Nad Sołą i Koszarawą - nr 17 (120) - rok  VI - 1 Wrzesień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Trzebinia

Tutaj sceneria imprezy nieco inna, jakby bardziej "miastowa". Koncerty odbywają się w sali widowiskowej miejscowej OSP. Jak mi późnej wyjaśniono to nie o "miastowy" charakter chodziło, ale taka była konieczność, gdyż miejscowa szkoła zajęta jest przez kolonie letnie. Impreza miała swoje hasło, które brzmiało; " Dobrze w Krakowie, wspaniale w Gdyni, ale najlepiej w naszej Trzebini". Historię wsi od jej prapoczątków przedstawiła pani Helena Grażyńska.

A następnie podziwialiśmy występy przedszkolaków w strojach góralskich, którzy prawie, że w profesjonalny sposób deklamowali wiersze obrazujące ich wioskę. Tu dopiero czuło się zdenerwowanie pań wychowawczyń, które przeżywały każde wypowiedziane przez ich milusińskich słowo i kontrolowały każdy ruch. Potem wiersze w wykonaniu "starszaków", czyli uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum. Niezapomniany był występ rodzeństwa Angeli i Adama Kudziów którzy prawie, że w profesjonalny sposób odtańczyli rumbę i sambę.. Hasło dnia cytowane wyżej przewijało się co chwilę. Zamknięta sala, wypełniona po brzegi mieszkańcami wsi i przybyszami wysłuchała koncertu w wykonaniu muzykującej rodziny państwa Urbańców. I tu ukłon w stronę Józka i Jego żony. Nigdy nie zastanawiałem się, ile mają dzieci, ale gdyby było ich nawet trzydzieści, to i tak Józek z małżonką by ich umuzykalnili. Chwała Im za to.
Popisy muzyczne to również występ ucznia Szkoły Muzycznej w Żywcu, który w solowym występie zagrał z iście cygańską werwą czardasza.
Puentą koncertu był występ młodzieży miejscowej " Oazy" pod kierownictwem sióstr salezjanek, które w prawdziwie zabawnym montażu przyłożyły wszystkim od sołtysa, poprzez radnych i wójta na proboszczu kończąc. Bardzo ciepło młodzież trzebińska wyrażała się o swoim proboszczu, który akurat w tym roku obchodzi 30 lecie kapłańswa. To nie tylko opinia młodzieży, ale zdecydowanej większości parafian, ..którzy mówią - nie tylko kapłan, ale przede wszystkim przyjazny człowiek. Gromkie "sto lat" na stojąco o czymś świadczy.
Estrada estradą, ale poza nią było jeszcze coś zobaczyć .W salach strażnicy można było podziwiać wystawców regionalnych, którzy prezentowali swoje wyroby, między innymi hafty, kilimy i inne precjoza. Zapamiętałem stoisko, gdzie Antoni Janeczko prezes Gminnego Koła Pszczelarzy prezentował miód, a udało mi się w porządnym towarzystwie spróbować "po cichu" miodonki..
W prywatnej rozmowie z panem Janem Caputa dowiedziałem się , że "Trzebinianie" to ludzie o wysokiej kulturze, ludzie zasobni, o czym świadczą potężne kamienice wokół drogi głównej, ich dorobek jest częścią ciężkiej pracy wykonywanej również poza granicami kraju ( w czym prawdopodobnie nie mała zasługa księdza proboszcza) ale również muzykalni a rodzina Urbańców nie jest wyjątkiem. Wyjeżdżałem z Trzebini, nie jak ze wsi, ale jak z przedmieścia dużego miasta (nie mylić z Żywcem).
K.S.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.