Żywiec...
nie tylko piwo
Pokłosiem sesji dziennikarzy, ze Stowarzyszenia
Polskich Mediów, którzy przebywali na Żywiecczyźnie w dniach 16-18
maja br., jest szereg artykułów jakie ukazują się w prasie lokalnej
na terenie naszego kraju. Z ciekawszymi z tych artykułów postanowiliśmy
zapoznać P.T. czytelników naszego dwutygodnika. Poniżej publikujemy
przedruk z miesięcznika "Nasze Miasto Płock".
Redakcja
W połowie maja Stowarzyszenie Mediów Polskich wraz ze Stowarzyszeniem
Żywieckim oraz lokalnym dwutygodnikiem "Nad Sołą i Koszarawą"
zorganizowało kolejną już imprezę terenową, tym razem pod hasłem "Żywiecczyzna
znana i nieznana". Stowarzyszenie Mediów Polskich, któremu ton
nadają dwaj panowie Marek Traczyk - prezes, zresztą nasz krajan spod
Iłowa i red. Stanisław Kaszyński, znany krakowski dziennikarz, jako
przewodniczący Rady Naczelnej, jest bardzo aktywne i dziś w ruchliwości
i pomysłach bije na głowę np. Stowarzyszenie Dziennikarzy RP, nie
mówiąc o innych organizacjach wzajemnych adoracji. A dzieje się tak
dlatego, że Stowarzyszenie Mediów Polskich nawiązało do dawnej tradycji
sesji studyjnych, sięgnięto po kolegów z tzw. drugiej linii czyli
dziennikarzy tworzących poza wielkimi ośrodkami oraz postawiło na
integrację środowiskową. Summa summarum ze SMP powiało ożywczą bryzą
neutralizującą stęchliznę panująca w redakcyjnych kawiarniach, zbliżyło
ludzi różnych środowisk, weszło w problematykę życia na dole, z dala
od ministerialnych gabinetów, wielkiej władzy, takowych decyzji i
problemów. Tymczasem 90 procent ludzi żyjących z mediów działa właśnie
na prowincji.
 |
 |
Ale ad rem, jakby rzekli starożytni. Wizyta na Żywiecczyźnie
dla czterdziestoosobowej grupy dziennikarzy dosłownie z całego kraju,
w tym dla niżej podpisanych, nie była pierwszyzną. Region to piękny
i znany, ale... czy do końca. Okazało się, że Żywiec jawi się nam
przede wszystkim przez pryzmat piwa. Zresztą znakomitego, na co ma
wpływ głównie krystaliczna woda z pobliskiego Grojca - łagodnej góry
wznoszącej się ponad miastem, doskonałych technologii wypracowanych
przez 150 lat produkcji, wspartych obecnie nowoczesnymi urządzeniami
oraz niesamowitej wprost ekspansji marketingowej piwa z tańczącą parą
i koroną Habsburgów na etykiecie.
Ale Żywiec to nie tylko piwo. Tak jednym głosem mówią włodarze tej
ziemi - starosta Andrzej Zieliński i burmistrz Antoni Szlagor. Zresztą
dzisiejszy browar Żywiec to wielki koncern z siedzibą dyrekcji w Warszawie
skupiający inne browary choćby EB, Warkę czy Okocim. Oczywiście miasto
ma z tego korzyści, gdyż strategiczny inwestor - Heineken, ciągle
zakład rozbudowuje, do kasy grodzkiej wpływają podatki, ludzie mają
pracę, niebagatelna jest korzyść promocyjna. Żywiec to Żywiec.
 |
 |
Tutejszy samorząd stawia na turystykę oraz niezłe położenie
komunikacyjne powiatu na drodze ze Śląska do Słowacji i dalej na południe
Europy. Dla rozwoju turystyki to wymarzone wprost miejsce. Na dodatek
o każdej porze roku: latem, zimą, jesienią i wiosną. Przepiękne tereny,
łagodne szczyty Beskidu Śląskiego, Żywieckiego i Małego, dostępne
dla nawet niewyrobionego turysty, stosunkowo dużo tras narciarskich,
niezła baza gastronomiczno-hotelowa. Mnóstwo lasów, wartkie rzeki
i strumienie, trzy duże zbiorniki wodne malowniczo wciśnięte między
wzgórza i góry. Rzadkie atuty. Krajobrazem żywieckim można by obdarować
kilka powiatów i wszyscy byliby zachwyceni i dumni.
 |
 |
Na Żywiecczyźnie wszystko jest ciekawe i godne uwagi, zwłaszcza dla
przybysza i to z Mazowsza. Region ten jest wyjątkowy, gdyż łączy w
sobie wszystko, co w Polsce eksportowe: krajobraz uniwersalny z wysokimi
ośnieżonymi nawet w czerwcu szczytami, lasami, jeziorami, górską architekturą,
cennymi zabytkami, rzadką florą, dziką fauną, żywym autentycznym folklorem
i nade wszystko ludzką życzliwością i gościnnością.
