Listy - polemiki - opinie
Rozgorzała dyskusja nad opłatami drogowymi tzw. winietami.
Ponieważ dotyczy to wielkiej rzeszy użytkowników dróg, to pan minister
M. Pol ma duże trudności z wprowadzeniem tejże uchwały w życie. Nie
miał natomiast żadnych przeszkód z wprowadzeniem uchwały z dn. 6 września
2001 r o transporcie drogowym.
Na podstawie art. 42 ust. 7 tejże ustawy przewoźnicy samochodów ciężarowych
płacą opłaty drogowe tzw. winiety. Brakiem dostępności do punktów
sprzedaży winiet nikt się nie zraża. Sprzedaż prowadzą urzędy celne,
niektóre urzędy pocztowe rzecz jasna w określonych godzinach pracy
ale w wielu przypadkach z jakiś powodów nie mają winiet. Sprzedaż
winiet ma być prowadzona na stacjach benzynowych co umożliwiło by
zaopatrywanie się kierowców w miarę potrzeb, lecz jak na razie trudno
jest znaleźć stację benzynową, która prowadzi sprzedaż tychże winiet.
Kogo to obchodzi, jest to zawsze większa możliwość ukarania przewoźnika
kosmiczną wręcz jak na nasze warunki grzywną za jej brak, a chyba
o to chodzi. Podatek drogowy od samochodu ciężarowego płacony jest
trzykrotnie:
- w paliwie (jak wszyscy)
- w podatku drogowym na rzecz samorządu (gminy i to niemały)
- w opłatach za korzystanie z dróg krajowych (winiety).
W myśl cytowanej ustawy przewoźnik karany jest olbrzymimi grzywnami
za brak tzw. licencji, i nic tu nie ma do rzeczy, iż posiada zezwolenie
na prowadzenie działalności gospodarczej transportu wydane przez odpowiednie
organy władzy samorządowej. Jak również mając dowód rejestracyjny
pojazdu samochodowego dopuszczonego do ruchu nie może się nim poruszać,
ponieważ wymieniona uchwała zmusza do wyposażenia tenże pojazd w wiele
dodatkowych urządzeń (nie wymaganych przy dopuszczeniu do ruchu).
Okazuje się, że mając prawne upoważnienia do funkcjonowania, przewoźnik
nie może wykonywać swojej działalności.
Art. 5 pkt.3 ustawy nakłada obowiązek posiadania zabezpieczenia finansowego
9000 euro na pierwszy pojazd samochodowy i 5000 euro na każdy następny
bez różnicy czy dany pojazd jest o wartości kilkakrotnie wyższej,
czy też kilkakrotnie niższej, a przecież to różnica w możliwości zarobkowej.
Inna w przypadku samochodu np. 20t, a inna w przypadku samochodu kilkutonowego,
który np. rozwozi węgiel ze składu opałowego.
Czy ten art. ustawy nie kłóci się z art. 2 Konstytucji z zasadą sprawiedliwości
społecznej?
Ciekawym jest, iż w tych przypadkach nikt nie dopatruje się niezgodności
z Konstytucją.
Mój głos to głos wołającego na puszczy.
Nie można liczyć na interwencję Rzecznika Praw Obywatelskich, jak
i też na wrażliwość mediów. Można przyjąć, iż konstrukcja ustawy o
transporcie określa art.4 pkt.21, który zacytuję: "sytuacja kryzysowa
na rynku transportowym - występowanie poważnej i potencjalnej trwałej
nadwyżki podaży nad popytem, powodującej zagrożenie dla stabilności
przetrwania znacznej liczby przedsiębiorstw transportu drogowego."
Uchwała ma za zadanie zniszczyć małe firmy (transport lokalny) dla
dobra dużych przedsiębiorstw. Zniszczyć konkurencję w postaci małych
firm. Efektem tego będzie to, iż szeregi bezrobotnych zasilą nowe
tysiące ludzi pozbawionych egzystencji.
Oczywiście rachunkiem ministra M. Pola są wpływy ze ściągania haraczu
przez specjalnie powołanych do tego funkcjonariuszy. Chełpienie się
wysokością ściągniętych grzywien przez inspektorów drogowych jest
po prostu obrzydliwe. Jeżeli takie działania mają pobudzić gospodarkę
w kraju to brawo!
Na pewno w transporcie osobowym jak również i ciężarowym były potrzebne
pewne nowe uregulowania ale wprowadzane z umiarem i w sposób racjonalny.
Niestety brak zdrowego rozsądku i pazerność zaczyna być zjawiskiem
stałym.
Edward Kogut Sienna