Nad Sołą i Koszarawą - nr 14 (117) - rok  VI - 15 Lipiec 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Co robicie z Polską !!!

Nie! Nie pytam tak, jak ci młodzi, zdezorientowani ludzie, wołający w 1980 r. "Coście z Polską zrobili?". Ja krzyczę do wszystkich tych, którzy biorą udział w wielkiej transformacji po 1990 roku, którzy są za transformacją, którzy są przeciw, bo to nie Oni ją robią, tych, którzy wykorzystują każdą sytuację do siania zamętu i niepokoju społecznego, wreszcie tych, którzy przy każdej nadarzającej się okazji strajkują: Co robicie z Polską!!!
To fakt, że na przełomie lat 70/80 najlepiej nie było. Co prawda, ludzie mieli pracę, zarabiali, ale nie zawsze mogli kupić to na co mieli ochotę, zaś po odstaniu długiej kolejki w sklepie pryskało zadowolenie z udanego zakupu. Ale- pozwolę sobie przypomnieć, że stare porzekadło, którym dowcipkowaliśmy w okresie Polski Ludowej "Przed wojną jak było, to było, ale było, a teraz jak jest to jest, ale nie ma", do dzisiejszych czasów pasuje jak ulał. Tylko, że wówczas odnosiło się ono do braków towarowych występujących na rynku.
Dzisiaj towarów jest w bród, ale na tym wyliczanka się kończy. Nie ma pracy. Nie ma pieniędzy. Nie ma tej serdecznej, życzliwej atmosfery, jaką wówczas towarzyszyła ludziom. Co gorsza, wielu ludzi nie ma najmniejszych oporów przed posuwaniem się do największych podłości w "robieniu" pieniędzy, czy kariery. Czy po to potrzebny był solidarnościowy zryw? Czy tego oczekiwali ludzie? Przypominam tamte lata, nie po to, żeby je wychwalać, czy wzdychać, ale po to aby pozwolić sobie na chwilę zadumy i popatrzenie z dystansu na dzisiejsze czasy.
Wówczas największe bodaj kolejki ustawiały się w sklepach mięsnych. Zabazujmy więc na tym przykładzie i odwołajmy się do liczb. Spożycie mięsa i podrobów wynosiło wówczas - w 1980 roku - 74 kg na jednego mieszkańca i w porównaniu do 1970 roku wzrosło o 21 kilogramów1/, czyli prawie o 40%.
A czy wiecie ile mięsa spożywa dzisiaj przeciętny Polak?
Dlaczego więc wówczas występowały tak wielkie problemy w zaopatrzeniu w mięso?
Owszem spożycie mięsa w dekadzie lat 1970 -1980 rosło niezwykle dynamicznie, ale siła nabywcza ludności rosła jeszcze szybciej. Dochody nominalne ludności w przeliczeniu na 1 mieszkańca wynosiły w 1970 r. 17.986 zł., a w 1980 r. 52.048 zł.2/, czyli wzrosły o 189%. Czyli podaż mięsa nie nadążała za siłą nabywczą ludności i aż prosiło się urealnienie cen.
Wycofanie się rządu - pod presją robotniczych protestów, które najbardziej ostry wyraz znalazły w Radomiu i Ursusie - z nieudanej podwyżki cen w 1976 roku, przy równoczesnym, systematycznym wzroście zarobków ludności musiało doprowadzić do zwichnięcia równowagi rynkowej. Ale zgody społecznej na urealnienie cen - w stosunku do dochodów - tak w 1976 roku, jak i w latach następnych nie było, nie było także determinacji rządu, aby jednym - może mocnym - cięciem, zlikwidować tą niezdrową sytuację, a o prawach rynku decydujących obecnie o cenach, nikt słyszeć nie chciał.
Słyszeliśmy natomiast w każdym następnym roku, że Biuro Polityczne KC PZPR podjęło decyzję o utrzymaniu sztywnych cen na żywność. Jak miała wykazać najbliższa przyszłość, było to tylko odwlekanie nadciągającej burzy, która miała przynieść, niezwykle groźne, niespodziewane - chyba dla nikogo - skutki społeczne.
Trudno się dziwić ludziom, że mając pieniądze i nie mogąc ich wydać zgodnie ze swoim zamiarem, wyrazili swój protest, w tak zdecydowanej formie, iż zatrząsł on dotychczasowym porządkiem i przyczynił się do powstania "Solidarności", tym bardziej, że głoszone wówczas hasła nie tylko na pustych półkach sklepowych bazowały.
Wielu ludzi solidarnościowym hasłom wierzyło i to bardzo, skoro liczba członków "Solidarności" oscylowało około 9 mln.
Jednak dzisiaj kiedy na sile przybierają strajki, kiedy rosną niekończące się żądania płacowe różnych grup społecznych trzeba by po prostu powiedzieć skąd na to brać, skoro solidarnie, przez okres ponad dwudziestu lat pracowaliśmy nad upadkiem, a niektórzy nad rozkradaniem Polski.
