Co robicie z Polską !!!
Nie! Nie pytam tak, jak ci młodzi,
zdezorientowani ludzie, wołający w 1980 r. "Coście z Polską
zrobili?". Ja krzyczę do wszystkich tych, którzy biorą udział
w wielkiej transformacji po 1990 roku, którzy są za transformacją,
którzy są przeciw, bo to nie Oni ją robią, tych, którzy
wykorzystują każdą sytuację do siania zamętu i niepokoju społecznego,
wreszcie tych, którzy przy każdej nadarzającej się okazji strajkują:
Co robicie z Polską!!!
To fakt, że na przełomie lat 70/80 najlepiej nie było. Co prawda,
ludzie mieli pracę, zarabiali, ale nie zawsze mogli kupić to na co
mieli ochotę, zaś po odstaniu długiej kolejki w sklepie pryskało
zadowolenie z udanego zakupu. Ale- pozwolę sobie przypomnieć, że
stare porzekadło, którym dowcipkowaliśmy w okresie Polski Ludowej
"Przed wojną jak było, to było, ale było, a teraz jak jest to
jest, ale nie ma", do dzisiejszych czasów pasuje jak ulał.
Tylko, że wówczas odnosiło się ono do braków towarowych występujących
na rynku.
Dzisiaj towarów jest w bród, ale na tym wyliczanka się kończy. Nie
ma pracy. Nie ma pieniędzy. Nie ma tej serdecznej, życzliwej
atmosfery, jaką wówczas towarzyszyła ludziom. Co gorsza, wielu
ludzi nie ma najmniejszych oporów przed posuwaniem się do największych
podłości w "robieniu" pieniędzy, czy kariery. Czy po to
potrzebny był solidarnościowy zryw? Czy tego oczekiwali ludzie?
Przypominam tamte lata, nie po to, żeby je wychwalać, czy wzdychać,
ale po to aby pozwolić sobie na chwilę zadumy i popatrzenie z
dystansu na dzisiejsze czasy.
Wówczas największe bodaj kolejki ustawiały się w sklepach mięsnych.
Zabazujmy więc na tym przykładzie i odwołajmy się do liczb. Spożycie
mięsa i podrobów wynosiło wówczas - w 1980 roku - 74 kg na jednego
mieszkańca i w porównaniu do 1970 roku wzrosło o 21 kilogramów1/,
czyli prawie o 40%.
A czy wiecie ile mięsa spożywa dzisiaj przeciętny Polak?
Dlaczego więc wówczas występowały tak wielkie problemy w
zaopatrzeniu w mięso?
Owszem spożycie mięsa w dekadzie lat 1970 -1980 rosło niezwykle
dynamicznie, ale siła nabywcza ludności rosła jeszcze szybciej.
Dochody nominalne ludności w przeliczeniu na 1 mieszkańca wynosiły
w 1970 r. 17.986 zł., a w 1980 r. 52.048 zł.2/, czyli wzrosły o
189%. Czyli podaż mięsa nie nadążała za siłą nabywczą ludności
i aż prosiło się urealnienie cen.
Wycofanie się rządu - pod presją robotniczych protestów, które
najbardziej ostry wyraz znalazły w Radomiu i Ursusie - z nieudanej
podwyżki cen w 1976 roku, przy równoczesnym, systematycznym wzroście
zarobków ludności musiało doprowadzić do zwichnięcia równowagi
rynkowej. Ale zgody społecznej na urealnienie cen - w stosunku do
dochodów - tak w 1976 roku, jak i w latach następnych nie było, nie
było także determinacji rządu, aby jednym - może mocnym - cięciem,
zlikwidować tą niezdrową sytuację, a o prawach rynku decydujących
obecnie o cenach, nikt słyszeć nie chciał.
Słyszeliśmy natomiast w każdym następnym roku, że Biuro
Polityczne KC PZPR podjęło decyzję o utrzymaniu sztywnych cen na żywność.
Jak miała wykazać najbliższa przyszłość, było to tylko
odwlekanie nadciągającej burzy, która miała przynieść, niezwykle
groźne, niespodziewane - chyba dla nikogo - skutki społeczne.
Trudno się dziwić ludziom, że mając pieniądze i nie mogąc ich
wydać zgodnie ze swoim zamiarem, wyrazili swój protest, w tak
zdecydowanej formie, iż zatrząsł on dotychczasowym porządkiem i
przyczynił się do powstania "Solidarności", tym bardziej,
że głoszone wówczas hasła nie tylko na pustych półkach
sklepowych bazowały.
Wielu ludzi solidarnościowym hasłom wierzyło i to bardzo, skoro
liczba członków "Solidarności" oscylowało około 9 mln.
Jednak dzisiaj kiedy na sile przybierają strajki, kiedy rosną niekończące
się żądania płacowe różnych grup społecznych trzeba by po
prostu powiedzieć skąd na to brać, skoro solidarnie, przez okres
ponad dwudziestu lat pracowaliśmy nad upadkiem, a niektórzy nad
rozkradaniem Polski.
Ja wiem, że za ten stan rzeczy trudno winić młode pokolenie Polaków.
