W trosce o rozwój regionu - TURYSTYKA
W tej dziedzinie w naszym
kraju utrzymuje się od 1997r. tendencja spadkowa. A roczny spadek
liczby turystów zagranicznych odwiedzających Polskę sięga nawet
kilkunastu procent. Jest to szczególnie bolesne dla naszego regionu,
gdzie zakłada się, że turystyka i pochodne jej formy będą jednym
z głównych źródeł utrzymania miejscowej ludności. Niewiele w
Polsce jest takich miejsc jak Żywiecczyzna, gdzie posiadane walory
predysponują dany obszar do zaproponowania różnych form turystyki
niemal przez cały rok. W Brukseli właśnie rozstrzyga się ile pieniędzy
na rozwój turystyki dostanie województwo śląskie a przy dalszym
podziale nasz region. Środki na ten cel będą spływały do 2006r.
Ze względu na priorytetowe znaczenie rozwoju tej gałęzi w tutejszym
środowisku należałoby wykorzystać wszelkie dostępne propozycje,
pomysły i informacje, niejednokrotnie sprawdzone oraz zastosowane już
w innych miejscach, które byłyby uzupełnieniem i wzbogaceniem
oferty lokalnych władz oraz organizacji działających w branży
turystycznej.
W Szczecinie powstał potężny, obejmujący województwo, 350-cio
stronicowy program rozwoju turystyki do 2006 roku i jak twierdzi
prezes Zachodniopomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej jest
to pierwszy taki program w Polsce. Jego zarys miałem okazję poznać
na szkoleniu zorganizowanym niedawno w Ustroniu przez Biuro Polityki
Gospodarczej i Rozwoju Regionalnego w Kielcach. Wskazuje on najważniejsze
działania, które powinny być realizowane, żeby turystyka rosła w
siłę. Opiera się na trzech głównych założeniach. Wypunktowaniu,
co jest silną stroną regionu, co przeszkadza w jego rozwoju i co w
turystyce tego regionu jest najważniejsze. Ten ostatni punkt
przedstawiony jest na wykresie odwróconej piramidy z naniesionymi w
poszczególnych sektorach różnymi formami turystyki. Im wyższe
miejsce zajmuje dana dziedzina, tym więcej zaplanowano działań poświęconych
jej rozwojowi. W oparciu o tą zasadę powinny być opracowane w każdej
z gmin naszego powiatu programy rozwoju turystyki z perspektywą ich
realizacji w niektórych aspektach nawet za kilka czy kilkanaście
lat. W tym czasie byłyby one uzupełniane, wzbogacane i poprawiane w
oparciu o doświadczenia zarówno własne, oraz te, zaczerpnięte z
innych źródeł. Duże dysproporcje w przygotowaniu do obsługi ruchu
turystycznego i to niezależnie od walorów danej gminy, można było
zaobserwować na żywieckim Rynku oglądając foldery, ulotki i
materiały promocyjne podczas majowego mityngu z cyklu "Polskie
Spotkania Europejskie". Jeżeli mamy takie ambicje i założenia,
aby nasz region rzeczywiście był potęgą na rynku turystycznym, to
trzeba wręcz inspirować do pomysłów w tym kierunku, nawet tych śmiałych
i pozornie abstrakcyjnych, tak jak to czynili w przeszłości a
kontynuują obecnie Francuzi, Amerykanie i te kraje, których
turystyka świetnie się rozwija. Dzisiejsze wspaniałe atrakcje
turystyczne jak chociażby Statua Wolności w Nowym Jorku czy Wieża
Eiffla w Paryżu, nigdy by się nie pojawiły, gdyby nie genialne a w
owym czasie ostro zwalczane pomysły ich twórców a szczególnie
otwartość umysłu ówczesnych władz, które to zaaprobowały.
Podczas poprzedniej wizyty prezydenta Georgie W. Busha w naszej ojczyźnie
wytworzyła się szansa dla tego regionu urzeczywistnienia niezwykłej
atrakcji turystycznej, której niezamierzonymi autorami byli wspaniali
i niezwykle sympatyczni bracia Golcowie wraz z zespołem oraz
prezydent USA, który skupił uwagę na ich piosence "Ściernisko".
Słowa tej piosenki w tłumaczeniu na język angielski to typowy
"American dream", gdzie snute marzenia się spełniają i na
zwykłym ściernisku powstaje wspaniałe miasto, San Francisco. Myślę,
że prezydent w oparciu o słowa tej piosenki chciał wzbudzić
optymizm w Polakach, gdyż Amerykanie są przekonani, że dobry pomysł
poparty wysiłkiem, mrówczą pracą, szczęśliwym zbiegiem okoliczności,
musi być uwieńczony sukcesem.
