Ludobójstwo na wołyniu (część II)
W przebiegu mordów na Polakach na Wołyniu można wyróżnić trzy
typy napadów.
Pierwszy typ napadów dotyczył dużych kolonii czysto polskich lub z
przewagą ludności polskiej, podczas których dążono do unicestwienia
w całości mieszkającej w nich ludności polskiej. Ponieważ wymagało
to koncentrowania większych sił napastników i dobrej organizacji,
w jednym czasie dokonywano tego typu napadów na kilka blisko położonych
kolonii, a także, niejako przy okazji, starano się wymordować Polaków
mieszkających jeszcze w okolicznych wsiach ukraińskich i sąsiedzkich
niewielkich futorach polskich. Jeżeli nie udało się wymordować wszystkich
mieszkańców w jednym napadzie, a mimo zagrożenia nie uciekli, następował
kolejny napad.
Napady na większe miejscowości polskie przebiegały według następującego
schematu. Działano z zaskoczenia i wybierano porę, gdy prawie wszyscy
znajdowali się na terenie swoich gospodarstw - o świcie, w nocy, a
gdy mieszkańcy nie nocowali w domach, to w dzień podczas prac gospodarskich.
Często rozpuszczano pogłoski, że do Polaków żyjących w określonej
miejscowości nikt nie ma zastrzeżeń i żaden napad nie grozi, a nawet
grożono, że opuszczający swoje siedziby i przenoszący się do miast,
zostaną uznani za wrogów Ukrainy. Wieś lub kolonia były otaczane kordonem
striłciw UPA, tj. uzbrojonych w broń palną, których zadaniem było
strzelanie do uciekających. Byli oni ubrani w różne mundury: policji
ukraińskiej, niemieckie, przedwojenne polskie, sowieckie. Pozostali
napastnicy, członkowie SKW (Samoobronnyje Kuszczowy Widdiiy) oraz
Ukraińcy formalnie nie należący do nacjonalistycznej formacji, wyposażeni
w siekiery, noże, widły, kosy ustawione na sztorc, bagnety, kołki,
łomy i różne narzędzia gospodarskie, jak np. młotki do zabijania zwierząt
gospodarskich, rozchodzili się po osadzie i ludzi zastanych w domach,
obejściach, ogrodach mordowali, stosując okrucieństwa. Mordom towarzyszyły
wyzwiska. Wśród napastników Polacy rozpoznawali znanych im Ukraińców,
w tym nawet kobiety i wyrostków. W wielu przypadkach w celu usprawnienia
mordu większej liczby osób gromadzono ludzi w jednym miejscu - szkole,
stodole, albo korzystano z obecności ludzi w kościele, przybyłych
na mszę św. (np. Kisielin /gm. Kisielin, pow. Horochów/, Krymno /gm.
Krymno, pow. Kowel/, w pow. włodzimierskim: Chrynów i Zabłoćce /gm.
Grzybowica/, Przewały /gm. Olesk/, Poryck /gm. Poryck/) czy też zgromadzonych
w kościele lub kaplicy w celu schronienia się tam lub obrony (np.
Międzyrzec /gm. Międzyrzec, pow. Równe/, Włodzimierzec /gm. Włodzimierzec,
pow. Sarny/). W takich okolicznościach zginęli Polacy w 14 obiektach
sakralnych, natomiast podczas napadów na 6 obiektów sakralnych wypełnionych
uchodźcami obyło się bez ofiar dzięki skutecznej obronie. Budynki
z pomordowanymi i rannymi były podpalane.