Doświadczaliśmy tego, jako grupa ceprów na każdym kroku, zwłaszcza
ze strony redaktora Antoniego Urbańca, górala beskidzkiego z dziada
pradziada, autora uroczych opowieści bacy, z dziecinną łatwością przechodzącego
z gwary góralskiej na język literacki godny absolwenta UJ.
Obok "Żywca" ma Żywiecczyzna jeszcze kilka produktów markowych.
Do nich zaliczyć należy jedną z najsilniejszych kobiet świata - Agatę
Wróbel z Jeleśni, kolekcjonerkę rekordów i tytułów mistrzowskich w
podnoszeniu ciężarów oraz Golec uOrkiestra z najbardziej znanymi,
obok braci Kaczyńskich, polskimi bliźniakami Pawłem i Łukaszem Golcami
z Milówki. To nasza wizytówka - podkreślają samorządowcy - pięknie
i skutecznie promują region, zawsze podkreślają skąd wyszli i gdzie
ich dom. Niewielu słyszałoby w Polsce pewnie o Milówce, gdyby nie
Golcowie i ich oszałamiająca kariera.
Przez wiele dziesiątek lat również huta w Węgierskiej Górce z jej
chlubą metalurgiem prof. Jerzym Buzkiem, była znana powszechnie, zaś
przede wszystkim jej doskonałe produkty. W iluż to jeszcze miastach
stąpa się po żeliwnych pokrywach wodociągowych i kanalizacyjnych z
napisem Węgierska Górka". Niestety, dziś to już historia, przebrzmiała
karta dziejowa, chociaż piękna.
Na Żywiecczyźnie szanują przeszłość, a myślą przede wszystkim o dniu
dzisiejszym i przyszłości. Staroście Zielińskiemu marzy się, z prawdziwego
zdarzenia, międzynarodowy szlak kolejowy przecinający powiat i wiodący
dalej przez Zwardoń na południe. Istniejąca linia nie ma w kraju równej
sobie, jeśli chodzi o krajobraz przez jaki się przetacza. Szkoda tylko,
że w tak wolnym tempie.
Z Żywca, nie dacie wiary, bliżej jest do Wiednia (280 km) niż do Warszawy
(380km). Może dlatego tradycja Jego Cesarskich Mości jest tutaj podtrzymywana,
zaś Habsburgowie nadal są popularni, wszak to dobroczyńcy Żywca. Przybyli
tutaj w połowie XIX stulecia, kupując dobra żywieckie i z miejsca
rozpoczęli inwestycje na dużą skalę. Przede wszystkim rozwijali gospodarkę
leśną, w 1856 roku wystawili też słynny już wkrótce browar. Aby dać
dowód, że integrują się w pełni z miastem wznieśli okazały pałac,
w którym zamieszkali. Habsburgowie dotrwali w Żywcu do wybuchu drugiej
wojny światowej. W Polsce Ludowej nie byli mile widziani. Sytuacja
zmieniła się po upadku starego systemu. Potomkini rodu cesarskiego
Habsburg księżna Maria Krystyna jest obywatelką miasta Żywca, osobą
powszechnie szanowaną, traktowaną jak swoją. Kiedy ponad dziesięć
lat temu księżna zdecydowała się tutaj osiąść, dochodziły doń różne
głosy. Dziś jest przekonana, że zrobiła dobrze. Przecież wróciła do
siebie. Burmistrz przygotował jej mieszkanie w dawnym rodowym pałacu.
Ciepło mówi się też o poprzednim burmistrzu Żywca Jerzym Widzyku,
który wiele dokonał, by złagodzić skutki wyniszczającej powodzi. Minister
Widzyk, gdyż wkrótce awansował na ten fotel w rządzie premiera Jerzego
Buzka, zostawił trwały ślad w mieście. Walnie przyczynił się do budowy
nowego mostu na Sole, który zupełnie rozładował dotychczasowe korki.