Niedaleko Nowego Jorku w mieście wielkości Żywca jedna z dzielnic
usytuowana na obszarze około jednego kilometra kwadratowego nosi nazwę
Polish Town, stosowaną oficjalnie na mapach, folderach i dokumentach
amerykańskich. Nie były tam prowadzone jakieś kosztowne inwestycje
w kierunku nadania dzielnicy charakteru polskości. Ma to wymiar
raczej symboliczny. W budynku amerykańskiej szkoły jest oddział
polskiej szkoły im. św.Maksymiliana Marii Kolbe, obok kościół św.
Izydora z polskimi symbolami, po przeciwnej stronie hala widowiskowa
zwana Polish Hall, w sąsiedztwie polskie muzeum Imigracyjne oraz
parking i park oznaczone jako polskie. Prawie wszystkie nazwy, łącznie
z ulicami w języku angielskim, ale w narodowych, biało-czerwonych
barwach, obowiązkowo z polskim godłem w tle. W wielu miejscach a
szczególnie na głównym placu stale zakotwiczona obok amerykańskiej,
flaga polska. W dwóch różnych miejscach przy głównej alei
symboliczne kierunkowskazy do Krakowa i Warszawy z naniesioną odległością.
Każdego roku odbywa się tam wielki, polski festyn i jarmark, gdzie
na dwustu straganach udekorowanych w biało-czerwone barwy można się
zaopatrzyć w wyroby artystyczne, rzemieślnicze, jubilerskie i nasycić
wyrobami polskiej kuchni. Impreza trwa dwa dni i towarzyszy jej bogaty
program artystyczny, który podziwia corocznie kilkadziesiąt tysięcy
ludzi z tego tylko co dziesiąta osoba na co dzień używa języka
polskiego. Zapraszając amerykańską Polonię na tę uroczystość na
łamach Dziennika Nowojorskiego, posłużyłem się hasłem z amerykańskiej
gazety lokalnej, która też zapraszała swoich czytelników. W tłumaczeniu
na język polski brzmiało ono "Jeżeli nie możesz pojechać do
Polski, to przybądź do Polish Town w USA".
Do celów marketingowych, promując nasz region, można by było to
hasło odwrócić. "Jeżeli nie możesz pojechać do USA to
przyjedź do San Francisco w...". Właśnie gdzie? Dzięki zespołowi
Golec uOrkiestra nazwa już została wylansowana. Jako wspaniałą
reklamę, można byłoby wpisać do folderu, że pomysł powstania
takiego mini miasteczka amerykańskiego na naszym terenie podsunął
nam sam prezydent USA. Co nie mija się z prawdą bo właściwie tak
było. Myślę, że pomogliby nam zrealizować ten pomysł nasi
przyjaciele z Ameryki i to nie tylko na poziomie projektowania. Jedną
z pierwszych atrakcji tego miasteczka mógłby być wylansowany, również
w tej piosence bank w stylu amerykańskim, sponsorowany przez któregoś
z potentatów tej branży, jako własna reklama. Takie banki w małych
amerykańskich miasteczkach to wbrew pozorom skromne, parterowe
budynki, ładnie wykończone a różnią się tym od tego typu placówek
w Polsce, że z jednej ze stron posiadają zadaszenie pod które wjeżdża
się samochodem po zapaleniu się zielonego światła na
sygnalizatorze identycznym jak na skrzyżowaniu i nie wychodząc z
samochodu dokonuje się transakcji bankowych, rozmawiając z obsługą
przez mikrofon. Takie "obce" miasteczko, czy dzielnica to w
USA dosyć popularna forma "odwiedzania" innego państwa na
swoim terytorium. Na Florydzie, jedenaście państw z różnych stron
świata skupionych w jednym kompleksie, prezentuje swoją architekturę,
kulturę i obyczaje. W Nowym Jorku niewielki obszar zajmuje "
Little Italy"(Mała Italia), a obok potężna dzielnica China
Town oraz wiele innych w różnych stanach. Obsługa przez mikrofon
dokonuje się po zapaleniu zielonego światła na sygnalizatorze. Są
to ogromne atrakcje turystyczne, gdyż setki tysięcy ludzi nie mogą
odwiedzić państw, w których pragnęli by się znaleźć, ale mają
ich namiastkę. Czasem jest to pokazane w rozszerzonym zakresie, ale w
zupełnie innej formie, jak w jednym z miasteczek stanu New Jersey,
gdzie można zobaczyć wiele europejskich miejsc łącznie z Kremlem i
Placem Czerwonym, lecz w miniaturze, co też przyciąga duże rzesze
turystów. Ponieważ mamy na Żywiecczyźnie wielu wspaniałych
modelarzy, zachęcam więc do wykonania takiej serii miniaturowych
obiektów z różnych stron świata, ale o nieco innej, bardziej
popularnej u nas tematyce.
