Nad Sołą i Koszarawą - nr 21 (124) - rok  VI - 1 Listopad 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Rok 1918 na Żywiecczyźnie

Przez 146 lat (1918 - 1772 = 146) Galicja, a z nią ziemia żywiecka znajdowały się w niewoli, pod zaborem austriackim. Jednak duch narodowy i duch niepodległości i wolności w narodzie nie zaginął. Pierwsza wojna światowa, w czasie której niegdysiejsi zaborcy Polski wzięli się za łby, stworzyła nową sytuację polityczną w Europie, a nam Polakom dała nadzieję na odzyskanie niepodległości. Znani z umiłowania wolności i patriotyzmu mieszkańcy Żywiecczyzny mający już za sobą znaczący udział w wojnie ze Szwedami w XVIIw. i tym razem stanęli w pierwszym szeregu do walki o niepodległą Polskę. Już zaraz na początku wojny z żywieckiego Rynku odmaszerowały 2 hufce złożone z ochotników "Strzelca" i "Sokoła" . Pierwszy pod dowództwem por. Leonarda Rybarskiego (poległ na polu chwały), drugi pod dowództwem Tadeusza Jänicha. Ten przeżył obie wojny i w obu uczestniczył. Zmarł w 1973 roku. Dzięki żywieckim harcerzom nie został całkowicie zapomniany. Jego imię nosi żywiecki dom kultury. Rybarski upamiętnienia się nie doczekał z wyjątkiem umieszczenia jego nazwiska na tablicy poległych w kwaterze legionistów na cmentarzu Przemienienia Pańskiego.
W 1918 roku wojna się skończyła, ale nie dla nas Polaków. Uformował się co prawda polski rząd, ale granice nowego państwa na zachodzie, wschodzie i południu gorzały. Przez kilka następnych lat życie za wolną i niepodległą Polskę oddało jeszcze tysiące młodych Polaków, w tym synów ziemi żywieckiej. Minęło od tego czasu 85 lat - kilka pokoleń Polaków. Warto zatem przypomnieć w tym uroczystym dniu kilka przynajmniej epizodów i nazwisk naszych przodków z tego okresu czasu.
Na początku 1918 roku w Żywcu powstała tajna organizacja wojskowa pod nazwą Polska Organizacja Wojskowa /POW/ . Jej kierownikiem i komisarzem skarbowym był burmistrz miasta dr Michał Kornicki (zmarł w 1927 roku), a komendantem obwodu żywieckiego, do którego należały powiaty żywiecki, bialski i wadowicki byli w kolejności: Ludwik Pantofliński, Stanisław Zyzak, Julian Obtułowicz. POW stworzyła kilka sekcji takich jak akademicka, studencka, rzemieślnicza, kolejowa i systematycznie przygotowywała się do objęcia władzy.
Powiew wolności dotarł do Żywca od strony Cieszyna. Tu w październiku powstała Cieszyńska Rada Narodowa, która zdecydowanie opowiedziała się za przynależnością Śląska Cieszyńskiego do Polski. W podżywieckich lasach ukrywało się sporo przebywających na urlopach żołnierzy, którzy spodziewając się rychłego zakończenia wojny, nie mieli zamiaru wracać na austriacki front, na południu Europy. Na skutek panującej w Krakowie epidemii "hiszpanki" studenci żywieccy też powrócili do rodzinnego miasta. Spore rezerwy patriotycznie usposobionej młodzieży były w miejscowej szkole realnej. Tu funkcjonowały trzy doskonale wyćwiczone, karne i stosunkowo nieźle uzbrojone plutony. Oni to pod dowództwem Jana Seemanna wieczorem 30 X 1918 roku rozbroili wartowników magistrackich i zabrali zdeponowaną tam broń. Jednocześnie za pośrednictwem wachmistrza żandarmerii Beranka trwały pertraktacje z dowództwem stacjonującej w Żywcu kompanii austriackiej. Przyciśnięci zdecydowaną postawą uzbrojonych uczniów, którzy w międzyczasie zajęli strategiczne punkty miasta, wchodzący w skład kompanii żołnierze rumuńscy, węgierscy i czescy podpisali kapitulację. Wieść o tym radosnym wydarzeniu lotem błyskawicy rozeszła się po mieście.
Pozyskaną broń i inny sprzęt wojskowy przeznaczono na uzbrojenie tworzonych spontanicznie oddziałów wojska polskiego. "Przy trzasku zrzucanych z murów i deptanych nogami tablic z dwugłowym orłem pochód ruszył ciasnym wąwozem ulicy Kościuszki w takt huczącej, bojowej pieśni: Hej kto Polak na bagnety... Kiedy czoło dotarło do budynku administracyjnego dóbr arcyksiążęcych niby pszczoły z ula wysypali się żołnierze madziarscy z oficerami na przedzie. Okrzykom: eljen!...eljen!...niech żyje!... nie było końca. Kobiety płakały głośno, a Madziarzy przyłączywszy się do maszerujących tłumów, pomieszali się z Polakami, ujęli się pod ręce i tak kroczono zgodnie z wielkim, braterskim rozradowaniu”.
