Nad Sołą i Koszarawą - nr 14 (117) - rok  VI - 15 Lipiec 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
W trosce o rozwój regionu - TURYSTYKA

W tej dziedzinie w naszym kraju utrzymuje się od 1997r. tendencja spadkowa. A roczny spadek liczby turystów zagranicznych odwiedzających Polskę sięga nawet kilkunastu procent. Jest to szczególnie bolesne dla naszego regionu, gdzie zakłada się, że turystyka i pochodne jej formy będą jednym z głównych źródeł utrzymania miejscowej ludności. Niewiele w Polsce jest takich miejsc jak Żywiecczyzna, gdzie posiadane walory predysponują dany obszar do zaproponowania różnych form turystyki niemal przez cały rok. W Brukseli właśnie rozstrzyga się ile pieniędzy na rozwój turystyki dostanie województwo śląskie a przy dalszym podziale nasz region. Środki na ten cel będą spływały do 2006r. Ze względu na priorytetowe znaczenie rozwoju tej gałęzi w tutejszym środowisku należałoby wykorzystać wszelkie dostępne propozycje, pomysły i informacje, niejednokrotnie sprawdzone oraz zastosowane już w innych miejscach, które byłyby uzupełnieniem i wzbogaceniem oferty lokalnych władz oraz organizacji działających w branży turystycznej.
W Szczecinie powstał potężny, obejmujący województwo, 350-cio stronicowy program rozwoju turystyki do 2006 roku i jak twierdzi prezes Zachodniopomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej jest to pierwszy taki program w Polsce. Jego zarys miałem okazję poznać na szkoleniu zorganizowanym niedawno w Ustroniu przez Biuro Polityki Gospodarczej i Rozwoju Regionalnego w Kielcach. Wskazuje on najważniejsze działania, które powinny być realizowane, żeby turystyka rosła w siłę. Opiera się na trzech głównych założeniach. Wypunktowaniu, co jest silną stroną regionu, co przeszkadza w jego rozwoju i co w turystyce tego regionu jest najważniejsze. Ten ostatni punkt przedstawiony jest na wykresie odwróconej piramidy z naniesionymi w poszczególnych sektorach różnymi formami turystyki. Im wyższe miejsce zajmuje dana dziedzina, tym więcej zaplanowano działań poświęconych jej rozwojowi. W oparciu o tą zasadę powinny być opracowane w każdej z gmin naszego powiatu programy rozwoju turystyki z perspektywą ich realizacji w niektórych aspektach nawet za kilka czy kilkanaście lat. W tym czasie byłyby one uzupełniane, wzbogacane i poprawiane w oparciu o doświadczenia zarówno własne, oraz te, zaczerpnięte z innych źródeł. Duże dysproporcje w przygotowaniu do obsługi ruchu turystycznego i to niezależnie od walorów danej gminy, można było zaobserwować na żywieckim Rynku oglądając foldery, ulotki i materiały promocyjne podczas majowego mityngu z cyklu "Polskie Spotkania Europejskie". Jeżeli mamy takie ambicje i założenia, aby nasz region rzeczywiście był potęgą na rynku turystycznym, to trzeba wręcz inspirować do pomysłów w tym kierunku, nawet tych śmiałych i pozornie abstrakcyjnych, tak jak to czynili w przeszłości a kontynuują obecnie Francuzi, Amerykanie i te kraje, których turystyka świetnie się rozwija. Dzisiejsze wspaniałe atrakcje turystyczne jak chociażby Statua Wolności w Nowym Jorku czy Wieża Eiffla w Paryżu, nigdy by się nie pojawiły, gdyby nie genialne a w owym czasie ostro zwalczane pomysły ich twórców a szczególnie otwartość umysłu ówczesnych władz, które to zaaprobowały.
Podczas poprzedniej wizyty prezydenta Georgie W. Busha w naszej ojczyźnie wytworzyła się szansa dla tego regionu urzeczywistnienia niezwykłej atrakcji turystycznej, której niezamierzonymi autorami byli wspaniali i niezwykle sympatyczni bracia Golcowie wraz z zespołem oraz prezydent USA, który skupił uwagę na ich piosence "Ściernisko". Słowa tej piosenki w tłumaczeniu na język angielski to typowy "American dream", gdzie snute marzenia się spełniają i na zwykłym ściernisku powstaje wspaniałe miasto, San Francisco. Myślę, że prezydent w oparciu o słowa tej piosenki chciał wzbudzić optymizm w Polakach, gdyż Amerykanie są przekonani, że dobry pomysł poparty wysiłkiem, mrówczą pracą, szczęśliwym zbiegiem okoliczności, musi być uwieńczony sukcesem.
