Nad Sołą i Koszarawą - nr 16 (119) - rok  VI - 15 Sierpień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Ludobójstwo na wołyniu (część II)


W przebiegu mordów na Polakach na Wołyniu można wyróżnić trzy typy napadów.
Pierwszy typ napadów dotyczył dużych kolonii czysto polskich lub z przewagą ludności polskiej, podczas których dążono do unicestwienia w całości mieszkającej w nich ludności polskiej. Ponieważ wymagało to koncentrowania większych sił napastników i dobrej organizacji, w jednym czasie dokonywano tego typu napadów na kilka blisko położonych kolonii, a także, niejako przy okazji, starano się wymordować Polaków mieszkających jeszcze w okolicznych wsiach ukraińskich i sąsiedzkich niewielkich futorach polskich. Jeżeli nie udało się wymordować wszystkich mieszkańców w jednym napadzie, a mimo zagrożenia nie uciekli, następował kolejny napad.
Napady na większe miejscowości polskie przebiegały według następującego schematu. Działano z zaskoczenia i wybierano porę, gdy prawie wszyscy znajdowali się na terenie swoich gospodarstw - o świcie, w nocy, a gdy mieszkańcy nie nocowali w domach, to w dzień podczas prac gospodarskich. Często rozpuszczano pogłoski, że do Polaków żyjących w określonej miejscowości nikt nie ma zastrzeżeń i żaden napad nie grozi, a nawet grożono, że opuszczający swoje siedziby i przenoszący się do miast, zostaną uznani za wrogów Ukrainy. Wieś lub kolonia były otaczane kordonem striłciw UPA, tj. uzbrojonych w broń palną, których zadaniem było strzelanie do uciekających. Byli oni ubrani w różne mundury: policji ukraińskiej, niemieckie, przedwojenne polskie, sowieckie. Pozostali napastnicy, członkowie SKW (Samoobronnyje Kuszczowy Widdiiy) oraz Ukraińcy formalnie nie należący do nacjonalistycznej formacji, wyposażeni w siekiery, noże, widły, kosy ustawione na sztorc, bagnety, kołki, łomy i różne narzędzia gospodarskie, jak np. młotki do zabijania zwierząt gospodarskich, rozchodzili się po osadzie i ludzi zastanych w domach, obejściach, ogrodach mordowali, stosując okrucieństwa. Mordom towarzyszyły wyzwiska. Wśród napastników Polacy rozpoznawali znanych im Ukraińców, w tym nawet kobiety i wyrostków. W wielu przypadkach w celu usprawnienia mordu większej liczby osób gromadzono ludzi w jednym miejscu - szkole, stodole, albo korzystano z obecności ludzi w kościele, przybyłych na mszę św. (np. Kisielin /gm. Kisielin, pow. Horochów/, Krymno /gm. Krymno, pow. Kowel/, w pow. włodzimierskim: Chrynów i Zabłoćce /gm. Grzybowica/, Przewały /gm. Olesk/, Poryck /gm. Poryck/) czy też zgromadzonych w kościele lub kaplicy w celu schronienia się tam lub obrony (np. Międzyrzec /gm. Międzyrzec, pow. Równe/, Włodzimierzec /gm. Włodzimierzec, pow. Sarny/). W takich okolicznościach zginęli Polacy w 14 obiektach sakralnych, natomiast podczas napadów na 6 obiektów sakralnych wypełnionych uchodźcami obyło się bez ofiar dzięki skutecznej obronie. Budynki z pomordowanymi i rannymi były podpalane.
Teren wsi czy kolonii był starannie przeszukiwany, a ofiary wyciągane z różnych kryjówek. Na uciekinierów urządzano obławy w polach, lasach i na drogach. W południowej części pow. włodzimierskiego, w celu utrudnienia ucieczki, przed likwidacją polskich osiedli w dniach 11-12 lipca 1943 r., pozrywano mosty i kładki na rzekach. Tropienie niedobitków trwało wiele dni po likwidacji polskich osiedli. Ludzie "cudem uratowani" w jednym miejscu, ginęli nieraz w innym. Z jednej strony sposób dokonywania rzezi wskazywał na pośpiech, a z drugiej strony nie żałowano czasu na pastwienie się nad ofiarami. Barbarzyńskie, odrażające sposoby mordowania stosowano nawet wobec dzieci. Wiele ofiar konało długo w straszliwych męczarniach, a ciężko okaleczeni ludzie niejednokrotnie przeżyli jakby wbrew prawom biologii. Ofiarami mordów byli wszyscy Polacy bez względu na wiek i płeć. Dla nacjonalistów nie miały znaczenia długi wdzięczności wobec ofiar, czyjeś zasługi dla ukraińskiej społeczności lokalnej, uprzednie przyjazne stosunki. Mordowani byli również Polacy wyznania prawosławnego (na Wołyniu nieliczni) oraz osoby, które przeszły z prawosławia na katolicyzm, a więc uznane za Ukraińców - zdrajców.
Drugi typ napadów był skierowany przeciwko Polakom mieszkającym we wsiach ukraińskich i koloniach o ludności mieszanej, gospodarstwach polskich położonych na uboczu, futorach składających się z kilku gospodarstw polskich, których na Wołyniu było wiele. Podczas tych napadów wystarczała mała grupa napastników działających z zaskoczenia. Szanse uratowania się były żadne lub niewielkie, zazwyczaj wynikające ze splotu okoliczności sprzyjających udanej ucieczce. Rozproszenie Polaków na wołyńskiej wsi znakomicie ułatwiało mordowanie.
