NOC KRAWCULI
W nocy z 27 na 28 czerwca odbył się nocny marsz na trasie
Żywiec - Krawców Wierch - NOC KRAWCULI. Początek wyznaczony był na
żywieckim rynku, gdzie stawiło się 15 osób. Po wpisaniu się na listę
i otrzymaniu plakietek marszowych, o 22.15 wyruszyliśmy podążając
w nieznane za niebieskim szlakiem...
Chcąc jak najszybciej zostawić za sobą wszelkie oznaki cywilizacji,
szybkim tempem dotarliśmy do Trzebini, gdzie rozpoczęliśmy wędrówkę
po beskidzkim trakcie. Wznosząc się coraz wyżej, o 23.35 osiągnęliśmy
wierzchołek Tokarki, gdzie zrobiliśmy pierwszy dłuższy postój. Wtedy
też zapewne do każdego z nas dotarła myśl, że jako jedyni o tej porze
nie śpimy smacznie w łóżkach, tylko "szalejemy" gdzieś po
górach. A utwierdziliśmy się w tym przekonaniu spoglądając na roztaczającą
się rozległą panoramę na rozświetlone dolinki w dole, i podnosząc
nasze głowy, gdzie migotały swym blaskiem miliony gwiazd... Już wtedy
odczuło się klimat tej nocy.
Dalszy odcinek niebieskiego szlaku przedstawiał się niezwykle mile
i pozwolił nam odpocząć nieco od podejścia pod Tokarkę. I pomyślałby
kto, że taka górka a może człowieka przypocić... Lecz już niestety
kawałek dalej dała o sobie znać noc i słaba bądź co bądź widoczność
i nie obyło się bez "bezszlakowego odcinka" NOCY KRAWCULI.
Dochodząc do Przełęczy U Poloka, gdzie wyznaczyliśmy sobie następny
postój, gdyż tam miały dołączyć do nas kolejne 3 osoby, już nie jeden
z nas myślał o kanapce w plecaku... Na miejsce dotarliśmy o 1.05.
Tu już głodni i nieco zmęczeni drogą, zrobiliśmy sobie półgodzinny
odpoczynek. Rozpoczynając dalsze trasę każdy już miał na sobie co
cieplejsze ubrania, bo postój wystudził nasze organizmy. Sopotnia
Mała przywitała nas "na dzień dobry" błotnistym szlakiem,
który to szybko ustąpił miejsca dość intensywnemu podejściu. I tak
jak przypuszczaliśmy był to najcięższy odcinek całej trasy, bo grupa
bardzo szybko się automatycznie wydłużała i w ten sposób konieczna
była większa ilość króciutkich przerw "na połączenie się".
Lecz tu na szczęście dał o sobie znać "beskidzki typ szlaku",
który równie przyjemnie, co szybko pozwolił nam na dotarcie do Polany
Juraszkowej. Wychodząc z lasu w końcu była sposobność zobaczenia się
wszystkich uczestników w "naturalnym świetle", gdyż wschód
słońca zbliżał się wielkimi krokami...
Wraz z "narastaniem światła" grupa nijako coraz bardziej
się integrowała i tym samym znacznie przyjemniej zostawiało się za
sobą kolejne metry szlaku. Jak zatem widać z kilkunastu prawie, że
przypadkowych osób, udało się stworzyć niemal grupę zaprzyjaźnionych
osób, którzy z każdą godziną wydawali się bliższymi sobie. I jak tu
negować pozytywne działanie gór?
Teraz już coraz żywszym krokiem, zdobywaliśmy kolejne metry masywu
Romanki. I do tej pory nie wiem jak nam się udało, ale na Majcherkowej,
skąd była jedyna możliwość zobaczenia wschodu słońca, byliśmy na minutę
(!) przed nim. Więc rozłożywszy się na jednej z polan, wpatrzeni jak
zaczarowani, oglądaliśmy jak budzi się nowy dzień, przegryzając kanapki
i popijając gorącą herbatką czy kawką. Zapewne było to także najsmaczniejsze
śniadanie dla nas wszystkich. Także i wszystkie aparaty poszły w ruch,
bo nie co dzień ma się okazje zobaczyć taki wschód słońca.
