Po co nam historia?
Rozpoczynamy dziś cykl dyskusyjnych artykułów na temat
roli historii w życiu społecznym. Autorami pierwszych artykułów będą
osoby skupione wokół Społecznego Instytutu Historycznego przy Towarzystwie
Miłośników Ziemi Żywieckiej. Chcielibyśmy poznać opinie naszych Czytelników
w sprawie zagadnienia ujętego - nieco prowokacyjnie - w tytule całego
cyklu.
Czy czytanie opracowań historycznych ma dla nas praktyczne znaczenie?
Czy badanie śladów przeszłości może być źródłem aktywności dla dobra
publicznego? Czy edukacja historyczna jest formą przygotowania do
życia w demokratycznym społeczeństwie?
Czy pomniki przeszłości budzą w nas szerszą refleksję? Jak postrzegamy
kamienne i marmurowe tablice pamiątkowe, których coraz więcej wokół
nas?
Pytań jest wiele. Zapraszamy do dyskusji. Najciekawsze listy zostaną
opublikowane na naszych łamach. Przewidujemy również spotkanie podsumowujące
dyskusję w Społecznym Instytucie Historycznym.
MIĘDZY 1 SIERPNIA A 1 WRZEŚNIA
(Wprowadzenie do cyklu)
Są to dwie kluczowe daty w historii Europy XX wieku. Są one również
ważne dla nas, Polaków, abyśmy lepiej rozumieli samych siebie.
1 sierpnia 1914 Niemcy - w związku z kryzysem na Bałkanach - wypowiedziały
wojnę Rosji; w ten sposób starły się dwa mocarstwa, które tamtego
lata dążyły do rozegrania wojny w nadziei, że tym sposobem rozwiążą
swoje problemy. Wybuchła wojna, u zarania której w Berlinie bynajmniej
nie myślano o aspiracjach Polaków.
Przypomnijmy: Niemcy cesarza Wilhelma II z dynastii Hohenzollernów
czuły się osaczone przez koalicję francusko-rosyjską (Ententa); liczyły
na zniszczenie tego sojuszu i uzyskanie decydującej przewagi w Europie
dla swej ekspansji gospodarczej i kulturalnej. Z kolei Rosja, rządzona
przez Mikołaja II Romanowa, kuzyna Wilhelma, miała kłopoty wewnętrzne;
carat liczył, że zwycięska wojenka umocni jego państwo. Więzi rodzinne
między władcami okazały się zbyt słabe, by zażegnać konflikt.
System sojuszów zadecydował, że rozgorzała wojna europejska, a potem
światowa, gdy do wojny po stronie Ententy w 1917 przystąpiły Stany
Zjednoczone - wciągnięte do niej zresztą przez zbrodniczą wojnę morską,
którą prowadziły Niemcy. Wobec trwającej latami patowej sytuacji na
froncie zachodnim, dowództwo niemieckie uznało, że właśnie wojna morska
rozstrzygnie, która gospodarka dłużej wytrzyma. Po czterech latach
morderczych walk Niemcy pobiły Rosję na froncie wschodnim, ale następnie
zostały pokonane ma froncie zachodnim. Do zwycięstwa nie brakowało
im wiele; amerykańskie korpusy przeważyły jednak szalę. Rosja - również
w 1917 - popadła w rewolucyjny chaos i ostatecznie stała się pierwszą
w historii, eksperymentalną republiką proletariacką. Sojusznik Niemiec,
Austro-Węgry, pod wpływem niepowodzeń na froncie południowym, rozpadł
się na części składowe. Odpowiedzialni za wybuch wojny monarchowie
odeszli ze sceny w niesławie.
Wynik wojny był skrajnie odmienny od oczekiwań niemieckich kół wojskowych
i politycznych, które ją wywołały. Ale w rezultacie tych przemian
powstała m. in. niepodległa, zjednoczona z trzech zaborów Rzeczpospolita
Polska. W latach 20-tych dyskutowano powszechnie przebieg tych bezprecedensowych
zmagań, analizowano przyczyny sukcesów i klęsk walczących mocarstw.
W Niemczech stopniowo narastało przekonanie, że armia pozostała niepokonana
na frontach, a o wyniku wojny zadecydowała sytuacja wewnętrzna. Wyrażano
przekonanie, że armia niemiecka miała znakomite uzbrojenie i wybornego
żołnierza, świetnych sztabowców i zdolnych dowódców liniowych. Natomiast
nie miała wodza, który był w stanie poprowadzić ją do zwycięstwa.
Z pewnością takim wodzem nie był cesarz Wilhelm, nie byli nimi również
kolejni mianowani przez niego szefowie sztabów: von Moltke, Falkenhayn,
a nawet najwybitniejszy z nich strateg feldmarszałek Paul Hindenburg.
