Rok 1918 na Żywiecczyźnie
Przez 146 lat (1918 - 1772 = 146) Galicja, a z nią ziemia
żywiecka znajdowały się w niewoli, pod zaborem austriackim. Jednak
duch narodowy i duch niepodległości i wolności w narodzie nie zaginął.
Pierwsza wojna światowa, w czasie której niegdysiejsi zaborcy Polski
wzięli się za łby, stworzyła nową sytuację polityczną w Europie, a
nam Polakom dała nadzieję na odzyskanie niepodległości. Znani z umiłowania
wolności i patriotyzmu mieszkańcy Żywiecczyzny mający już za sobą
znaczący udział w wojnie ze Szwedami w XVIIw. i tym razem stanęli
w pierwszym szeregu do walki o niepodległą Polskę. Już zaraz na początku
wojny z żywieckiego Rynku odmaszerowały 2 hufce złożone z ochotników
"Strzelca" i "Sokoła" . Pierwszy pod dowództwem
por. Leonarda Rybarskiego (poległ na polu chwały), drugi pod dowództwem
Tadeusza Jänicha. Ten przeżył obie wojny i w obu uczestniczył. Zmarł
w 1973 roku. Dzięki żywieckim harcerzom nie został całkowicie zapomniany.
Jego imię nosi żywiecki dom kultury. Rybarski upamiętnienia się nie
doczekał z wyjątkiem umieszczenia jego nazwiska na tablicy poległych
w kwaterze legionistów na cmentarzu Przemienienia Pańskiego.
W 1918 roku wojna się skończyła, ale nie dla nas Polaków. Uformował
się co prawda polski rząd, ale granice nowego państwa na zachodzie,
wschodzie i południu gorzały. Przez kilka następnych lat życie za
wolną i niepodległą Polskę oddało jeszcze tysiące młodych Polaków,
w tym synów ziemi żywieckiej. Minęło od tego czasu 85 lat - kilka
pokoleń Polaków. Warto zatem przypomnieć w tym uroczystym dniu kilka
przynajmniej epizodów i nazwisk naszych przodków z tego okresu czasu.
Na początku 1918 roku w Żywcu powstała tajna organizacja wojskowa
pod nazwą Polska Organizacja Wojskowa /POW/ . Jej kierownikiem i komisarzem
skarbowym był burmistrz miasta dr Michał Kornicki (zmarł w 1927 roku),
a komendantem obwodu żywieckiego, do którego należały powiaty żywiecki,
bialski i wadowicki byli w kolejności: Ludwik Pantofliński, Stanisław
Zyzak, Julian Obtułowicz. POW stworzyła kilka sekcji takich jak akademicka,
studencka, rzemieślnicza, kolejowa i systematycznie przygotowywała
się do objęcia władzy.
Powiew wolności dotarł do Żywca od strony Cieszyna. Tu w październiku
powstała Cieszyńska Rada Narodowa, która zdecydowanie opowiedziała
się za przynależnością Śląska Cieszyńskiego do Polski. W podżywieckich
lasach ukrywało się sporo przebywających na urlopach żołnierzy, którzy
spodziewając się rychłego zakończenia wojny, nie mieli zamiaru wracać
na austriacki front, na południu Europy. Na skutek panującej w Krakowie
epidemii "hiszpanki" studenci żywieccy też powrócili do
rodzinnego miasta. Spore rezerwy patriotycznie usposobionej młodzieży
były w miejscowej szkole realnej. Tu funkcjonowały trzy doskonale
wyćwiczone, karne i stosunkowo nieźle uzbrojone plutony. Oni to pod
dowództwem Jana Seemanna wieczorem 30 X 1918 roku rozbroili wartowników
magistrackich i zabrali zdeponowaną tam broń. Jednocześnie za pośrednictwem
wachmistrza żandarmerii Beranka trwały pertraktacje z dowództwem stacjonującej
w Żywcu kompanii austriackiej. Przyciśnięci zdecydowaną postawą uzbrojonych
uczniów, którzy w międzyczasie zajęli strategiczne punkty miasta,
wchodzący w skład kompanii żołnierze rumuńscy, węgierscy i czescy
podpisali kapitulację. Wieść o tym radosnym wydarzeniu lotem błyskawicy
rozeszła się po mieście.
Pozyskaną broń i inny sprzęt wojskowy przeznaczono na uzbrojenie tworzonych
spontanicznie oddziałów wojska polskiego. "Przy trzasku zrzucanych
z murów i deptanych nogami tablic z dwugłowym orłem pochód ruszył
ciasnym wąwozem ulicy Kościuszki w takt huczącej, bojowej pieśni:
Hej kto Polak na bagnety... Kiedy czoło dotarło do budynku administracyjnego
dóbr arcyksiążęcych niby pszczoły z ula wysypali się żołnierze madziarscy
z oficerami na przedzie. Okrzykom: eljen!...eljen!...niech żyje!...
nie było końca. Kobiety płakały głośno, a Madziarzy przyłączywszy
się do maszerujących tłumów, pomieszali się z Polakami, ujęli się
pod ręce i tak kroczono zgodnie z wielkim, braterskim rozradowaniu.
