm obywateli młodego państwa polskiego. Należało
bowiem chronić góry przed obcym zagospodarowaniem. Na uroczyste otwarcie
schroniska przybyli goście z Żywca, Krakowa a nawet ze słowackiej
Orawy.
W okresie międzywojennym gospodarzami schroniska byli: Robert Sikora,
Helena Polakowa a od 1938 r do 1945 r. Albert Rudolf, zniemczony
kolonista z Rzeszowa. Schronisko w czasie wojny należało do Beskidenvereinu
z Bielska. Ciekawe były losy okolic Pilska podczas wojny. Na początku,
w latach 1939/1940, przez kopułę Pilska, w pobliżu schroniska, gdzie
przebywało 20 niemieckich żandarmów z Hali Jodłowcowej uciekali polscy
oficerowie do Wesołego lub przez Halę Cebulowę do Mutnego, też na
słowackiej Orawie. W późniejszych latach przez Pilsko przechodziły
różne grupy partyzantów, różnych narodowości. W ostatnich miesiącach
wojny w paśmie granicznym poruszały się różne grupy ludzkie w różnych
kierunkach. Oprócz tego byli tam dezerterzy z armii niemieckiej,
rosyjscy własowcy a do kwietnia 1945 r., gdy góry były między armiami
podchodziły tam patrole armii niemieckiej i rosyjskiej. Po wojnie
do 1948 r. schronisko prowadził Józef Dendys. Od tego roku schronisko
przejęli dobrzy gospodarze Maria i Alfred Kubicowie. Niestety 19
marca 1953 r. schronisko spłonęło a ogień rozpalił się od wieżyczki
na dachu. Przyczyna spalenia do dziś nie została wyjaśniona. Po pożarze
istniejący budynek gospodarczy przystosowano do zamieszkania. Wprowadził
się do niego gospodarz schroniska wraz z rodziną, wykorzystując również
niektóre pomieszczenia na sypialnie dla turystów i jadalnie. Ówczesne
władze P.T.T.K. nie potrafiły wykorzystać otrzymanego odszkodowania
z P.Z.U. i wybudować w miejscu spalonego schroniska obiekt z prawdziwego
zdarzenia. Wykorzystano jedynie pomieszczenia gospodarcze dla celów
turystycznych. Pomimo różnych adaptacji i modernizacji sytuacja na
Hali Miziowej nie zmieniła się przez niemal pół wieku aż do chwili
obecnej. Maria i Alfred Kubicowie byli dzierżawcami obiektu przez
24 lata. Kolejnymi dzierzawcami schroniska byli Józef Kłusak ratownik
G.O.P.R. z Żywca, po nim objęła schronisko jego żona Maryla Kłusak,
następnie Jan Nycz, Jerzy Tarnawski. W końcu w sierpniu 1991 r. schronisko
przejęło małżeństwo Grażyna i Czesław Adamczykowie. Była to z wszechmiar
korzystna zmiana. Zaczęto poważnie remontować budynek gospodarczy
i podniósł się standard schroniska. Uruchomiono drugą jadalnię, prysznice,
umywalnie. Poprawiła się kuchnia a zwłaszcza podstawowe posiłki i
dania barowe. Jedliśmy w schronisku, słynącym w Beskidzie Żywieckim
z żurku śląskiego. Zorientowaliśmy się, że w miesiącu sierpniu 2001
r. upływa 10 lat od chwili kiedy schronisko otrzymało bardzo prężnych
i dobrych gospodarzy. Biorąc pod uwagę nasze rozeznanie życzylibyśmy
sobie i gospodarzom aby ten sam zespół gazdował na Hali Miziowej
przez następne 10 lat, Widzimy bowiem w nich prawdziwych ludzi gór,
znających potrzeby i wymagania turystów, dobrych gospodarzy. Myślimy
też, że inni turyści i goście schroniska mają podobne spostrzeżenia.
Mieczysław Giełdanowski,
Mieczysław Ryczkiewicz