Beskidzkie Parki Krajobrazowe powinny działać samodzielnie
Jako
organizator pierwszego w województwie bielskim - Żywieckiego Parku
Krajobrazowego uważałem od początku i uważam nadal, że - teraz już
- Zespół Beskidzkich Parków Krajobrazowych powinien być niezależną
jednostką organizacyjną - bezpośrednio podporządkowaną wojewodzie
śląskiemu. Dawałem temu wielokrotnie wyraz, tak w wystąpieniach publicznych,
jak i w artykułach prasowych. Do ponownego zabrania głosu w tej sprawie
zdopingował mnie wywiad - pod tytułem "Dlaczego Jura", jaki
z dyrektorem Zespołu Parków Krajobrazowych woj. śląskiego - Markiem
Brodą, przeprowadziła Magdalena Kaszulanis, który ukazał się w Trybunie
z dnia 12-13 lipca br.
Rozumiem zachwyt dyrektora wartościami przyrodniczymi, krajobrazowymi
i historycznymi Jury.
Sam
miałem przyjemność poznać "co nieco" ten zakątek Polski
i podzielam... Jest się czym zachwycać. Tak jak podczas zwiedzania
Krakowa, jak żadnego z innych miast, człowiek odnosi wrażenie, że
stąpa śladami historii Polski, tak ruszając na wycieczkę po Jurze,
na każdym kroku napotyka na wielkie nazwiska związane z historią naszego
kraju, które nigdzie chyba indziej w Polsce z takim zagęszczeniem
nie występują.
Ileż to nazwisk wybitnych postaci kojarzy się z zamkiem Bonerów w
Ogrodzieńcu, siedzibą biskupów krakowskich w Siewierzu, niespotykanymi
ruinami zamku w Mirowie, czy potężną fortecą, jaką był niegdyś zamek
w Olsztynie. Ile niespodzianek mogą ukrywać w sobie wnętrza ziemi,
nad którą przed milionami lat przelewały się fale Oceanu Jurajskiego.
Jakie wreszcie ciekawe, wprost bajkowe krajobrazy, roztaczają się
przed wzrokiem turysty, kiedy zacznie wędrować "Szlakiem Orlich
Gniazd".
Rozumiem
zachwyt dyrektora i powiem więcej, umiejętne upowszechnianie tego
ogromnego, nagromadzonego tam kapitału, a szczególnie troska o zachowanie
tej przemawiającej do nas, na każdym kroku historii, winno być naczelnym
zadaniem dyrekcji Śląskich Parków Krajobrazowych.
Ale.... Chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że Beskidy są geograficznie
odrębną krainą, która po utworzeniu nowych województw, / część zachodnia
Beaskidów/ w większości znalazła się w granicach administracyjnych
woj. śląskiego. Śląsk może mieć z tego powód do dumy, gdyż Beskidy
Zachodnie pełniące jakby straż graniczną na naszych południowych rubieżach,
zaliczane są do najpiękniejszych zakątków kraju. Niezbyt wysokie,
pokryte dorodnymi lasami, z grzbietowo położonymi halami, zdaniem
prof. dr. hab. Ryszarda Kostucha, stanowią jakby naturalne sanatoria,
leczące duszę i ciało. Piękno górskiej przyrody, cisza leśnej głuszy
i ta niezmierzona dal jaka ukazuje się oczom turysty, wpływa kojąco
na jego psychikę. Zaś wysiłek przy ich zdobywaniu, połączony z wdychaniem
aromatycznego zapachu ziół i kwiatów bujnie porastających hale, to
gimnastyka połączona z najlepszą inhalacją. A kiedy w to wszystko
wpisze się jeszcze melodia owczych dzwoneczków, otrzymujemy pełną
- sanatoryjną - ofertę, z muzykoterapią włącznie.
I to jest największe, jedyne i niepowtarzalne bogactwo Beskidów, którego
zaprzepaścić nie powinniśmy, także z myślą o mieszkańcach Śląska.
Zupełnie inna jest więc rola - poza tą ogólną: bronić i chronić Beskidzkich
Parków Krajobrazowych, od tej jaką mają do spełnienia Śląskie i połączenie
ich w jeden organizm przynosi i przynosić będzie tym pierwszym ich
degradację. Przynosi i przynosić będzie, gdyż w Będzinie specyfiki
Beskidów się nie czuje - nie chcę powiedzieć nie docenia, chociaż
upoważniałaby mnie do tego odpowiedź dyrektora, który na pytanie dziennikarki:
"Jura może stać się konkurencyjna wobec Beskidów?", odpowiada:
"Jura jest bezkonkurencyjna...". Odpowiedź uważam za nieporozumienie,
bo o jakiej konkurencji tu mówić i kto to mówi? Wypowiedź pozostawiam
bez komentarza.
Beskidy, podobnie jak Jura, mają swoją doniosłą rolę do spełnienia
i zadaniem Parków winien być aktywny udział w jej wypełnianiu. Trudno
mi sobie wyobrazić taki udział Beskidzkich Parków, przy ich ubezwłasnowolnieniu
i zdalnym sterowaniu.
