Nad Sołą i Koszarawą - nr 16 (119) - rok  VI - 15 Sierpień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Beskidzkie Parki Krajobrazowe powinny działać samodzielnie


Jako organizator pierwszego w województwie bielskim - Żywieckiego Parku Krajobrazowego uważałem od początku i uważam nadal, że - teraz już - Zespół Beskidzkich Parków Krajobrazowych powinien być niezależną jednostką organizacyjną - bezpośrednio podporządkowaną wojewodzie śląskiemu. Dawałem temu wielokrotnie wyraz, tak w wystąpieniach publicznych, jak i w artykułach prasowych. Do ponownego zabrania głosu w tej sprawie zdopingował mnie wywiad - pod tytułem "Dlaczego Jura", jaki z dyrektorem Zespołu Parków Krajobrazowych woj. śląskiego - Markiem Brodą, przeprowadziła Magdalena Kaszulanis, który ukazał się w Trybunie z dnia 12-13 lipca br.
Rozumiem zachwyt dyrektora wartościami przyrodniczymi, krajobrazowymi i historycznymi Jury. Sam miałem przyjemność poznać "co nieco" ten zakątek Polski i podzielam... Jest się czym zachwycać. Tak jak podczas zwiedzania Krakowa, jak żadnego z innych miast, człowiek odnosi wrażenie, że stąpa śladami historii Polski, tak ruszając na wycieczkę po Jurze, na każdym kroku napotyka na wielkie nazwiska związane z historią naszego kraju, które nigdzie chyba indziej w Polsce z takim zagęszczeniem nie występują.
Ileż to nazwisk wybitnych postaci kojarzy się z zamkiem Bonerów w Ogrodzieńcu, siedzibą biskupów krakowskich w Siewierzu, niespotykanymi ruinami zamku w Mirowie, czy potężną fortecą, jaką był niegdyś zamek w Olsztynie. Ile niespodzianek mogą ukrywać w sobie wnętrza ziemi, nad którą przed milionami lat przelewały się fale Oceanu Jurajskiego. Jakie wreszcie ciekawe, wprost bajkowe krajobrazy, roztaczają się przed wzrokiem turysty, kiedy zacznie wędrować "Szlakiem Orlich Gniazd".
Rozumiem zachwyt dyrektora i powiem więcej, umiejętne upowszechnianie tego ogromnego, nagromadzonego tam kapitału, a szczególnie troska o zachowanie tej przemawiającej do nas, na każdym kroku historii, winno być naczelnym zadaniem dyrekcji Śląskich Parków Krajobrazowych.
Ale.... Chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że Beskidy są geograficznie odrębną krainą, która po utworzeniu nowych województw, / część zachodnia Beaskidów/ w większości znalazła się w granicach administracyjnych woj. śląskiego. Śląsk może mieć z tego powód do dumy, gdyż Beskidy Zachodnie pełniące jakby straż graniczną na naszych południowych rubieżach, zaliczane są do najpiękniejszych zakątków kraju. Niezbyt wysokie, pokryte dorodnymi lasami, z grzbietowo położonymi halami, zdaniem prof. dr. hab. Ryszarda Kostucha, stanowią jakby naturalne sanatoria, leczące duszę i ciało. Piękno górskiej przyrody, cisza leśnej głuszy i ta niezmierzona dal jaka ukazuje się oczom turysty, wpływa kojąco na jego psychikę. Zaś wysiłek przy ich zdobywaniu, połączony z wdychaniem aromatycznego zapachu ziół i kwiatów bujnie porastających hale, to gimnastyka połączona z najlepszą inhalacją. A kiedy w to wszystko wpisze się jeszcze melodia owczych dzwoneczków, otrzymujemy pełną - sanatoryjną - ofertę, z muzykoterapią włącznie.
I to jest największe, jedyne i niepowtarzalne bogactwo Beskidów, którego zaprzepaścić nie powinniśmy, także z myślą o mieszkańcach Śląska.
Zupełnie inna jest więc rola - poza tą ogólną: bronić i chronić Beskidzkich Parków Krajobrazowych, od tej jaką mają do spełnienia Śląskie i połączenie ich w jeden organizm przynosi i przynosić będzie tym pierwszym ich degradację. Przynosi i przynosić będzie, gdyż w Będzinie specyfiki Beskidów się nie czuje - nie chcę powiedzieć nie docenia, chociaż upoważniałaby mnie do tego odpowiedź dyrektora, który na pytanie dziennikarki: "Jura może stać się konkurencyjna wobec Beskidów?", odpowiada: "Jura jest bezkonkurencyjna...". Odpowiedź uważam za nieporozumienie, bo o jakiej konkurencji tu mówić i kto to mówi? Wypowiedź pozostawiam bez komentarza.
Beskidy, podobnie jak Jura, mają swoją doniosłą rolę do spełnienia i zadaniem Parków winien być aktywny udział w jej wypełnianiu. Trudno mi sobie wyobrazić taki udział Beskidzkich Parków, przy ich ubezwłasnowolnieniu i zdalnym sterowaniu.
