Nad Sołą i Koszarawą - nr 17 (120) - rok  VI - 1 Wrzesień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Przyłęków

Lejący się żar z nieba i czekająca na nas "taksówka", czyli wóz drabiniasty przywitał zaproszonych gości i jury na rogatkach Przyłękowa. Tymże transportem dotarliśmy do miejsca imprezy czyli na boisko przy szkole podstawowej. I jak wszędzie dotychczas zebrali się przede wszystkim mieszkańcy wsi , turyści przebywający na wakacjach w tym uroczym zakątku, oraz tzw. podglądacze z innych wsi gminy Świnna. Przywitała nas kapela "Młodych Grojcowian" która towarzyszyła tej imprezie od początku, aż do późnego rana.

Czego tam w tym Przyłękowie nie było? Był pokaz starych narzędzi używanych w gospodarstwach domowych, a więc sprawne żarna, na których mielono mąkę, "brusek" czyli ostrzałka mechaniczna do ostrzenia siekier , noży itp. Pokazano jak plecie się koszyki z wikliny, jak krępluje się wełnę a podziw wzbudziło młócenie cepami zboża . I to w cztery osoby. A jest to prawdziwa sztuka aby wzajemnie zachować rytm młocki. Widziałem jak młodzież pokątnie uśmiechała się, nie bardzo wierząc, że tak dawniej życie na wsi wyglądało. Imponująco wyglądało też muzeum, w którym oprócz starych eksponatów sprzętu gospodarskiego, starych obrazów o treści religijnej pokazano również eksponaty i zdjęcia sanktuarium maryjnego "Na Górce "w Przyłękowie ( w 1970 roku tam z żoną braliśmy ślub). Obecny na imprezie proboszcz a zarazem kustosz tego sanktuarium ksiądzJózef Sularz służył ewentualnymi wyjaśnieniami. Wzbudzała zaciekawienie wystawa malarska czyli malowanie na szkle, którego autorami byli uczniowie tejże szkoły. Ich montaż poetycki mówiący o życiu i historii tej wsi wzbudził ogromne zaciekawienie. Tak jak wszędzie i tu strażacy miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej dali swój pokaz. Tym razem był to pokaz w stylu skeczowym, gdzie ich zadaniem było ratowanie palącego się budynku, w którym uwięziona została...... dziewczyna. Strażacy i owszem swoje zadanie wykonali z jednym tylko felerem jeden z nich na widok tej ślicznotki zemdlał i w efekcie ofiara wynosiła ratownika. Nic na wsi nie obejdzie się bez Koła Gospodyń Wiejskich. Tutaj też tak było. Nie dosyć, że przygotowały tzn. same upiekły ( za własne pieniądze) kołacze, którymi częstowały wszystkich przybyłych na imprezę, to jeszcze dały prawdziwy popis w przyśpiewkach regionalnych a wiersz ułożony przez niemłodą już członkinię KGW Marię Mrowiec o życiu, radościach i biedzie na wsi był prawdziwą perełką tego występu. Nie zapomniano również o imieninach wójta gminy Henryka Jurasza, gdzie gromkie "sto lat" w wykonaniu zespołu KGW i śliczne kwiaty zakończyły część konkursową imprezy. Aby było ciekawiej, po upalnych godzinach przyszła prawdziwa ulewa, która czasowo rozpędziła uczestników imprezy, aby po jakimś czasie mogli wrócić do zabawy. Z tego co wiem bawili się przy dźwiękach kapeli długo i dobrze. I tak trzeba. I również tutaj w rozmowie z radnym Kazimierzem Biegunem usłyszałem, że "duszą" całej imprezy były członkinie KGW i dyrektorka szkoły pani Kazimiera Gębala( znowu kobieta ) wraz z gronem pedagogicznym.
K.S.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.