Przyłęków
Lejący się żar z nieba i czekająca na nas "taksówka",
czyli wóz drabiniasty przywitał zaproszonych gości i jury na rogatkach
Przyłękowa. Tymże transportem dotarliśmy do miejsca imprezy czyli
na boisko przy szkole podstawowej. I jak wszędzie dotychczas zebrali
się przede wszystkim mieszkańcy wsi , turyści przebywający na wakacjach
w tym uroczym zakątku, oraz tzw. podglądacze z innych wsi gminy Świnna.
Przywitała nas kapela "Młodych Grojcowian" która towarzyszyła
tej imprezie od początku, aż do późnego rana.
 |
 |
Czego tam w tym Przyłękowie nie było? Był pokaz starych
narzędzi używanych w gospodarstwach domowych, a więc sprawne żarna,
na których mielono mąkę, "brusek" czyli ostrzałka mechaniczna
do ostrzenia siekier , noży itp. Pokazano jak plecie się koszyki z
wikliny, jak krępluje się wełnę a podziw wzbudziło młócenie cepami
zboża . I to w cztery osoby. A jest to prawdziwa sztuka aby wzajemnie
zachować rytm młocki. Widziałem jak młodzież pokątnie uśmiechała się,
nie bardzo wierząc, że tak dawniej życie na wsi wyglądało. Imponująco
wyglądało też muzeum, w którym oprócz starych eksponatów sprzętu gospodarskiego,
starych obrazów o treści religijnej pokazano również eksponaty i zdjęcia
sanktuarium maryjnego "Na Górce "w Przyłękowie ( w 1970
roku tam z żoną braliśmy ślub). Obecny na imprezie proboszcz a zarazem
kustosz tego sanktuarium ksiądzJózef Sularz służył ewentualnymi wyjaśnieniami.
Wzbudzała zaciekawienie wystawa malarska czyli malowanie na szkle,
którego autorami byli uczniowie tejże szkoły. Ich montaż poetycki
mówiący o życiu i historii tej wsi wzbudził ogromne zaciekawienie.
Tak jak wszędzie i tu strażacy miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej
dali swój pokaz. Tym razem był to pokaz w stylu skeczowym, gdzie ich
zadaniem było ratowanie palącego się budynku, w którym uwięziona została......
dziewczyna. Strażacy i owszem swoje zadanie wykonali z jednym tylko
felerem jeden z nich na widok tej ślicznotki zemdlał i w efekcie ofiara
wynosiła ratownika. Nic na wsi nie obejdzie się bez Koła Gospodyń
Wiejskich. Tutaj też tak było. Nie dosyć, że przygotowały tzn. same
upiekły ( za własne pieniądze) kołacze, którymi częstowały wszystkich
przybyłych na imprezę, to jeszcze dały prawdziwy popis w przyśpiewkach
regionalnych a wiersz ułożony przez niemłodą już członkinię KGW Marię
Mrowiec o życiu, radościach i biedzie na wsi był prawdziwą perełką
tego występu. Nie zapomniano również o imieninach wójta gminy Henryka
Jurasza, gdzie gromkie "sto lat" w wykonaniu zespołu KGW
i śliczne kwiaty zakończyły część konkursową imprezy. Aby było ciekawiej,
po upalnych godzinach przyszła prawdziwa ulewa, która czasowo rozpędziła
uczestników imprezy, aby po jakimś czasie mogli wrócić do zabawy.
Z tego co wiem bawili się przy dźwiękach kapeli długo i dobrze. I
tak trzeba. I również tutaj w rozmowie z radnym Kazimierzem Biegunem
usłyszałem, że "duszą" całej imprezy były członkinie KGW
i dyrektorka szkoły pani Kazimiera Gębala( znowu kobieta ) wraz z
gronem pedagogicznym.
K.S.