Za jedną z najważniejszych i najpilniejszych spraw dla Beskidów uważam
wyhamowanie procesu schodzenia z owcami z gór i wiążącej się z tym
degradacji hal. Kiedy powoływaliśmy do życia Żywiecki Park Krajobrazowy,
na jego terenie wypasanych było kilka stad /kierdeli/ owiec. Owce
spotkać można było na Wielkiej Raczy, Praszywce, Będoszce, Rycerzowej,
Muńcule, Krawców Wierchu, Lipowskiej, Pawlusiej oraz w rejonie Pilska
i Uszczawnego. Dzisiaj na Będoszce i Rycerzowej wypasa owce RSP "Płomień"
z Milówki, w dole pod Pilskiem na polanach nad "Jontkiem"
/czyli już zszedł z gór/ baca Majewski z Korbielowa i... kto jeszcze?
Nie ma się co dziwić, że owce schodzą z gór, bo: po pierwsze - owczarstwo
stało się nieopłacalne, po drugie - kto każe bacy drapać się z owcami
wysoko w góry, skoro niżej pod lasami na polanach jest miejsca do
wypasu, a miejsca.
Jest oczywiste, że takiej hossy owczarskiej jaką mieliśmy na przełomie
lat 70/80 /nie wspominając pierwszych powojennych lat/ już nie będzie
i owce z inicjatywy samych baców na hale nie wrócą. Warto sobie jednak
uświadomić, że godząc się na zejście owiec z gór i nie zatrzymując
tam przynajmniej 3 - 4 stad, wyrządzamy i górom i sobie ogromną krzywdę,
której przyszłe pokolenia mogą nam nie wybaczyć.
Górom, gdyż opuszczone przez owce hale zdziczeją, pokryje je szczaw
alpejski /wiele już pokrył/, a później las - jeżeli tego lasu nie
posadzą wcześniej właściciele hal.
Sobie - bo pozbawiamy turystów jednej z największych atrakcji naszych
Beskidów, jaką są przepiękne, niezapomniane panoramy rozlegające się
z wielu podszytowych hal. Pozbawiamy ich ciekawego elementu kultury
pasterskiej Wołochów, dzwoneczków owiec, śpiewu i pohukiwania juhasów.
Pozbawiamy wreszcie siebie tych pięknych ukwieconych hal - swoistego
rodzaju "perfumerii", które swoimi aromatami wzbogacają
leśne fabryki tlenu. Oby przyszłe pokolenia nie złorzeczyły na nas,
że nie podjęliśmy próby zachowania dla nich tego dziedzictwa.
Samym nawoływaniem, aby owce były wypasane w górach, nic zdziałać
się nie da. Trzeba stworzyć takie warunki, aby bacowie byli zainteresowani
powrotem na hale przynajmniej na 2- 3 miesiące w roku. Warunki takie
otwierają się m.in. w pomocy finansowej, jaką może udzielać Unia Europejska
w postaci dopłat za gospodarowanie na obszarach niekorzystnych dla
upraw i hodowli; gospodarowanie zachowujące i chroniące środowisko
naturalne, czy dopłat strukturalnych. Jest to jednak temat zbyt ważki,
aby omówić go w ramach jednego artykułu
Drugim, bardzo szybko zanikającym elementem góralskiego krajobrazu
jest ludowa architektura. Drewniane, niewielkie wiejskie chałupki,
domki i szałasy budownictwa polaniarskiego, prawie od półwiecza zastępują
okazałe wille i znowu nikt nie może się temu przeciwstawić. Taka jest
cena postępu. Tylko, czy aby trzeba się godzić z bezpowrotną utratą
"tych arcydzieł" ludowej architektury i patrzyć smętnie
jak nam pozostanie tylko "Stara Karczma" w Jeleśni i to
pytanie jak długo?
Kiedy gościliśmy na Żywiecczyźnie dziennikarzy ze Stowarzyszenia Polskich
Mediów widziałem z jakim podziwem zwiedzali gospodarstwo agroturystyczne
"Rancho Adama" w Pewli Ślemieńskiej i jak byli zachwyceni
rozległą, przepiękną górską panoramą.
W gospodarstwie tym większość obiektów powstawała od nowa.
A gdyby tak znaleźć drugiego takiego pasjonata agroturystyki, pomóc
mu w znalezieniu, zakupie i zamontowaniu odpowiednich starych obiektów,
stwarzając coś na wzór mini skansenu, w którym wnętrze sypialń mogłoby
stwarzać komfortowe warunki, zaś świetlica - pełniłaby zarazem funkcję
izby regionalnej, a stołówka - równocześnie funkcję karczmy, o innych
obiektach nie wspominając. Oczywiście, również z uwzględnieniem możliwości
dopłat z UE, zachowując wartości kulturowe obiektów, co zapewniałby
nadzór konserwatora. Myślę, że gdyby Zespół Beskidzkich Parków Krajobrazowych
gospodarował na "własnych śmieciach", to przy życzliwym
wsparciu i pomocy władz, przy zabieganiu o unijne fundusze, podobnych
inicjatyw mogłoby być więcej, tworząc z Beskidów bajkową krainę, tak
jak to ma miejsce na "Rancho Adama".
Antoni Urbaniec