W drugiej połowie listopada 1918 roku, a więc już po odzyskaniu niepodległości Żywiec wysłał 2 kompanie na odsiecz Lwowa i uformował oddziały ochrony pogranicza w Milówce, Istebnej i Zabłociu.
Por. Stanisław Ryczkiewicz wspomina: "Ponieważ brakowało nam uzbrojenia i umundurowania otrzymałem rozkaz kontrolowania na stacji w Żywcu powracających do domu byłych żołnierzy austriackich. Z paroma studentami przeprowadzałem rewizje pociągów, konfiskowałem wszystkie rzeczy wojskowe jak broń, amunicję, koce, bieliznę wojskową, menażki itp. Odprowadzając wszystko do tworzącej się w Żywcu prowiantury, którą prowadzili por. Bałut Antoni i sierżant Kasztelnik Franciszek. Trwało to parę tygodni”.
Por. Józef Ciapka służył w 16 pułku krakowskim ale po przyjechaniu na 24 godzinny urlop do rodzinnej Cięciny też zajął się werbowaniem ochotników na wojnę. A jak to robił napisał sam. „W nocy dojechałem do Żywca, skąd pieszo waliłem pod rodzinny Jabramów. Rano przyszli witać mnie sąsiedzi, którzy już dawno powrócili z różnych frontów. Kiedy już chałupa wypełniła się do ostatniego miejsca przemówiłem do zebranych po chłopsku - mniej więcej w tym sensie. Cóż to, do jasnej cholery, w domu gnijecie gamonie jakieś, kiedy kraj potrzebuje na gwałt żołnierzy. Dla cudzej sprawy poniewieraliście się po włoskich frontach, a teraz własnych śmieci nie chce się wam bronić? Wstyd psiakrew, baby i dzieci chwytają za broń i giną pod Lwowem, a wy myślicie... Bardzo się zawstydzili i nuż trącać się łokciami, ukradkiem spozierać na siebie. Pierwszy Jasiek Rusek bąknął. Dyć poszlibyśmy ale nie było żądnego rozkazania i nie wiadomo gdzie się zgłosić. Mój ojciec staruszek pokiwał głową i rzekł. Ano chłopcy jak trza to trza, coby się was te gronie nie wstydziły".
Pierwsza kompania pod dowództwem porucznika (później generała) Rudolfa Drapelli, a później porucznika Edmunda Zyzaka brała udział w walkach w okolicach Lwowa i Gródka Jagiellońskiego. Wiosną 1919 roku wcielona w skład 12 Pułku Piechoty z Wadowic. W ślad za nią poszły do walki na wschodzie 5 i 6 kompanie żywieckie złożone przeważnie ze starych żołnierzy.
Franciszkowi Kubickiemu przypadła rola zorganizowania w Łodygowicach 7 kompanii żywieckiej. W styczniu 1919 roku kompania po krótkim przeszkoleniu i umundurowaniu się przewieziona została w rejon Gródka Jagiellońskiego i wcielona została w skład 12 p.p. Bierze udział w walce o Lubień, Złotą Górę, Leszniów, Pikulowice i inne miejscowości w okolicach Lwowa. Za udział w walce o Pikulowice Kubicki został wyróżniony w rozkazie dowódcy 6 armii.
Kompania por. Stanisława Ryczkiewicza skierowana została na Orawę do Jabłonki i jej okolic.. Po ataku Czechów na Śląsk Cieszyński kompania S. Ryczkiewicza patrolowała granicę w okolicach Baraniej Góry, Wisły i Jabłonkowa skąd po zakończeniu sporu polsko-czeskiego skierowana została w okolice Korbielowa. Przez posterunki werbunkowe w Żywcu i okolicy na front przeważnie wschodni skierowanych zostało ponad 1000 żołnierzy ochotników.