Trzeci typ napadów dotyczył pojedynczych osób i kilkuosobowych grupek Polaków, których mordowało, w zależności od liczby ofiar, od jednego do trzech-czterech upowców. Ofiarami byli: udający się do innych miejscowości w różnych sprawach; uciekający z rodzimej miejscowości do bezpieczniejszej; powracający do swoich gospodarstw, po wcześniejszej ucieczce - po żywność albo z nostalgii za swoją siedzibą, żeby zobaczyć, co się z nią stało; podstępnie wywabieni przez napastników ze wsi lub kolonii; ludzie starsi, którzy pozostawali na swych gospodarstwach, mimo ucieczki wszystkich innych Polaków ze wsi lub kolonii, w przekonaniu, że "starzy nie wadzą nikomu"; pracujący w polu.
OUN-UPA posunęła się nawet do zorganizowania w powiecie włodzimierskim w gminie Werba polskiego oddziału partyzanckiego, który razem z ukraińskim miał walczyć przeciw Niemcom. Zwerbowano nauczyciela i kilkudziesięciu młodych ludzi z około 10 wsi i kolonii wokół Swojczowa i wszystkich wymordowano 11 lipca 1943 r. koło Dominopola (gm. Werba, pow. Włodzimierz Woł.).
Wspólną cechą ukraińskiego ludobójstwa było niesłychane okrucieństwo, połączone z rabunkiem mienia i paleniem gospodarstw, a także niszczeniem materialnych śladów polskiej presence na Wołyniu, jak kościoły, kaplice, dwory i całe majątki, sady, ogrody, parki.
Parę słów komentarza wymaga sprawa wspomnianych okrucieństw, praktykowanych powszechnie przez bojówkarzy UPA i wspomagającą ich ludność ukraińską, którym ofiary poddawane były niezależnie od wieku i płci. W tym miejscu zacytujemy wymowny opis: "Trupy złożono pod domem w rząd, począwszy od ojca staruszka, obok jego żonę, następnie zięcia, córkę, otoczoną trojgiem dzieci. Wszystko to razem z wystawionymi obok trumnami robiło niesamowite wrażenie. Zięć (Ukrainiec), patrzący pustymi oczodołami (wydłubano mu oczy), cały pokłuty przykuwał do siebie uwagę. Jego żona z wybitymi z dolnej szczęki zębami, pokłutą piersią i troje dzieci z połamanymi rękoma w ramionach i przedramionami oraz nogami również połamanymi w udach i goleniach. Po prostu dech zapierało swoim bestialstwem. Dziwny spokój malował się na twarzach pomordowanych, zupełnie nie harmonizującymi z ranami, zadanymi siekierą w kark matce-staruszce (lat około 60) oraz w głowę chłopcu i ojcu staruszkowi (lat 70)". Podobne lub gorsze obrazy fotografowali Niemcy, gdy przyjeżdżali do napadniętych miejscowości na interwencję Polaków. Robiły na nich wrażenie, chociaż akurat Niemcy też popełniali zbrodnie wzbudzające odrazę: "Niemcy nieraz mówią na temat potworności mordów dokonanych na Polakach, że na zachodzie nikt nie uwierzyłby w takie barbarzyństwo". Owe okrucieństwa zadawano nie tylko Polakom, ale wszystkim uznanym za wrogów czy przeciwników, nieprzychylnym, krytykującym OUN-UPA, uchylającym się od wstąpienia do UPA, pomagającym Polakom, a więc także Ukraińcom, Czechom itd. Np. w kolonii Glinne (gm. Kołki, pow. Łuck) za protestowanie przeciw mordowaniu Polaków ukraińskie małżeństwo zostało związane drutem kolczastym i powieszone, a ich córce obcięto piersi; we wsi Martynówka (gm. Diatkiewicze, pow. Równe) dwóm dziewczętom czeskim rozpruto brzuchy; jeńcowi sowieckiemu o imieniu Tichon, pracującemu we wsi Tajkury (gm. Zdołbica, pow. Zdołbunów), który oświadczył, że nie wierzy, by Ukraina stała się samostijna, Ukraińcy przepiłowali uda, a potem brzuch.
Niewyobrażalna wprost nienawiść, dla której nie może być żadnego uzasadnienia we wspólnej polsko-ukraińskiej przeszłości, znajdowała wyraz nie tylko w bezwzględnym unicestwianiu Polaków, ale i demonstrowaniu w trakcie lub bezpośrednio po zbrodni triumfu oraz profanowaniu zwłok.
Nienawiść, o której mowa wyżej, dotknęła również rodziny polsko-ukraińskie, które zależnie od okoliczności ginęły w całości lub w części, tj. jedno z małżonków lub rodziców oraz dzieci. Eliminowanie tych rodzin było uzasadniane skażeniem ukraińskiej krwi polską (zob. Chorupań, gm. Młynów, pow. Dubno). Używane były przez Ukraińców pogardliwe nazwy dla tych rodzin: kryżaki - małżeństwa polsko-ukraińskie i pokurczi - dzieci z takich małżeństw.. Mordowanie rodzin polsko-ukraińskich lub ich członków było dokonywane najczęściej przez bojówki UPA, ale zdarzało się, że mordercami byli dalsi krewni o przekonaniach nacjonalistycznych oraz mężowie czy żony (te ostatnie wyjątkowo). Jeśli chodzi o morderców mężów, to przeważnie byli oni zmuszeni do tego przez OUN-UPA pod groźbą śmierci, choć były nieliczne przypadki zamordowania z powodu "zrozumienia popełnionego wcześniej błędu przy ożenku". Większość mężów Ukraińców odmawiała zamordowania żony, co było równoznaczne ze śmiercią.

Na podstawie: Władysława Siemaszki i Ewy Siemaszko - Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 - 1945 oraz www. Genocide.pl - opracował Hieronim Woźniak.


do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.