Ja wiem, że za ten stan rzeczy trudno winić młode pokolenie Polaków. Wszak, kiedy następowały te wielkie zmiany ich jeszcze nie było na świecie, albo byli dopiero "w powijakach", ale oni najbardziej odczuwają skutki solidarnościowego zrywu ich rodziców. Wielu młodych ma trudności w zdobyciu odpowiedniego wykształcenia, a Ci którzy takie wykształcenia mają nie mogą znaleźć pracy. To jest straszne. To jest sytuacja, która nie była do pomyślenia jeszcze ćwierć wieku temu.
Trudno także winić starszych, wszak oni wierzyli, że może być lepiej. Na pewno wielu uczestników tamtych wydarzeń nie może odżałować swojej krótkowzroczności, ale niewielu ma odwagę do tego się przyznać. Nie chodzi zresztą o "bicie się w piersi", bo to i tak nic nie zmieni. Chodzi o wspólne poszukiwanie wyjścia z sytuacji w jakiej znalazł się nasz kraj, tym bardziej, że za rok będziemy jednym z członków Unii Europejskiej.
Czy będziemy liczącym się członkiem, jako, że taką rolę wyznacza nam obszar i zaludnienie naszego kraju? Myślę, że obszar i zaludnienie to nie wszystko. Potencjałem ekonomicznym dzisiaj też już nie możemy zaimponować. A więc czym?
Wyjście wydaje się być jedno. Polega ono na poszukiwaniu ludzi, którzy swoją wiedzą, uczciwością, przygotowaniem i zaangażowaniem mogą być gwarantem wprowadzenia odpowiednich rozwiązań, porządkujących nasze - wyjątkowo "zabagnione" stosunki społeczno - gospodarcze, w każdej prawie dziedzinie życia i doprowadzą do przyśpieszonego tempa rozwoju gospodarczego naszego kraju. Ludzi! Ludzi! I jeszcze raz ludzi!!!
Dobrych menadżerów, sprawdzonych fachowców, organizatorów, administratorów bez względu na przynależność, światopogląd i Bóg wie co jeszcze.
To prawda, że wciąż jeszcze najlepszą kadrą dysponuje lewica, ale czy zawsze ta kadra jest godna zaufania? Z przykrością - jako człowiek o przekonaniach lewicowych - stawiam ten znak zapytania.
Do SLD mam także zastrzeżenie odwrotnej natury. Niestety przejął on po swojej poprzedniczce /PZPR/ jedną, bardzo złą tradycję. Jest nią chęć uwiarygodniania się w oczach t.zw. opinii społecznej, za wszelką cenę. Nawet za cenę pozbywania się dobrych, wypróbowanych, ale nie akceptowanych przez opozycję, ludzi. Nie powinniśmy także nie zauważać, że również po prawej stronie naszej sceny politycznej można znaleźć ludzi wykształconych, przygotowanych, godnych zaufania.
Tymczasem w naszym "polskim, także żywieckim piekiełku" nadal triumfy święci idea opluwania i niszczenia ludzi, pod byle pretekstem i ściągania ich z tej społecznej drabiny, aby broń Boże nie wspięli się wyżej niż ja.. Tylko dlatego, że to On, a nie ja.
Tak, jak to pisał Melchior Wańkowicz, iż szewc zazdrości księdzu, że został purpuratem, mimo, że on nigdy by tego zaszczytu nie dostąpił.
Nie będę podawał przykładów i wymieniał nazwisk, bo litania mogłaby okazać się zbyt długa. Pragnę tylko zwrócić uwagę na to niezwykle szkodliwe, wręcz chorobliwe społecznie zjawisko. Trzeba nam się z niego leczyć i to szybko. Często słyszy się głosy zazdrości, jak to inne grupy narodowościowe potrafią się ustawiać i zajmować eksponowane stanowiska. Nie zazdrośćmy im, ale uczmy się od nich solidaryzmu, wzajemnego wspierania i wychodzenia sobie naprzeciw.
Uczmy się od naszych południowych sąsiadów - Czechów. Polscy celnicy mogliby potwierdzić, że jeżeli Czechowi zdarzy się jakaś "wpadka" na granicy, to celnicy Czescy robią wszystko co - w ramach prawa - jest możliwe, aby pomóc mu wyjść z tego kłopotu.
A nasi celnicy"? Popatrzmy na Niemców, jaki, mimo wewnętrznych różnic, na zewnątrz tworzą monolit.
A my co? Pomyślmy więc, jak przestać być "papugą narodów i pawiem", a stać się nowoczesnym, szanującym się społeczeństwem. Wszak w Unii Europejskiej liczyć się będzie także to czy wejdziemy do niej "silni" świadomością przynależności do jednego - narodowego pnia, akcentujący w tej wielonarodowościowej rodzinie - tam gdzie trzeba - także swoją polską odrębność, czy będziemy się nawzajem "opluwać" / przykładów już nie brakuje/ wystawiając się na pośmiewisko, jak "ubogi krewny".
Pamiętajmy, żeby nasi następcy za ileś tam lat znowu nie powiedzieli: Coście z Polską Zrobili!!!
1/ Rocznik statystyczny Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej 1986 r.
2/ Rocznik Statystyczny 1981 r.
Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.