Przychodzi wegetarianin do... czyli: UWAGA-PROBLEM!
Że niełatwo jest być wegetarianinem, o tym jest przekonana
większość społeczeństwa, jednak co do powodów potencjalnych trudności
nie ma jednoznacznej opinii. Faktem jednak jest, że zdanie na ten
temat zasadniczo różnicuje tzw. teoretyków i praktyków wegetarianizmu.
Otóż, człowiek, który ze smakiem zajada się hamburgerem (od McDonalda
na dodatek) wyobraża sobie zapewne, że najtrudniejszą rzeczą jest
ciągłe odmawianie sobie tej niewątpliwej przyjemności, jaką jest pożeranie
padliny. Natomiast my wiemy doskonale, że to żaden problem - na pewnym
etapie diety mięso już nie tylko nie kusi, ale wręcz śmierdzi, więc
powstrzymywanie się od niejedzenia go nie kosztuje zbyt wiele wysiłku.
Są jednak sytuacje, kiedy ten sposób życia staje się uciążliwy, czasami
wręcz nieznośny. A to wszystko przez brak zrozumienia ze strony tych,
z którymi się stykamy na co dzień.
Sytuacji trudnych jest wiele. Spotykają nas one z prostego powodu
- bo jesteśmy inni, a "odmieńcy" nigdy nie mieli łatwego
życia. Przedstawię tu kilka przykładowych epizodów z życia codziennego,
na razie jako odzwierciedlenie wagi problemu, w następnych numerach
przyjrzymy się im bliżej.
PRZYCHODZI WEGETARIANIN DO...
- stołówki studenckiej. Czyta uważnie jadłospis, w końcu znajduje
coś bezmięsnego: pierogi ruskie. Przy ladzie jeszcze się upewnia:
"Czy w środku na pewno nie ma tłuszczu zwierzęcego?" Nie
ma. Tylko ser i ziemniaki. Zamawia więc. Otrzymuje talerz pierogów
polanych smalcem ze skwarkami!
- cioci na imieniny. Konsekwentnie odmawia spożycia większości potraw.
Rodzina spekuluje, czy się czasem nie odchudza (a przecież to już
skóra i kości). W końcu tłumaczy, że po prostu nie je mięsa. Od tej
pory zaczynają się spekulacje nad przynależnością do jakiejś sekty.
- sklepu. Chce kupić zupkę w proszku czy coś podobnego. Pyta więc
o skład tego czegoś. Ekspedientka nie jest zachwycona perspektywą
studiowania ingrediencji danego produktu, więc zaraz twierdzi, że
grochóweczka jak najbardziej roślinna. Natomiast w sklepach samoobsługowych
gapiący się w opakowania kolejnych produktów klient z miejsca wzbudza
podejrzenia i żywe zainteresowanie ochrony.
- lekarza - w końcu. No więc chory wegetarianin sam jest sobie winien,
bo nie je mięsa. I nieważne tu jest akurat, czy zachorował na grypę,
czy może na ospę wietrzną, czy też złamał sobie rękę. Wiadomo - jakby
jadł mięso, to byłoby inaczej.
Myślę, że komentarz jest niepotrzebny, dlatego ograniczę się do prośby-litości!
Patrycja Szostok (wegetarianka)