Jednym zdaniem
Pilsko - to jedna z najpiękniejszych gór Beskidu Wysokiego,
zdobycie której - szczególnie szlakiem żółtym - daje przedsmak wysokogórskiej
wspinaczki.
Wysiłek towarzyszący zdobyciu Pilska sowicie wynagradzają wspaniałe,
niepowtarzalne panoramy. Przyjaciel, który nam towarzyszył w tegorocznej
wyprawie i po raz pierwszy zdobywał Pilsko, nie mógł nasycić się widokiem,
jaki odsłaniał się przed nim po pokonaniu każdych kilkudziesięciu
metrów wzniesienia. Mimo, że na pamięć znam widoki roztaczające się
ze szczytu Pilska, to i mnie udzielał się jego niekłamany zachwyt.
Pilsko to naprawdę wspaniała, kryjąca wiele uroków góra.
Kiedy dwa lata temu wędrowaliśmy z wnukiem na Pilsko, pozwoliłem sobie
nie zastosować się do wewnętrznego zarządzenia GOT w Korbielowie,
zabraniającego poruszania się pieszych po trasie zjazdowej z Hali
Miziowej na Solisko i mimo, że była ona zagrodzona, powędrowaliśmy
nią w górę. Powodem takiego mojego zachowania była chęć zobaczenia,
czy cały stok zjazdowy jest tak pięknie zrekultywowany i zagospodarowany,
jak to co zobaczyłem przy dolnej stacji wyciągów. Jakoż nie zawiodłem
się i na całej długości stoku mogłem podziwiać piękną, tu i ówdzie
jeszcze niezbyt ukorzenioną murawę. Na ten widok serce mi rosło, bo
to było to, o co przez lata mojego dyrektorowania w Żywieckim Parku
Krajobrazowym nie mogłem się doprosić dyrekcji Górniczego Ośrodka
Narciarskiego w Korbielowie.
Kilka tygodni temu ponownie przemierzyłem ten szlak i stwierdziłem
z żalem, że ogrom pracy włożony w rekultywację stoku niszczeje. Nie
tylko nikt nie zabrania pieszym poruszania się po stoku, ale coraz
wyraźniejsze koleiny, świadczą o tym, że trasą tą z powrotem poruszają
się ciężkie samochody niszcząc ledwo co zakorzenioną roślinność i
wyrywając kamienie z ziemi. Pracy zabezpieczającej przed tą ponowną
erozją stoku nie widać. Domyślam się, że powodem niszczenia nawierzchni
jest transport materiałów i urządzeń potrzebnych na dokończenie i
uruchomienie schroniska. Dostarczenie tych materiałów jest konieczne,
ale...
Czy nie można by dokonać tego przy pomocy helikopterów? Że drogo?
A czy ktoś policzył jakie koszty pochłonie kolejna rekultywacja? A
kto zapłaci za te tony ziemi, które spłyną z wodą i "wypełnią"
Jezioro Żywieckie?
A może dałoby się dogadać z GOT -em i wytransportować, przynajmniej
od Soliska, - no może nie wszystko - wagonikami podwieszonymi do lin
wyciągów narciarskich. Widziałem kiedyś, jak górnicy pewne towary
takimi wagonikami transportowali.
Wreszcie jakby jedno i drugie nie wchodziło w rachubę, to przynajmniej
na wyjątkowych stromiznach można by osadzić gęściej progi hamujące
proces erozji.
Oj nie umiemy szanować gór. Nie umiemy!!!
Ten brak szacunku dla przyrody rzuca się także w oczy na Hali Miziowej.
Mój -przyjaciel będący tutaj, - jak wspomniałem - po raz pierwszy,
z sarkazmem zapytał,
- Dlaczego ta hala jest tak zabudowana?
Faktycznie na Hali Miziowej stoi siedem - słownie siedem - większych
i mniejszych obiektów, wśród których wyróżnia się swoją bryłą i architekturą,
oddane do użytku 12 października br. największe i najpiękniejsze schronisko
w Beskidach.
Czy wszystkie te obiekty są tam niezbędne? Czy nie można by dokonać
pewnej fuzji. Połączyć części z nich, a część rozebrać, aby "oczyścić"
halę i jeszcze bardziej wyeksponować nowo oddane schronisko. Piękno
bardzo gryzie się z brzydotą.
Halę Miziową czeka jeszcze jedna, chyba nie unikniona inwestycja,
jaką będzie górna stacja wyciągu krzesełkowego. No cóż, gór przed
ludźmi zamknąć się nie da, ale można tak sterować ich zagospodarowaniem
i ruchem turystycznym, aby minimalizować ujemne skutki.
Czy nie warto by zatem pomyśleć o zleceniu studium zagospodarowania
tej pięknej, widokowej hali. Studium, które uwzględniałoby najbardziej
niezbędne obiekty, zalecając rozbiórkę pozostałych. Studium, które
tak wkomponowało by górną stację wyciągu krzesełkowego w masyw górski,
aby zgrywała się on z górną stacją wyciągu orczykowego, bądź ginęła
na tle potężnej bryły nowego schroniska.
Innym zjawiskiem, które powinno zaniepokoić gospodarzy gór jest postępujący
proces erozji czarnego szlaku turystycznego z Hali Miziowej na Pilsko.
Spływająca w czasie opadów, czy roztopów woda żłobi w nim coraz większy
rów, który nie zabezpieczony - chociażby solidnymi głazami - z biegiem
lat może przerodzić się w jar, lub spowodować częściowe osunięcie
się góry. Niszczeją także podesty, pozwalające przejść suchą stopą
przez Młakę Kornieniecką.
Uznanie natomiast należy się PTTK za zamontowanie na szczycie Pilska
i na szlaku dużych, estetycznych tablic z mapkami Beskidu Żywieckiego.
Żałować tylko należy, że nie zaznaczono na nich w sposób czytelny,
iż znajdujemy się na terenach Żywieckiego Parku Krajobrazowego. Taka
niewielka wzmianka w oczach niezorientowanych turystów znacznie podniosła
by rangę tych terenów, także ku chwale PTTK. Z przyjemnością także
zapoznałem się z opisem przystanku nr 4. - Młaka pod halą Kornieniecką"-
, na ścieżce dydaktyczno przyrodniczej Korbielów - Pilsko - Sopotnia
Wielka. Kilkuzdaniowy opis przystanku wystarczająco informuje turystę
o jednym z ciekawszych zjawisk na szlaku. Byłoby dobrze, aby rozpoczęte,
oznakowanie ścieżki jak najszybciej zakończono, wprowadzając licznie
odwiedzających Pilsko turystów w inne ciekawostki pokonywanego szlaku.
Antoni Urbaniec