Nad Sołą i Koszarawą - nr 17 (120) - rok  VI - 1 Wrzesień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Wojna obronna 1939 roku


Na początku września każdego roku uwaga nasza kierowana jest na szkołę bo to przecież początek roku szkolnego, starsze zaś pokolenie Polaków sięga też pamięcią wstecz, do tragicznych wydarzeń 1939 roku, które zapoczątkowały straszliwą w skutkach II wojnę światową. Żywiecczyzna zaś z dumą wspomina bohaterskich obrońców Węgierskiej Górki z kapitanem Tadeuszem Semikiem na czele. Ponieważ dzieje wojny polsko niemieckiej na Żywiecczyźnie zostały już szczegółowo opisane w licznych artykułach prasowych i wydawnictwach książkowych, a w zachowanym w dobrym stanie forcie Wędrowiec tamtejsze koło ZBOWiD urządziło muzeum pamięci o tej bitwie, przeto redakcja nasza ograniczy się do zaprezentowania dwóch relacji o tej bitwie. Autorem jednej z nich jest Leon Nieborak - żołnierz 7 Bawarskiej Dywizji Wermachtu, która zaatakowała nasz powiat od strony Zwardonia. Druga relacja to spisane przez Adama Cimałę opowiadania Stefana Sapety z Radziechów - w 1939 roku żołnierza 3 Pułku Strzelców Podhalańskich. Redakcja nasza nie weryfikowała opisanych przez obu uczestników walk. Sądzimy jednak, że znajdą się jeszcze świadkowie wydarzeń z tamtych dni, lub historycy - badacze tego epizodu wojny, którzy będą mieli coś do powiedzenia na ten temat. Zapraszam do uważnej lektury obu wspomnień.

Ruda Śląska 1.07.2002 r., 2.05.2003 r.
Do Przewodniczącego Gromadzkiej Rady Narodowej Węgierska Górka


