Prosto z mostu
Dzisiejszy felieton składać się będzie z trzech części.
Choć tematyka różna to sens jest podobny. Hasłem wszystkich trzech
jest słowo, - nadużywanie. Tak się w tym roku złożyło, iż dzięki naszej
gazecie znalazłem się aż na trzech dożynkach. W Trzebini na gminnych,
w Lipowej też na gminnych i na - uwaga IV dożynkach województwa śląskiego,
VII dożynkach diecezjalnych i V dożynkach powiatowych, i to w jednym
czasie i w jednym miejscu. Brakowało jeszcze dopisać, gminnych i parafialnych.
Wszystko to oczywiście dzieje się w jednym i tym samym dniu i w jednym
i tym samym miejscu w Gilowicach. Wieś przystrojona i to bardzo miłe
i piękne. Jednak jak czytam w encyklopediach słowo dożynki oznacza
koniec żniw i podziękowanie za rolniczy trud. Wybraliśmy się na te
dożynki razem z kolegą redakcyjnym Tośkiem Matlakiewiczem aby dodać
sobie powagi zabraliśmy z sobą małżonki. I co my tam widzimy. Zgromadzenie
wojewódzko-powiatowo-gminne a przed nimi potężny ołtarz a w nim purpuraci
z naczelnym diecezji biskupem Tadeuszem Rakoczym i biskupem Pawłem
Anweilerem zwierzchnikiem diecezji cieszyńskiej kościoła ewangelicko
- augsburskiego. Okazuje się, że to nie o dożynki chodzi a o jubilata
czyli biskupa Rakoczego, który "podpiął" się pod dożynki
urządzając sobie uroczystość 40 lecia kapłaństwa i 65 lecie urodzin.
Przeżyłem już różne dożynki, od tych na stadionie 10 lecia za czasów
Gomułki poprzez "wędrujące " po Polsce za czasów Gierka,
poprzez jasnogórskie prymasa Glempa oraz prezydenckie Kwaśniewskiego.
Dziwne jest jedno, im ubożsi rolnicy tym huczniejsze dożynki. Wszyscy
opowiadają o pomocy dla rolników o trosce o nich a tu coraz gorzej.
Oglądałem wystawę rolniczą w Gilowicach organizowaną nie bardzo wiem
przez kogo. I stał tam piękny nowoczesny traktor. Przechodzący obok
rolnik, splunął koło niego i stwierdził k.... kogo z nas jest stać
na to by go kupić. Zagadnąłem jednego z notabli wojewódzkich o sytuację
w rolnictwie i stwierdziłem, że odznaką biedy na wsi są pasące się
kozy. A ten cymbał mi mówi, że to jest efekt transformacji ustrojowej
i nowoczesność gdyż mleko kozie jest bardzo zdrowe. Miałem mu powiedzieć
ty capie, ale wstrzymałem się gdyż prawdopodobnie obraziłbym autentycznego
capa, bez którego nie byłoby kóz. Pamiętam w młodości jak bardzo chciałem
by mama kupiła mi kozę. I co się wtedy dowiedziałem. Chłopcze przecież
cała wieś by z nas się śmiała. To krowy są odznaką bogactwa na roli
a kozy biedactwa. I dlatego wydaje mi się, że szacunek dla rolnika
należy wyrazić na dożynkach gminnych z tradycyjną mszą święta odprawioną
w kościele i dać możliwość spotkania się wspólnie ludziom rolniczego
trudu a nie robić zbiegowisk centralnych wojewódzkich, powiatowych
czy diecezjalnych. Trochę skromności w tych ciężkich czasach nie zaszkodzi.
* * *
Teraz z innej beczki. Wczytuję się w tekst już po raz drugi radnego
Roberta Klisia, który odsłania tajemnice starej targowicy. Pisałem
o tym już parę razy przy okazji batalii o pomnik a właściwie o jego
przeniesienie, ale nigdy nie dotarło do mnie to co ostatnio czytam
w prasie. Został dokonany przekręt na ogromną sumę, i wszystko to
dzieje się w majestacie prawa. Przecież kodeks karny wyraźnie określa,
że kto działa na szkodę własnej firmy ponosi za to karną odpowiedzialność.
