Nad Sołą i Koszarawą - nr 12 (115) - rok  VI - 15 Czerwiec 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Posesyjne reminiscencje

W poprzednim numerze NSiK pisałem o niezwykle udanym przebiegu sesji wyjazdowej dziennikarzy zrzeszonych w Stowarzyszeniu Polskich Mediów i pod adresem wszystkich tych, którzy przyczynili się do jej uświetnienia kierowałem słowa podziękowania. Dzisiaj byłby czas na zastanowienie się jak spożytkować dorobek tej sesji.
Wiadomo dziennikarze już zaczęli opisywać i będą upowszechniać swoje obserwacje i wrażenia z ziemi żywieckiej, będą także - jestem przekonany - dzielić się swoimi spostrzeżeniami w gronie bliskich i znajomych, zachęcając ich do odwiedzenia naszej gościnnej ziemi. Sława im za to i chwała.
Spożytkowanie dorobku sesji, to nie tylko sprawa dziennikarzy, to także nas - instytucji i osób - zainteresowanych w rozwoju naszego regionu obowiązek. Stąd z kilkoma spostrzeżeniami i przemyśleniami, jakie zrodziły mi się na kanwie obrad tej sesji, chciałbym się z czytelnikami podzielić.
Zawsze uważałem i uważam, że Żywiecczyzna to jeden z najbardziej uroczych i ciekawych zakątków kraju, ale dzisiaj, kiedy porównam przebieg tej sesji, do przebiegu podobnych, równie udanych, w których miałem przyjemność uczestniczyć, w różnych częściach Polski, ten wyjątkowy atut Żywiecczyzny dostrzegam jeszcze wyraźniej i uważam, że mimo pewnych inicjatyw, nie potrafimy go należycie wykorzystać.
Nie wiem, czy przesadna skromność, czy brak w naszej propagandzie przebojowości, czy jakieś inne czynniki nie pozwalają Żywiecczyźnie - jako regionowi - wypłynąć na szerokie turystyczne wody. Nie wiem, a może wiem? Zanim jednak wrócę do tego tematu przypomnę starą jak świat prawdę. Chcąc przyjmować gości trzeba "posprzątać dom".
Niewątpliwie przede wszystkim należy zrobić porządek z drogami. Drogi to jest ogromny problem, spędzający sen z powiek gospodarzom i od razu go się nie rozwiąże, chociaż jeżdżąc po powiatowych / także wojewódzkich / drogach, zastanawiam się czasami dlaczego jedne, wcale nie najważniejsze są nieźle utrzymane, a inne, choćby ta - chyba jedna z "najbardziej reprezentacyjnych" -z Żywca do Korbielowa, na odcinku do Kamiennej, jest pełna dziur. Czyżby jedni wójtowie umieli się bardziej rozpychać, a inni mniej?
Drogi to ważna rzecz, ale nie mniej ważny jest widok po obu ich stronach.
Żywieckie wsie pięknieją z każdym rokiem i to cieszy. Ale obok cieszących wzrok ogródków kwiatowych, kolorowych skalniaków i innych cudeniek, rosną chwasty, straszą walące się płoty i nie uprzątnięte podwórka. Co jak co, ale usunięcie tych, nie przynoszących nam chluby, widoków, wcale wielkich nakładów inwestycyjnych nie wymaga. Ot wystarczyłaby decyzja wójta i konsekwentne jej egzekwowanie, przez odpowiednie służby.
Mamy wiele reprezentacyjnych obiektów, które z powodzeniem mogą imponować wczasowiczom i turystom. Choćby te, które zwiedzali dziennikarze: "Jontek" i "Fero Lux" w Korbielowie, będące poza konkurencją "Rancho Adama" w Pewli Ślemieńskiej, czy położone w uroczym zakątku sopotniańskiego potoku gospodarstwo agroturystyczne Gawlasów.
Obok nich jednak spotyka się gospodarstwa, które witają sympatycznym wyglądem od frontu, a w części gospodarczej straszą starymi narzędziami, porozrzucanym obornikiem i bałaganem w oborze. Ja wiem, że nie wszystkich rolników stać na to, aby już teraz, oferować pokoje z pełnym węzłem sanitarnym, ale wszystkich stać na dbałość o porządek w obejściu i jeżeli go brak, to pretensje należy mieć do tych, którzy firmują takie gospodarstwa.
Mimo pewnych mankamentów Żywiecczyzna ma się czym pochwalić i czym imponować, jeżeli tego jednak w pełni nie wykorzystuje, to winy m. inn. należy szukać w tym, że organizatorzy wczasów, turystyki, zbiorowego żywienia i innych usług turystycznych działają w rozproszeniu i każdy na własną rękę próbuje "zdobyć klienta". Pisałem o tym niejednokrotnie, ale jeden z dziennikarzy, kiedy rozmawialiśmy o planowanej do uruchomienia kolejce ziemno-szynowej na górę Żar, uczynił bardzo trafną uwagę.
- Kolejka ta - mówił - może przysporzyć Żywiecczyźnie duży napływ turystów, bo każdy ojciec będzie chciał zafundować swojemu dziecku wyjazd na Żar, tak jak w Zakopanem na Gubałówkę. A kiedy już tu przyjedzie, to będzie chciał skorzystać z czegoś jeszcze. W zasięgu Jezioro Żywieckie. Nic tylko przejazd statkiem do Żywca, a potem na dobry obiad do "Starej Karczmy". Że daleko? Z Krupówek w Zakopanem do Morskiego Oka jest może tyle samo, a ludzie jeżdżą bo jest po co. Trzeba tak spopularyzować miejscowe atrakcje, żeby ich tu też ciągnęło. "Stara Karczma" ze swoim wystrojem to jest coś, a niech jeszcze przy posiłku wieczorem wystąpi Kabaret "U Bacy". A potem nocleg albo w Sopotni Wielkiej, albo w Pewli Ślemieńskiej, albo w Korbielowie. Samochodem wszędzie blisko.
Mówił o tym jednym - nazwijmy go - turystycznym kompleksie, ale od Żywca można wyruszać w różne, równie atrakcyjne turystycznie i widokowo kierunki. Dlatego warto pomyśleć, aby "Stolica Beskidów" stała się miejscowością recepcyjną, dysponującą ciekawą ofertę turystyczną, w różnych częściach powiatu. Aby miała swoje odpowiedniki w poszczególnych gminach, a nawet co bardziej atrakcyjnych miejscowościach i abyśmy na ich utrzymanie łożyli wszyscy solidarnie, według swoich możliwości.
Warto i trzeba. Już dzisiaj informują mnie zaprzyjaźnieni dziennikarze, że z ich rekomendacji, chcący dobrze wypocząć ich znajomi zamierzają spędzić kilka dni w "Rancho Adama" czy w Korbielowie, a wieczorem posłuchać występu Kabaretu "U Bacy" w "Starej Karczmie" w Jeleśni. Powraca echem rzucone na sesji hasło "Żywiecczyzna znana i nieznana", swoją drugą częścią, gdyż dla bardzo wielu, okazuje się nieznana i bardzo atrakcyjna. Szczególnie dla tych z Kujaw, z Turoszowskiego Worka, od Lublina, Sanoka i innych odległych rejonów Polski. Przyjmijmy ich więc godnie.
Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.