Teren wsi czy kolonii był starannie przeszukiwany, a ofiary wyciągane
z różnych kryjówek. Na uciekinierów urządzano obławy w polach, lasach
i na drogach. W południowej części pow. włodzimierskiego, w celu utrudnienia
ucieczki, przed likwidacją polskich osiedli w dniach 11-12 lipca 1943
r., pozrywano mosty i kładki na rzekach. Tropienie niedobitków trwało
wiele dni po likwidacji polskich osiedli. Ludzie "cudem uratowani"
w jednym miejscu, ginęli nieraz w innym. Z jednej strony sposób dokonywania
rzezi wskazywał na pośpiech, a z drugiej strony nie żałowano czasu
na pastwienie się nad ofiarami. Barbarzyńskie, odrażające sposoby
mordowania stosowano nawet wobec dzieci. Wiele ofiar konało długo
w straszliwych męczarniach, a ciężko okaleczeni ludzie niejednokrotnie
przeżyli jakby wbrew prawom biologii. Ofiarami mordów byli wszyscy
Polacy bez względu na wiek i płeć. Dla nacjonalistów nie miały znaczenia
długi wdzięczności wobec ofiar, czyjeś zasługi dla ukraińskiej społeczności
lokalnej, uprzednie przyjazne stosunki. Mordowani byli również Polacy
wyznania prawosławnego (na Wołyniu nieliczni) oraz osoby, które przeszły
z prawosławia na katolicyzm, a więc uznane za Ukraińców - zdrajców.
Drugi typ napadów był skierowany przeciwko Polakom mieszkającym we
wsiach ukraińskich i koloniach o ludności mieszanej, gospodarstwach
polskich położonych na uboczu, futorach składających się z kilku gospodarstw
polskich, których na Wołyniu było wiele. Podczas tych napadów wystarczała
mała grupa napastników działających z zaskoczenia. Szanse uratowania
się były żadne lub niewielkie, zazwyczaj wynikające ze splotu okoliczności
sprzyjających udanej ucieczce. Rozproszenie Polaków na wołyńskiej
wsi znakomicie ułatwiało mordowanie.
Trzeci typ napadów dotyczył pojedynczych osób i kilkuosobowych grupek
Polaków, których mordowało, w zależności od liczby ofiar, od jednego
do trzech-czterech upowców. Ofiarami byli: udający się do innych miejscowości
w różnych sprawach; uciekający z rodzimej miejscowości do bezpieczniejszej;
powracający do swoich gospodarstw, po wcześniejszej ucieczce - po
żywność albo z nostalgii za swoją siedzibą, żeby zobaczyć, co się
z nią stało; podstępnie wywabieni przez napastników ze wsi lub kolonii;
ludzie starsi, którzy pozostawali na swych gospodarstwach, mimo ucieczki
wszystkich innych Polaków ze wsi lub kolonii, w przekonaniu, że "starzy
nie wadzą nikomu"; pracujący w polu.
OUN-UPA posunęła się nawet do zorganizowania w powiecie włodzimierskim
w gminie Werba polskiego oddziału partyzanckiego, który razem z ukraińskim
miał walczyć przeciw Niemcom. Zwerbowano nauczyciela i kilkudziesięciu
młodych ludzi z około 10 wsi i kolonii wokół Swojczowa i wszystkich
wymordowano 11 lipca 1943 r. koło Dominopola (gm. Werba, pow. Włodzimierz
Woł.).
Wspólną cechą ukraińskiego ludobójstwa było niesłychane okrucieństwo,
połączone z rabunkiem mienia i paleniem gospodarstw, a także niszczeniem
materialnych śladów polskiej presence na Wołyniu, jak kościoły, kaplice,
dwory i całe majątki, sady, ogrody, parki.
Parę słów komentarza wymaga sprawa wspomnianych okrucieństw, praktykowanych
powszechnie przez bojówkarzy UPA i wspomagającą ich ludność ukraińską,
którym ofiary poddawane były niezależnie od wieku i płci. W tym miejscu
zacytujemy wymowny opis: "Trupy złożono pod domem w rząd, począwszy
od ojca staruszka, obok jego żonę, następnie zięcia, córkę, otoczoną
trojgiem dzieci. Wszystko to razem z wystawionymi obok trumnami robiło
niesamowite wrażenie. Zięć (Ukrainiec), patrzący pustymi oczodołami
(wydłubano mu oczy), cały pokłuty przykuwał do siebie uwagę. Jego
żona z wybitymi z dolnej szczęki zębami, pokłutą piersią i troje dzieci
z połamanymi rękoma w ramionach i przedramionami oraz nogami również
połamanymi w udach i goleniach. Po prostu dech zapierało swoim bestialstwem.
