Posesyjne reminiscencje
W poprzednim numerze NSiK pisałem o niezwykle udanym przebiegu
sesji wyjazdowej dziennikarzy zrzeszonych w Stowarzyszeniu Polskich
Mediów i pod adresem wszystkich tych, którzy przyczynili się do jej
uświetnienia kierowałem słowa podziękowania. Dzisiaj byłby czas na
zastanowienie się jak spożytkować dorobek tej sesji.
Wiadomo dziennikarze już zaczęli opisywać i będą upowszechniać swoje
obserwacje i wrażenia z ziemi żywieckiej, będą także - jestem przekonany
- dzielić się swoimi spostrzeżeniami w gronie bliskich i znajomych,
zachęcając ich do odwiedzenia naszej gościnnej ziemi. Sława im za
to i chwała.
Spożytkowanie dorobku sesji, to nie tylko sprawa dziennikarzy, to
także nas - instytucji i osób - zainteresowanych w rozwoju naszego
regionu obowiązek. Stąd z kilkoma spostrzeżeniami i przemyśleniami,
jakie zrodziły mi się na kanwie obrad tej sesji, chciałbym się z czytelnikami
podzielić.
Zawsze uważałem i uważam, że Żywiecczyzna to jeden z najbardziej uroczych
i ciekawych zakątków kraju, ale dzisiaj, kiedy porównam przebieg tej
sesji, do przebiegu podobnych, równie udanych, w których miałem przyjemność
uczestniczyć, w różnych częściach Polski, ten wyjątkowy atut Żywiecczyzny
dostrzegam jeszcze wyraźniej i uważam, że mimo pewnych inicjatyw,
nie potrafimy go należycie wykorzystać.
Nie wiem, czy przesadna skromność, czy brak w naszej propagandzie
przebojowości, czy jakieś inne czynniki nie pozwalają Żywiecczyźnie
- jako regionowi - wypłynąć na szerokie turystyczne wody. Nie wiem,
a może wiem? Zanim jednak wrócę do tego tematu przypomnę starą jak
świat prawdę. Chcąc przyjmować gości trzeba "posprzątać dom".
Niewątpliwie przede wszystkim należy zrobić porządek z drogami. Drogi
to jest ogromny problem, spędzający sen z powiek gospodarzom i od
razu go się nie rozwiąże, chociaż jeżdżąc po powiatowych / także wojewódzkich
/ drogach, zastanawiam się czasami dlaczego jedne, wcale nie najważniejsze
są nieźle utrzymane, a inne, choćby ta - chyba jedna z "najbardziej
reprezentacyjnych" -z Żywca do Korbielowa, na odcinku do Kamiennej,
jest pełna dziur. Czyżby jedni wójtowie umieli się bardziej rozpychać,
a inni mniej?
Drogi to ważna rzecz, ale nie mniej ważny jest widok po obu ich stronach.
Żywieckie wsie pięknieją z każdym rokiem i to cieszy. Ale obok cieszących
wzrok ogródków kwiatowych, kolorowych skalniaków i innych cudeniek,
rosną chwasty, straszą walące się płoty i nie uprzątnięte podwórka.
Co jak co, ale usunięcie tych, nie przynoszących nam chluby, widoków,
wcale wielkich nakładów inwestycyjnych nie wymaga. Ot wystarczyłaby
decyzja wójta i konsekwentne jej egzekwowanie, przez odpowiednie służby.
Mamy wiele reprezentacyjnych obiektów, które z powodzeniem mogą imponować
wczasowiczom i turystom. Choćby te, które zwiedzali dziennikarze:
"Jontek" i "Fero Lux" w Korbielowie, będące poza
konkurencją "Rancho Adama" w Pewli Ślemieńskiej, czy położone
w uroczym zakątku sopotniańskiego potoku gospodarstwo agroturystyczne
Gawlasów.
Obok nich jednak spotyka się gospodarstwa, które witają sympatycznym
wyglądem od frontu, a w części gospodarczej straszą starymi narzędziami,
porozrzucanym obornikiem i bałaganem w oborze. Ja wiem, że nie wszystkich
rolników stać na to, aby już teraz, oferować pokoje z pełnym węzłem
sanitarnym, ale wszystkich stać na dbałość o porządek w obejściu i
jeżeli go brak, to pretensje należy mieć do tych, którzy firmują takie
gospodarstwa.
Mimo pewnych mankamentów Żywiecczyzna ma się czym pochwalić i czym
imponować, jeżeli tego jednak w pełni nie wykorzystuje, to winy m.
inn. należy szukać w tym, że organizatorzy wczasów, turystyki, zbiorowego
żywienia i innych usług turystycznych działają w rozproszeniu i każdy
na własną rękę próbuje "zdobyć klienta". Pisałem o tym niejednokrotnie,
ale jeden z dziennikarzy, kiedy rozmawialiśmy o planowanej do uruchomienia
kolejce ziemno-szynowej na górę Żar, uczynił bardzo trafną uwagę.
- Kolejka ta - mówił - może przysporzyć Żywiecczyźnie duży napływ
turystów, bo każdy ojciec będzie chciał zafundować swojemu dziecku
wyjazd na Żar, tak jak w Zakopanem na Gubałówkę. A kiedy już tu przyjedzie,
to będzie chciał skorzystać z czegoś jeszcze. W zasięgu Jezioro Żywieckie.
Nic tylko przejazd statkiem do Żywca, a potem na dobry obiad do "Starej
Karczmy". Że daleko? Z Krupówek w Zakopanem do Morskiego Oka
jest może tyle samo, a ludzie jeżdżą bo jest po co. Trzeba tak spopularyzować
miejscowe atrakcje, żeby ich tu też ciągnęło. "Stara Karczma"
ze swoim wystrojem to jest coś, a niech jeszcze przy posiłku wieczorem
wystąpi Kabaret "U Bacy". A potem nocleg albo w Sopotni
Wielkiej, albo w Pewli Ślemieńskiej, albo w Korbielowie. Samochodem
wszędzie blisko.
Mówił o tym jednym - nazwijmy go - turystycznym kompleksie, ale od
Żywca można wyruszać w różne, równie atrakcyjne turystycznie i widokowo
kierunki. Dlatego warto pomyśleć, aby "Stolica Beskidów"
stała się miejscowością recepcyjną, dysponującą ciekawą ofertę turystyczną,
w różnych częściach powiatu. Aby miała swoje odpowiedniki w poszczególnych
gminach, a nawet co bardziej atrakcyjnych miejscowościach i abyśmy
na ich utrzymanie łożyli wszyscy solidarnie, według swoich możliwości.
Warto i trzeba. Już dzisiaj informują mnie zaprzyjaźnieni dziennikarze,
że z ich rekomendacji, chcący dobrze wypocząć ich znajomi zamierzają
spędzić kilka dni w "Rancho Adama" czy w Korbielowie, a
wieczorem posłuchać występu Kabaretu "U Bacy" w "Starej
Karczmie" w Jeleśni. Powraca echem rzucone na sesji hasło "Żywiecczyzna
znana i nieznana", swoją drugą częścią, gdyż dla bardzo wielu,
okazuje się nieznana i bardzo atrakcyjna. Szczególnie dla tych z Kujaw,
z Turoszowskiego Worka, od Lublina, Sanoka i innych odległych rejonów
Polski. Przyjmijmy ich więc godnie.
Antoni Urbaniec