Nad Sołą i Koszarawą - nr 16 (119) - rok  VI - 15 Sierpień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Przychodzi wegetarianin do... czyli: UWAGA-PROBLEM!

Że niełatwo jest być wegetarianinem, o tym jest przekonana większość społeczeństwa, jednak co do powodów potencjalnych trudności nie ma jednoznacznej opinii. Faktem jednak jest, że zdanie na ten temat zasadniczo różnicuje tzw. teoretyków i praktyków wegetarianizmu. Otóż, człowiek, który ze smakiem zajada się hamburgerem (od McDonalda na dodatek) wyobraża sobie zapewne, że najtrudniejszą rzeczą jest ciągłe odmawianie sobie tej niewątpliwej przyjemności, jaką jest pożeranie padliny. Natomiast my wiemy doskonale, że to żaden problem - na pewnym etapie diety mięso już nie tylko nie kusi, ale wręcz śmierdzi, więc powstrzymywanie się od niejedzenia go nie kosztuje zbyt wiele wysiłku. Są jednak sytuacje, kiedy ten sposób życia staje się uciążliwy, czasami wręcz nieznośny. A to wszystko przez brak zrozumienia ze strony tych, z którymi się stykamy na co dzień.
Sytuacji trudnych jest wiele. Spotykają nas one z prostego powodu - bo jesteśmy inni, a "odmieńcy" nigdy nie mieli łatwego życia. Przedstawię tu kilka przykładowych epizodów z życia codziennego, na razie jako odzwierciedlenie wagi problemu, w następnych numerach przyjrzymy się im bliżej.
PRZYCHODZI WEGETARIANIN DO...
- stołówki studenckiej. Czyta uważnie jadłospis, w końcu znajduje coś bezmięsnego: pierogi ruskie. Przy ladzie jeszcze się upewnia: "Czy w środku na pewno nie ma tłuszczu zwierzęcego?" Nie ma. Tylko ser i ziemniaki. Zamawia więc. Otrzymuje talerz pierogów polanych smalcem ze skwarkami!
- cioci na imieniny. Konsekwentnie odmawia spożycia większości potraw. Rodzina spekuluje, czy się czasem nie odchudza (a przecież to już skóra i kości). W końcu tłumaczy, że po prostu nie je mięsa. Od tej pory zaczynają się spekulacje nad przynależnością do jakiejś sekty.
- sklepu. Chce kupić zupkę w proszku czy coś podobnego. Pyta więc o skład tego czegoś. Ekspedientka nie jest zachwycona perspektywą studiowania ingrediencji danego produktu, więc zaraz twierdzi, że grochóweczka jak najbardziej roślinna. Natomiast w sklepach samoobsługowych gapiący się w opakowania kolejnych produktów klient z miejsca wzbudza podejrzenia i żywe zainteresowanie ochrony.
- lekarza - w końcu. No więc chory wegetarianin sam jest sobie winien, bo nie je mięsa. I nieważne tu jest akurat, czy zachorował na grypę, czy może na ospę wietrzną, czy też złamał sobie rękę. Wiadomo - jakby jadł mięso, to byłoby inaczej.
Myślę, że komentarz jest niepotrzebny, dlatego ograniczę się do prośby-litości!
Patrycja Szostok (wegetarianka)

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.