I Wierchowe Granie i Górolskie Śpiewanie
Jeżeli
komuś było dane dotrzeć do bacówki na Krawcowym Wierchu sobotnim
popołudniem 14.06.2003, to jego oczom ukazywał się niespotykany
widok. Na Hali Krawculi bowiem panował ruch niczym w Tatrach w
sezonie letnim. To zjawisko dość rzadkie, szczególnie w miejscu, które
przyciąga turystów właśnie tym, że można tutaj doskonale odpocząć
od innych osób. Powodem, iż koło schroniska wyrosło kilkadziesiąt
namiotów była impreza o charakterze folkowo-turystycznym: "I
WIERCHOWE GRANIE I GÓROLSKIE ŚPIEWANIE".
Wszystko zaczęło się ok. 14-tej, od wspaniałego koncertu łemkowskiej
muzyki ludowej w wykonaniu lubelskiego zespołu "Kapela
Drewutnia". Koneserom z pewnością udało się dosłuchać w tej
muzyce powiewu kultury wschodniej, zupełnie innej od muzyki znanych
nam kapel żywieckich. Nie wszyscy z pewnością wiedzą, że Łemkowie
to pewna grupa etniczna zamieszkująca obecnie teren Beskidu Niskiego.
Posiadają oni swój język, wyznanie, kulturę oraz przepiękną
muzykę, którą mogliśmy usłyszeć na Krawculi. Po koncercie
wprowadzającym
zobaczyliśmy pokaz gry na trombitach w wykonaniu prawdziwego górala
z Beskidu Śląskiego - Wojtka Troszoka z Wisły. Odnośnie trombit
dowiedzieliśmy się jak to funkcjonuje oraz jaki ma zasięg. Każdy mógł
popróbować swoich sił i przez jakiś czas Krawcula przypominała
prawdziwe rykowisko! Po przeprowadzeniu przez turystów wielu prób
wysyłania SMS-ów przy użyciu trombity, gospodarz bacówki, Szymon
Kreczmer, dokonał uroczystego otwarcia szałasu pasterskiego,
zbudowanego wg starych zasad i reguł, stosowanych przy stawianiu tego
typu chat górskich, w całości z drewna, na ka-miennych
"fundamentach" i krytym gontem dachem. Kryje w swych wnętrzach
zebrane przedmioty używane przez pasterzy w czasie wypasu owiec na
halach. Zebrani na hali goście mieli również niepowtarzalną okazję
degustacji owczego sera i bryndzy, którymi to zainteresowanie było
chyba największe. Następnym punktem programu była gawęda Józefa
Brody, powitanego gromkimi brawami, który opowiadał
nam
ciekawe historie związane z tymi stronami Beskidów. Dodatkowo
urozmaicał swe gawędy cytując różnych filozofów, skłaniając
nas do refleksji, że tak w zasadzie to jesteśmy jednak dobrymi ludźmi.
Poza tym przekonał nas, że na instrument muzyczny nadaje się
wszystko: trawa, liście, słoma, także nie ma najmniejszego powodu
do szukania w sklepach muzycznych jakiś powszechnie używanych modeli
np. gitar, bębenków czy trąbek. Po gawędzie Józefa Brody, który
wpędził te słuchające go osoby w niemalże osłupienie, czy raczej
upojenie, jak dzielił się swą wiedzą i talentem na temat kultury i
muzyki, gospodarz zaprosił wszystkich obecnych na salony schroniska,
gdzie uraczono nas pyszną zupą ogórkową. A jak smakowała, wie
tylko ten, kto był. Zresztą owa zupa już na stałe zagościła w
progi bacówki, zarówno jako codzienne menu, jak przy okazji odbywających
się w jej ścianach imprezach, co miało miejsce teraz jak i w czasie
lutowego slajdowiska. A wypada dodać, że szybko znikała z talerzy,
a po dokładki ustawiały się nie małe kolejki. I tak to miło i
przyjemnie upływał czas do wieczoru. Wtedy też miało miejsce
ognisko, przy którym mogliśmy się
znów
wsłuchać w piękną muzykę łemkowską. Cała impreza trwała do późnych
godzin wieczornych, co by nie powiedzieć wczesnych godzin rannych.
Niedzielny poranek przywitał przybyłych gości deszczykiem (pewnie
dla orzeźwienia niewyspanych oczu), który zresztą szybko ustąpił
miejsca pięknemu dniowi. Podsumowywując "I WIERCHOWE GRANIE I GÓROLSKIE
ŚPIEWANIE" nie można pominąć wspaniałej atmosfery, jaką
tworzyła ponad setka przybyłych turystów i gro zaproszonych artystów,
którzy z pewnością równie mile spędzili czas, móc zaprezentować
się "w tak pięknych okolicznościach przy-rody". Relacja
zdjęciowa znajduje się na stronie internetowej bacówki: http://krawcow.pttk.pl/
Szymon Rochowiak