W jesienną październikową noc
Chłodna jesienna noc w małym beskidzkim miasteczku. Puste ulice nie
napawają optymizmem, ale w końcu spośród wszystkich miast świata, od
Kanady po Bajkał, właśnie to miasto jest tym jedynym, tym do którego
się wraca, tym w którym żyją wspomnienia młodości, tym w którym przyjdzie
spocząć na wieki. Wreszcie, jest to miasto słynące z gościnności dla
dalekich przyjezdnych , w tym wypadku z Podlasia.
Chłodna jesienna noc w małym, gościnnym beskidzkim miasteczku. Dwóch
pedagogów; zbyt młodych by siedzieć przed telewizorem w tak piękną noc,
zbyt starych, by szaleństwa młodości przedkładać nad rozsądek, spokój
i rzeczową dyskusję. Że noc? Nieważne, przecież to w nocy przychodzą
najlepsze pomysły, to noc daje spokój, ciszę; otula swym welonem wszystkie
smutki, problemy i nieprawości tego świata. Jakże bolesną okazała się
być ta prawda!
Brutalnym atakiem przerwana rozmowa, strzęp wyzwisk z ust obcych rzuconych,
w powietrzu pięść, na twarzy but. O Florianie Święty! Ty stoisz i patrzysz!
I nic nie robisz?! Tu myśl wolną mordują! Wolność osobistą depczą i
szmacą! A ty stoisz i patrzysz??? Gdzie pomocy zatem szukać, w kim oparcia
patrzeć? Gdy policji głos w słuchawce, jeden lewo, drugi w prawo zbir.
Stać i czekać? Nie! Choć jednego trzeba złapać, przed oblicze prawa
doprowadzić. Niech sprawiedliwości stanie się zadość, niech wiedzą,
że bezbronnych jest policja ta ochroną, która zawsze, która wszędzie,
która służy, a nie rządzi.
Z zachwycenia w osłupienie, z wdzięczności w rozterkę, z ulgi w rozpacz.
Bo i jak inaczej, gdy znajomość osobista bierze górę nad regulaminem?
No cześć, idź do domu; padają słowa A wy czego? Macie komórki to dzwońcie
sami po karetkę! Czy to łzy, czy krew na ziemi? A któż to wie? A kogóż
to obchodzi? Okno Forda zasuwa się powoli; nikną gdzieś powoli wiara,
zachwycenie, wdzięczność. Niedbałym gestem znudzonego sprzedawcy błyska
jeszcze odznaka, na niej cyfra 900223. A może to ilość zlekceważonych
zgłoszeń? Bądź godzin do emerytury?
Chłodna jesienna noc w małym beskidzkim miasteczku. Krew na chodniku,
podeptane marzenia, łzy na policzku Świętego Floriana. Stał i patrzył,
bo i cóż mógł zrobić?
P.s.: Do zdarzenia doszło w nocy z 10/11 października 2003r. Efekt:
Stłuczone kolano, liczne sińce i zadrapania; rozbita twarz(8 szwów),
utrata wiary.
Jacek Kuć, nauczyciel historii.
Andrzej Ryczkiewicz, bezrobotny nauczyciel historii, student
anglistyki.
|