Nad Sołą i Koszarawą - nr 19 (122) - rok  VI - 1 Październik 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



Deportacja ludności z Żywiecczyzny w czasie II wojny światowej

Bronisław Luber nasz rodak z Gilowic zamieszkały na stałe w Rzeszowie od kilku ładnych lat z uporem maniaka drąży temat zadośćuczynienia dla ludności z Żywiecczyzny wysiedlonej z rodzinnych stron w ramach akcji przeprowadzonej pod kryptonimem Saybusch Action jesienią 1940 roku przez okupanta hitlerowskiego. Słał i śle nadal listy do prezydenta, redakcji gazet, posłów, senatorów, starostów, wójtów burmistrzów i Bóg jeden wie do kogo jeszcze. Jeździ po całym kraju, zbiera informacje o losach ludzi wysiedlonych w bestialski, perfidny i wyrafinowany sposób.
Dotychczasowym owocem jego w tym zakresie działalności było wszczęcie w tej sprawie śledztwa przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) Oddział w Katowicach. Przesłuchania świadków rozpoczęły się w listopadzie 2000 roku. W ciągu minionych prawie trzech lat zdołano przesłuchać 524 osoby, a na liście oczekujących na przesłuchanie jest jeszcze około 200 nazwisk - i jak oświadczyła prokurator Ewa Koj - mimo, że na tym można by było przesłuchania zakończyć będą one kontynuowane.
W dniu 16 września 2003 roku IPN Oddział w Katowicach zorganizował konferencję na temat stanu i wyników przesłuchań. Zjechała do Katowic elita intelektualna Żywca, nieliczne grono żyjących jeszcze wysiedleńców, przedstawiciele władz miasta, powiatu i instytucji zajmujących się tym problemem jak np. redakcje lokalnych i regionalnych gazet, archiwiści, muzealnicy, nauczyciele itp. Nawiasem mówiąc, konferencja ta powinna była odbyć się w Żywcu przy znacznie większym i szerszym udziale osób zainteresowanych.
Chociaż - jak oświadczył na początku dyrektor Oddziału Andrzej Sikora - sprawa odszkodowań nie leży w kompetencji Instytutu, nie udało się tego tematu zbyć milczeniem. Prowadzone śledztwo nie ma co prawda nic wspólnego z Fundacją Polsko Niemieckie Pojednanie, ale istniejąca w tym zakresie niesprawiedliwość, każe wołać pełnym głosem - oni też zasługują na zadość uczynienie moralne i materialne. Bo jak powiedział Bronisław Luber - wystarczyło przepracować jeden dzień na robotach przymusowych w Rzeszy by dostać odszkodowanie, tymczasem ci którym dano 15 minut na spakowanie się, załadowano do bydlęcych wagonów, wywieziono w nieznane i wypuszczono w szczerym polu, gdzieś koło Lublina, Łukowa czy Mińska Mazowieckiego do dnia dzisiejszego nie dano nic, ani w sensie moralnym, ani materialnym. Oni utracili wszystko, dorobek całego życia. Powrócili do rodzinnej wsi po 4 latach tułaczki i zastali często rozebrany przez osadników niemieckich dom, często zmuszeni do dalszej tułaczki na zachodzie lub północy kraju. Ojczyzna o nich zapomniała, a politycy unikają tego tematu jak diabeł święconej wody. Chociaż tych, którzy tego czasu doczekali pozostało już nie wielu.
Nie wolno jednak dopuścić do zapomnienia i wymazania z kart historii naszego regionu tych tragicznych dla naszej społeczności żywieckiej dni. Młode pokolenie, dzieci, wnuki i prawnuki wysiedleńców z lat 40. muszą znać prawdę o tragicznych losach swych przodków. Prawdę i wiedzę tę winni wynieść przede wszystkim z rodzinnego domu, szkoły, z literatury, prasy i innych mediów. Władze zaś oświatowe powinny zadbać o to by nauczycieli i młodzież wyposażyć w odpowiednią wiedzę i inne materiały historyczne.
Ze swej strony obiecuję, że nasza gazeta tak jak do tej pory nie pozostanie obojętna i uczynimy wszystko by naszym czytelnikom dostarczać na bieżąco wszelkie dostępne materiały.
H. Woźniak

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.