Niedaleko Nowego Jorku w mieście wielkości Żywca jedna z dzielnic usytuowana na obszarze około jednego kilometra kwadratowego nosi nazwę Polish Town, stosowaną oficjalnie na mapach, folderach i dokumentach amerykańskich. Nie były tam prowadzone jakieś kosztowne inwestycje w kierunku nadania dzielnicy charakteru polskości. Ma to wymiar raczej symboliczny. W budynku amerykańskiej szkoły jest oddział polskiej szkoły im. św.Maksymiliana Marii Kolbe, obok kościół św. Izydora z polskimi symbolami, po przeciwnej stronie hala widowiskowa zwana Polish Hall, w sąsiedztwie polskie muzeum Imigracyjne oraz parking i park oznaczone jako polskie. Prawie wszystkie nazwy, łącznie z ulicami w języku angielskim, ale w narodowych, biało-czerwonych barwach, obowiązkowo z polskim godłem w tle. W wielu miejscach a szczególnie na głównym placu stale zakotwiczona obok amerykańskiej, flaga polska. W dwóch różnych miejscach przy głównej alei symboliczne kierunkowskazy do Krakowa i Warszawy z naniesioną odległością. Każdego roku odbywa się tam wielki, polski festyn i jarmark, gdzie na dwustu straganach udekorowanych w biało-czerwone barwy można się zaopatrzyć w wyroby artystyczne, rzemieślnicze, jubilerskie i nasycić wyrobami polskiej kuchni. Impreza trwa dwa dni i towarzyszy jej bogaty program artystyczny, który podziwia corocznie kilkadziesiąt tysięcy ludzi z tego tylko co dziesiąta osoba na co dzień używa języka polskiego. Zapraszając amerykańską Polonię na tę uroczystość na łamach Dziennika Nowojorskiego, posłużyłem się hasłem z amerykańskiej gazety lokalnej, która też zapraszała swoich czytelników. W tłumaczeniu na język polski brzmiało ono "Jeżeli nie możesz pojechać do Polski, to przybądź do Polish Town w USA".
Do celów marketingowych, promując nasz region, można by było to hasło odwrócić. "Jeżeli nie możesz pojechać do USA to przyjedź do San Francisco w...". Właśnie gdzie? Dzięki zespołowi Golec uOrkiestra nazwa już została wylansowana. Jako wspaniałą reklamę, można byłoby wpisać do folderu, że pomysł powstania takiego mini miasteczka amerykańskiego na naszym terenie podsunął nam sam prezydent USA. Co nie mija się z prawdą bo właściwie tak było. Myślę, że pomogliby nam zrealizować ten pomysł nasi przyjaciele z Ameryki i to nie tylko na poziomie projektowania. Jedną z pierwszych atrakcji tego miasteczka mógłby być wylansowany, również w tej piosence bank w stylu amerykańskim, sponsorowany przez któregoś z potentatów tej branży, jako własna reklama. Takie banki w małych amerykańskich miasteczkach to wbrew pozorom skromne, parterowe budynki, ładnie wykończone a różnią się tym od tego typu placówek w Polsce, że z jednej ze stron posiadają zadaszenie pod które wjeżdża się samochodem po zapaleniu się zielonego światła na sygnalizatorze identycznym jak na skrzyżowaniu i nie wychodząc z samochodu dokonuje się transakcji bankowych, rozmawiając z obsługą przez mikrofon. Takie "obce" miasteczko, czy dzielnica to w USA dosyć popularna forma "odwiedzania" innego państwa na swoim terytorium. Na Florydzie, jedenaście państw z różnych stron świata skupionych w jednym kompleksie, prezentuje swoją architekturę, kulturę i obyczaje. W Nowym Jorku niewielki obszar zajmuje " Little Italy"(Mała Italia), a obok potężna dzielnica China Town oraz wiele innych w różnych stanach. Obsługa przez mikrofon dokonuje się po zapaleniu zielonego światła na sygnalizatorze. Są to ogromne atrakcje turystyczne, gdyż setki tysięcy ludzi nie mogą odwiedzić państw, w których pragnęli by się znaleźć, ale mają ich namiastkę. Czasem jest to pokazane w rozszerzonym zakresie, ale w zupełnie innej formie, jak w jednym z miasteczek stanu New Jersey, gdzie można zobaczyć wiele europejskich miejsc łącznie z Kremlem i Placem Czerwonym, lecz w miniaturze, co też przyciąga duże rzesze turystów. Ponieważ mamy na Żywiecczyźnie wielu wspaniałych modelarzy, zachęcam więc do wykonania takiej serii miniaturowych obiektów z różnych stron świata, ale o nieco innej, bardziej popularnej u nas tematyce.