W toku tych dyskusji, na tle wydarzeń politycznych i ekonomicznych,
wyrastała sylwetka Adolfa Hitlera. Urodzony w 1889 w Austrii, w latach
wojny był on żołnierzem Wehrmachtu, który 4 lata spędził w upiornych
okopach na froncie zachodnim. Głosił potrzebę przywrócenia mocarstwowej
potęgi Niemiec, wyrażał tęsknotę za tym, co Niemcy w wyniku wojny
stracili; kreował się na Wodza, którego w tamtej wojnie tak brakowało,
a który teraz wszystkie te straty powetuje Niemcom. Kręgi polityczne
i wojskowe, a także znaczna część społeczeństwa po jakimś czasie dały
mu się przekonać i umożliwiły objęcie władzy (1933). Wkrótce potem
Adolf Hitler został wodzem (Fuhrerem) narodu niemieckiego. Celem jego
polityki stało się teraz to, co nie udało się Wilhelmowi II - uzyskanie
dla Niemiec decydującej pozycji w Europie.
W Polsce - która w 1920 odniosła błyskotliwy sukces w wojnie z bolszewicką
Rosją - narastało tymczasem przekonanie o mocarstwowej roli odrodzonej
Rzeczypospolitej w Europie. Ten pogląd uzasadniano często powierzchnią
państwa - większą od W. Brytanii - i liczebnością armii - pod tym
względem była to czwarta armia w Europie; Wojsko Polskie składało
się m. in. z 30 dywizji piechoty i 34 pułków kawalerii. Miała to być
wystarczająca siła dla powstrzymania ewentualnych prób podboju Polski
ze Wschodu. Zachodni sąsiad, Niemcy, miały traktatowe ograniczenia
w rozwoju sił zbrojnych - aż do 1935, kiedy to Hitler wypowiedział
te postanowienia Traktatu Wersalskiego, a mocarstwa zachodnie uznały
jego argumentację (Niemcy mają prawo do obrony, tak jak każde inne
państwo). Trzymanie równego dystansu zarówno do Moskwy jak i do Berlina'
było naczelną dyrektywą polityki zagranicznej, której starał się przestrzegać
Marszałek Piłsudski. Polskie kręgi polityczne powszechnie obawiały
się, że zbliżenie z którąkolwiek z sąsiednich mocarstw oznacza konflikt
ze stroną przeciwną, zagrożenie dla niepodległości państwa, a nadto
Polska - będąc w środku - musiałaby ucierpieć najwięcej w sensie materialnym.
Tymczasem Führer przystąpił do odzyskiwania tego, co Niemcy straciły
w wyniku przegranej wojny. Jego taktyka przez kilka lat polegała na
tym, ze stawiał sprawy na ostrzu noża - zgłaszał kolejne żądania,
twierdził, że są to sprawiedliwe żądania narodu niemieckiego, armię
stawiał w gotowości, ale zarazem dążył do dyplomatycznego załatwienia
konfliktu. Tak odzyskał kontrolę nad strefą zdemilitaryzowaną w Nadrenii
(marzec 1936 - Francja do tej pory w ten sposób zabezpieczała się
przed nagłym atakiem ze strony wschodniego sąsiada), potem zajął Austrię
(marzec 1938), czeskie Sudety październik 1938) i same Czechy (marzec
1939). Owszem, liczył się z wojną, ale robił wszystko, aby nie była
to wojna na dwa fronty - uważał taką sytuację za główną przyczynę
klęski Niemiec w pierwszej wojnie światowej. Stopniowo doszedł do
przekonania, że może uzyskać wszystko bez wojny, acz grożąc nią.
Metodę tę postanowił raz jeszcze zastosować, aby pokonać Polskę. Zaczęło
się to jesienią 1938, kiedy to myślał o realizacji swej obłędnej ideologii
zdobycia dla Niemiec przestrzeni życiowej na Wschodzie - zauważmy
przy tym: Niemcy już raz mieli tereny, o które mu głównie chodziło;
w 1918 okupowali Ukrainę i ziemie nadbałtyckie, ale byli wtedy większymi
realistami i nie zamierzali ich przyłączać do swego cesarstwa. Hitler
jednak właśnie to planował, ale za niezbędny warunek dla realizacji
swego planu uznawał konieczność uprzedniego zlikwidowania groźby powstania
frontu na Zachodzie; natomiast do koncepcji łupieżczej wyprawy przeciwko
Rosji Sowieckiej chciał przyciągnąć Polskę (warto w tym miejscu uświadomić
sobie, że proponując Polsce taki układ Hitler nawiązywał poniekąd
do sentymentalnego wspomnienia dobrego współdziałania polskich Legionów
z siłami niemieckimi przeciw Rosji w okresie I wojny światowej). Studiując
możliwości ataku na Francję przekonał się wszak, że Polska nie porzuci
swego francuskiego sojusznika dla mirażu wspólnego z Niemcami uderzenia
na stalinowską Rosję. Hitler postanowił wtedy najpierw zniszczyć Polskę,
jako słabsze ogniwo tego aliansu, oraz taktycznie dogadać się w tym
temacie z Rosją.
