Prezydent Tanzanii w Ostrem
Jest
dzień 31 maja 2003 roku, ciepło, pełne słońce. Na placu przy kaplicy
w Ostrem, wokół metalowego krzyża, od którego odbijały się promienie
słoneczne zaczęli gromadzić się ludzie. Najpierw pojawiła się grupka
dzieci w komunijnych ubrankach, potem kolejno ustawiali się - radziechowska
orkiestra dęta, która na tę okoliczność nauczyła się i zagrała podobno
bardzo wiernie i dobrze hymn jednego z afrykańskich krajów - Tanzanii.
Kraj ten powstał z połączenia się dawnych kolonii Tanganiki i Zanzibaru.
Przybył też zespół regionalny z Radziechów - Jodełki wraz z kapelą,
która na zmianę z orkiestrą dętą umilała czas oczekującym, na prezydenta,
mieszkańcom wsi. Pod krzyżem pojawiła się też grupa księży i jak zwykle
przedstawiciele lokalnych i regionalnych mediów, za pośrednictwem
których reszta świata miała się dowiedzieć co to takiego działo się
w maleńkiej wiosce pod Skrzycznem, a właściwie pod górą Ostre. Ks.
Stanisław Pawlik- proboszcz parafii radziechowskiej, główny organizator
uroczystości, co chwilę zapowiadał, że goście są już w Wadowicach,
a potem w Kukowie, a za chwilę już w Żywcu i wreszcie przed kaplicą
stanęły cztery samochody, obstawa, wśród nich czarnoskóry dryblas
w zielonym mundurze. Z drugiego samochodu wysiedli pan prezydent z
małżonką i ich syn z narzeczoną.
Orkiestra zagrała hymn polski,
a następnie tanzański, potem w pięknych słowach powitał gości ks.
Stanisław Gawlik, a następnie przemówił gość - prezydent Tanzanii
- bardzo sympatyczny i przystojny pan. Parafianie obdarzyli go prezentem
w postaci góralskiego kapelusza, którym zaraz nakrył swoją głowę,
ciupagi góralskiej i zbójnickiego pasa. Małżonka prezydenta otrzymała
czerwone korale - nie sprawdzałem czy prawdziwe - kierpce i góralską
chustę. Prezydent przemawiał po angielsku, wszystkie przemówienia
tłumaczył ksiądz Zdzisław Tracz, który jak się okazało był sprawcą
całej tej gościny. Ks. Zdzisław Tracz z Ostrego - salwatorianin, przez
21 lat był na misji ewangelizacyjnej w Tanzanii i tam zapoznał się
i zaprzyjaźnił z obecnym prezydentem tego kraju, do tego stopnia,
że ten postanowił odwiedzić swojego przyjaciela w jego rodzinnym domu
w Ostrem. Miało być jeszcze spotkanie w Lesnej i w żywieckim browarze,
ale mnie już przy tym nie było.
Hieronim Wożniak