Trzebinia
Tutaj sceneria imprezy nieco inna, jakby bardziej "miastowa".
Koncerty odbywają się w sali widowiskowej miejscowej OSP. Jak mi późnej
wyjaśniono to nie o "miastowy" charakter chodziło, ale taka
była konieczność, gdyż miejscowa szkoła zajęta jest przez kolonie
letnie. Impreza miała swoje hasło, które brzmiało; " Dobrze w
Krakowie, wspaniale w Gdyni, ale najlepiej w naszej Trzebini".
Historię wsi od jej prapoczątków przedstawiła pani Helena Grażyńska.
 |
 |
A następnie podziwialiśmy występy przedszkolaków w strojach
góralskich, którzy prawie, że w profesjonalny sposób deklamowali wiersze
obrazujące ich wioskę. Tu dopiero czuło się zdenerwowanie pań wychowawczyń,
które przeżywały każde wypowiedziane przez ich milusińskich słowo
i kontrolowały każdy ruch. Potem wiersze w wykonaniu "starszaków",
czyli uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum. Niezapomniany był występ
rodzeństwa Angeli i Adama Kudziów którzy prawie, że w profesjonalny
sposób odtańczyli rumbę i sambę.. Hasło dnia cytowane wyżej przewijało
się co chwilę. Zamknięta sala, wypełniona po brzegi mieszkańcami wsi
i przybyszami wysłuchała koncertu w wykonaniu muzykującej rodziny
państwa Urbańców. I tu ukłon w stronę Józka i Jego żony. Nigdy nie
zastanawiałem się, ile mają dzieci, ale gdyby było ich nawet trzydzieści,
to i tak Józek z małżonką by ich umuzykalnili. Chwała Im za to.
Popisy muzyczne to również występ ucznia Szkoły Muzycznej w Żywcu,
który w solowym występie zagrał z iście cygańską werwą czardasza.
Puentą koncertu był występ młodzieży miejscowej " Oazy"
pod kierownictwem sióstr salezjanek, które w prawdziwie zabawnym montażu
przyłożyły wszystkim od sołtysa, poprzez radnych i wójta na proboszczu
kończąc. Bardzo ciepło młodzież trzebińska wyrażała się o swoim proboszczu,
który akurat w tym roku obchodzi 30 lecie kapłańswa. To nie tylko
opinia młodzieży, ale zdecydowanej większości parafian, ..którzy mówią
- nie tylko kapłan, ale przede wszystkim przyjazny człowiek. Gromkie
"sto lat" na stojąco o czymś świadczy.
Estrada estradą, ale poza nią było jeszcze coś zobaczyć .W salach
strażnicy można było podziwiać wystawców regionalnych, którzy prezentowali
swoje wyroby, między innymi hafty, kilimy i inne precjoza. Zapamiętałem
stoisko, gdzie Antoni Janeczko prezes Gminnego Koła Pszczelarzy prezentował
miód, a udało mi się w porządnym towarzystwie spróbować "po cichu"
miodonki..
W prywatnej rozmowie z panem Janem Caputa dowiedziałem się , że "Trzebinianie"
to ludzie o wysokiej kulturze, ludzie zasobni, o czym świadczą potężne
kamienice wokół drogi głównej, ich dorobek jest częścią ciężkiej pracy
wykonywanej również poza granicami kraju ( w czym prawdopodobnie nie
mała zasługa księdza proboszcza) ale również muzykalni a rodzina Urbańców
nie jest wyjątkiem. Wyjeżdżałem z Trzebini, nie jak ze wsi, ale jak
z przedmieścia dużego miasta (nie mylić z Żywcem).
K.S.