Nad Sołą i Koszarawą - nr 19 (122) - rok  VI - 1 Październik 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Prosto z mostu

Dzisiejszy felieton składać się będzie z trzech części. Choć tematyka różna to sens jest podobny. Hasłem wszystkich trzech jest słowo, - nadużywanie. Tak się w tym roku złożyło, iż dzięki naszej gazecie znalazłem się aż na trzech dożynkach. W Trzebini na gminnych, w Lipowej też na gminnych i na - uwaga IV dożynkach województwa śląskiego, VII dożynkach diecezjalnych i V dożynkach powiatowych, i to w jednym czasie i w jednym miejscu. Brakowało jeszcze dopisać, gminnych i parafialnych. Wszystko to oczywiście dzieje się w jednym i tym samym dniu i w jednym i tym samym miejscu w Gilowicach. Wieś przystrojona i to bardzo miłe i piękne. Jednak jak czytam w encyklopediach słowo dożynki oznacza koniec żniw i podziękowanie za rolniczy trud. Wybraliśmy się na te dożynki razem z kolegą redakcyjnym Tośkiem Matlakiewiczem aby dodać sobie powagi zabraliśmy z sobą małżonki. I co my tam widzimy. Zgromadzenie wojewódzko-powiatowo-gminne a przed nimi potężny ołtarz a w nim purpuraci z naczelnym diecezji biskupem Tadeuszem Rakoczym i biskupem Pawłem Anweilerem zwierzchnikiem diecezji cieszyńskiej kościoła ewangelicko - augsburskiego. Okazuje się, że to nie o dożynki chodzi a o jubilata czyli biskupa Rakoczego, który "podpiął" się pod dożynki urządzając sobie uroczystość 40 lecia kapłaństwa i 65 lecie urodzin. Przeżyłem już różne dożynki, od tych na stadionie 10 lecia za czasów Gomułki poprzez "wędrujące " po Polsce za czasów Gierka, poprzez jasnogórskie prymasa Glempa oraz prezydenckie Kwaśniewskiego. Dziwne jest jedno, im ubożsi rolnicy tym huczniejsze dożynki. Wszyscy opowiadają o pomocy dla rolników o trosce o nich a tu coraz gorzej. Oglądałem wystawę rolniczą w Gilowicach organizowaną nie bardzo wiem przez kogo. I stał tam piękny nowoczesny traktor. Przechodzący obok rolnik, splunął koło niego i stwierdził k.... kogo z nas jest stać na to by go kupić. Zagadnąłem jednego z notabli wojewódzkich o sytuację w rolnictwie i stwierdziłem, że odznaką biedy na wsi są pasące się kozy. A ten cymbał mi mówi, że to jest efekt transformacji ustrojowej i nowoczesność gdyż mleko kozie jest bardzo zdrowe. Miałem mu powiedzieć ty capie, ale wstrzymałem się gdyż prawdopodobnie obraziłbym autentycznego capa, bez którego nie byłoby kóz. Pamiętam w młodości jak bardzo chciałem by mama kupiła mi kozę. I co się wtedy dowiedziałem. Chłopcze przecież cała wieś by z nas się śmiała. To krowy są odznaką bogactwa na roli a kozy biedactwa. I dlatego wydaje mi się, że szacunek dla rolnika należy wyrazić na dożynkach gminnych z tradycyjną mszą święta odprawioną w kościele i dać możliwość spotkania się wspólnie ludziom rolniczego trudu a nie robić zbiegowisk centralnych wojewódzkich, powiatowych czy diecezjalnych. Trochę skromności w tych ciężkich czasach nie zaszkodzi.
* * *
Teraz z innej beczki. Wczytuję się w tekst już po raz drugi radnego Roberta Klisia, który odsłania tajemnice starej targowicy. Pisałem o tym już parę razy przy okazji batalii o pomnik a właściwie o jego przeniesienie, ale nigdy nie dotarło do mnie to co ostatnio czytam w prasie. Został dokonany przekręt na ogromną sumę, i wszystko to dzieje się w majestacie prawa. Przecież kodeks karny wyraźnie określa, że kto działa na szkodę własnej firmy ponosi za to karną odpowiedzialność. A tu się okazuje, że nie dosyć, że targowica została sprzedana za rażąco niską cenę ,to jeszcze są kłopoty z wyegzekwowaniem zobowiązań określonych w umowie. A więc panie Robercie, pisanie o tej historii w Gazecie Żywieckiej to chyba trochę za mało. Przecież jako radny i przewodniczący klubu radnych SLD, powinien pan jak najszybciej zgłosić sprawę do organów ścigania. A obawiam się, że kolejna sprawa zostanie delikatnie mówiąc