W drugiej połowie listopada 1918 roku, a więc już po odzyskaniu niepodległości
Żywiec wysłał 2 kompanie na odsiecz Lwowa i uformował oddziały ochrony
pogranicza w Milówce, Istebnej i Zabłociu.
Por. Stanisław Ryczkiewicz wspomina: "Ponieważ brakowało nam
uzbrojenia i umundurowania otrzymałem rozkaz kontrolowania na stacji
w Żywcu powracających do domu byłych żołnierzy austriackich. Z paroma
studentami przeprowadzałem rewizje pociągów, konfiskowałem wszystkie
rzeczy wojskowe jak broń, amunicję, koce, bieliznę wojskową, menażki
itp. Odprowadzając wszystko do tworzącej się w Żywcu prowiantury,
którą prowadzili por. Bałut Antoni i sierżant Kasztelnik Franciszek.
Trwało to parę tygodni.
Por. Józef Ciapka służył w 16 pułku krakowskim ale po przyjechaniu
na 24 godzinny urlop do rodzinnej Cięciny też zajął się werbowaniem
ochotników na wojnę. A jak to robił napisał sam. W nocy dojechałem
do Żywca, skąd pieszo waliłem pod rodzinny Jabramów. Rano przyszli
witać mnie sąsiedzi, którzy już dawno powrócili z różnych frontów.
Kiedy już chałupa wypełniła się do ostatniego miejsca przemówiłem
do zebranych po chłopsku - mniej więcej w tym sensie. Cóż to, do jasnej
cholery, w domu gnijecie gamonie jakieś, kiedy kraj potrzebuje na
gwałt żołnierzy. Dla cudzej sprawy poniewieraliście się po włoskich
frontach, a teraz własnych śmieci nie chce się wam bronić? Wstyd psiakrew,
baby i dzieci chwytają za broń i giną pod Lwowem, a wy myślicie...
Bardzo się zawstydzili i nuż trącać się łokciami, ukradkiem spozierać
na siebie. Pierwszy Jasiek Rusek bąknął. Dyć poszlibyśmy ale nie było
żądnego rozkazania i nie wiadomo gdzie się zgłosić. Mój ojciec staruszek
pokiwał głową i rzekł. Ano chłopcy jak trza to trza, coby się was
te gronie nie wstydziły".
Pierwsza kompania pod dowództwem porucznika (później generała) Rudolfa
Drapelli, a później porucznika Edmunda Zyzaka brała udział w walkach
w okolicach Lwowa i Gródka Jagiellońskiego. Wiosną 1919 roku wcielona
w skład 12 Pułku Piechoty z Wadowic. W ślad za nią poszły do walki
na wschodzie 5 i 6 kompanie żywieckie złożone przeważnie ze starych
żołnierzy.
Franciszkowi Kubickiemu przypadła rola zorganizowania w Łodygowicach
7 kompanii żywieckiej. W styczniu 1919 roku kompania po krótkim przeszkoleniu
i umundurowaniu się przewieziona została w rejon Gródka Jagiellońskiego
i wcielona została w skład 12 p.p. Bierze udział w walce o Lubień,
Złotą Górę, Leszniów, Pikulowice i inne miejscowości w okolicach Lwowa.
Za udział w walce o Pikulowice Kubicki został wyróżniony w rozkazie
dowódcy 6 armii.
Kompania por. Stanisława Ryczkiewicza skierowana została na Orawę
do Jabłonki i jej okolic.. Po ataku Czechów na Śląsk Cieszyński kompania
S. Ryczkiewicza patrolowała granicę w okolicach Baraniej Góry, Wisły
i Jabłonkowa skąd po zakończeniu sporu polsko-czeskiego skierowana
została w okolice Korbielowa. Przez posterunki werbunkowe w Żywcu
i okolicy na front przeważnie wschodni skierowanych zostało ponad
1000 żołnierzy ochotników.