Nie zawsze musimy się zachwycać tym, co zagraniczne. Mamy tu na Żywiecczyźnie piękny, nowoczesny obiekt, który mogliby podziwiać turyści nie tylko z Europy, ale stoi mało wyeksponowany. Chyba, że jest to zamierzone. W stanie Nowy Jork, w mieście czterokrotnie mniejszym od Żywca każdego roku na przełomie sierpnia i września odbywają się największe w USA zawody hippiczne, na które przybywa 60 tysięcy widzów i 2000 zaproszonych, specjalnych gości. Są to gwiazdy telewizji, muzyki, projektanci mody, pisarze, artyści, ludzie biznesu i gwiazdy Hollywood. Pod olbrzymimi namiotami znakomicie przygotowane restauracje, sklepy, wystawy, specjalne programy i zabawy dla dzieci łącznie z mini ZOO oraz inne atrakcje. Bilety i zaproszenia rozprowadzane są różnymi kanałami na wiele miesięcy przed zawodami. Wszystko jest tam znakomicie urządzone i zorganizowane, ale tak wspaniałego i ekskluzywnego parkuru odkrytego a zwłaszcza parkuru krytego jaki znajduje się w Żywcu na Grojcu mogą nam tylko pozazdrościć. Jako ciekawostkę dodam, że znany, światowej sławy producent był jednym ze sponsorów zawodów hippicznych zarówno w USA jak również w Żywcu. Obiekt ten z dumą możemy pokazywać krajowym i zagranicznym gościom pod warunkiem, że dobrego nastroju nie popsuje im dojazd. Sporą atrakcją w naszym regionie będzie też z pewnością kolejka szynowa na górę Żar. Nie wahałbym się także zaprosić nawet najbardziej wybrednych turystów z każdego zakątka globu na coroczny wspaniały program artystyczny prezentowany w amfiteatrze pod Grojcem podczas Tygodnia Kultury Beskidzkiej. Od poziomu artystycznego imprezy zdecydowanie odbiegają inne elementy. Korekty wymaga scenografia, oświetlenie i to nie tylko sceny, otoczenie, parkowanie i parę spraw organizacyjnych. Prawdopodobnie korekty będzie wymagał także plan budowy skoczni w każdej gminie naszego powiatu. Aby się lepiej zapoznać z tym problemem udałem się do Wisły, gdzie podczas treningu rozmawiałem z Janem Szturcem, pierwszym trenerem Adama Małysza a obecnym szkoleniowcem KS Wisła Ustronianka, który nie był zachwycony tym pomysłem. Wręcz odradzał realizację tego planu w obecnej formie, ze względu na koszty budowy i koszty utrzymania tylu obiektów, uciążliwego ubijania śniegu na skoczniach, a szczególnie braku zapewnienia wykwalifikowanych szkoleniowców na każdej z nich. Ponadto uważa on, że skocznia powinna być pokryta igielitem, żeby spełniała swe funkcje treningowe przez cały rok. Twierdzi również, że najlepiej byłoby zbudować jeden czy dwa kompleksy całoroczne w zbliżonych granicach do K-15, K-25 i K-40. Na miejscu mogłem zweryfikować słuszność tej decyzji, gdyż trener dawał polecenia niektórym zawodnikom podczas treningu, aby przestali wykonywać skoki na skoczni K-40 i przeszli na K-15 w celu skorygowania niepoprawnie wykonywanych różnych faz podczas lotu czy lądowania. Na skoczni jeszcze kilka osób pomagało szkoleniowcowi utrzymać bezpieczeństwo, gdyż zawodnicy naprzemiennie oddawali skoki z trzech skoczni w krótkich odstępach czasu. Jest to sport niebezpieczny. Podczas godzinnego treningu młodzików i juniorów było kilkanaście upadków. Na szczęście niegroźnych. Myślę, że minie jeszcze sporo czasu aż ta dyscyplina sportu stanie się na Żywiecczyźnie atrakcją turystyczno-sportową. Istnieją natomiast szanse, aby znany już w całej Polsce Korbielów i przyległe mu miejscowości przyciągały zimą zagranicznych turystów. Nastąpi to wtedy, jeżeli zaprezentujemy chociażby skromny, ale ekskluzywny ośrodek narciarski zbudowany lub wylansowany na wzór amerykański. Nie dlatego, że będzie on lepszy od tych w Austrii. Francji, Niemczech czy innych, lecz dlatego, że będzie miał moc przyciągającą jako coś nowego, być może nieznanego przez wielu w Europie, co trzeba zobaczyć i z czego warto skorzystać. W jednej z osad w USA magnesem przyciągającym turystów zimą w okolice mniej atrakcyjne był Christmas House (niezwykła, wręcz bajkowa dekoracja świąteczna), oczywiście dzięki wspaniałej informacji turystycznej, a szczególnie unikalnym, stosowanym w USA, formom jej przekazywania.
Jeżeli będziemy kluczyć w kręgu setek pomysłów a w ofercie turystycznej naszego regionu nie wybijemy się ponad przeciętność to będziemy mieli w dalszym ciągu "ściernisko" a "San Francisco" pozostanie w sferze marzeń.
Henryk Kłosowicz



do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.