Prosto z mostu
Postanowiłem w tym felietonie odejść od spraw lokalnych i dać
odpocząć miejscowym władzom a zabrać głos w sprawach, które nurtują
nas wszystkich. W kraju jest ciekawie. Ale to nie świadczy, że dobrze.
Zresztą to już Chińczycy wymyślili przekleństwo, które brzmi "obyś
dożył ciekawych czasów". Tak, że u nas jest i tragicznie i śmiesznie.
Tego pierwszego jednak więcej. Ostatnio najwięcej mówi się o górnictwie.
Póki jeszcze jesteśmy w granicach administracyjnych województwa śląskiego,
( sic! ) to temat jest nam bliski, tym bardziej, że dotyczy w jakimś
tam procencie ludzi z Żywiecczyzny. Problem polega na likwidacji kopalń.
Dotyczy czterech, z tego dwóch położonych w obrębie miasta Bytom.
Nie rozumiem jednak, co się nagle stało, że z taką zażartością walczy
się o ich uratowanie. A szczytem kultury organizatorów protestów (
nie mylić z samymi górnikami ) była "pokojowa" manifestacja
protestacyjna w Warszawie. Widzieliśmy to na ekranach telewizyjnych
i czytaliśmy o tym w prasie. Widoki jak z historycznych filmów, walki
wręcz manifestantów z policją a uzbrojenie też historyczne. Rozumiem
determinację górników i ich rodzin, gdzie poprzez likwidację kopalń
burzy się tradycyjny obraz rodziny górniczej. Natomiast nie rozumiem
i nie tylko ja, jak to się dzieje, że nagle wszystkie związki zawodowe
współdziałają razem przy górniczym proteście przeciw władzy, czy jak
kto woli lewicowemu rządowi. A gdzie byli trzy czy cztery lata temu,
gdzie za rządów Buzka w majestacie prawa pan minister Steinhoff zdążył
zlikwidować "tylko" 23 kopalnie. Nigdy nie posądzam Pana
senatora Kazimierza Kutza o sympatie lewicowe ale i chyba już u Niego
przechyliła się czara goryczy. W numerze 231 z 3 października 2003
r. Dziennika Zachodniego w swojej stałej rubryce "Po gongu"
pisze min: ".... Natomiast to co zrobił były minister gospodarki,
pan Steinhoff, opiera się na założeniach radykalnych, w których prymat
gospodarczy dominuje nad sprawami ludzkimi. W jego modelu likwidacja
kopalń była tożsama z likwidacją miejsc pracy. W ten sposób zamknięto
23 kopalnie i 100 tyś. górników straciło pracę. Większość połakomiła
się na jednorazową odprawę w wysokości 50 tyś złotych. Całkowicie
nieprzygotowani ludzie zostali rzuceni na żywioł wolnorynkowych reguł
życia. Tylko 10 % dało sobie radę. Z tych praktyk bierze się dzisiejsze
bezrobocie na Śląsku, w tym już 80 % weszło w sferę ubóstwa"
Tyle na ten temat pan senator Kutz. I co się okazuje. Tamta "jedynie
wtedy słuszna władza" była cacy. Zaś obecna lewicowa jest be.
Aby nie być gołosłownym zacytuję jeszcze tylko fragment z tegoż artykułu
na poparcie mojej tezy, który brzmi; "... Proponowane przez Jerzego
Hausnera zmiany w górnictwie, czyli likwidacja kolejnych czterech
kopalń, wytypowanych beztrosko z kapeluszy urzędników Kompanii Węglowej,
to złagodzona wersja programu jego AWS - owskiego poprzednika, pana
Steinhoffa, i musi zmierzać do podobnych efektów finalnych".
A więc mamy pełne rozwinięcie tezy, kto jest dobry a kto zły. Inna
rzecz to ta, że nie mogę za cholerę zrozumieć, iż z jednej strony
zamyka się kopalnie a z drugiej kierowcy po trzy dni czekają przed
ich bramami na węgiel, aby dostarczyć go na drugą stronę Polski, do
lokalnych odbiorców. I kolejna paranoja. Śląski biznesmen Wiesław
Wiśniewski, człowiek bogaty (81 na liście najbogatszych Polaków) chce
uratować przeznaczone do likwidacji kopalnie "Bytom II"
i "Centrum". I co się okazuje. Górnicy wyjątkowo sceptycznie
odnoszą się do tego pomysłu. Jeden wręcz stwierdza; - nie chcemy pracować
u prywatnego bo to niepewna praca. Wolę nie mieć "barbórki"
czy '14 - ki, ale robić na państwowym. Kto mi zapewni że ja tej pracy
nie stracę. Ej panowie, coś tu nie tak. To po to pan Wałęsa skakał
przez płot i narażał się władzy ludowej, byście nadal chcieli tkwić
w socjaliźmie ? (o panu Wałęsie później ). Oczywiście inaczej pracuje
się u prywatnego. Ale to nie lewica, a "Solidarność" w zmianie
ustroju widziała korzyści dla ludzi pracy. Widać, że do niektórych
nie dotarła jeszcze prawda o transformacji ustrojowej. Ciekaw jestem
jak zakończy się ta walka o kopalnie. Ale to już nie moje zmartwienie.
* * *
To, że w kraju jest niedobrze każdy wie. Transformacja ustrojowa trwa.
