Nad Sołą i Koszarawą - nr 17 (120) - rok  VI - 1 Wrzesień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Po co nam historia?

Rozpoczynamy dziś cykl dyskusyjnych artykułów na temat roli historii w życiu społecznym. Autorami pierwszych artykułów będą osoby skupione wokół Społecznego Instytutu Historycznego przy Towarzystwie Miłośników Ziemi Żywieckiej. Chcielibyśmy poznać opinie naszych Czytelników w sprawie zagadnienia ujętego - nieco prowokacyjnie - w tytule całego cyklu.
Czy czytanie opracowań historycznych ma dla nas praktyczne znaczenie?
Czy badanie śladów przeszłości może być źródłem aktywności dla dobra publicznego? Czy edukacja historyczna jest formą przygotowania do życia w demokratycznym społeczeństwie?
Czy pomniki przeszłości budzą w nas szerszą refleksję? Jak postrzegamy kamienne i marmurowe tablice pamiątkowe, których coraz więcej wokół nas?
Pytań jest wiele. Zapraszamy do dyskusji. Najciekawsze listy zostaną opublikowane na naszych łamach. Przewidujemy również spotkanie podsumowujące dyskusję w Społecznym Instytucie Historycznym.
MIĘDZY 1 SIERPNIA A 1 WRZEŚNIA
(Wprowadzenie do cyklu)

Są to dwie kluczowe daty w historii Europy XX wieku. Są one również ważne dla nas, Polaków, abyśmy lepiej rozumieli samych siebie.
1 sierpnia 1914 Niemcy - w związku z kryzysem na Bałkanach - wypowiedziały wojnę Rosji; w ten sposób starły się dwa mocarstwa, które tamtego lata dążyły do rozegrania wojny w nadziei, że tym sposobem rozwiążą swoje problemy. Wybuchła wojna, u zarania której w Berlinie bynajmniej nie myślano o aspiracjach Polaków.
Przypomnijmy: Niemcy cesarza Wilhelma II z dynastii Hohenzollernów czuły się osaczone przez koalicję francusko-rosyjską (Ententa); liczyły na zniszczenie tego sojuszu i uzyskanie decydującej przewagi w Europie dla swej ekspansji gospodarczej i kulturalnej. Z kolei Rosja, rządzona przez Mikołaja II Romanowa, kuzyna Wilhelma, miała kłopoty wewnętrzne; carat liczył, że zwycięska wojenka umocni jego państwo. Więzi rodzinne między władcami okazały się zbyt słabe, by zażegnać konflikt.
System sojuszów zadecydował, że rozgorzała wojna europejska, a potem światowa, gdy do wojny po stronie Ententy w 1917 przystąpiły Stany Zjednoczone - wciągnięte do niej zresztą przez zbrodniczą wojnę morską, którą prowadziły Niemcy. Wobec trwającej latami patowej sytuacji na froncie zachodnim, dowództwo niemieckie uznało, że właśnie wojna morska rozstrzygnie, która gospodarka dłużej wytrzyma. Po czterech latach morderczych walk Niemcy pobiły Rosję na froncie wschodnim, ale następnie zostały pokonane ma froncie zachodnim. Do zwycięstwa nie brakowało im wiele; amerykańskie korpusy przeważyły jednak szalę. Rosja - również w 1917 - popadła w rewolucyjny chaos i ostatecznie stała się pierwszą w historii, eksperymentalną republiką proletariacką. Sojusznik Niemiec, Austro-Węgry, pod wpływem niepowodzeń na froncie południowym, rozpadł się na części składowe. Odpowiedzialni za wybuch wojny monarchowie odeszli ze sceny w niesławie.
Wynik wojny był skrajnie odmienny od oczekiwań niemieckich kół wojskowych i politycznych, które ją wywołały. Ale w rezultacie tych przemian powstała m. in. niepodległa, zjednoczona z trzech zaborów Rzeczpospolita Polska. W latach 20-tych dyskutowano powszechnie przebieg tych bezprecedensowych zmagań, analizowano przyczyny sukcesów i klęsk walczących mocarstw. W Niemczech stopniowo narastało przekonanie, że armia pozostała niepokonana na frontach, a o wyniku wojny zadecydowała sytuacja wewnętrzna. Wyrażano przekonanie, że armia niemiecka miała znakomite uzbrojenie i wybornego żołnierza, świetnych sztabowców i zdolnych dowódców liniowych. Natomiast nie miała wodza, który był w stanie poprowadzić ją do zwycięstwa. Z pewnością takim wodzem nie był cesarz Wilhelm, nie byli nimi również kolejni mianowani przez niego szefowie sztabów: von Moltke, Falkenhayn, a nawet najwybitniejszy z nich strateg feldmarszałek Paul Hindenburg.