Nie zawsze musimy się zachwycać tym, co zagraniczne. Mamy tu na Żywiecczyźnie
piękny, nowoczesny obiekt, który mogliby podziwiać turyści nie
tylko z Europy, ale stoi mało wyeksponowany. Chyba, że jest to
zamierzone. W stanie Nowy Jork, w mieście czterokrotnie mniejszym od
Żywca każdego roku na przełomie sierpnia i września odbywają się
największe w USA zawody hippiczne, na które przybywa 60 tysięcy
widzów i 2000 zaproszonych, specjalnych gości. Są to gwiazdy
telewizji, muzyki, projektanci mody, pisarze, artyści, ludzie biznesu
i gwiazdy Hollywood. Pod olbrzymimi namiotami znakomicie przygotowane
restauracje, sklepy, wystawy, specjalne programy i zabawy dla dzieci
łącznie z mini ZOO oraz inne atrakcje. Bilety i zaproszenia
rozprowadzane są różnymi kanałami na wiele miesięcy przed
zawodami. Wszystko jest tam znakomicie urządzone i zorganizowane, ale
tak wspaniałego i ekskluzywnego parkuru odkrytego a zwłaszcza
parkuru krytego jaki znajduje się w Żywcu na Grojcu mogą nam tylko
pozazdrościć. Jako ciekawostkę dodam, że znany, światowej sławy
producent był jednym ze sponsorów zawodów hippicznych zarówno w
USA jak również w Żywcu. Obiekt ten z dumą możemy pokazywać
krajowym i zagranicznym gościom pod warunkiem, że dobrego nastroju
nie popsuje im dojazd. Sporą atrakcją w naszym regionie będzie też
z pewnością kolejka szynowa na górę Żar. Nie wahałbym się także
zaprosić nawet najbardziej wybrednych turystów z każdego zakątka
globu na coroczny wspaniały program artystyczny prezentowany w
amfiteatrze pod Grojcem podczas Tygodnia Kultury Beskidzkiej. Od
poziomu artystycznego imprezy zdecydowanie odbiegają inne elementy.
Korekty wymaga scenografia, oświetlenie i to nie tylko sceny,
otoczenie, parkowanie i parę spraw organizacyjnych. Prawdopodobnie
korekty będzie wymagał także plan budowy skoczni w każdej gminie
naszego powiatu. Aby się lepiej zapoznać z tym problemem udałem się
do Wisły, gdzie podczas treningu rozmawiałem z Janem Szturcem,
pierwszym trenerem Adama Małysza a obecnym szkoleniowcem KS Wisła
Ustronianka, który nie był zachwycony tym pomysłem. Wręcz odradzał
realizację tego planu w obecnej formie, ze względu na koszty budowy
i koszty utrzymania tylu obiektów, uciążliwego ubijania śniegu na
skoczniach, a szczególnie braku zapewnienia wykwalifikowanych
szkoleniowców na każdej z nich. Ponadto uważa on, że skocznia
powinna być pokryta igielitem, żeby spełniała swe funkcje
treningowe przez cały rok. Twierdzi również, że najlepiej byłoby
zbudować jeden czy dwa kompleksy całoroczne w zbliżonych granicach
do K-15, K-25 i K-40. Na miejscu mogłem zweryfikować słuszność
tej decyzji, gdyż trener dawał polecenia niektórym zawodnikom
podczas treningu, aby przestali wykonywać skoki na skoczni K-40 i
przeszli na K-15 w celu skorygowania niepoprawnie wykonywanych różnych
faz podczas lotu czy lądowania. Na skoczni jeszcze kilka osób pomagało
szkoleniowcowi utrzymać bezpieczeństwo, gdyż zawodnicy
naprzemiennie oddawali skoki z trzech skoczni w krótkich odstępach
czasu. Jest to sport niebezpieczny. Podczas godzinnego treningu młodzików
i juniorów było kilkanaście upadków. Na szczęście niegroźnych.
Myślę, że minie jeszcze sporo czasu aż ta dyscyplina sportu stanie
się na Żywiecczyźnie atrakcją turystyczno-sportową. Istnieją
natomiast szanse, aby znany już w całej Polsce Korbielów i przyległe
mu miejscowości przyciągały zimą zagranicznych turystów. Nastąpi
to wtedy, jeżeli zaprezentujemy chociażby skromny, ale ekskluzywny ośrodek
narciarski zbudowany lub wylansowany na wzór amerykański. Nie
dlatego, że będzie on lepszy od tych w Austrii. Francji, Niemczech
czy innych, lecz dlatego, że będzie miał moc przyciągającą jako
coś nowego, być może nieznanego przez wielu w Europie, co trzeba
zobaczyć i z czego warto skorzystać. W jednej z osad w USA magnesem
przyciągającym turystów zimą w okolice mniej atrakcyjne był
Christmas House (niezwykła, wręcz bajkowa dekoracja świąteczna),
oczywiście dzięki wspaniałej informacji turystycznej, a szczególnie
unikalnym, stosowanym w USA, formom jej przekazywania.
Jeżeli będziemy kluczyć w kręgu setek pomysłów a w ofercie
turystycznej naszego regionu nie wybijemy się ponad przeciętność
to będziemy mieli w dalszym ciągu "ściernisko" a
"San Francisco" pozostanie w sferze marzeń.
Henryk Kłosowicz