Nad Sołą i Koszarawą - nr 17 (120) - rok  VI - 1 Wrzesień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Listy - polemiki - opinie

Rozgorzała dyskusja nad opłatami drogowymi tzw. winietami. Ponieważ dotyczy to wielkiej rzeszy użytkowników dróg, to pan minister M. Pol ma duże trudności z wprowadzeniem tejże uchwały w życie. Nie miał natomiast żadnych przeszkód z wprowadzeniem uchwały z dn. 6 września 2001 r o transporcie drogowym.
Na podstawie art. 42 ust. 7 tejże ustawy przewoźnicy samochodów ciężarowych płacą opłaty drogowe tzw. winiety. Brakiem dostępności do punktów sprzedaży winiet nikt się nie zraża. Sprzedaż prowadzą urzędy celne, niektóre urzędy pocztowe rzecz jasna w określonych godzinach pracy ale w wielu przypadkach z jakiś powodów nie mają winiet. Sprzedaż winiet ma być prowadzona na stacjach benzynowych co umożliwiło by zaopatrywanie się kierowców w miarę potrzeb, lecz jak na razie trudno jest znaleźć stację benzynową, która prowadzi sprzedaż tychże winiet. Kogo to obchodzi, jest to zawsze większa możliwość ukarania przewoźnika kosmiczną wręcz jak na nasze warunki grzywną za jej brak, a chyba o to chodzi. Podatek drogowy od samochodu ciężarowego płacony jest trzykrotnie:
- w paliwie (jak wszyscy)
- w podatku drogowym na rzecz samorządu (gminy i to niemały)
- w opłatach za korzystanie z dróg krajowych (winiety).
W myśl cytowanej ustawy przewoźnik karany jest olbrzymimi grzywnami za brak tzw. licencji, i nic tu nie ma do rzeczy, iż posiada zezwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej transportu wydane przez odpowiednie organy władzy samorządowej. Jak również mając dowód rejestracyjny pojazdu samochodowego dopuszczonego do ruchu nie może się nim poruszać, ponieważ wymieniona uchwała zmusza do wyposażenia tenże pojazd w wiele dodatkowych urządzeń (nie wymaganych przy dopuszczeniu do ruchu). Okazuje się, że mając prawne upoważnienia do funkcjonowania, przewoźnik nie może wykonywać swojej działalności.
Art. 5 pkt.3 ustawy nakłada obowiązek posiadania zabezpieczenia finansowego 9000 euro na pierwszy pojazd samochodowy i 5000 euro na każdy następny bez różnicy czy dany pojazd jest o wartości kilkakrotnie wyższej, czy też kilkakrotnie niższej, a przecież to różnica w możliwości zarobkowej. Inna w przypadku samochodu np. 20t, a inna w przypadku samochodu kilkutonowego, który np. rozwozi węgiel ze składu opałowego.
Czy ten art. ustawy nie kłóci się z art. 2 Konstytucji z zasadą sprawiedliwości społecznej?
Ciekawym jest, iż w tych przypadkach nikt nie dopatruje się niezgodności z Konstytucją.
Mój głos to głos wołającego na puszczy.
Nie można liczyć na interwencję Rzecznika Praw Obywatelskich, jak i też na wrażliwość mediów. Można przyjąć, iż konstrukcja ustawy o transporcie określa art.4 pkt.21, który zacytuję: "sytuacja kryzysowa na rynku transportowym - występowanie poważnej i potencjalnej trwałej nadwyżki podaży nad popytem, powodującej zagrożenie dla stabilności przetrwania znacznej liczby przedsiębiorstw transportu drogowego." Uchwała ma za zadanie zniszczyć małe firmy (transport lokalny) dla dobra dużych przedsiębiorstw. Zniszczyć konkurencję w postaci małych firm. Efektem tego będzie to, iż szeregi bezrobotnych zasilą nowe tysiące ludzi pozbawionych egzystencji.
Oczywiście rachunkiem ministra M. Pola są wpływy ze ściągania haraczu przez specjalnie powołanych do tego funkcjonariuszy. Chełpienie się wysokością ściągniętych grzywien przez inspektorów drogowych jest po prostu obrzydliwe. Jeżeli takie działania mają pobudzić gospodarkę w kraju to brawo!
Na pewno w transporcie osobowym jak również i ciężarowym były potrzebne pewne nowe uregulowania ale wprowadzane z umiarem i w sposób racjonalny.
Niestety brak zdrowego rozsądku i pazerność zaczyna być zjawiskiem stałym.
Edward Kogut Sienna

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.