Nad Sołą i Koszarawą - nr 14 (117) - rok  VI - 15 Lipiec 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Prosto z mostu

Dzisiejszy felieton będzie letni bo i lato mamy w pełni. Zacznijmy od tego, że niemożliwe stało się możliwe. Mam na myśli uruchomienie 3 programu TVP dla Żywiecczyzny. Nie wiem jeszcze czy całej ale Żywca na pewno. Doprowadził do tego prosty i ambitny człowiek Marian Kastelik. Obserwowałem jego zmagania z tą potężną machiną biurokratyczną w Warszawie. Przynosił mi do redakcji kolejne pisma wysyłane do "wszystkich świętych" od Burmistrza miasta na Prezydencie Rzeczypospolitej skończywszy. Jego upór w dążeniu do tego celu jest godny podziwu. A jednak góral potrafi. Starania o emisję tego programu trwały kilka lat. W Jego archiwum są stosy pism które wysyłając pochłonęły dużo środków pieniężnych wydanych z własnej kieszeni. Jego wyjazdy w tej sprawie to również poświęcenie własnego czasu i również pieniędzy. Wiedziałem, że w sprawie tego przedsięwzięcia angażowali się wysocy urzędnicy i parlamentarzyści, których rola kończyła się prawdopodobnie na interpelacjach w Sejmie czy w Senacie. I co ? I nic. Dopiero walka prostego człowieka spowodowała, że upragniony program został wyemitowany z odbiorem na Żywiec. Sądzę, że władcy miasta nie skończą podziękowań na uścisku dłoni pana Mariana ale odwdzięczą się mu po męsku, o czym z przyjemnością napiszę. Gratulując panu skutecznego uporu w tej kwestii w imieniu wszystkich Czytelników naszej gazety serdecznie dziękuję. Tak trzymać.
* * *
Teraz z innej beczki. Z niesmakiem przeczytałem artykuł zamieszczony w żywieckim dodatku do Dziennika Zachodniego (nr 26/168 z 27 czerwca 2003 r.) Pod tytułem "Wywinął się ? - czyli jak to policjanci zatrzymali milionera ale go puścili". Nie interesują mnie porachunki między panami Romualdem H. A Piotrem Najsztubem tym bardziej, że tego pierwszego nie znam a za tym drugim nie przepadam.Sensacja, sensacją. Ale aby wchodzić komuś " z butami pod pierzynę" to bardzo nie ładnie. Nie znam tejże pary redaktorskiej (Kinga Wiśniewska i Robert Kasperek) ale coś mi się wydaje, że lekko przesadzili. Tragedia rodziny H. jest aż nadto widoczna ale czy o tym trzeba tak pisać ? Sam jestem w swoich felietonach kąśliwy ale na pewno bym te "rewelacje" w ten sposób nie opisał. Czyżby zawiść z powodu tego, że ktoś się dorobił i udało Mu się. To naprawdę takie prostackie. A to, że ktoś na tym dramacie chce zrobić kasę to chyba widoczne.
* * *
Nabyłem w Towarzystwie Miłośników Ziemi Żywieckiej ostatni numer Karty Groni (22). Wydanie jak zwykle bardzo estetyczne zawierające kilka bardzo ciekawych materiałów wartych przeczytania. Szczególnie zaciekawił mnie artykuł "Majątek PAU w Lipowej w II Rzeczypospolitej" pióra Wacława Zyzaka. Ukazano w nim troskę rodu Habsburgów o oświatę w kraju. Bo to właśnie Karol Stefan Habsburg, który był formalnym protektorem Polskiej Akademii Umiejętności przekazał na jej rzecz ponad 512 hektarów w Lipowej. Majątek przetrwał II Rzeczpospolitą, zawieruchę wojenną, PRL i "padł" w okresie tzw. transformacji ustrojowej. Żal mi i nie tylko mnie tego dorobku, gdzie na jego bazie wykształciło się parunastu doktorów nauk rolniczych., gdzie zarabiał sam na siebie i jeszcze utrzymywał PAU. Dziś zostały tylko szczątki a jak ostatnio słyszę zostaje po kawałku rozsprzedawany. I słusznie na końcu tekstu w akapicie pt."Podziękowanie" autor pisze " Winien jestem również "podziękowania" tym, którzy przyczynili się do likwidacji Zootechnicznego Zakładu Doświadczalnego w Lipowej kontynuującego w strukturach Instytutu Zootechniki pozytywne tradycje gospodarcze i naukowe lipowskiego majątku Polskiej Akademii Umiejętności - oni także mają "istotny udział" w powstaniu niniejszej pracy". Nic dodać nic ująć. Jak zwykle w każdej Karcie Groni jest Arkusz Literacki, Sylwetki, Materiały, Wspomnienia, Recenzje i Kronika. Kartę zamyka Wkładka Plastyczna naszej redakcyjnej koleżanki Sylwi Jasickiej, która poprzedza jej C.V. Wśród wielu tekstów znalazłem również dwie "perełki" autorstwa samego Prezesa TMZŻ pana Józefa Janoszka. Artykuł pierwszy pt. "Czas jest ulotny" jest właściwie krótką autobiografią ze wspomnieniem niestety przykrym dla Jego Ojca. Natomiast kiedy pisze o sobie zastanawiam się czy ludzie w określonym wieku muszą się "odbrązowiać". Przecież pamiętam jak to właśnie pan Janoszek od zawsze był w Stronnictwie Demokratycznym, które przecież było ramieniem PZPR, pamiętam Go jako "etatowego" chorążego na wszystkich partyjnych i państwowych uroczystościach. Dlatego też ubarwianie swojego życiorysu i opowieść o prześladowaniu Go przez ówczesne UB jest trochę koloryzowane. Nie bardzo rozumiem to, że człowiek, który przez lata był na kierowniczym stanowisku jest szanowanym obywatelem Żywca, długoletnim Prezesem TMZŻ mógł być wcześniej represjonowany. Nie wiem czy warto było o tym pisać. Ale cóż osąd będzie należał do Czytelników. I drugi artykuł tegoż autora pt. "Sprawa pomnika na Targowicy" Rozumiem, że to już ostatni artykuł o tym pomniku i sprawę chyba trzeba uznać za zakończoną, choć w czasie tych przenosin różne opinie krążyły w mieście o tej sprawie. Trzeba uszanować pamięć zmarłych a zacząć myśleć o żywych. Dla mnie a sądzę iż dla działaczy TMZŻ dalej nie zakończona jest sprawa Targowicy. Przecież mieliśmy zapewnienie od władz poprzedniej kadencji, że budowa stacji benzynowej to tylko pierwszy etap zagospodarowania Targowicy i stacja ma służyć przede wszystkim dla gości hotelowych. A tu cisza. Władza się zmieniła ale tylko na zasadzie zamiany foteli a o hotelu cicho sza. A więc panowie władcy, odkryjcie się, kiedy rozpocznie się zagospodarowanie tego terenu zgodnie z jego planem. Czy aby znowu ktoś nas wykiwał. I jeszcze ostatnia sprawa. Czyżby TMZŻ zapomniało o Pomniku Grunwaldzkim? Co jest grane. To w czasach kiedy bieda piszczała w Polsce żywczaków stać było na budowę okazałego pomnika a nas teraz nie? A więc panowie i panie do dzieła.
Kazimierz SEMIK

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.