W toku tych dyskusji, na tle wydarzeń politycznych i ekonomicznych, wyrastała sylwetka Adolfa Hitlera. Urodzony w 1889 w Austrii, w latach wojny był on żołnierzem Wehrmachtu, który 4 lata spędził w upiornych okopach na froncie zachodnim. Głosił potrzebę przywrócenia mocarstwowej potęgi Niemiec, wyrażał tęsknotę za tym, co Niemcy w wyniku wojny stracili; kreował się na Wodza, którego w tamtej wojnie tak brakowało, a który teraz wszystkie te straty powetuje Niemcom. Kręgi polityczne i wojskowe, a także znaczna część społeczeństwa po jakimś czasie dały mu się przekonać i umożliwiły objęcie władzy (1933). Wkrótce potem Adolf Hitler został wodzem (Fuhrerem) narodu niemieckiego. Celem jego polityki stało się teraz to, co nie udało się Wilhelmowi II - uzyskanie dla Niemiec decydującej pozycji w Europie.
W Polsce - która w 1920 odniosła błyskotliwy sukces w wojnie z bolszewicką Rosją - narastało tymczasem przekonanie o mocarstwowej roli odrodzonej Rzeczypospolitej w Europie. Ten pogląd uzasadniano często powierzchnią państwa - większą od W. Brytanii - i liczebnością armii - pod tym względem była to czwarta armia w Europie; Wojsko Polskie składało się m. in. z 30 dywizji piechoty i 34 pułków kawalerii. Miała to być wystarczająca siła dla powstrzymania ewentualnych prób podboju Polski ze Wschodu. Zachodni sąsiad, Niemcy, miały traktatowe ograniczenia w rozwoju sił zbrojnych - aż do 1935, kiedy to Hitler wypowiedział te postanowienia Traktatu Wersalskiego, a mocarstwa zachodnie uznały jego argumentację (Niemcy mają prawo do obrony, tak jak każde inne państwo). Trzymanie równego dystansu zarówno do Moskwy jak i do Berlina' było naczelną dyrektywą polityki zagranicznej, której starał się przestrzegać Marszałek Piłsudski. Polskie kręgi polityczne powszechnie obawiały się, że zbliżenie z którąkolwiek z sąsiednich mocarstw oznacza konflikt ze stroną przeciwną, zagrożenie dla niepodległości państwa, a nadto Polska - będąc w środku - musiałaby ucierpieć najwięcej w sensie materialnym.
Tymczasem Führer przystąpił do odzyskiwania tego, co Niemcy straciły w wyniku przegranej wojny. Jego taktyka przez kilka lat polegała na tym, ze stawiał sprawy na ostrzu noża - zgłaszał kolejne żądania, twierdził, że są to sprawiedliwe żądania narodu niemieckiego, armię stawiał w gotowości, ale zarazem dążył do dyplomatycznego załatwienia konfliktu. Tak odzyskał kontrolę nad strefą zdemilitaryzowaną w Nadrenii (marzec 1936 - Francja do tej pory w ten sposób zabezpieczała się przed nagłym atakiem ze strony wschodniego sąsiada), potem zajął Austrię (marzec 1938), czeskie Sudety październik 1938) i same Czechy (marzec 1939). Owszem, liczył się z wojną, ale robił wszystko, aby nie była to wojna na dwa fronty - uważał taką sytuację za główną przyczynę klęski Niemiec w pierwszej wojnie światowej. Stopniowo doszedł do przekonania, że może uzyskać wszystko bez wojny, acz grożąc nią.
Metodę tę postanowił raz jeszcze zastosować, aby pokonać Polskę. Zaczęło się to jesienią 1938, kiedy to myślał o realizacji swej obłędnej ideologii zdobycia dla Niemiec przestrzeni życiowej na Wschodzie - zauważmy przy tym: Niemcy już raz mieli tereny, o które mu głównie chodziło; w 1918 okupowali Ukrainę i ziemie nadbałtyckie, ale byli wtedy większymi realistami i nie zamierzali ich przyłączać do swego cesarstwa. Hitler jednak właśnie to planował, ale za niezbędny warunek dla realizacji swego planu uznawał konieczność uprzedniego zlikwidowania groźby powstania frontu na Zachodzie; natomiast do koncepcji łupieżczej wyprawy przeciwko Rosji Sowieckiej chciał przyciągnąć Polskę (warto w tym miejscu uświadomić sobie, że proponując Polsce taki układ Hitler nawiązywał poniekąd do sentymentalnego wspomnienia dobrego współdziałania polskich Legionów z siłami niemieckimi przeciw Rosji w okresie I wojny światowej). Studiując możliwości ataku na Francję przekonał się wszak, że Polska nie porzuci swego francuskiego sojusznika dla mirażu wspólnego z Niemcami uderzenia na stalinowską Rosję. Hitler postanowił wtedy najpierw zniszczyć Polskę, jako słabsze ogniwo tego aliansu, oraz taktycznie dogadać się w tym temacie z Rosją.