Za jedną z najważniejszych i najpilniejszych spraw dla Beskidów uważam wyhamowanie procesu schodzenia z owcami z gór i wiążącej się z tym degradacji hal. Kiedy powoływaliśmy do życia Żywiecki Park Krajobrazowy, na jego terenie wypasanych było kilka stad /kierdeli/ owiec. Owce spotkać można było na Wielkiej Raczy, Praszywce, Będoszce, Rycerzowej, Muńcule, Krawców Wierchu, Lipowskiej, Pawlusiej oraz w rejonie Pilska i Uszczawnego. Dzisiaj na Będoszce i Rycerzowej wypasa owce RSP "Płomień" z Milówki, w dole pod Pilskiem na polanach nad "Jontkiem" /czyli już zszedł z gór/ baca Majewski z Korbielowa i... kto jeszcze?
Nie ma się co dziwić, że owce schodzą z gór, bo: po pierwsze - owczarstwo stało się nieopłacalne, po drugie - kto każe bacy drapać się z owcami wysoko w góry, skoro niżej pod lasami na polanach jest miejsca do wypasu, a miejsca.
Jest oczywiste, że takiej hossy owczarskiej jaką mieliśmy na przełomie lat 70/80 /nie wspominając pierwszych powojennych lat/ już nie będzie i owce z inicjatywy samych baców na hale nie wrócą. Warto sobie jednak uświadomić, że godząc się na zejście owiec z gór i nie zatrzymując tam przynajmniej 3 - 4 stad, wyrządzamy i górom i sobie ogromną krzywdę, której przyszłe pokolenia mogą nam nie wybaczyć.
Górom, gdyż opuszczone przez owce hale zdziczeją, pokryje je szczaw alpejski /wiele już pokrył/, a później las - jeżeli tego lasu nie posadzą wcześniej właściciele hal.
Sobie - bo pozbawiamy turystów jednej z największych atrakcji naszych Beskidów, jaką są przepiękne, niezapomniane panoramy rozlegające się z wielu podszytowych hal. Pozbawiamy ich ciekawego elementu kultury pasterskiej Wołochów, dzwoneczków owiec, śpiewu i pohukiwania juhasów. Pozbawiamy wreszcie siebie tych pięknych ukwieconych hal - swoistego rodzaju "perfumerii", które swoimi aromatami wzbogacają leśne fabryki tlenu. Oby przyszłe pokolenia nie złorzeczyły na nas, że nie podjęliśmy próby zachowania dla nich tego dziedzictwa.
Samym nawoływaniem, aby owce były wypasane w górach, nic zdziałać się nie da. Trzeba stworzyć takie warunki, aby bacowie byli zainteresowani powrotem na hale przynajmniej na 2- 3 miesiące w roku. Warunki takie otwierają się m.in. w pomocy finansowej, jaką może udzielać Unia Europejska w postaci dopłat za gospodarowanie na obszarach niekorzystnych dla upraw i hodowli; gospodarowanie zachowujące i chroniące środowisko naturalne, czy dopłat strukturalnych. Jest to jednak temat zbyt ważki, aby omówić go w ramach jednego artykułu
Drugim, bardzo szybko zanikającym elementem góralskiego krajobrazu jest ludowa architektura. Drewniane, niewielkie wiejskie chałupki, domki i szałasy budownictwa polaniarskiego, prawie od półwiecza zastępują okazałe wille i znowu nikt nie może się temu przeciwstawić. Taka jest cena postępu. Tylko, czy aby trzeba się godzić z bezpowrotną utratą "tych arcydzieł" ludowej architektury i patrzyć smętnie jak nam pozostanie tylko "Stara Karczma" w Jeleśni i to pytanie jak długo?
Kiedy gościliśmy na Żywiecczyźnie dziennikarzy ze Stowarzyszenia Polskich Mediów widziałem z jakim podziwem zwiedzali gospodarstwo agroturystyczne "Rancho Adama" w Pewli Ślemieńskiej i jak byli zachwyceni rozległą, przepiękną górską panoramą.
W gospodarstwie tym większość obiektów powstawała od nowa.
A gdyby tak znaleźć drugiego takiego pasjonata agroturystyki, pomóc mu w znalezieniu, zakupie i zamontowaniu odpowiednich starych obiektów, stwarzając coś na wzór mini skansenu, w którym wnętrze sypialń mogłoby stwarzać komfortowe warunki, zaś świetlica - pełniłaby zarazem funkcję izby regionalnej, a stołówka - równocześnie funkcję karczmy, o innych obiektach nie wspominając. Oczywiście, również z uwzględnieniem możliwości dopłat z UE, zachowując wartości kulturowe obiektów, co zapewniałby nadzór konserwatora. Myślę, że gdyby Zespół Beskidzkich Parków Krajobrazowych gospodarował na "własnych śmieciach", to przy życzliwym wsparciu i pomocy władz, przy zabieganiu o unijne fundusze, podobnych inicjatyw mogłoby być więcej, tworząc z Beskidów bajkową krainę, tak jak to ma miejsce na "Rancho Adama".
Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.