Nad Sołą i Koszarawą - nr 17 (120) - rok  VI - 1 Wrzesień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Rychwałdek

Wioska położona na zboczu góry Barutki licząca około 850 mieszkańców swoją prezentację rozpoczęła widowiskiem słowno muzycznym, w którym zawarta była cała historia Rychwałdku. Mówili o tym i starzy i młodzi mieszkańcy. Ukazywali ogrom trudu żywieckich górali, tych właśnie z Rychwałdku, którzy własnymi rękami wyrywali przyrodzie po kawałku ziemi by móc w tamtych ciężkich czasach przeżyć. Tutaj też, ster w przygotowaniu pokazu był w rękach pań nauczycielek, na czele z dyrektorką szkoły Barbarą Szczotka ( gdzie te chłopy - dyrektory). Trzeba było widzieć ich zdenerwowanie, wypieki na policzkach, gdy ich podopieczne "maleństwa" deklamowały wiersze a panie z Koła Gospodyń Wiejskich "przypinały łatkę" władzy czyli wójtowi i Radzie Gminy. Posypało się masę przeróżnych ale wiejskich dowcipów, z których jeden utkwił mi najbardziej w pamięci, ten o sołtysie." Franek widziołeś ty kiedy trzyźwego nasego sołtysa, nigdy - bo jak zek go widzioł to zawsze byek pijany".

Na pewno niewielu ludzi Żywiecczyzny wie, że Rychwałdek w swoim herbie ma ........gęś. Jak mi powiedziano na tej imprezie brakło tylko niemowlaków i obłożnie chorych. Niewielki plac przed szkołą był wypełniony po brzegi. Gospodynie z miejscowego KGW roznosiły kołacze a amatorzy złocistego płynu mogli ugasić pragnienie żywcem. A było co gasić, gdyż duchota była straszna, aż nam w końcu dolało. A stało się to, za sprawą miejscowej orkiestry Ochotniczej Straży Pożarnej w Rychwałdku, pod kierownictwem kapelmistrza druha Stefana Tomaszka. W programie miały być trzy utwory, ale gdzie tam, jak się chłopy do trąb dorwały to zagrali aż siedem, ale ten siódmy już w strugach ulewnego deszczu. Ale choć lało jak z cebra to i tak nie przerwali tego siódmego utworu. Zamokły instrumenty, nuty, koszule ale oni swoje musieli skończyć. Zaskoczeniem dla mnie i chyba nie tylko, był występ pana Arkadiusza Pieczary, który w sposób bezbłędny, przy akompaniamencie swojej gitary, zaprezentował utwory poety Edwarda Stachury. W tej podgórskiej wsi chyba po raz pierwszy miejscowi wysłuchali słowno- muzycznego wykonania trudnych, ba, bardzo trudnych w odbiorze wierszy, czy jak kto chce, piosenek tego właśnie autora i to w wykonaniu swojego krajana pana Arka.
Również nie wiedziałem, że w tej wsi, jeden z jej mieszkańców
zajmuje się amatorsko renowacją starych motocykli. Pokazano motocykl sprzed wojny przed i po renowacji. Naprawdę cacko. Oglądaliśmy dorobek sportowy Marii Biernat, Kazimierza Firleja, Kazimierza Zająca rodziny Raczków i Kachlów a także uczniów szkoły podstawowej. Radny pan Jacek Kijas, główny organizator imprezy powiedział mi, że całość tego widowiska to efekt wspólnego wysiłku zdecydowanej części mieszkańców Rychwałdka. Wprawdzie ulewa chwilowo popsuła nastrój, ale jak mi później powiedziano festyn trwał do rana. I dobrze im tak.
K.S.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.