Nad Sołą i Koszarawą - nr 15 (118) - rok  VI - 1 Sierpień 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



NOC KRAWCULI

W nocy z 27 na 28 czerwca odbył się nocny marsz na trasie Żywiec - Krawców Wierch - NOC KRAWCULI. Początek wyznaczony był na żywieckim rynku, gdzie stawiło się 15 osób. Po wpisaniu się na listę i otrzymaniu plakietek marszowych, o 22.15 wyruszyliśmy podążając w nieznane za niebieskim szlakiem...
Chcąc jak najszybciej zostawić za sobą wszelkie oznaki cywilizacji, szybkim tempem dotarliśmy do Trzebini, gdzie rozpoczęliśmy wędrówkę po beskidzkim trakcie. Wznosząc się coraz wyżej, o 23.35 osiągnęliśmy wierzchołek Tokarki, gdzie zrobiliśmy pierwszy dłuższy postój. Wtedy też zapewne do każdego z nas dotarła myśl, że jako jedyni o tej porze nie śpimy smacznie w łóżkach, tylko "szalejemy" gdzieś po górach. A utwierdziliśmy się w tym przekonaniu spoglądając na roztaczającą się rozległą panoramę na rozświetlone dolinki w dole, i podnosząc nasze głowy, gdzie migotały swym blaskiem miliony gwiazd... Już wtedy odczuło się klimat tej nocy.
Dalszy odcinek niebieskiego szlaku przedstawiał się niezwykle mile i pozwolił nam odpocząć nieco od podejścia pod Tokarkę. I pomyślałby kto, że taka górka a może człowieka przypocić... Lecz już niestety kawałek dalej dała o sobie znać noc i słaba bądź co bądź widoczność i nie obyło się bez "bezszlakowego odcinka" NOCY KRAWCULI.
Dochodząc do Przełęczy U Poloka, gdzie wyznaczyliśmy sobie następny postój, gdyż tam miały dołączyć do nas kolejne 3 osoby, już nie jeden z nas myślał o kanapce w plecaku... Na miejsce dotarliśmy o 1.05. Tu już głodni i nieco zmęczeni drogą, zrobiliśmy sobie półgodzinny odpoczynek. Rozpoczynając dalsze trasę każdy już miał na sobie co cieplejsze ubrania, bo postój wystudził nasze organizmy. Sopotnia Mała przywitała nas "na dzień dobry" błotnistym szlakiem, który to szybko ustąpił miejsca dość intensywnemu podejściu. I tak jak przypuszczaliśmy był to najcięższy odcinek całej trasy, bo grupa bardzo szybko się automatycznie wydłużała i w ten sposób konieczna była większa ilość króciutkich przerw "na połączenie się". Lecz tu na szczęście dał o sobie znać "beskidzki typ szlaku", który równie przyjemnie, co szybko pozwolił nam na dotarcie do Polany Juraszkowej. Wychodząc z lasu w końcu była sposobność zobaczenia się wszystkich uczestników w "naturalnym świetle", gdyż wschód słońca zbliżał się wielkimi krokami...
Wraz z "narastaniem światła" grupa nijako coraz bardziej się integrowała i tym samym znacznie przyjemniej zostawiało się za sobą kolejne metry szlaku. Jak zatem widać z kilkunastu prawie, że przypadkowych osób, udało się stworzyć niemal grupę zaprzyjaźnionych osób, którzy z każdą godziną wydawali się bliższymi sobie. I jak tu negować pozytywne działanie gór?
Teraz już coraz żywszym krokiem, zdobywaliśmy kolejne metry masywu Romanki. I do tej pory nie wiem jak nam się udało, ale na Majcherkowej, skąd była jedyna możliwość zobaczenia wschodu słońca, byliśmy na minutę (!) przed nim. Więc rozłożywszy się na jednej z polan, wpatrzeni jak zaczarowani, oglądaliśmy jak budzi się nowy dzień, przegryzając kanapki i popijając gorącą herbatką czy kawką. Zapewne było to także najsmaczniejsze śniadanie dla nas wszystkich. Także i wszystkie aparaty poszły w ruch, bo nie co dzień ma się okazje zobaczyć taki wschód słońca.
