Klejnot Żywiecczyzny - Magia Słowa
Droga z Bielska-Białej do Żywca prowadzi przez
Łodygowice - malowniczą miejscowość położoną pośrodku Kotliny Żywieckiej,
pomiędzy dwoma pasmami gór, Jeziorem Żywieckim, a Bramą Wilkowicką.
W samym sercu Łodygowic znajduje się jeden z największych i najstarszych
w Polsce kościołów drewnianych, do którego naprawdę trzeba zawitać.
 |
Patrząc na świątynię pod wezwaniem świętych Apostołów Szymona i Judy
Tadeusza odnosi się wrażenie, jakby czas zatrzymał się w miejscu.
Kościół, pomimo tego, że ma ponad 300 lat, wygląda jak nowy. Zadbany
z zewnątrz, a i w środku ujmuje odnowioną polichromią i złoceniami.
Jednak to nie bogactwo stylów, wystrój, lecz atmosfera w nim panująca
przynagla każdego przybysza do zadumy i spotkania z prawdziwym Gospodarzem
tego domu.
Wyjątkowości tej świątyni doświadczył każdy, kto w niej zatrzymał
się chociaż raz. Nawiedzając ją można odkryć naprawdę wiele fascynujących
szczegółów, które wprost trzeba zauważyć. Otóż okrążając kościół z
pewnością uwagę swą warto skierować na przylegającą od południowego
wschodu kaplicę - Ogrojec, w której niejako przysiadł Chrystus Frasobliwy.
Od wielu pokoleń jest On powiernikiem wielu, szczególnie najstarszych
parafian, którzy zwyczajowo po niedzielnej Eucharystii spieszą do
Ogrojca, by i przed Frasobliwym wyszeptać swe gorące, ufne pacierze.
We wnętrzu kościoła, z polichromii na suficie, na każdego przybywającego
spogląda Bóg Ojciec otoczony dwunastoma gwiazdami. Z jednej strony
to obraz starotestamentalnego, sędziwego - bo odwiecznego - Starca,
z długą, siwą brodą i z długimi, siwymi włosami, we wspaniałej szacie.
Jego przenikliwemu spojrzeniu - wszak Opatrzność Boża czuwa! - towarzyszy
jednak gest rozpostartych ramion prawdziwego przygarniającego Ojca,
a zarazem Pana stwarzającego wciąż nowe serce i nowego ducha. Trudno
więc dziwić się rodowitym łodygowianom, którzy przechowują ten unikalny
obraz w swej pamięci przez całe życie, nawet na innych kontynentach.
Ołtarz główny z patronami świątyni, otoczony balaskami; chrzcielnica
uwieńczona sceną przedstawiającą chrzest Pański; chór pod szczególną
opieką św. Cecylii, wymowne stacje Drogi Krzyżowej to kolejne etapy
wędrówki po łodygowickim kościółku. Trzeba jednak koniecznie zatrzymać
się jeszcze na chwilę w bocznej kaplicy od strony północno-zachodniej.
Tam znajdują się dwa ołtarze. W centralnym miejscu ołtarza św. Józefa
wzrok przykuwa interesujący obraz. Z punktu widzenia historii sztuki
czy jako antyk nie przedstawia on może wielkiej wartości, jednak oryginalność
ikonograficznego przedstawienia śmierci św. Józefa, opiekuna Jezusa,
warta jest odnotowania. Na tym obrazie Józef, który umiera w otoczeniu
swych najbliższych, czyli Chrystusa i Maryi, uśmiecha się! Bez obaw,
z ufnością - jak przystało na patrona dobrej śmierci - zasypia snem
wiecznym, a właściwie idzie do Domu Ojca Niebieskiego on - ziemski
ojciec, odprowadzany przez Tych, z którymi tworzył Świętą Rodzinę!
Czyż może się bać?
Zaraz obok znajduje się ołtarz św. Franciszka. Jest on pod względem
licznych szczegółów ikonograficznych najciekawszym z ołtarzy bocznych.
Mało kto wie, że w jego górnej części jest płaskorzeźba diabła(!),
którego pokonuje Archanioł Michał. Oprócz tego, w szczególny sposób
anielskiego ołtarza, właściwie na wszystkich ołtarzach są wizerunki,
rzeźby przedstawiające skrzydlatych Bożych Posłańców. Może to również
one sprawiają, że człowiek ma wrażenie, jakby w tej świątyni odsłaniał
mu się rąbek nieba...
W kościele znajdują się także cenne obrazy Chrystusa Cierpiącego,
NMP Bolesnej i Chrystusa wyszydzonego; wszystkie one wyszły spod pędzla
Antoniego Chrząstkiewicza w połowie XIX wieku. Okalające kościół soboty
(zwane tutaj gankami), wyłożone kamiennymi płytami, tak jak przed
laty dają bezpieczne schronienie w czas niepogody i miły chłód w upalne
dni.
Dzięki ofiarności i trosce wielu ludzi łodygowicka świątynia przetrwała
po dziś dzień. Ma wspaniałe walory architektoniczne i artystyczne,
ale przede wszystkim jest pomnikiem wiary mieszkających tu od pokoleń
ludzi. Również dla wielu okolicznych miejscowości w Kotlinie Żywieckiej
- od granic Żywca do Szczyrku włącznie - jest czcigodną świątynią-matką,
w której poprzez minione wieki i pokolenia modlili się ich przodkowie
i która niejako rodziła nowo powstające parafie. Nadal chętnie otwiera
swe gościnne podwoje. I niech tak zostanie.
Jacek Kachel