Nie widzi nie słyszy,
czyli kilka sposobów jak uniknąć kary
Natura ludzka, zgodnie z biblijnym zapisem od wygnania
z raju, skażona jest wieloma ułomnościami, dlatego otrzymaliśmy za
zadanie wznosić się ponad własne słabości. Bywają jednak osoby, które
nie potrafią przyznać się do błędu, lecz po wpadce, brną coraz dalej
w swoich matactwach.
 |
Jedną z takich osób była Kunegunda Jarczanka z Milówki, która "służąc
na Kamesznicy, upadła była z niejakim Szczyrbiakiem". Wiadomo,
krew nie woda, a podobna przygoda przytrafia się, w każdym czasie
i miejscu. Jednak tym razem, białogłowa bojąc się złych języków i
obowiązków, jakie na nią spadną, starannie ukrywała fakt, że jest
przy nadziei. Długo udawało się jej zwodzić wszystkich. Co utwierdziło
ją w przeświadczeniu, że jest to tylko jej tajemnica. Kiedy na Kunegundę
przyszedł czas oddaliła się od domostwa i porodziła w tajemnicy, po
to tylko aby zaraz potem je zabić.
Gospodyni, która od jakiegoś czasu bacznie przyglądała się służącej
zauważyła jej dziwne zachowanie. Szybko po śladach, które pozostawiała
Kunegunda odkryła, że służąca urodziła dziecko. Zaczęła zadawać sporo
kłopotliwych pytań nie przewidując tego, że Kunegunda posunęła się
o krok dalej. Dzieciobójczyni, widząc, że nie oszuka gospodyni udała
się na Orawę. We wsi Klina natrafiła na kobietę, która właśnie urodziła
dziecko. "Ona tedy to dziecię w nocy świeżo narodzone ukradła
i z nim do Polski uciekła". Kidnaperke pościg dogonił w okolicach
Rajczy. Dziecko wyziębione ochrzczono, a niegodziwą niewiastę oddano
pod sąd. Ta przyznała się do porwania, a zaraz potem "niemą i
chorą bardzo uczyniła się, nie gadając przez niedziel sześć".
Widząc jej krytyczny stan wezwano księdza, który udzielił jej -jako
umierającej- ostatniego namaszczenia. Prawdopodobnie jej choroba była
symulowana, gdyż w niewyjaśnionych okolicznościach oskarżona zniknęła
nie czekając na wyrok sądu.
Jacek Kachel