W wizji Hitlera, który za młodu przejawiał aspiracje artystyczne, narody i państwa były jakby elementami wielkiej, dadaistycznej układanki. Trudno oprzeć się refleksji, ze 4 lata w okopach na froncie głęboko przeorały jego mózg i zdrowie psychiczne.
Kierownictwo na Kremlu prowadziło podwójną grę zapewniając obłudnie świat o potrzebie ratowania zagrożonego pokoju. Pokój po morderczej wojnie z lat 1914-1918 to była wielka idea i tak powinno być. W istocie Stalinowi chodziło o wplątanie mocarstw europejskich w wojnę między sobą i wykrwawienie ich, a wtedy cały kontynent zajęłaby Armia Czerwona niosąc Europejczykom upragniony pokój.
Tak oto wiosną i latem 1939 Polska znalazła się w obliczu śmiertelnego zagrożenia ze strony zdecydowanego na wszystko i znakomicie uzbrojonego zachodniego sąsiada oraz mrocznego kolosa na wschodzie. W takiej oto sytuacji polskie kierownictwo z całą godnością utrzymało polską rację stanu: żadnych ustępstw i żadnego sojuszu z którymkolwiek sąsiednim mocarstwem; uważano, że Niemcy prowadzą wojnę nerwów, trzeba ją przetrwać. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem uważano, że nawet, jeśli Niemcy zdecydują się na wojnę, to będzie to wojna światowa, a tę muszą one znów przegrać. Stanowisko to nie uległo zmianie również na wieść o zawarciu układu Hitler Stalin, którego istoty zresztą nie zrozumiano w porę.
Tym razem trafiła kosa na kamień. Nieustępliwość Polski dała Hitlerowi do wyboru: albo utrzymać pokój i dotychczasowe zdobycze, albo rozpocząć wojnę, która prawdopodobnie przekształci się w światowy konflikt, tak jak to było w 1914.
1 września wojna wybuchła. Hitler zaryzykował wszystko; nie był z tych, którzy potrafią się zatrzymać. Co prawda w dwa dni później, gdy Francja i W. Brytania zadeklarowały stan wojny z Niemcami, Hitler był pełen wątpliwości, czy nie przeholował. Wkrótce jednak, z wydatną pomocą Rosji Sowieckiej, front polski przestał istnieć. Hitler znów triumfował - miał tylko jeden, nieruchomy zresztą, front zachodni. W następnym roku błyskotliwie zlikwidował i ten problem. Francja padła; wydawało się, że W. Brytania będzie zmuszona do zawarcia pokoju na niemieckich warunkach. Ale wtedy szefem rządu brytyjskiego był już kolejny nieustępliwy: Winston Churchill...
Przyszłość pokazała, że to właśnie Polska swą całopalną ofiarą wyzwoliła ciąg wydarzeń, który doprowadził złowrogie państwo Adolfa Hitlera do upadku. Wprawdzie około 1940 III Rzesza miała to, co 25 lat wcześniej chciał mieć Wilhelm II - panowanie w Europie - ale Wódz Narodu Niemieckiego nie zdołał zakończyć wojny i ostatecznie ją przegrał. Stało się tak, mimo że świetnie zorganizowani Niemcy jak mogli, tak starali się unikać błędów popełnionych w poprzedniej wojnie. Ale to nie pomogło; nawet koszmar walki na kilku frontach powtórzył się pod koniec wojny. Podkreślmy: to nieustępliwa postawa Polski w 1939 roku spowodowała ostateczną klęskę III Rzeszy w 1945. To był sukces polskiej strategii w beznadziejnej zdawałoby się sytuacji dziejowej; ale też społeczeństwo polskie drogo go okupiło morzem krwi i łez. Cóż, tak między Niemcami a Rosją ułożył się nam wiek XX.
W połowie tego wieku czas niemieckiej dominacji w Europie skończył się. Przegrała kusząca los opcja militarna, która doprowadziła do dwóch straszliwych wojen w Europie. Ale w to miejsce aż po Łabę sięgnęła dominacja rosyjska. Dopiero około 1989 Polska odzyskała niepodległość i nareszcie w naszych czasach można budować w Europie partnerskie układy między państwami, a między ludźmi - po prostu gospodarcze i przyjacielskie więzi. Tak historia wykazała, że niepodległość Polski związana jest ściśle z poczuciem honoru oraz własnej wartości i siły; zaś w stosunkach z sąsiadami musi istnieć równowaga. Ta prawda jest znowu aktualna. Dla nas nie ma ważniejszych politycznie kierunków - wszystkie strony świata są równie ważne; takie jest nasze miejsce w Europie; taka poniekąd jest tutaj nasza rola. Niemcy bywają nieobliczalni, to raczej my jesteśmy swoistym 'sworzniem' Europy. Warto o tym przypominać między 1 sierpnia, a 1 września.
Mirosław Miodoński

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.