Nad Sołą i Koszarawą - nr 14 (117) - rok  VI - 15 Lipiec 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
I Wierchowe Granie i Górolskie Śpiewanie

Jeżeli komuś było dane dotrzeć do bacówki na Krawcowym Wierchu sobotnim popołudniem 14.06.2003, to jego oczom ukazywał się niespotykany widok. Na Hali Krawculi bowiem panował ruch niczym w Tatrach w sezonie letnim. To zjawisko dość rzadkie, szczególnie w miejscu, które przyciąga turystów właśnie tym, że można tutaj doskonale odpocząć od innych osób. Powodem, iż koło schroniska wyrosło kilkadziesiąt namiotów była impreza o charakterze folkowo-turystycznym: "I WIERCHOWE GRANIE I GÓROLSKIE ŚPIEWANIE".
Wszystko zaczęło się ok. 14-tej, od wspaniałego koncertu łemkowskiej muzyki ludowej w wykonaniu lubelskiego zespołu "Kapela Drewutnia". Koneserom z pewnością udało się dosłuchać w tej muzyce powiewu kultury wschodniej, zupełnie innej od muzyki znanych nam kapel żywieckich. Nie wszyscy z pewnością wiedzą, że Łemkowie to pewna grupa etniczna zamieszkująca obecnie teren Beskidu Niskiego. Posiadają oni swój język, wyznanie, kulturę oraz przepiękną muzykę, którą mogliśmy usłyszeć na Krawculi. Po koncercie wprowadzającym zobaczyliśmy pokaz gry na trombitach w wykonaniu prawdziwego górala z Beskidu Śląskiego - Wojtka Troszoka z Wisły. Odnośnie trombit dowiedzieliśmy się jak to funkcjonuje oraz jaki ma zasięg. Każdy mógł popróbować swoich sił i przez jakiś czas Krawcula przypominała prawdziwe rykowisko! Po przeprowadzeniu przez turystów wielu prób wysyłania SMS-ów przy użyciu trombity, gospodarz bacówki, Szymon Kreczmer, dokonał uroczystego otwarcia szałasu pasterskiego, zbudowanego wg starych zasad i reguł, stosowanych przy stawianiu tego typu chat górskich, w całości z drewna, na ka-miennych "fundamentach" i krytym gontem dachem. Kryje w swych wnętrzach zebrane przedmioty używane przez pasterzy w czasie wypasu owiec na halach. Zebrani na hali goście mieli również niepowtarzalną okazję degustacji owczego sera i bryndzy, którymi to zainteresowanie było chyba największe. Następnym punktem programu była gawęda Józefa Brody, powitanego gromkimi brawami, który opowiadał nam ciekawe historie związane z tymi stronami Beskidów. Dodatkowo urozmaicał swe gawędy cytując różnych filozofów, skłaniając nas do refleksji, że tak w zasadzie to jesteśmy jednak dobrymi ludźmi. Poza tym przekonał nas, że na instrument muzyczny nadaje się wszystko: trawa, liście, słoma, także nie ma najmniejszego powodu do szukania w sklepach muzycznych jakiś powszechnie używanych modeli np. gitar, bębenków czy trąbek. Po gawędzie Józefa Brody, który wpędził te słuchające go osoby w niemalże osłupienie, czy raczej upojenie, jak dzielił się swą wiedzą i talentem na temat kultury i muzyki, gospodarz zaprosił wszystkich obecnych na salony schroniska, gdzie uraczono nas pyszną zupą ogórkową. A jak smakowała, wie tylko ten, kto był. Zresztą owa zupa już na stałe zagościła w progi bacówki, zarówno jako codzienne menu, jak przy okazji odbywających się w jej ścianach imprezach, co miało miejsce teraz jak i w czasie lutowego slajdowiska. A wypada dodać, że szybko znikała z talerzy, a po dokładki ustawiały się nie małe kolejki. I tak to miło i przyjemnie upływał czas do wieczoru. Wtedy też miało miejsce ognisko, przy którym mogliśmy się znów wsłuchać w piękną muzykę łemkowską. Cała impreza trwała do późnych godzin wieczornych, co by nie powiedzieć wczesnych godzin rannych. Niedzielny poranek przywitał przybyłych gości deszczykiem (pewnie dla orzeźwienia niewyspanych oczu), który zresztą szybko ustąpił miejsca pięknemu dniowi. Podsumowywując "I WIERCHOWE GRANIE I GÓROLSKIE ŚPIEWANIE" nie można pominąć wspaniałej atmosfery, jaką tworzyła ponad setka przybyłych turystów i gro zaproszonych artystów, którzy z pewnością równie mile spędzili czas, móc zaprezentować się "w tak pięknych okolicznościach przy-rody". Relacja zdjęciowa znajduje się na stronie internetowej bacówki: http://krawcow.pttk.pl/
Szymon Rochowiak

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.