Widząc miejsce kolejnego już naprawdę długiego odpoczynku szybkim krokiem ruszyliśmy w kierunku Romanki i Rysianki. Na szczycie Romanki - najwyższej górze NOCY KRAWCULI zrobiliśmy sobie na pamiątkę grupowe zdjęcia i tym samym uwieczniliśmy nasz pobyt na nim. Teraz czekało nas już tylko zejście do schroniska na Hali Rysianka, do której doszliśmy o 6.15. Tam jego gospodarz niezwykle ciepło nas przyjął, serwując nam pyszną herbatkę z cytrynką (gratisowo oczywiście, gdyż jak sam przyznał, chwali sobie wszelkie sposoby na "rozruszanie ludzi" i zachęcenie ich do chodzenia po górach, a nasza wyprawa była tego idealnym przykładem). Upamiętniając nasz pobyt w schronisku podarowaliśmy mu okazyjną plakietkę i zrobiliśmy wspólne zdjęcie, a o 7.45 zaczęliśmy marsz w kierunku Trzech Kopców.
Kierownik schroniska na Rysiance, jako że jesteśmy przykładnymi turystami, podarował nam na odchodne 2 worki na śmieci, byśmy w miarę możliwości posprzątali szlak w kierunku Krawcowego Wierchu, co uczyniliśmy z wielką chęcią. Oba worki szybko się zapełniły i już na Przełęczy Pod Trzema Kopcami nieśliśmy je pełne. Więc może taki mały apel dla czytających te słowa, byście i Wy, w miarę możliwości, sprzątali nasze kochane beskidzkie szlaki, bo przecież znacznie milej wędruje się po nich widząc zieleń drzew i traw niż pstrokatość cywilizacji.
Wchodząc na Halę Krawcula (11:00) z pewnością wyglądaliśmy dumnie, krocząc w kierunku schroniska i mając za sobą w pełni nieprzespaną noc i 35 km w nogach. Szkoda tylko, że jedynymi obserwatorami tego "pochodu" byliśmy my sami i obsługa schroniska, bo dopiero ok. 12-tej zaczęli tu przychodzić "zwyczajni" turyści. Ale co tam, w końcu nikt z nas nie robił tego dla sławy tylko dla własnej przyjemności.
Gospodarz bacówki - Szymon Kreczmer - wychodząc ku nam, przywitał nas serdecznie, żartobliwie komentując, że pewnie spaliśmy na Rysiance, bo komu to chciałoby się po nocy chodzić. Hmm - nam się chciało! W schronisku Szymon zaserwował nam herbatkę z cytrynką oraz pyszną szarlotkę. Siedząc w jadalni czuliśmy się jak jedna wielka rodzina, która wspaniale spędziła czas. Po wstępnym odpoczynku zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie, a potem Szymon Kreczmer zaczął upajać przybyłych gości swą grą na dudach.
I tak oto pokrótce wyglądała I NOC KRAWCULI Każdy z jej uczestników na pewno mile wspomina czas spędzony we wspólnym gronie. Trasa jak się okazało była dobrze zaplanowana, a i uczestnicy dobrze przygotowali się do tej nietypowej wyprawy. Sporą rolę odegrała pogoda, gdyż udało nam się trafić na niemalże idealne warunki, bo noc była nie za chłodna, a ranek rześki. Także i gwieździsta noc i wyjątkowej urody wschód słońca mobilizował każdego z nas do dalszej drogi.
Dla mnie i dla Grześka (współorganizatora) największym wyrazem podobania się tej imprezy była wdzięczność jej uczestników i pytanie: "Kiedy następna?". To nam w pełni wystarczyło by utwierdzić się w przekonaniu, że udało nam się zrealizować coś, co przyciąga ludzi w góry i przede wszystkim podoba im się tego typu spędzanie wolnego czasu. Dziękuję Wam za to, że byliście z nami! Zapraszamy na kolejną NOC KRAWCULI, która odbędzie się już we wrześniu!
Więcej informacji o wrześniowej NOCY KRAWCULI na stronie internetowej http://krawcow.pttk.pl/
Szymon Rochowiak

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.