Wszak, kiedy następowały te wielkie zmiany ich jeszcze nie było na
świecie, albo byli dopiero "w powijakach", ale oni
najbardziej odczuwają skutki solidarnościowego zrywu ich rodziców.
Wielu młodych ma trudności w zdobyciu odpowiedniego wykształcenia,
a Ci którzy takie wykształcenia mają nie mogą znaleźć pracy. To
jest straszne. To jest sytuacja, która nie była do pomyślenia
jeszcze ćwierć wieku temu.
Trudno także winić starszych, wszak oni wierzyli, że może być
lepiej. Na pewno wielu uczestników tamtych wydarzeń nie może odżałować
swojej krótkowzroczności, ale niewielu ma odwagę do tego się
przyznać. Nie chodzi zresztą o "bicie się w piersi", bo
to i tak nic nie zmieni. Chodzi o wspólne poszukiwanie wyjścia z
sytuacji w jakiej znalazł się nasz kraj, tym bardziej, że za rok będziemy
jednym z członków Unii Europejskiej.
Czy będziemy liczącym się członkiem, jako, że taką rolę
wyznacza nam obszar i zaludnienie naszego kraju? Myślę, że obszar i
zaludnienie to nie wszystko. Potencjałem ekonomicznym dzisiaj też już
nie możemy zaimponować. A więc czym?
Wyjście wydaje się być jedno. Polega ono na poszukiwaniu ludzi, którzy
swoją wiedzą, uczciwością, przygotowaniem i zaangażowaniem mogą
być gwarantem wprowadzenia odpowiednich rozwiązań, porządkujących
nasze - wyjątkowo "zabagnione" stosunki społeczno -
gospodarcze, w każdej prawie dziedzinie życia i doprowadzą do przyśpieszonego
tempa rozwoju gospodarczego naszego kraju. Ludzi! Ludzi! I jeszcze raz
ludzi!!!
Dobrych menadżerów, sprawdzonych fachowców, organizatorów,
administratorów bez względu na przynależność, światopogląd i Bóg
wie co jeszcze.
To prawda, że wciąż jeszcze najlepszą kadrą dysponuje lewica, ale
czy zawsze ta kadra jest godna zaufania? Z przykrością - jako człowiek
o przekonaniach lewicowych - stawiam ten znak zapytania.
Do SLD mam także zastrzeżenie odwrotnej natury. Niestety przejął
on po swojej poprzedniczce /PZPR/ jedną, bardzo złą tradycję. Jest
nią chęć uwiarygodniania się w oczach t.zw. opinii społecznej, za
wszelką cenę. Nawet za cenę pozbywania się dobrych, wypróbowanych,
ale nie akceptowanych przez opozycję, ludzi. Nie powinniśmy także
nie zauważać, że również po prawej stronie naszej sceny
politycznej można znaleźć ludzi wykształconych, przygotowanych,
godnych zaufania.
Tymczasem w naszym "polskim, także żywieckim piekiełku"
nadal triumfy święci idea opluwania i niszczenia ludzi, pod byle
pretekstem i ściągania ich z tej społecznej drabiny, aby broń Boże
nie wspięli się wyżej niż ja.. Tylko dlatego, że to On, a nie ja.
Tak, jak to pisał Melchior Wańkowicz, iż szewc zazdrości księdzu,
że został purpuratem, mimo, że on nigdy by tego zaszczytu nie dostąpił.
Nie będę podawał przykładów i wymieniał nazwisk, bo litania mogłaby
okazać się zbyt długa. Pragnę tylko zwrócić uwagę na to
niezwykle szkodliwe, wręcz chorobliwe społecznie zjawisko. Trzeba
nam się z niego leczyć i to szybko. Często słyszy się głosy
zazdrości, jak to inne grupy narodowościowe potrafią się ustawiać
i zajmować eksponowane stanowiska. Nie zazdrośćmy im, ale uczmy się
od nich solidaryzmu, wzajemnego wspierania i wychodzenia sobie
naprzeciw.
Uczmy się od naszych południowych sąsiadów - Czechów. Polscy
celnicy mogliby potwierdzić, że jeżeli Czechowi zdarzy się jakaś
"wpadka" na granicy, to celnicy Czescy robią wszystko co -
w ramach prawa - jest możliwe, aby pomóc mu wyjść z tego kłopotu.
A nasi celnicy"? Popatrzmy na Niemców, jaki, mimo wewnętrznych
różnic, na zewnątrz tworzą monolit.
A my co? Pomyślmy więc, jak przestać być "papugą narodów i
pawiem", a stać się nowoczesnym, szanującym się społeczeństwem.
Wszak w Unii Europejskiej liczyć się będzie także to czy wejdziemy
do niej "silni" świadomością przynależności do jednego
- narodowego pnia, akcentujący w tej wielonarodowościowej rodzinie -
tam gdzie trzeba - także swoją polską odrębność, czy będziemy
się nawzajem "opluwać" / przykładów już nie brakuje/
wystawiając się na pośmiewisko, jak "ubogi krewny".
Pamiętajmy, żeby nasi następcy za ileś tam lat znowu nie
powiedzieli: Coście z Polską Zrobili!!!
1/ Rocznik statystyczny Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej 1986 r.
2/ Rocznik Statystyczny 1981 r.
Antoni Urbaniec