Nad Sołą i Koszarawą - nr 18 (121) - rok  VI - 15 Wrzesień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Żywiec...
nie tylko piwo

Pokłosiem sesji dziennikarzy, ze Stowarzyszenia Polskich Mediów, którzy przebywali na Żywiecczyźnie w dniach 16-18 maja br., jest szereg artykułów jakie ukazują się w prasie lokalnej na terenie naszego kraju. Z ciekawszymi z tych artykułów postanowiliśmy zapoznać P.T. czytelników naszego dwutygodnika. Poniżej publikujemy przedruk z miesięcznika "Nasze Miasto Płock".
Redakcja

W połowie maja Stowarzyszenie Mediów Polskich wraz ze Stowarzyszeniem Żywieckim oraz lokalnym dwutygodnikiem "Nad Sołą i Koszarawą" zorganizowało kolejną już imprezę terenową, tym razem pod hasłem "Żywiecczyzna znana i nieznana". Stowarzyszenie Mediów Polskich, któremu ton nadają dwaj panowie Marek Traczyk - prezes, zresztą nasz krajan spod Iłowa i red. Stanisław Kaszyński, znany krakowski dziennikarz, jako przewodniczący Rady Naczelnej, jest bardzo aktywne i dziś w ruchliwości i pomysłach bije na głowę np. Stowarzyszenie Dziennikarzy RP, nie mówiąc o innych organizacjach wzajemnych adoracji. A dzieje się tak dlatego, że Stowarzyszenie Mediów Polskich nawiązało do dawnej tradycji sesji studyjnych, sięgnięto po kolegów z tzw. drugiej linii czyli dziennikarzy tworzących poza wielkimi ośrodkami oraz postawiło na integrację środowiskową. Summa summarum ze SMP powiało ożywczą bryzą neutralizującą stęchliznę panująca w redakcyjnych kawiarniach, zbliżyło ludzi różnych środowisk, weszło w problematykę życia na dole, z dala od ministerialnych gabinetów, wielkiej władzy, takowych decyzji i problemów. Tymczasem 90 procent ludzi żyjących z mediów działa właśnie na prowincji.

Ale ad rem, jakby rzekli starożytni. Wizyta na Żywiecczyźnie dla czterdziestoosobowej grupy dziennikarzy dosłownie z całego kraju, w tym dla niżej podpisanych, nie była pierwszyzną. Region to piękny i znany, ale... czy do końca. Okazało się, że Żywiec jawi się nam przede wszystkim przez pryzmat piwa. Zresztą znakomitego, na co ma wpływ głównie krystaliczna woda z pobliskiego Grojca - łagodnej góry wznoszącej się ponad miastem, doskonałych technologii wypracowanych przez 150 lat produkcji, wspartych obecnie nowoczesnymi urządzeniami oraz niesamowitej wprost ekspansji marketingowej piwa z tańczącą parą i koroną Habsburgów na etykiecie.
Ale Żywiec to nie tylko piwo. Tak jednym głosem mówią włodarze tej ziemi - starosta Andrzej Zieliński i burmistrz Antoni Szlagor. Zresztą dzisiejszy browar Żywiec to wielki koncern z siedzibą dyrekcji w Warszawie skupiający inne browary choćby EB, Warkę czy Okocim. Oczywiście miasto ma z tego korzyści, gdyż strategiczny inwestor - Heineken, ciągle zakład rozbudowuje, do kasy grodzkiej wpływają podatki, ludzie mają pracę, niebagatelna jest korzyść promocyjna. Żywiec to Żywiec.

Tutejszy samorząd stawia na turystykę oraz niezłe położenie komunikacyjne powiatu na drodze ze Śląska do Słowacji i dalej na południe Europy. Dla rozwoju turystyki to wymarzone wprost miejsce. Na dodatek o każdej porze roku: latem, zimą, jesienią i wiosną. Przepiękne tereny, łagodne szczyty Beskidu Śląskiego, Żywieckiego i Małego, dostępne dla nawet niewyrobionego turysty, stosunkowo dużo tras narciarskich, niezła baza gastronomiczno-hotelowa. Mnóstwo lasów, wartkie rzeki i strumienie, trzy duże zbiorniki wodne malowniczo wciśnięte między wzgórza i góry. Rzadkie atuty. Krajobrazem żywieckim można by obdarować kilka powiatów i wszyscy byliby zachwyceni i dumni.