zatuszowana. Jeśli do tego dodać sprawę nowej targowicy w kontekście żądań dzierżawcy, to mamy pełny obraz rządów duetu burmistrz i przewodniczący rady miasta. I dlatego zastanawiam się nad jedną rzeczą, czy rajcowie miasta wybrani w wolnych i demokratycznych wyborach nie mają na tyle siły czy odwagi aby wreszcie rozliczyć ludzi odpowiedzialnych za taki stan rzeczy. Przecież "za komuny " taki przekręt na pewno skończyłby się dla autorów więzieniem. A tu nic, Bierze się apanaże chodzi się z podniesioną przyłbicą co oznacza, że ma się wszystkich głęboko w d.... Tym sposobem to my do tej Europy szybko nie zajedziemy.
* * *
I wreszcie trzecia sprawa. W natłoku zdarzeń w obliczu trudności na jakie na co dzień napotykamy ktoś wpadł na szatański pomysł aby powiat żywiecki przenieść do Małopolski. Owszem ta myśl drąży umysły wielu mieszkańców Żywiecczyzny. Nie przeczę, że i ja jestem sentymentalistą gdyż Kraków jest mi bliski, choćby ze względu na kończone studia czy też znajomości z wieloma ludźmi jeszcze z czasów przynależności do ZMS. Ale na miły Bóg, czy to jest najważniejsze? W dobie kiedy myślimy o wejściu do Unii Europejskiej, w czasie kiedy wreszcie ta Europa będzie bez granic, my zaczynamy myśleć o referendum na temat naszej przynależności. Wysoko sobie cenie przyjaźń z panem Przewodniczącym Rady Powiatu Wiesławem Augustynowiczem czy burmistrzem miasta panem Antonim Szlagorem, ale w tej kwestii zasadniczo się różnimy. Na pewno mi się to nie podoba jak mówią o mnie "hanys w kierpcach", ale taki jest układ. To, że w dzisiejszych czasach Śląsk jest w opłakanej sytuacji ze względu na likwidację kopalń czy hut to jest na pewno żałosne. To, że wzrasta bezrobocie i ubożeje społeczeństwo śląskie jest faktem. Ale też trzeba spojrzeć wstecz, kiedy ten Śląsk był dla nas kopalnią bogactwa. Przypominam sobie pracując jeszcze w PKS - ie żywieckim jak na jedną zmianę do śląskich kopalń wyjeżdżało ponad trzydzieści autobusów. Trzeba przypomnieć sobie, że to nie krakusy a Ślązacy budowali dacze na naszym terenie, kupując działki od naszych ludzi i dawali zarobić przy budowie ich domów. Jest inny czas, jest inna sytuacja, przestańmy próbować być pępkiem świata. Uporządkujmy swoją gospodarkę. Trafnie podkreślił to na wspomnianych wyżej dożynkach wojewoda śląski Lechosław Jarzębski - cytuję - Od tego czy obecny powiat żywiecki będzie w województwie śląskim, czy małopolskim nie zależy jego rozwój. Wszystko w rękach żywieckich samorządowców. Jeżeli nauczą się pisać programy i wnioski o dofinansowanie inwestycji, to wtedy powiat będzie się rozwijał. (tekst za T. Z 16 IX 2003). Dlatego wydaje mi się aby nie wychodzić "przed orkiestrę". Bo nie wiem czy nie stanie się tak, że tamci (Ślązacy) nas już nie chcą a (krakusy) jeszcze nas nie chcą. Znający temat mój krakowski przyjaciel, poeta Rysiek Wanat posłał mi wierszyk na ten temat. Nie muszę się z jego treścią w całości zgadzać, ale coś w tym jest Oto jego treść.

Na czyje zamówienie ?
Samorządowcom KTOŚ doradza że,
Żywiecczyźnie Śląsk przeszkadza
piach - twierdzą zgodnie, sypie w tryby
i skąpi środków
przeto gdyby na Małopolski wrócić łono można by przyszłość mieć wyśnioną.
Te oraz inne dyrdymały, puszczone w obieg "zamieszały "
w umysłach wielu i w działaniach albowiem
w toku zamieszania
można załatwić to i owo, ukryć przekręty pod "odnową"
Słowem - bezkarnie swoje czynić.
czy konfliktując można zmienić, to co się dotąd rujnowało
gdy "słuszna władza" szła na całość?
Skoro się zbliża rozliczanie, czas uruchomić podjudzanie
wszak ta metoda jest sprawdzona, jeżeli dobrze się wykona
to zamówienie elit znanych, sukces musi być
m u r o w a n y.

Tak to widzi jeden z krakusów. I dlatego trzeba do tematu podchodzić bardzo ostrożnie. Tyle na dzisiaj. Reszta za dwa tygodnie
Kazimierz SEMIK

 

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.