W wizji Hitlera, który za młodu przejawiał aspiracje artystyczne,
narody i państwa były jakby elementami wielkiej, dadaistycznej układanki.
Trudno oprzeć się refleksji, ze 4 lata w okopach na froncie głęboko
przeorały jego mózg i zdrowie psychiczne.
Kierownictwo na Kremlu prowadziło podwójną grę zapewniając obłudnie
świat o potrzebie ratowania zagrożonego pokoju. Pokój po morderczej
wojnie z lat 1914-1918 to była wielka idea i tak powinno być. W istocie
Stalinowi chodziło o wplątanie mocarstw europejskich w wojnę między
sobą i wykrwawienie ich, a wtedy cały kontynent zajęłaby Armia Czerwona
niosąc Europejczykom upragniony pokój.
Tak oto wiosną i latem 1939 Polska znalazła się w obliczu śmiertelnego
zagrożenia ze strony zdecydowanego na wszystko i znakomicie uzbrojonego
zachodniego sąsiada oraz mrocznego kolosa na wschodzie. W takiej oto
sytuacji polskie kierownictwo z całą godnością utrzymało polską rację
stanu: żadnych ustępstw i żadnego sojuszu z którymkolwiek sąsiednim
mocarstwem; uważano, że Niemcy prowadzą wojnę nerwów, trzeba ją przetrwać.
Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem uważano, że nawet, jeśli Niemcy zdecydują
się na wojnę, to będzie to wojna światowa, a tę muszą one znów przegrać.
Stanowisko to nie uległo zmianie również na wieść o zawarciu układu
Hitler Stalin, którego istoty zresztą nie zrozumiano w porę.
Tym razem trafiła kosa na kamień. Nieustępliwość Polski dała Hitlerowi
do wyboru: albo utrzymać pokój i dotychczasowe zdobycze, albo rozpocząć
wojnę, która prawdopodobnie przekształci się w światowy konflikt,
tak jak to było w 1914.
1 września wojna wybuchła. Hitler zaryzykował wszystko; nie był z
tych, którzy potrafią się zatrzymać. Co prawda w dwa dni później,
gdy Francja i W. Brytania zadeklarowały stan wojny z Niemcami, Hitler
był pełen wątpliwości, czy nie przeholował. Wkrótce jednak, z wydatną
pomocą Rosji Sowieckiej, front polski przestał istnieć. Hitler znów
triumfował - miał tylko jeden, nieruchomy zresztą, front zachodni.
W następnym roku błyskotliwie zlikwidował i ten problem. Francja padła;
wydawało się, że W. Brytania będzie zmuszona do zawarcia pokoju na
niemieckich warunkach. Ale wtedy szefem rządu brytyjskiego był już
kolejny nieustępliwy: Winston Churchill...
Przyszłość pokazała, że to właśnie Polska swą całopalną ofiarą wyzwoliła
ciąg wydarzeń, który doprowadził złowrogie państwo Adolfa Hitlera
do upadku. Wprawdzie około 1940 III Rzesza miała to, co 25 lat wcześniej
chciał mieć Wilhelm II - panowanie w Europie - ale Wódz Narodu Niemieckiego
nie zdołał zakończyć wojny i ostatecznie ją przegrał. Stało się tak,
mimo że świetnie zorganizowani Niemcy jak mogli, tak starali się unikać
błędów popełnionych w poprzedniej wojnie. Ale to nie pomogło; nawet
koszmar walki na kilku frontach powtórzył się pod koniec wojny. Podkreślmy:
to nieustępliwa postawa Polski w 1939 roku spowodowała ostateczną
klęskę III Rzeszy w 1945. To był sukces polskiej strategii w beznadziejnej
zdawałoby się sytuacji dziejowej; ale też społeczeństwo polskie drogo
go okupiło morzem krwi i łez. Cóż, tak między Niemcami a Rosją ułożył
się nam wiek XX.
W połowie tego wieku czas niemieckiej dominacji w Europie skończył
się. Przegrała kusząca los opcja militarna, która doprowadziła do
dwóch straszliwych wojen w Europie. Ale w to miejsce aż po Łabę sięgnęła
dominacja rosyjska. Dopiero około 1989 Polska odzyskała niepodległość
i nareszcie w naszych czasach można budować w Europie partnerskie
układy między państwami, a między ludźmi - po prostu gospodarcze i
przyjacielskie więzi. Tak historia wykazała, że niepodległość Polski
związana jest ściśle z poczuciem honoru oraz własnej wartości i siły;
zaś w stosunkach z sąsiadami musi istnieć równowaga. Ta prawda jest
znowu aktualna. Dla nas nie ma ważniejszych politycznie kierunków
- wszystkie strony świata są równie ważne; takie jest nasze miejsce
w Europie; taka poniekąd jest tutaj nasza rola. Niemcy bywają nieobliczalni,
to raczej my jesteśmy swoistym 'sworzniem' Europy. Warto o tym przypominać
między 1 sierpnia, a 1 września.
Mirosław Miodoński