Deportacja ludności z Żywiecczyzny w czasie II wojny światowej
Bronisław Luber nasz rodak z Gilowic zamieszkały na
stałe w Rzeszowie od kilku ładnych lat z uporem maniaka drąży temat
zadośćuczynienia dla ludności z Żywiecczyzny wysiedlonej z rodzinnych
stron w ramach akcji przeprowadzonej pod kryptonimem Saybusch Action
jesienią 1940 roku przez okupanta hitlerowskiego. Słał i śle nadal
listy do prezydenta, redakcji gazet, posłów, senatorów, starostów,
wójtów burmistrzów i Bóg jeden wie do kogo jeszcze. Jeździ po całym
kraju, zbiera informacje o losach ludzi wysiedlonych w bestialski,
perfidny i wyrafinowany sposób.
Dotychczasowym owocem jego w tym zakresie działalności było wszczęcie
w tej sprawie śledztwa przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi
Polskiemu Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) Oddział w Katowicach.
Przesłuchania świadków rozpoczęły się w listopadzie 2000 roku. W ciągu
minionych prawie trzech lat zdołano przesłuchać 524 osoby, a na liście
oczekujących na przesłuchanie jest jeszcze około 200 nazwisk - i jak
oświadczyła prokurator Ewa Koj - mimo, że na tym można by było przesłuchania
zakończyć będą one kontynuowane.
W dniu 16 września 2003 roku IPN Oddział w Katowicach zorganizował
konferencję na temat stanu i wyników przesłuchań. Zjechała do Katowic
elita intelektualna Żywca, nieliczne grono żyjących jeszcze wysiedleńców,
przedstawiciele władz miasta, powiatu i instytucji zajmujących się
tym problemem jak np. redakcje lokalnych i regionalnych gazet, archiwiści,
muzealnicy, nauczyciele itp. Nawiasem mówiąc, konferencja ta powinna
była odbyć się w Żywcu przy znacznie większym i szerszym udziale osób
zainteresowanych.
Chociaż - jak oświadczył na początku dyrektor Oddziału Andrzej Sikora
- sprawa odszkodowań nie leży w kompetencji Instytutu, nie udało się
tego tematu zbyć milczeniem. Prowadzone śledztwo nie ma co prawda
nic wspólnego z Fundacją Polsko Niemieckie Pojednanie, ale istniejąca
w tym zakresie niesprawiedliwość, każe wołać pełnym głosem - oni też
zasługują na zadość uczynienie moralne i materialne. Bo jak powiedział
Bronisław Luber - wystarczyło przepracować jeden dzień na robotach
przymusowych w Rzeszy by dostać odszkodowanie, tymczasem ci którym
dano 15 minut na spakowanie się, załadowano do bydlęcych wagonów,
wywieziono w nieznane i wypuszczono w szczerym polu, gdzieś koło Lublina,
Łukowa czy Mińska Mazowieckiego do dnia dzisiejszego nie dano nic,
ani w sensie moralnym, ani materialnym. Oni utracili wszystko, dorobek
całego życia. Powrócili do rodzinnej wsi po 4 latach tułaczki i zastali
często rozebrany przez osadników niemieckich dom, często zmuszeni
do dalszej tułaczki na zachodzie lub północy kraju. Ojczyzna o nich
zapomniała, a politycy unikają tego tematu jak diabeł święconej wody.
Chociaż tych, którzy tego czasu doczekali pozostało już nie wielu.
Nie wolno jednak dopuścić do zapomnienia i wymazania z kart historii
naszego regionu tych tragicznych dla naszej społeczności żywieckiej
dni. Młode pokolenie, dzieci, wnuki i prawnuki wysiedleńców z lat
40. muszą znać prawdę o tragicznych losach swych przodków. Prawdę
i wiedzę tę winni wynieść przede wszystkim z rodzinnego domu, szkoły,
z literatury, prasy i innych mediów. Władze zaś oświatowe powinny
zadbać o to by nauczycieli i młodzież wyposażyć w odpowiednią wiedzę
i inne materiały historyczne.
Ze swej strony obiecuję, że nasza gazeta tak jak do tej pory nie pozostanie
obojętna i uczynimy wszystko by naszym czytelnikom dostarczać na bieżąco
wszelkie dostępne materiały.
H. Woźniak