Nad Sołą i Koszarawą - nr 20 (123) - rok  VI - 15 Październik 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Prosto z mostu

Postanowiłem w tym felietonie odejść od spraw lokalnych i dać odpocząć miejscowym władzom a zabrać głos w sprawach, które nurtują nas wszystkich. W kraju jest ciekawie. Ale to nie świadczy, że dobrze. Zresztą to już Chińczycy wymyślili przekleństwo, które brzmi "obyś dożył ciekawych czasów". Tak, że u nas jest i tragicznie i śmiesznie. Tego pierwszego jednak więcej. Ostatnio najwięcej mówi się o górnictwie. Póki jeszcze jesteśmy w granicach administracyjnych województwa śląskiego, ( sic! ) to temat jest nam bliski, tym bardziej, że dotyczy w jakimś tam procencie ludzi z Żywiecczyzny. Problem polega na likwidacji kopalń. Dotyczy czterech, z tego dwóch położonych w obrębie miasta Bytom. Nie rozumiem jednak, co się nagle stało, że z taką zażartością walczy się o ich uratowanie. A szczytem kultury organizatorów protestów ( nie mylić z samymi górnikami ) była "pokojowa" manifestacja protestacyjna w Warszawie. Widzieliśmy to na ekranach telewizyjnych i czytaliśmy o tym w prasie. Widoki jak z historycznych filmów, walki wręcz manifestantów z policją a uzbrojenie też historyczne. Rozumiem determinację górników i ich rodzin, gdzie poprzez likwidację kopalń burzy się tradycyjny obraz rodziny górniczej. Natomiast nie rozumiem i nie tylko ja, jak to się dzieje, że nagle wszystkie związki zawodowe współdziałają razem przy górniczym proteście przeciw władzy, czy jak kto woli lewicowemu rządowi. A gdzie byli trzy czy cztery lata temu, gdzie za rządów Buzka w majestacie prawa pan minister Steinhoff zdążył zlikwidować "tylko" 23 kopalnie. Nigdy nie posądzam Pana senatora Kazimierza Kutza o sympatie lewicowe ale i chyba już u Niego przechyliła się czara goryczy. W numerze 231 z 3 października 2003 r. Dziennika Zachodniego w swojej stałej rubryce "Po gongu" pisze min: ".... Natomiast to co zrobił były minister gospodarki, pan Steinhoff, opiera się na założeniach radykalnych, w których prymat gospodarczy dominuje nad sprawami ludzkimi. W jego modelu likwidacja kopalń była tożsama z likwidacją miejsc pracy. W ten sposób zamknięto 23 kopalnie i 100 tyś. górników straciło pracę. Większość połakomiła się na jednorazową odprawę w wysokości 50 tyś złotych. Całkowicie nieprzygotowani ludzie zostali rzuceni na żywioł wolnorynkowych reguł życia. Tylko 10 % dało sobie radę. Z tych praktyk bierze się dzisiejsze bezrobocie na Śląsku, w tym już 80 % weszło w sferę ubóstwa" Tyle na ten temat pan senator Kutz. I co się okazuje. Tamta "jedynie wtedy słuszna władza" była cacy. Zaś obecna lewicowa jest be. Aby nie być gołosłownym zacytuję jeszcze tylko fragment z tegoż artykułu na poparcie mojej tezy, który brzmi; "... Proponowane przez Jerzego Hausnera zmiany w górnictwie, czyli likwidacja kolejnych czterech kopalń, wytypowanych beztrosko z kapeluszy urzędników Kompanii Węglowej, to złagodzona wersja programu jego AWS - owskiego poprzednika, pana Steinhoffa, i musi zmierzać do podobnych efektów finalnych". A więc mamy pełne rozwinięcie tezy, kto jest dobry a kto zły. Inna rzecz to ta, że nie mogę za cholerę zrozumieć, iż z jednej strony zamyka się kopalnie a z drugiej kierowcy po trzy dni czekają przed ich bramami na węgiel, aby dostarczyć go na drugą stronę Polski, do lokalnych odbiorców. I kolejna paranoja. Śląski biznesmen Wiesław Wiśniewski, człowiek bogaty (81 na liście najbogatszych Polaków) chce uratować przeznaczone do likwidacji kopalnie "Bytom II" i "Centrum". I co się okazuje. Górnicy wyjątkowo sceptycznie odnoszą się do tego pomysłu. Jeden wręcz stwierdza; - nie chcemy pracować u prywatnego bo to niepewna praca. Wolę nie mieć "barbórki" czy '14 - ki, ale robić na państwowym. Kto mi zapewni że ja tej pracy nie stracę. Ej panowie, coś tu nie tak. To po to pan Wałęsa skakał przez płot i narażał się władzy ludowej, byście nadal chcieli tkwić w socjaliźmie ? (o panu Wałęsie później ). Oczywiście inaczej pracuje się u prywatnego. Ale to nie lewica, a "Solidarność" w zmianie ustroju widziała korzyści dla ludzi pracy. Widać, że do niektórych nie dotarła jeszcze prawda o transformacji ustrojowej. Ciekaw jestem jak zakończy się ta walka o kopalnie. Ale to już nie moje zmartwienie.
