Nad Sołą i Koszarawą - nr 21 (124) - rok  VI - 1 Listopad 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
W jesienną październikową noc

Chłodna jesienna noc w małym beskidzkim miasteczku. Puste ulice nie napawają optymizmem, ale w końcu spośród wszystkich miast świata, od Kanady po Bajkał, właśnie to miasto jest tym jedynym, tym do którego się wraca, tym w którym żyją wspomnienia młodości, tym w którym przyjdzie spocząć na wieki. Wreszcie, jest to miasto słynące z gościnności dla dalekich przyjezdnych , w tym wypadku z Podlasia.
Chłodna jesienna noc w małym, gościnnym beskidzkim miasteczku. Dwóch pedagogów; zbyt młodych by siedzieć przed telewizorem w tak piękną noc, zbyt starych, by szaleństwa młodości przedkładać nad rozsądek, spokój i rzeczową dyskusję. Że noc? Nieważne, przecież to w nocy przychodzą najlepsze pomysły, to noc daje spokój, ciszę; otula swym welonem wszystkie smutki, problemy i nieprawości tego świata. Jakże bolesną okazała się być ta prawda!
Brutalnym atakiem przerwana rozmowa, strzęp wyzwisk z ust obcych rzuconych, w powietrzu pięść, na twarzy but. O Florianie Święty! Ty stoisz i patrzysz! I nic nie robisz?! Tu myśl wolną mordują! Wolność osobistą depczą i szmacą! A ty stoisz i patrzysz??? Gdzie pomocy zatem szukać, w kim oparcia patrzeć? Gdy policji głos w słuchawce, jeden lewo, drugi w prawo zbir. Stać i czekać? Nie! Choć jednego trzeba złapać, przed oblicze prawa doprowadzić. Niech sprawiedliwości stanie się zadość, niech wiedzą, że bezbronnych jest policja ta ochroną, która zawsze, która wszędzie, która służy, a nie rządzi.
Z zachwycenia w osłupienie, z wdzięczności w rozterkę, z ulgi w rozpacz. Bo i jak inaczej, gdy znajomość osobista bierze górę nad regulaminem? No cześć, idź do domu; padają słowa A wy czego? Macie komórki to dzwońcie sami po karetkę! Czy to łzy, czy krew na ziemi? A któż to wie? A kogóż to obchodzi? Okno Forda zasuwa się powoli; nikną gdzieś powoli wiara, zachwycenie, wdzięczność. Niedbałym gestem znudzonego sprzedawcy błyska jeszcze odznaka, na niej cyfra 900223. A może to ilość zlekceważonych zgłoszeń? Bądź godzin do emerytury?
Chłodna jesienna noc w małym beskidzkim miasteczku. Krew na chodniku, podeptane marzenia, łzy na policzku Świętego Floriana. Stał i patrzył, bo i cóż mógł zrobić?

P.s.: Do zdarzenia doszło w nocy z 10/11 października 2003r. Efekt: Stłuczone kolano, liczne sińce i zadrapania; rozbita twarz(8 szwów), utrata wiary.
Jacek Kuć, nauczyciel historii.
Andrzej Ryczkiewicz, bezrobotny nauczyciel historii, student anglistyki.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.