Na Żywiecczyźnie wszystko jest ciekawe i godne uwagi, zwłaszcza dla przybysza i to z Mazowsza. Region ten jest wyjątkowy, gdyż łączy w sobie wszystko, co w Polsce eksportowe: krajobraz uniwersalny z wysokimi ośnieżonymi nawet w czerwcu szczytami, lasami, jeziorami, górską architekturą, cennymi zabytkami, rzadką florą, dziką fauną, żywym autentycznym folklorem i nade wszystko ludzką życzliwością i gościnnością.
Doświadczaliśmy tego, jako grupa ceprów na każdym kroku, zwłaszcza ze strony redaktora Antoniego Urbańca, górala beskidzkiego z dziada pradziada, autora uroczych opowieści bacy, z dziecinną łatwością przechodzącego z gwary góralskiej na język literacki godny absolwenta UJ.
Obok "Żywca" ma Żywiecczyzna jeszcze kilka produktów markowych. Do nich zaliczyć należy jedną z najsilniejszych kobiet świata - Agatę Wróbel z Jeleśni, kolekcjonerkę rekordów i tytułów mistrzowskich w podnoszeniu ciężarów oraz Golec uOrkiestra z najbardziej znanymi, obok braci Kaczyńskich, polskimi bliźniakami Pawłem i Łukaszem Golcami z Milówki. To nasza wizytówka - podkreślają samorządowcy - pięknie i skutecznie promują region, zawsze podkreślają skąd wyszli i gdzie ich dom. Niewielu słyszałoby w Polsce pewnie o Milówce, gdyby nie Golcowie i ich oszałamiająca kariera.
Przez wiele dziesiątek lat również huta w Węgierskiej Górce z jej chlubą metalurgiem prof. Jerzym Buzkiem, była znana powszechnie, zaś przede wszystkim jej doskonałe produkty. W iluż to jeszcze miastach stąpa się po żeliwnych pokrywach wodociągowych i kanalizacyjnych z napisem Węgierska Górka". Niestety, dziś to już historia, przebrzmiała karta dziejowa, chociaż piękna.
Na Żywiecczyźnie szanują przeszłość, a myślą przede wszystkim o dniu dzisiejszym i przyszłości. Staroście Zielińskiemu marzy się, z prawdziwego zdarzenia, międzynarodowy szlak kolejowy przecinający powiat i wiodący dalej przez Zwardoń na południe. Istniejąca linia nie ma w kraju równej sobie, jeśli chodzi o krajobraz przez jaki się przetacza. Szkoda tylko, że w tak wolnym tempie.
Z Żywca, nie dacie wiary, bliżej jest do Wiednia (280 km) niż do Warszawy (380km). Może dlatego tradycja Jego Cesarskich Mości jest tutaj podtrzymywana, zaś Habsburgowie nadal są popularni, wszak to dobroczyńcy Żywca. Przybyli tutaj w połowie XIX stulecia, kupując dobra żywieckie i z miejsca rozpoczęli inwestycje na dużą skalę. Przede wszystkim rozwijali gospodarkę leśną, w 1856 roku wystawili też słynny już wkrótce browar. Aby dać dowód, że integrują się w pełni z miastem wznieśli okazały pałac, w którym zamieszkali. Habsburgowie dotrwali w Żywcu do wybuchu drugiej wojny światowej. W Polsce Ludowej nie byli mile widziani. Sytuacja zmieniła się po upadku starego systemu. Potomkini rodu cesarskiego Habsburg księżna Maria Krystyna jest obywatelką miasta Żywca, osobą powszechnie szanowaną, traktowaną jak swoją. Kiedy ponad dziesięć lat temu księżna zdecydowała się tutaj osiąść, dochodziły doń różne głosy. Dziś jest przekonana, że zrobiła dobrze. Przecież wróciła do siebie. Burmistrz przygotował jej mieszkanie w dawnym rodowym pałacu.
Ciepło mówi się też o poprzednim burmistrzu Żywca Jerzym Widzyku, który wiele dokonał, by złagodzić skutki wyniszczającej powodzi. Minister Widzyk, gdyż wkrótce awansował na ten fotel w rządzie premiera Jerzego Buzka, zostawił trwały ślad w mieście. Walnie przyczynił się do budowy nowego mostu na Sole, który zupełnie rozładował dotychczasowe korki. Jako płocczanie słuchamy tego, z zazdrością. Ministrów, choćby osławionego Andrzeja Piłata mieliśmy na pęczki, a nie pomogli nawet premier - Waldemar Pawlak i marszałek Senatu - Adam Struzik. Płock ciągle się dusi. Drugiego mostu na Wiśle jak nie było, tak nie ma. Jak widać wszystko zależy od ludzi, ich inicjatywy, dobrych chęci i odwagi.