Tak jak każda rewolucja, pożera swoje ofiary. Obóz rządzący, który
w wyniku wyborów parlamentarnych doszedł w euforii do władzy stworzył
koalicyjny rząd pod przewodnictwem Leszka Millera. Wprawdzie pierwsza
rysa na tym rządzie uwidoczniła się po odejściu wahliwego sojusznika
jakim jest PSL. Prawie mniejszościowy rząd próbuje sobie dać radę
aby poprawiać i wcielać w życie reformy gospodarcze. Niektóre poprawił
a na pewno reformę zdrowia "spieprzył.". Trudna sytuacja
finansowa, braki w budżecie, to tylko jedna z przyczyn kulejącego
państwa. Widzę jednak tę drugą i trzecią. W drodze do wyborów SLD
chwaliło się swoim zapleczem intelektualnym, a jeden z notabli centralnych
stwierdził wprost, dysponujemy trzema równorzędnymi kandydatami na
jedno miejsce w strukturach administracyjnych i gospodarczych. I tu
chyba coś nie tak. Kołomyja kadrowa na szczeblach rządowych wykazała
wprost niekompetencję, nieudacznictwo i arogancję mianowanych osób.
I wreszcie trzecia przyczyna to fakt, że do władz różnych szczebli
weszli ludzie dla których uczciwość jest ostatnią cechą jaką mogli
by się wylegitymować. Pozostaje pytanie czy przyczyną tego stanu rzeczy
są podziały w łonie kierownictwa SLD, czy też bieżące problemy przerastają
decydentów? Opozycja, a to jest jej święte prawo z tego zapowiadanego
monolitu po trochę wyciąga "cegły". Co jakiś czas mamy informacje
o wnioskach o pozbawienie immunitetu, o oskarżeniach w prokuraturze
takich czy innych działaczy SLD (choć tu "siły" są rozłożone,
gdyż działacze opozycyjni na tym polu również nie zasypiają). Maleje
z dnia na dzień poparcie dla rządu i jego premiera, który ma do spełnienia
wyjątkowo trudną misję i w stosunkowo krótkim czasie. Na pewno nie
sprzyja to popularności tej osoby. Posłużę się tutaj być może nie
za bardzo adekwatnym przykładem . Otóż premier Anglii Churchill wygrał
wespół z aliantami II wojnę światową. Witany był jak bohater, ale
w niedługim czasie przegrał wybory i przestał być premierem. De Gaulle,
bohater Francji, czczony przez naród "aż do bólu" w czasie
swych największych sukcesów przegrał referendum i musiał odejść. A
więc "łaska pańska na pstrym koniu jedzie". Myślę, że ci
na górze z ul. Rozbrat wreszcie się zmobilizują i spróbują pozbyć
się tych baronów partyjnych i magnatów przemysłowych, dla których
najważniejszą sprawą jest kasa, i to dla siebie. W tym kraju są tysiące
ludzi sprawnych intelektualnie a przede wszystkim uczciwych, którzy
ten wózek mogą pchać do przodu. I panowie im szybciej to zrobicie
tym będzie lepiej. A jak chcecie oczyszczać partię to zacznijcie od
góry a nawet od siebie. Na dole sami sobie radę damy. Mówię to dlatego,
że im dłużej będzie trwał taki stan tym upadek z góry będzie bardziej
bolesny. A rany będą się goić przez lata, bądź się wcale nie wygoją.
* * *
Teraz coś weselszego. Śledziłem w prasie obchody 60 lecia urodzin
Lecha Wałęsy. Impreza owszem huczna, grono starannie dobrane i to
ze wszystkich środowisk. Prawie, czy ponad 400 osób. Nieważne. Nikomu
do talerza nie będę zaglądał. Ale zdębiałem jak przeczytałem w Rzeczpospolitej,
że na jubileuszu rozmawiano również o promocji regionu i interesach.
I uwaga czytam, że prezydenci Gdańska i Sopotu, marszałek pomorski
i dyrektor Portu Lotniczego Gdańsk- Rębiechowo, zaproponowali jubilatowi,
żeby jego imieniem nazwać gdańskie lotnisko. W czasie rozmów pewne
wątpliwości budziło to, że lotnisko miałoby otrzymać nazwisko osoby
żyjącej. Okazuje się, że za podjęciem pozytywnej decyzji przemówiły
argumenty, iż krakowskie lotnisko Balice za patrona ma Jana Pawła
II. O tempora o mores! A co na to Wałęsa...cytuję; Każdy przecież
ma w sobie trochę próżności, ja również. Ale to może się opłaca zarówno
mnie jak i Gdańskowi. Choć wiem, że zaraz znajdą się szydercy, którzy
będą mnie za to atakować.- koniec wypowiedzi. A więc panie Wałęsa,
jestem jednym z nich, choć nie wierzę by tak się stało. Dlatego zastanawiam
się czy ci " dla których dzień bez wazeliny jest dniem straconym"
mówili o tym na początku przyjęcia, czy na końcu. Bo jeśli na końcu,
to ja to rozumiem. Nieraz już nad ranem, też opowiadałem głupoty.
Ale ja będąc przy zdrowych zmysłach proponuję, aby pan zgodził się,
by pańskim imieniem i nazwiskiem nazwać zlikwidowaną Stocznię Gdańską.
A poza tym już zupełnie poważnie, z okazji tego jubileuszu życzę panu
dużo zdrowia tego fizycznego ale też i umysłowego
Kazimierz Semik