Dziwny spokój malował się na twarzach pomordowanych, zupełnie nie
harmonizującymi z ranami, zadanymi siekierą w kark matce-staruszce
(lat około 60) oraz w głowę chłopcu i ojcu staruszkowi (lat 70)".
Podobne lub gorsze obrazy fotografowali Niemcy, gdy przyjeżdżali do
napadniętych miejscowości na interwencję Polaków. Robiły na nich wrażenie,
chociaż akurat Niemcy też popełniali zbrodnie wzbudzające odrazę:
"Niemcy nieraz mówią na temat potworności mordów dokonanych na
Polakach, że na zachodzie nikt nie uwierzyłby w takie barbarzyństwo".
Owe okrucieństwa zadawano nie tylko Polakom, ale wszystkim uznanym
za wrogów czy przeciwników, nieprzychylnym, krytykującym OUN-UPA,
uchylającym się od wstąpienia do UPA, pomagającym Polakom, a więc
także Ukraińcom, Czechom itd. Np. w kolonii Glinne (gm. Kołki, pow.
Łuck) za protestowanie przeciw mordowaniu Polaków ukraińskie małżeństwo
zostało związane drutem kolczastym i powieszone, a ich córce obcięto
piersi; we wsi Martynówka (gm. Diatkiewicze, pow. Równe) dwóm dziewczętom
czeskim rozpruto brzuchy; jeńcowi sowieckiemu o imieniu Tichon, pracującemu
we wsi Tajkury (gm. Zdołbica, pow. Zdołbunów), który oświadczył, że
nie wierzy, by Ukraina stała się samostijna, Ukraińcy przepiłowali
uda, a potem brzuch.
Niewyobrażalna wprost nienawiść, dla której nie może być żadnego uzasadnienia
we wspólnej polsko-ukraińskiej przeszłości, znajdowała wyraz nie tylko
w bezwzględnym unicestwianiu Polaków, ale i demonstrowaniu w trakcie
lub bezpośrednio po zbrodni triumfu oraz profanowaniu zwłok.
Nienawiść, o której mowa wyżej, dotknęła również rodziny polsko-ukraińskie,
które zależnie od okoliczności ginęły w całości lub w części, tj.
jedno z małżonków lub rodziców oraz dzieci. Eliminowanie tych rodzin
było uzasadniane skażeniem ukraińskiej krwi polską (zob. Chorupań,
gm. Młynów, pow. Dubno). Używane były przez Ukraińców pogardliwe nazwy
dla tych rodzin: kryżaki - małżeństwa polsko-ukraińskie i pokurczi
- dzieci z takich małżeństw.. Mordowanie rodzin polsko-ukraińskich
lub ich członków było dokonywane najczęściej przez bojówki UPA, ale
zdarzało się, że mordercami byli dalsi krewni o przekonaniach nacjonalistycznych
oraz mężowie czy żony (te ostatnie wyjątkowo). Jeśli chodzi o morderców
mężów, to przeważnie byli oni zmuszeni do tego przez OUN-UPA pod groźbą
śmierci, choć były nieliczne przypadki zamordowania z powodu "zrozumienia
popełnionego wcześniej błędu przy ożenku". Większość mężów Ukraińców
odmawiała zamordowania żony, co było równoznaczne ze śmiercią.
Na podstawie: Władysława Siemaszki i Ewy Siemaszko - Ludobójstwo
dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia
1939 - 1945 oraz www. Genocide.pl - opracował Hieronim Woźniak.