Dla nas największą osobliwością Żywiecczyzny było sztuczne jezioro, zbiornik raczej na szczycie góry Żar (761 m n.p.m.). Góra piętrzy się nad Zalewem Międzybrodzkim utworzonym przez tamę w Porąbce, zbudowaną jeszcze w latach międzywojennych. Powstałe tam elektrownie w Tresnej i w Porąbce były raczej niewielkiej mocy - 21 i 13 MW Dopiero budowa elektrowni Porąbka-Żar, w czasach późnego Gierka, o mocy ponad 530 MW zrewolucjonizowała system energetyczny Górnego Śląska. Sama elektrownia wykuta została we wnętrzu góry Żar. Ma konstrukcję szczytowo-pompową, woda ze zbiornika na wierzchołku góry spada do turbin z wysokości ponad 400 metrów. To największe tego typu urządzenie w świecie. Do wnętrza góry, czyli do elektrowni idzie się długą na ponad pół kilometra upadową sztolnią. Wewnątrz wykuto ogromną grotę wysokości sześciopiętrowego bloku. Na zmianie widzimy jedynie dwóch ludzi w sterowni przypominającej scenografię słynnej "Seksmisji" Juliusza Machulskiego. Jesteśmy pod wrażeniem potęgi ludzkiego rozumu i ogromu zwykłej, fizycznej pracy przy drążeniu tunelu i budowie sztucznego jeziora. Elektrownia jest pilnie strzeżona i zwykły śmiertelnik ma małe szanse na jej zwiedzanie.
Góra "Żar" znana jest daleko poza krajem i z innego powodu. Powstała u jej podnóża jeszcze przed wojną szkoła szybowcowa, gwarantuje wyjątkowo dobre warunki do podniebnego żeglowania. Jesienią występuje tutaj tzw "fala górska" czyli noszenia termiczne umożliwiające szybownikom loty na ponad 5000 m, za które otrzymuje się tzw diament. Obok szybowników szlifują tutaj swoje umiejętności paralotniarze. Szkoła spełnia też funkcje hotelu gwarantując niezłe warunki dla 80 gości, niekoniecznie lotniarzy.
W pobliżu szkoły, na jednej z pętli asfaltowej trasy wiodącej na wierzchołek góry, spotykamy się z paranormalnym zjawiskiem. Autobus wypełniony czterdziestoma dziennikarzami niedowiarkami, w którymś momencie stanął, kierowca wyłączył silnik, zwolnił hamulec ręczny... i centymetr po centymetrze, metr po metrze, autobus samoczynnie wspinał się pod dość stromą górę. Eksperyment prowadzony był na kilkunastu metrach i zaniechany został z powodu protestów naszych koleżanek.
Powiat żywiecki po reformie gierkowskiej włączony został jako część województwa bielskiego do makroregionu śląskiego, chociaż cały czas - historycznie, kulturowo i emocjonalnie - związany był z Krakowem i Małopolską. Reforma premiera Buzka tej sytuacji nie odmieniła. Żywiecczyzna przynależy nadal do Śląska, chociaż sercem jest z Krakowem. Młodzi chętniej studiują w Krakowie, niż w Katowicach, do których z Żywca jest 24 km bliżej. Zresztą zależy jak kto mierzy - odpowiadają gospodarze z uśmiechem.
Z żalem, ale też nieukrywanym postanowieniem, że wrócimy tutaj niejeden jeszcze raz, opuszczamy Żywiecczyznę. Przyjęci zostaliśmy po staropolsku, gościnnie, czym chata bogata. A Stara Karczma w Jeleśni, wystawiona podobno według projektu przybyłych tu w średniowieczu Wołochów serwuje same specjały. Jeśli nie smakowaliście jeszcze "świńskiego ryja", "prażuchów ze spyrkami", "kwaśnicy", czy "zbójnickiego jadła" to nie ma co czekać. Żywiecczyzna zaprasza.
Jan B. NYCEK
współpraca Sławomir OPATRZYK
Foto: z archiwum redakcji NSiK

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.