* * *
To, że w kraju jest niedobrze każdy wie. Transformacja ustrojowa trwa. Tak jak każda rewolucja, pożera swoje ofiary. Obóz rządzący, który w wyniku wyborów parlamentarnych doszedł w euforii do władzy stworzył koalicyjny rząd pod przewodnictwem Leszka Millera. Wprawdzie pierwsza rysa na tym rządzie uwidoczniła się po odejściu wahliwego sojusznika jakim jest PSL. Prawie mniejszościowy rząd próbuje sobie dać radę aby poprawiać i wcielać w życie reformy gospodarcze. Niektóre poprawił a na pewno reformę zdrowia "spieprzył.". Trudna sytuacja finansowa, braki w budżecie, to tylko jedna z przyczyn kulejącego państwa. Widzę jednak tę drugą i trzecią. W drodze do wyborów SLD chwaliło się swoim zapleczem intelektualnym, a jeden z notabli centralnych stwierdził wprost, dysponujemy trzema równorzędnymi kandydatami na jedno miejsce w strukturach administracyjnych i gospodarczych. I tu chyba coś nie tak. Kołomyja kadrowa na szczeblach rządowych wykazała wprost niekompetencję, nieudacznictwo i arogancję mianowanych osób. I wreszcie trzecia przyczyna to fakt, że do władz różnych szczebli weszli ludzie dla których uczciwość jest ostatnią cechą jaką mogli by się wylegitymować. Pozostaje pytanie czy przyczyną tego stanu rzeczy są podziały w łonie kierownictwa SLD, czy też bieżące problemy przerastają decydentów? Opozycja, a to jest jej święte prawo z tego zapowiadanego monolitu po trochę wyciąga "cegły". Co jakiś czas mamy informacje o wnioskach o pozbawienie immunitetu, o oskarżeniach w prokuraturze takich czy innych działaczy SLD (choć tu "siły" są rozłożone, gdyż działacze opozycyjni na tym polu również nie zasypiają). Maleje z dnia na dzień poparcie dla rządu i jego premiera, który ma do spełnienia wyjątkowo trudną misję i w stosunkowo krótkim czasie. Na pewno nie sprzyja to popularności tej osoby. Posłużę się tutaj być może nie za bardzo adekwatnym przykładem . Otóż premier Anglii Churchill wygrał wespół z aliantami II wojnę światową. Witany był jak bohater, ale w niedługim czasie przegrał wybory i przestał być premierem. De Gaulle, bohater Francji, czczony przez naród "aż do bólu" w czasie swych największych sukcesów przegrał referendum i musiał odejść. A więc "łaska pańska na pstrym koniu jedzie". Myślę, że ci na górze z ul. Rozbrat wreszcie się zmobilizują i spróbują pozbyć się tych baronów partyjnych i magnatów przemysłowych, dla których najważniejszą sprawą jest kasa, i to dla siebie. W tym kraju są tysiące ludzi sprawnych intelektualnie a przede wszystkim uczciwych, którzy ten wózek mogą pchać do przodu. I panowie im szybciej to zrobicie tym będzie lepiej. A jak chcecie oczyszczać partię to zacznijcie od góry a nawet od siebie. Na dole sami sobie radę damy. Mówię to dlatego, że im dłużej będzie trwał taki stan tym upadek z góry będzie bardziej bolesny. A rany będą się goić przez lata, bądź się wcale nie wygoją.
* * *
Teraz coś weselszego. Śledziłem w prasie obchody 60 lecia urodzin Lecha Wałęsy. Impreza owszem huczna, grono starannie dobrane i to ze wszystkich środowisk. Prawie, czy ponad 400 osób. Nieważne. Nikomu do talerza nie będę zaglądał. Ale zdębiałem jak przeczytałem w Rzeczpospolitej, że na jubileuszu rozmawiano również o promocji regionu i interesach. I uwaga czytam, że prezydenci Gdańska i Sopotu, marszałek pomorski i dyrektor Portu Lotniczego Gdańsk- Rębiechowo, zaproponowali jubilatowi, żeby jego imieniem nazwać gdańskie lotnisko. W czasie rozmów pewne wątpliwości budziło to, że lotnisko miałoby otrzymać nazwisko osoby żyjącej. Okazuje się, że za podjęciem pozytywnej decyzji przemówiły argumenty, iż krakowskie lotnisko Balice za patrona ma Jana Pawła II. O tempora o mores! A co na to Wałęsa...cytuję; Każdy przecież ma w sobie trochę próżności, ja również. Ale to może się opłaca zarówno mnie jak i Gdańskowi. Choć wiem, że zaraz znajdą się szydercy, którzy będą mnie za to atakować.- koniec wypowiedzi. A więc panie Wałęsa, jestem jednym z nich, choć nie wierzę by tak się stało. Dlatego zastanawiam się czy ci " dla których dzień bez wazeliny jest dniem straconym" mówili o tym na początku przyjęcia, czy na końcu. Bo jeśli na końcu, to ja to rozumiem. Nieraz już nad ranem, też opowiadałem głupoty. Ale ja będąc przy zdrowych zmysłach proponuję, aby pan zgodził się, by pańskim imieniem i nazwiskiem nazwać zlikwidowaną Stocznię Gdańską. A poza tym już zupełnie poważnie, z okazji tego jubileuszu życzę panu dużo zdrowia tego fizycznego ale też i umysłowego
Kazimierz Semik

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.