Jako płocczanie słuchamy tego, z zazdrością. Ministrów, choćby osławionego
Andrzeja Piłata mieliśmy na pęczki, a nie pomogli nawet premier -
Waldemar Pawlak i marszałek Senatu - Adam Struzik. Płock ciągle się
dusi. Drugiego mostu na Wiśle jak nie było, tak nie ma. Jak widać
wszystko zależy od ludzi, ich inicjatywy, dobrych chęci i odwagi.
Dla nas największą osobliwością Żywiecczyzny było sztuczne jezioro,
zbiornik raczej na szczycie góry Żar (761 m n.p.m.). Góra piętrzy
się nad Zalewem Międzybrodzkim utworzonym przez tamę w Porąbce, zbudowaną
jeszcze w latach międzywojennych. Powstałe tam elektrownie w Tresnej
i w Porąbce były raczej niewielkiej mocy - 21 i 13 MW Dopiero budowa
elektrowni Porąbka-Żar, w czasach późnego Gierka, o mocy ponad 530
MW zrewolucjonizowała system energetyczny Górnego Śląska. Sama elektrownia
wykuta została we wnętrzu góry Żar. Ma konstrukcję szczytowo-pompową,
woda ze zbiornika na wierzchołku góry spada do turbin z wysokości
ponad 400 metrów. To największe tego typu urządzenie w świecie. Do
wnętrza góry, czyli do elektrowni idzie się długą na ponad pół kilometra
upadową sztolnią. Wewnątrz wykuto ogromną grotę wysokości sześciopiętrowego
bloku. Na zmianie widzimy jedynie dwóch ludzi w sterowni przypominającej
scenografię słynnej "Seksmisji" Juliusza Machulskiego. Jesteśmy
pod wrażeniem potęgi ludzkiego rozumu i ogromu zwykłej, fizycznej
pracy przy drążeniu tunelu i budowie sztucznego jeziora. Elektrownia
jest pilnie strzeżona i zwykły śmiertelnik ma małe szanse na jej zwiedzanie.
Góra "Żar" znana jest daleko poza krajem i z innego powodu.
Powstała u jej podnóża jeszcze przed wojną szkoła szybowcowa, gwarantuje
wyjątkowo dobre warunki do podniebnego żeglowania. Jesienią występuje
tutaj tzw "fala górska" czyli noszenia termiczne umożliwiające
szybownikom loty na ponad 5000 m, za które otrzymuje się tzw diament.
Obok szybowników szlifują tutaj swoje umiejętności paralotniarze.
Szkoła spełnia też funkcje hotelu gwarantując niezłe warunki dla 80
gości, niekoniecznie lotniarzy.
W pobliżu szkoły, na jednej z pętli asfaltowej trasy wiodącej na wierzchołek
góry, spotykamy się z paranormalnym zjawiskiem. Autobus wypełniony
czterdziestoma dziennikarzami niedowiarkami, w którymś momencie stanął,
kierowca wyłączył silnik, zwolnił hamulec ręczny... i centymetr po
centymetrze, metr po metrze, autobus samoczynnie wspinał się pod dość
stromą górę. Eksperyment prowadzony był na kilkunastu metrach i zaniechany
został z powodu protestów naszych koleżanek.
Powiat żywiecki po reformie gierkowskiej włączony został jako część
województwa bielskiego do makroregionu śląskiego, chociaż cały czas
- historycznie, kulturowo i emocjonalnie - związany był z Krakowem
i Małopolską. Reforma premiera Buzka tej sytuacji nie odmieniła. Żywiecczyzna
przynależy nadal do Śląska, chociaż sercem jest z Krakowem. Młodzi
chętniej studiują w Krakowie, niż w Katowicach, do których z Żywca
jest 24 km bliżej. Zresztą zależy jak kto mierzy - odpowiadają gospodarze
z uśmiechem.
Z żalem, ale też nieukrywanym postanowieniem, że wrócimy tutaj niejeden
jeszcze raz, opuszczamy Żywiecczyznę. Przyjęci zostaliśmy po staropolsku,
gościnnie, czym chata bogata. A Stara Karczma w Jeleśni, wystawiona
podobno według projektu przybyłych tu w średniowieczu Wołochów serwuje
same specjały. Jeśli nie smakowaliście jeszcze "świńskiego ryja",
"prażuchów ze spyrkami", "kwaśnicy", czy "zbójnickiego
jadła" to nie ma co czekać. Żywiecczyzna zaprasza.
Jan B. NYCEK
współpraca Sławomir OPATRZYK
Foto: z archiwum redakcji NSiK