Kiedy w 1920 roku wojska bolszewickie zbliżały się do Warszawy przyszedł
trzeci spontaniczny zryw młodzieży żywieckiej. Zewsząd wołały ją napisy
"Na front!..."Szybko na front"... "Szybko jak
najszybciej na front!. Wtedy to w wyższych klasach szkoły realnej
w Żywcu zawieszono zajęcia bo w ławkach szkolnych pozostało zaledwie
pięciu uczniów, którzy z powodu kalectwa nie mogli podołać trudom
żołnierskim. Ziemia żywiecka stanęła w gronie najofiarniejszych. Z
górą tysiąc bagnetów wyszło z Żywca na front. Nastrój panujący w szkołach
żywieckich tak opisuje kierownik szkoły w Ciścu Antoni Ryczkiewicz:
"W pierwszych dniach listopada 1918 roku nauczycielstwo naszej
szkoły powiadomiło dziatwę o rozpadnięciu się Austryi i połączeniu
się dzielnic Polski w jedno państwo. Zapał młodzieży na najwyższym
stopniu nauki przejawiał się w samorzutnym wyrywaniu portretu cesarza
austriackiego z książek szkolnych i palenia nim w piecu. Sale szkolne
udekorował zaraz kierownik szkoły /Antoni Ryczkiewicz/ pięknymi orłami
polskimi, portretem Naczelnika Piłsudskiego oraz rozwiesił na ścianie
historyczną mapę Polski"
Franciszka Pytlarz z Ciśca tak wspomina te czasy. "Nastał rok
1918. Było nam bardzo ciężko, brak żywności, a chleba prawie nie znaliśmy.
Biedna mama sama nie dojadała, a nam ostatnią łyżkę strawy dawała.
Ojciec wrócił z wojny ciężko chory na malarię. To było straszne jak
się męczył. Gdy przychodził atak, to nawet dwie pierzyny, które mama
na niego kładła nie pomagały tak strasznie go trzęsło, całe łóżko
się ruszało, a myśmy wszyscy płakali. Jedynym lekarstwem była chinina,
ale bardzo trudno było ją dostać. Tylko wojsko dysponowało tym lekiem.
(...)W niedzielę, nie wychodziliśmy z domu, gdyż mama prała nasze
ubranka, a nie mieliśmy zapasowych. I tego dnia byliśmy tylko w koszulkach.
W dniu 1 listopada 1918 r. kilku żołnierzy przebywających w Radziechowach
zorganizowało akcję demonstracyjną. Żołnierzom austriackim będącym
na urlopie, a m.in. feldfeblowi policji Adamowi Juraszkowi zerwali
odznakę z czapki, za co groził "straw anzajga".
Po nieszporach grupa frontowców przeszła przez wioskę, zerwała orły
austriackie, którymi zaopatrzone były sklepy tytoniowe "Tabak
- trafik": sklep Michała Firlejczyka nr 69 /orzeł rzucony do
rzeki i zniszczony/, Ignacego Propera /orzeł zniszczony i rzucony
do błota/, sklep Marka Glucksmanna / orzeł usunięty i schowany/, sklep
Jakuba Scharfa /orzeł zniszczony i rzucony do błota/.
W dniu 2 listopada żandarmeria austriacka przeprowadziła dochodzenie
w sprawie profanacji godeł państwowych, ale dochodzenia przeprowadzić
nie mogła albowiem została przez polskie oddziały wolnościowe usunięta
i zlikwidowana. Akcję tę przeprowadzili legioniści.
Powracający z wojny żołnierze zabierali ze sobą broń do domu i często
wykorzystywali ją do celów niewskazanych, co miało miejsce z końcem
listopada i początkiem grudnia. Zorganizowane towarzystwo dokonało
włamania do Dóbr w Wieprzu, gdzie zabrali kasę pancerną, która po
rozbiciu okazała się pustą. Napadli też na tartak Józefa Knapka w
Twardorzeczce, Ignacego Propera w Radziechowach nr 4, którego tak
skaleczyli, że został niedołężny, a wójtowi gminy Radziechowy Tomaszowi
Pieronkowi wywiesili na płocie przed domem skórkę z zabitego cielaka
z napisem "ty będziesz tak wisiał jak ta skóra". Zrażony
takim postępowaniem wójt, złożył władzę wójtowską na ręce zastępcy
Józefa Czecha nr 387, wręczając mu pieczątkę i ważniejsze akta gminne,
przy czym oświadczył: "Tylem dokładał starań o biednych, żeby
mieli co jeść w okresie wojny, o zasiłki rodzinne, a teraz tak mi
się odwdzięczają." Czech Tomasz w tym samym dniu oddał pieczątkę
i akta sekretarzowi Władysławowi Pieronkowi 222, który zmuszony rezygnacjami
zwierzchności, przekazał sprawę Starostwu w Żywcu, celem wyboru nowych
władz. W listopadzie doszło jeszcze do innego incydentu. Mieszkańcy
dokonali wyrębu lasu w Wieśniku w dobrach arcyksięcia. Wyrąbano ca
70 m sześć. drzewostanu budulcowego. W czasie tego chaotycznego wyrębu
zabity został w dniu 26 listopada 1918 roku Jan Jukier. Ale ponieważ
"każdy prawie z wojny wracał uzbrojony, więc stawał się zawołanym
kłusownikiem, a że chłop ogromnie lubi las, gdy ma w ręce piłę i siekierę,
toteż całe legiony codziennie szły w lasy arcyksiążęce.
Były zatem i takie zdarzenia. Mają one miejsce zawsze wtedy, gdy porządek
społeczny zostaje zachwiany, a przełomowe chwile w historii porządku
takiego nie zapewniają.
Hieronim Woźniak