Widząc miejsce kolejnego już naprawdę długiego odpoczynku szybkim
krokiem ruszyliśmy w kierunku Romanki i Rysianki. Na szczycie Romanki
- najwyższej górze NOCY KRAWCULI zrobiliśmy sobie na pamiątkę grupowe
zdjęcia i tym samym uwieczniliśmy nasz pobyt na nim. Teraz czekało
nas już tylko zejście do schroniska na Hali Rysianka, do której doszliśmy
o 6.15. Tam jego gospodarz niezwykle ciepło nas przyjął, serwując
nam pyszną herbatkę z cytrynką (gratisowo oczywiście, gdyż jak sam
przyznał, chwali sobie wszelkie sposoby na "rozruszanie ludzi"
i zachęcenie ich do chodzenia po górach, a nasza wyprawa była tego
idealnym przykładem). Upamiętniając nasz pobyt w schronisku podarowaliśmy
mu okazyjną plakietkę i zrobiliśmy wspólne zdjęcie, a o 7.45 zaczęliśmy
marsz w kierunku Trzech Kopców.
Kierownik schroniska na Rysiance, jako że jesteśmy przykładnymi turystami,
podarował nam na odchodne 2 worki na śmieci, byśmy w miarę możliwości
posprzątali szlak w kierunku Krawcowego Wierchu, co uczyniliśmy z
wielką chęcią. Oba worki szybko się zapełniły i już na Przełęczy Pod
Trzema Kopcami nieśliśmy je pełne. Więc może taki mały apel dla czytających
te słowa, byście i Wy, w miarę możliwości, sprzątali nasze kochane
beskidzkie szlaki, bo przecież znacznie milej wędruje się po nich
widząc zieleń drzew i traw niż pstrokatość cywilizacji.
Wchodząc na Halę Krawcula (11:00) z pewnością wyglądaliśmy dumnie,
krocząc w kierunku schroniska i mając za sobą w pełni nieprzespaną
noc i 35 km w nogach. Szkoda tylko, że jedynymi obserwatorami tego
"pochodu" byliśmy my sami i obsługa schroniska, bo dopiero
ok. 12-tej zaczęli tu przychodzić "zwyczajni" turyści. Ale
co tam, w końcu nikt z nas nie robił tego dla sławy tylko dla własnej
przyjemności.
Gospodarz bacówki - Szymon Kreczmer - wychodząc ku nam, przywitał
nas serdecznie, żartobliwie komentując, że pewnie spaliśmy na Rysiance,
bo komu to chciałoby się po nocy chodzić. Hmm - nam się chciało! W
schronisku Szymon zaserwował nam herbatkę z cytrynką oraz pyszną szarlotkę.
Siedząc w jadalni czuliśmy się jak jedna wielka rodzina, która wspaniale
spędziła czas. Po wstępnym odpoczynku zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie,
a potem Szymon Kreczmer zaczął upajać przybyłych gości swą grą na
dudach.
I tak oto pokrótce wyglądała I NOC KRAWCULI Każdy z jej uczestników
na pewno mile wspomina czas spędzony we wspólnym gronie. Trasa jak
się okazało była dobrze zaplanowana, a i uczestnicy dobrze przygotowali
się do tej nietypowej wyprawy. Sporą rolę odegrała pogoda, gdyż udało
nam się trafić na niemalże idealne warunki, bo noc była nie za chłodna,
a ranek rześki. Także i gwieździsta noc i wyjątkowej urody wschód
słońca mobilizował każdego z nas do dalszej drogi.
Dla mnie i dla Grześka (współorganizatora) największym wyrazem podobania
się tej imprezy była wdzięczność jej uczestników i pytanie: "Kiedy
następna?". To nam w pełni wystarczyło by utwierdzić się w przekonaniu,
że udało nam się zrealizować coś, co przyciąga ludzi w góry i przede
wszystkim podoba im się tego typu spędzanie wolnego czasu. Dziękuję
Wam za to, że byliście z nami! Zapraszamy na kolejną NOC KRAWCULI,
która odbędzie się już we wrześniu!
Więcej informacji o wrześniowej NOCY KRAWCULI na stronie internetowej
http://krawcow.pttk.pl/
Szymon Rochowiak