Kiedy w 1920 roku wojska bolszewickie zbliżały się do Warszawy przyszedł trzeci spontaniczny zryw młodzieży żywieckiej. Zewsząd wołały ją napisy "Na front!..."Szybko na front"... "Szybko jak najszybciej na front!. Wtedy to w wyższych klasach szkoły realnej w Żywcu zawieszono zajęcia bo w ławkach szkolnych pozostało zaledwie pięciu uczniów, którzy z powodu kalectwa nie mogli podołać trudom żołnierskim. Ziemia żywiecka stanęła w gronie najofiarniejszych. Z górą tysiąc bagnetów wyszło z Żywca na front. Nastrój panujący w szkołach żywieckich tak opisuje kierownik szkoły w Ciścu Antoni Ryczkiewicz:
"W pierwszych dniach listopada 1918 roku nauczycielstwo naszej szkoły powiadomiło dziatwę o rozpadnięciu się Austryi i połączeniu się dzielnic Polski w jedno państwo. Zapał młodzieży na najwyższym stopniu nauki przejawiał się w samorzutnym wyrywaniu portretu cesarza austriackiego z książek szkolnych i palenia nim w piecu. Sale szkolne udekorował zaraz kierownik szkoły /Antoni Ryczkiewicz/ pięknymi orłami polskimi, portretem Naczelnika Piłsudskiego oraz rozwiesił na ścianie historyczną mapę Polski"
Franciszka Pytlarz z Ciśca tak wspomina te czasy. "Nastał rok 1918. Było nam bardzo ciężko, brak żywności, a chleba prawie nie znaliśmy. Biedna mama sama nie dojadała, a nam ostatnią łyżkę strawy dawała.
Ojciec wrócił z wojny ciężko chory na malarię. To było straszne jak się męczył. Gdy przychodził atak, to nawet dwie pierzyny, które mama na niego kładła nie pomagały tak strasznie go trzęsło, całe łóżko się ruszało, a myśmy wszyscy płakali. Jedynym lekarstwem była chinina, ale bardzo trudno było ją dostać. Tylko wojsko dysponowało tym lekiem. (...)W niedzielę, nie wychodziliśmy z domu, gdyż mama prała nasze ubranka, a nie mieliśmy zapasowych. I tego dnia byliśmy tylko w koszulkach.
W dniu 1 listopada 1918 r. kilku żołnierzy przebywających w Radziechowach zorganizowało akcję demonstracyjną. Żołnierzom austriackim będącym na urlopie, a m.in. feldfeblowi policji Adamowi Juraszkowi zerwali odznakę z czapki, za co groził "straw anzajga".
Po nieszporach grupa frontowców przeszła przez wioskę, zerwała orły austriackie, którymi zaopatrzone były sklepy tytoniowe "Tabak - trafik": sklep Michała Firlejczyka nr 69 /orzeł rzucony do rzeki i zniszczony/, Ignacego Propera /orzeł zniszczony i rzucony do błota/, sklep Marka Glucksmanna / orzeł usunięty i schowany/, sklep Jakuba Scharfa /orzeł zniszczony i rzucony do błota/.
W dniu 2 listopada żandarmeria austriacka przeprowadziła dochodzenie w sprawie profanacji godeł państwowych, ale dochodzenia przeprowadzić nie mogła albowiem została przez polskie oddziały wolnościowe usunięta i zlikwidowana. Akcję tę przeprowadzili legioniści.
Powracający z wojny żołnierze zabierali ze sobą broń do domu i często wykorzystywali ją do celów niewskazanych, co miało miejsce z końcem listopada i początkiem grudnia. Zorganizowane towarzystwo dokonało włamania do Dóbr w Wieprzu, gdzie zabrali kasę pancerną, która po rozbiciu okazała się pustą. Napadli też na tartak Józefa Knapka w Twardorzeczce, Ignacego Propera w Radziechowach nr 4, którego tak skaleczyli, że został niedołężny, a wójtowi gminy Radziechowy Tomaszowi Pieronkowi wywiesili na płocie przed domem skórkę z zabitego cielaka z napisem "ty będziesz tak wisiał jak ta skóra". Zrażony takim postępowaniem wójt, złożył władzę wójtowską na ręce zastępcy Józefa Czecha nr 387, wręczając mu pieczątkę i ważniejsze akta gminne, przy czym oświadczył: "Tylem dokładał starań o biednych, żeby mieli co jeść w okresie wojny, o zasiłki rodzinne, a teraz tak mi się odwdzięczają." Czech Tomasz w tym samym dniu oddał pieczątkę i akta sekretarzowi Władysławowi Pieronkowi 222, który zmuszony rezygnacjami zwierzchności, przekazał sprawę Starostwu w Żywcu, celem wyboru nowych władz. W listopadzie doszło jeszcze do innego incydentu. Mieszkańcy dokonali wyrębu lasu w Wieśniku w dobrach arcyksięcia. Wyrąbano ca 70 m sześć. drzewostanu budulcowego. W czasie tego chaotycznego wyrębu zabity został w dniu 26 listopada 1918 roku Jan Jukier. Ale ponieważ "każdy prawie z wojny wracał uzbrojony, więc stawał się zawołanym kłusownikiem, a że chłop ogromnie lubi las, gdy ma w ręce piłę i siekierę, toteż całe legiony codziennie szły w lasy arcyksiążęce.
Były zatem i takie zdarzenia. Mają one miejsce zawsze wtedy, gdy porządek społeczny zostaje zachwiany, a przełomowe chwile w historii porządku takiego nie zapewniają.
Hieronim Woźniak

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.