Nazywam się Leon Nieborak, urodziłem się w Westfalii w Niemczech w 1915 roku. Moi rodzice wyemigrowali w 1910 roku z Poznańskiego do Niemiec "za chlebem" pod zaborem niemieckim, jako pochodzenia polskiego.
W 1937 do 1939 roku, powołano mnie do 2 letniej służby wojskowej, do 7 dywizji bawarskiej, 6l pułku, 3 batalion, który znajdował się w górach, miast Traunstein.
Kraj moich rodziców poznałem z karabinem. To był ciężki okres mojego życia, który wiąże się też Waszą gromadą 1946 rok rodzice moje wracali do Polski, a ja z nimi. Wiele razy, mając 88 lat myślem (myślałem, że) mając 24 lat (lata) nie miałem według prawa wojennego niemieckiego żyć na podstawie zabotaż wojenny. Uratowali mnie od tego, kapitan mojej kompanii, szlachcic Frejherr von Meiern-Hohenberg jego Waffen meister, który miał broń pod sobą i jeden z Waszych mieszkańców Węgierskiej Górki, którego aresztowali w domu, z tego domu gołębie latali w kierunku wschodnim gdzie wojsko polskie cofali się Niemcy byli zdania, że wojskowe meldunki posyłał. Stał przed podpułkownikiem mojego bataliomu. Tłumacz jego mówił po czesku. To było pośrodku ulicy gromady. Około tego zbierali się też wojsko mojej kompanii. Z dal (z daleka) widzę to zbiorowisko, dołączyłem się do tego. Tłumacz po czesku pytał Polak odpowiadał. Ja słucham, bo po polsku mówiliśmy w domu, ale tłumacz nie mówił (tego) co Polak odpowiadał. Wasz mieszkaniec klękał przed podpułkownikiem, ręce do góry, prosząc o swoje życie. Za plecami podpułkownika sierżant mojej kompanii mówił głośno - ich wurde ihmerschiessen - ja bym go zaszczelił (zastrzelił). Ja już nie wytrzymałem. Podchodziłem do tłumacza przy podpułkowniku i mówiłem - Ty nie tłumaczysz to co Polak mówi. On nie mieszka w tym domu, to znaczy te gołębie nie należą do niego. Dom był pusty. Tam się paliło. Krowa była związana i ryczała. Szedł krowy uwolnić. Nie jest w wojsku, bo na jedno oko słabo widzi, jest żonaty ma dwoje dzieci. Po krótkim namyśle podpułkownik dał ręką znać, że ma stać i pokazał w kierunku drogi iść. Po tak 50 metrach ogląal się do tyłu czy karabiny w plecy kierowane są. Tak nie było. Szybko pomiędzy domami uciekł. Tej samej godziny mój kapitan dowiedział się że jestem polakiem bo na uczelniach nie uczyli po polsku. To był mój późniejszy ratunek Mój kapitan, 9 kompania atakowała ostatni działający bunkier, broniący się 24 godzin poddał się polski komendant bunkra (por. Tadeusz Semik), (który) poprzednio żądał słowo oficerskie, że nikomu z obsady bunkra, nic nie stanie. Mój kapitan szlachcic obiecał. Powitał się z polskim oficerem. Białą broń ma zatrzymać, bo bardzo dzielnie walczy. Szlachta była przeciw Hitlera (owi) zbrodniarza (owi). Polacy się na wschód cofali, nie dopuszczyli do okrążenia i broniąc się 61 pułk dochodził tak 3 km do twierdze Przemyśl i wieczorem, gdzie polskie wojsko umocniło się każdy z mojej kompanii otrzymał 2 granaty ręczne 30 cm do walki uliczny. Przy walkach ulicznych plutonowy nakazuje gdzie każdy ma rzucić granaty. Ludność chroniąc się w piwnicach i domach, obrona też. Kiedy ja otrzymam rozkaz rzuć granat do piwnicy. Moje życie, moje sumienie nie miałoby spokoju, całą granatem, bez uruchomienie rzucić jak padnie na mur, na beton, może też eksplodować. Wyciągałem zapalniki ale nie chowałem. To był sabotaż wojenny. To kara śmierci. Rychlo rano następnego dnia miała natarcie być na twierdzę Ale w nocy jednostki SS Germania przerzucono na samochodach bezpośrednio do walki na twierdze. Wermacht i SS nie współpracowali ze sobą. Przegrali walkę Dui o SS dostali się do niewoli. Polskie wojsko zaraz po bitwie opuszczyli twierdze z niewolnikami. Cofali się w kierunku Rawa Ruska. Wermacht bez walki wszedl do i szli w kierunku polskiego wojska. Na drodze do Rawa Ruska, ruskie wojsko napadli na polskie wojsko, które cofali się z SS z powrotem i poddali się 7 dywizji. Wermachtu. Dla mojej jednostki wojna w Polsce się skończyla. Na drugi dzień samochodami przerzucono nas na zachodni front do Neus nad Renem. Przed tym w kolejce do renki Waffen meister, granaty niepotrzebne oddaliśmy. Czekałem 3 dni na zwołanie Woffen meister meldował brak 2 zapalniki w granatach. Ino Polak był sprawca do tego, były jeszty odcisków palców. I stałem przed moim kapitanem. Wedlug prawa wojennego miał obowiązek mnie przed sądem wojennym postawić. Prawdopodobnie w tej sprawie rozmawiał z podpułkownikiem; bo inno podpułkownik bez pytanie i kapitan mojej kompani, papiery były czyste kierowali mnie do obcy jedenostki do Augsburg. Podpułkownik wynagrodził za Węgierską Górkę On a jako oficer niemiecki tak samo czyniłem bem. Ja na podstawie 2 letnią służbę czysty papiery, puste koszary, zostałem plutonowy. Podczas wojny w Polsce piłem z rowu, chciałem się do tyłu uwolnić, dostałem biegunki z krwią ale lekarz dał mi węgiel na to i nie cofał mnie do tylu. W Augsburgu zachorowałem na żółtaczkę mechaniczną. W lazarecie mówiłem lekarzowi o tej biegunce, mówił ta biegunka przeniosła się na wątrobę. Nie wyleczeli mnie bo Niemcy nie mieli penicyline. Byłem co 1/2 roku przed komisją lekarską 4 razy w lazaretach. Pisano do końca wojny G.V.H. Ino zdolny do koszar i na diecie. Byłem szkoleniowcem przeciwgazem i furier= gospodarczym do końca wojny.
Leon Nieborak 41 706 Ruda Śląska
Ul. Hubalczyków 21 tel. 032 2434855

Przepisane z kserowanego rękopisu z błędami autora.
A oto druga relacja, tym razem naszego rodaka z Radziechów Stefana Sapety spisana przez
Adama Cimałę

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.