Skoro Europie powiedzieliśmy TAK
Podczas odbywającego się w dniach 7 - 8 czerwca br.,
referendum akcesyjnego, - jak wiadomo - głosowało 58,85% Polaków.
Za integracją Polski z Unią Europejską opowiedziało się 77,45% głosujących.
Żywiecczyzna także nie pozostała w tyle. We wszystkich gminach frekwencja
przekroczyła wymagane 50% + jeden głos, a średnia w powiecie oscylowała
wokół średniej krajowej. Najwięcej głosujących opowiedziało się za
przystąpieniem do Unii Europejskiej w gminach: Węgierska Górka / 82,5%
/, Świnna / 82% /, Jeleśnia / 81, 85% /, a najwięcej przeciwników
Unii / co dla mnie jest zaskoczeniem / odnotowano w gminach: Ślemień
/ 29% /, Gilowice / 28,2% / i Milówka / 26,45% /.
Żywiecczyzna udziałem w referendum raz jeszcze wykazała, że przypisywanie
jej galicyjskiego konserwatyzmu i zacofania, to coraz bardziej mijająca
przeszłość i wtedy gdy o sprawy kraju i narodu chodzi, jej mieszkańcy
potrafią wykazać się właściwym instynktem i dużą dojrzałością polityczną.
I za to - jako jeden z synów Żywiecczyzny- mam dla swoich rodaków
wielkie uznanie.
Tak więc za 10 miesięcy staniemy się pełnoprawnymi członkami Unii.
Nie mam zamiaru jednak, popadać z tego powodu w wielką euforię, jaką
okazywali niektórzy politycy, chociaż nie ulega wątpliwości, że podjęliśmy,
czy nie jedną z najważniejszych decyzji w dziejach naszego narodu.
Używane, przez niektórych sformułowanie "Od Unii Lubelskiej do
Unii Europejskiej" wcale nie jest przenośnią. Dokonaliśmy aktu
o wielkiej doniosłości.
Ale za akt wielkiej doniosłości uważaliśmy i uważamy również Konstytucję
3 Maja. Po jej uchwaleniu także tłumy wyległy na ulicę wołając: "Wiwat
Król. Wiwat naród. Wiwat wszystkie stany", a okazało się, że
Konstytucja ta doprowadziła do kolejnego rozbioru Polski bo... Uchwalona
3 maja 1791 r. Konstytucja - jak piszą historycy - uzyskała "niezwykle
pochlebne oceny wśród oświeconej warstwy społeczeństw innych krajów",
ale okazała się nazbyt rewolucyjna, co wzbudziło obawy państw ościennych,
a przede wszystkim Rosji. Wyprzedzała po prostu epokę.
Akt, jakiego dokonaliśmy w trakcie czerwcowego referendum, sam w sobie
niesie zapowiedź zwycięstwa, a nie porażki. Bowiem nie wyprzedzamy
epoki, a staramy się za nią nadążyć i nie działamy w pojedynkę, a
w zespole 25 państw europejskich. Ale, aby stał się on aktem zwycięstwa,
trzeba go przekuć w czyn, co od świadomej - podkreślam świadomej -
części społeczeństwa wymagać będzie zaangażowania i wysiłku.
Odwołuję się więc do świadomej, myślącej części mieszkańców Żywiecczyzny,
bo do "betonu" doby transformacji - czego uczy doświadczenie-odwoływanie
niema sensu.
Odwołuję się, gdyż na Was spoczywał będzie ciężar przecierania szlaków
dla naszego kraju w tej nowej wielkiej wspólnocie. Pozyskiwania dla
tej drogi szerokiej rzeszy ludzi chwiejnych, nie zdecydowanych, bo
tylko wchodzenie dużą zwartą armią może zapewnić Polsce należne jej
miejsce w Unii. Wyjaśnianie ludziom sensu naszego członkostwa w niej,
bo sens ten wciąż niewielu rozumie i dostrzega.
W cyklu wcześniej zamieszczanych w naszym dwutygodniku artykułów,
pod wspólnym tytułem "Z czym do Europy", starałem się to
uświadomić naszym czytelnikom.
Uważam, że nadszedł czas, aby do tego tematu, jeszcze raz powrócić.
Sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw zagranicznych, sekretarz Komitetu
Integracji Europejskiej - Danuta Hübner występując w dniu 22 maja
br. na Czwartej Konferencji Mediów Publicznych w Krakowie, podkreśliła,
że mówiąc Unii - Tak, powinniśmy się czuć współodpowiedzialni za następstwa
tej decyzji i mieć świadomość, że jest to wielki - historyczny wybór,
podyktowany nie tyle próbą ucieczki od naszych kłopotów ekonomicznych,
ale szansą współtworzenia nowej, europejskiej rzeczywistości, w której
my - Polacy, powinniśmy znaleźć i wypracować własne miejsce. Nie służą
temu rozbudzone z jednej strony nadmierne lęki, a z drugiej wielkie
oczekiwania. Unia nie będzie państwem zastępczym, ale wspólnotą państw,
w której należy nauczyć się identyfikować z tym, co to jest nasz polski
interes w Europie. Podpatrywać co u innych, uczyć się od nich, ale
także przekazywać im, to co my potrafimy, chlubić się naszą historią,
kulturą, naszym dorobkiem.
Sądzę, że w miarę wiernie odtworzyłem główne myśli tego wystąpienia.
Cóż do tego można dodać. Po prostu czujmy się Polakami w Europie,
a Europejczykami w Polsce. Pomyślmy, jak u siebie wykorzystać europejski
dorobek, co w zamian za to zaproponować Europie u nas, ale także przecież
"na wynos", wszak znani jesteśmy z gościnności.
Mam świadomość, że sytuacja ekonomiczna Polski nie nastraja do optymizmu,
ale albo to raz przyszło nam się zmagać z przeciwnościami losu. I
zawsze wychodziliśmy na swoje. Pesymizm i brak wiary we własne siły
zmaganiom takim nie służy.
Idźmy więc na spotkanie z nowym, z otwartą pełną mądrych pomysłów
i koncepcji głową.
Idźmy z wyciągniętymi ale nie jak żebracy, tylko w serdecznym geście
powitania rękami.
Tam w Europie też żyją ludzie i potrafią nas ocenić oraz przyjąć tak
jak na to zasłużyliśmy.
Chciałoby się ten artykuł zakończyć nietypowo - życzeniami: Szczęśliwej
drogi w nową przyszłość Ojczyzno. Szczęśliwej drogi Rodacy, jako że
droga ta wcale taka łatwa nie będzie i niejednokrotnie trzeba się
będzie z rzeczywistością brać za bary twardo, po góralsku.
Antoni Urbaniec