A tu się okazuje, że nie dosyć, że targowica została sprzedana za
rażąco niską cenę ,to jeszcze są kłopoty z wyegzekwowaniem zobowiązań
określonych w umowie. A więc panie Robercie, pisanie o tej historii
w Gazecie Żywieckiej to chyba trochę za mało. Przecież jako radny
i przewodniczący klubu radnych SLD, powinien pan jak najszybciej zgłosić
sprawę do organów ścigania. A obawiam się, że kolejna sprawa zostanie
delikatnie mówiąc zatuszowana. Jeśli do tego dodać sprawę nowej targowicy
w kontekście żądań dzierżawcy, to mamy pełny obraz rządów duetu burmistrz
i przewodniczący rady miasta. I dlatego zastanawiam się nad jedną
rzeczą, czy rajcowie miasta wybrani w wolnych i demokratycznych wyborach
nie mają na tyle siły czy odwagi aby wreszcie rozliczyć ludzi odpowiedzialnych
za taki stan rzeczy. Przecież "za komuny " taki przekręt
na pewno skończyłby się dla autorów więzieniem. A tu nic, Bierze się
apanaże chodzi się z podniesioną przyłbicą co oznacza, że ma się wszystkich
głęboko w d.... Tym sposobem to my do tej Europy szybko nie zajedziemy.
* * *
I wreszcie trzecia sprawa. W natłoku zdarzeń w obliczu trudności na
jakie na co dzień napotykamy ktoś wpadł na szatański pomysł aby powiat
żywiecki przenieść do Małopolski. Owszem ta myśl drąży umysły wielu
mieszkańców Żywiecczyzny. Nie przeczę, że i ja jestem sentymentalistą
gdyż Kraków jest mi bliski, choćby ze względu na kończone studia czy
też znajomości z wieloma ludźmi jeszcze z czasów przynależności do
ZMS. Ale na miły Bóg, czy to jest najważniejsze? W dobie kiedy myślimy
o wejściu do Unii Europejskiej, w czasie kiedy wreszcie ta Europa
będzie bez granic, my zaczynamy myśleć o referendum na temat naszej
przynależności. Wysoko sobie cenie przyjaźń z panem Przewodniczącym
Rady Powiatu Wiesławem Augustynowiczem czy burmistrzem miasta panem
Antonim Szlagorem, ale w tej kwestii zasadniczo się różnimy. Na pewno
mi się to nie podoba jak mówią o mnie "hanys w kierpcach",
ale taki jest układ. To, że w dzisiejszych czasach Śląsk jest w opłakanej
sytuacji ze względu na likwidację kopalń czy hut to jest na pewno
żałosne. To, że wzrasta bezrobocie i ubożeje społeczeństwo śląskie
jest faktem. Ale też trzeba spojrzeć wstecz, kiedy ten Śląsk był dla
nas kopalnią bogactwa. Przypominam sobie pracując jeszcze w PKS -
ie żywieckim jak na jedną zmianę do śląskich kopalń wyjeżdżało ponad
trzydzieści autobusów. Trzeba przypomnieć sobie, że to nie krakusy
a Ślązacy budowali dacze na naszym terenie, kupując działki od naszych
ludzi i dawali zarobić przy budowie ich domów. Jest inny czas, jest
inna sytuacja, przestańmy próbować być pępkiem świata. Uporządkujmy
swoją gospodarkę. Trafnie podkreślił to na wspomnianych wyżej dożynkach
wojewoda śląski Lechosław Jarzębski - cytuję - Od tego czy obecny
powiat żywiecki będzie w województwie śląskim, czy małopolskim nie
zależy jego rozwój. Wszystko w rękach żywieckich samorządowców. Jeżeli
nauczą się pisać programy i wnioski o dofinansowanie inwestycji, to
wtedy powiat będzie się rozwijał. (tekst za T. Z 16 IX 2003). Dlatego
wydaje mi się aby nie wychodzić "przed orkiestrę". Bo nie
wiem czy nie stanie się tak, że tamci (Ślązacy) nas już nie chcą a
(krakusy) jeszcze nas nie chcą. Znający temat mój krakowski przyjaciel,
poeta Rysiek Wanat posłał mi wierszyk na ten temat. Nie muszę się
z jego treścią w całości zgadzać, ale coś w tym jest Oto jego treść.
Na czyje zamówienie ?
Samorządowcom KTOŚ doradza że,
Żywiecczyźnie Śląsk przeszkadza
piach - twierdzą zgodnie, sypie w tryby
i skąpi środków
przeto gdyby na Małopolski wrócić łono można by przyszłość mieć wyśnioną.
Te oraz inne dyrdymały, puszczone w obieg "zamieszały "
w umysłach wielu i w działaniach albowiem
w toku zamieszania
można załatwić to i owo, ukryć przekręty pod "odnową"
Słowem - bezkarnie swoje czynić.
czy konfliktując można zmienić, to co się dotąd rujnowało
gdy "słuszna władza" szła na całość?
Skoro się zbliża rozliczanie, czas uruchomić podjudzanie
wszak ta metoda jest sprawdzona, jeżeli dobrze się wykona
to zamówienie elit znanych, sukces musi być
m u r o w a n y.
Tak to widzi jeden z krakusów. I dlatego trzeba do tematu podchodzić
bardzo ostrożnie. Tyle na dzisiaj. Reszta za dwa tygodnie
Kazimierz SEMIK