Prosto z mostu
Już w pierwszej klasie nauczyłem się liczyć do dziesięciu a
co dopiero do czterech. Po wyborach parlamentarnych tej kadencji wmawiano
mi, że Żywiecczyzna ma czterech przedstawicieli w parlamencie. To
dużo. Przyznają się do tego Władysław Bułka - senator, Edward Płonka
- poseł i Kazimierz Zarzycki też poseł. A gdzie czwarty? Owszem jest
a jakoby Go nie było. A więc jest i nazywa się Stanisław Zadora rodem
ze Zwardonia, też poseł i to z Ligi Rodzin Polskich. Wprawdzie to
w Zwardoniu na niego najmniej wyborców głosowało, ale jest. Tylko,
że my o Nim niewiele wiemy. Mniejsza o Niego, ale o jego działalności
to już kompletnie nic nie wiemy. Statystyki sejmowe mówią o jakiejś
tam interpelacji czy zapytaniu poselskim a poza tym nic. Podobno ma
swoje biuro poselskie w Bielsku - Białej, ale kiedy i kogo przyjmuje
też nic nie wiemy. Dlatego warto by zapytać pana posła, kogo właściwie
reprezentuje? Przecież bycie posłem to bycie osobą publiczną. Przecież
apanaże i to wcale nie małe idą z naszej kieszeni czyli z kieszeni
podatników. Dlatego panie Stanisławie odezwij się pan do ludzi i potwierdź
pan, że żyjesz. Niezależnie od pańskich przekonań politycznych nasza
gazeta chętnie udzieli panu gościny. Nie wstydź pan się być posłem.
Przecież jest to podobno honorowa funkcja. A więc do dzieła. Czyli
poseł pilnie poszukiwany.
* * *
Trwa ostra kampania na rzecz przystąpienia Polski do Unii a konkretnie
udziału w referendum unijnym. Prześcigają się Prezydent z Premierem
peregrynując po Polsce. Kanapowe partie urządzają happeningi w poszczególnych
miastach, bojówkarze z Ligi Republikańskiej wraz z działaczami Ligi
Rodzin Polskich robią zadymy, przekonując społeczeństwo na nie. I
to mi się z jednej i z drugiej strony podoba. Bo wreszcie ludzie muszą
myśleć, czy chcą pójść do referendum czy nie, a jeśli tak to jak w
końcu zagłosować. I o ile w tej grze jesteśmy już daleko, o tyle jak
to się mówi jeszcze nie całkiem. Po czternastu latach wyszliśmy z
ustroju socjalistycznego. Powie ktoś. Semik zwariował. Nieprawda.Wpadł
mi w ręce ( nie przypadkowo ) dokument zatytułowany."Poradnik
egzaminacyjny dla kandydatów na czeladników i mistrzów w rzemiośle
- "cukiernictwo", którego wydawcą w formie skryptu jest
Centralny Związek Rzemiosła, a rozprowadzony jest w naszym terenie
na polecenie Izby Rzemieślniczej w Bielsku Białej, za zezwoleniem
CZR w Warszawie. Wprawdzie brak na nim daty, ale zapewniono mnie,
że jest to aktualny skrypt dla adeptów sztuki cukierniczej. W poradniku
wielostronicowym jest szereg informacji które powinni znać kandydaci
do zawodu, ściśle z branży, znajomości przepisów prawa B.H.P. i p.poż.
I to wszystko w porządku. Bo tak być powinno. Ale w dziale IX na stronie
12 tegoż poradnika jest temat; - "Zagadnienia prawno ustrojowe
i polityczne". I co ja tu czytam. Kandydat na czeladnika powinien
znać socjalistyczny charakter ustroju PRL, formy przejścia od kapitalizmu
do socjalizmu ( a nie odwrotnie? Przyp. KS ) Nacjonalizacja przemysłu
i reforma rolna po II wojnie światowej. Przodująca rola klasy robotniczej.
Sojusz robotniczo - chłopski i uwaga: kierownicza rola PZPR, ZSL i
SD jako sojusznicze partie PZPR. A jeszcze i Front Jedności Narodu,
Sejm i Rada Państwa. Jest tam jeszcze temat Konstytucji PRL oraz prawa
i obowiązki obywateli PRL. Dodatkowo zaś kandydaci na mistrzów cukierniczych
winni znać..... wszystkie kraje obozu socjalistycznego oraz główne
państwa kapitalistyczne. Tego nie muszą wiedzieć natomiast kandydaci
na czeladników. By miało to swoją wymowę zaleca się skorzystanie z
literatury tzn. z książki Chrupek Z. Gebethethner St. Ustrój społeczno
- gospodarczy i polityczny PRL. I teraz zastanawiam się czy ktoś komuś
zrobił kawał, czy autor poradnika może tęskni za przeszłością, czy
jest to oczywista pomyłka. Świeżość drukarska poradnika wskazuje wyraźnie,
że jest to druk w aktualnym obiegu. I tu sobie pomyślałem czy czasem
nie działają w Polsce siły, które w tej formie chcą odciągnąć rzemieślników
od Unii Europejskiej. Jeśli jest to prawdziwe (mam na myśli poradnik)
to jest to żałosne. To znaczy, że do niektórych osób, które w jakiś
tam sposób mają wpływ na kształtowanie osobowości młodych ludzi, bo
do nich jest to skierowane, nic a nic nie dotarło. Zaś jeśli jest
to żart, to też nie najwyższego lotu.
* * *
Dotarła do mnie informacja, że rajcy miejscy zafundowali sobie kredyt
w wysokości 4.000.000 zł. na remont ratusza miejskiego w Rynku. Cel
szlachetny gdyż stan obiektu jest katastrofalny. Martwi mnie i nie
tylko mnie niefrasobliwość władz miejskich w kwestii zmiany siedziby
władz miasta. Sam w 1975 roku byłem współautorem i realizatorem decyzji,
która rodziła się w bólach z uwagi na arogancję ówczesnych władz wojewódzkich
w Bielsku - Białej, w zakresie narzucania swej woli przy zagospodarowaniu
obiektów po budynkach, w których siedziby miały organizacje powiatowe.
Wyszliśmy wtedy z lochów, a właściwie przedwojennych aresztów miejskich
i po bojach zajęliśmy budynek dawnego starostwa. W okresie kiedy do
władzy w 1989 roku doszła jedynie słuszna władza, jacyś durnie zdecydowali
aby ten budynek opuścić i oddać go we władanie Urzędowi Rejonowemu,
którego rola w tym czasie była co najmniej dziwna. Po adaptacji budynku,
w którym jest siedziba władz miejskich z dobudowanym budynkiem dla
Rady Miasta, dowiadujemy się, że oto do siedziby władz miejskich ma
stopniowo przenosić się prokuratura a urzędnicy miejscy do ratusza.
Nikt nie kwestionuje tego, że wszędzie na świecie ratusze są siedzibą
władz miejskich ale panowie z czym do ratusza. Pomijając stan obiektu,
który trzeba ratować przed zawaleniem spójrzmy na jego funkcjonalność.
Pomieszczenia całkowicie nie przystosowane do funkcji usługowej urzędu,
kręte schody na II piętro, klitki pokojowe itp. itd. Konia z rzędem
kto to wymyślił. Już na początku szlag mnie trafiał gdy władze miasta
pozbyły się budynku dawnej partii na rzecz sądu. Nie dlatego że sądu.
Ale dlaczego dysponent środków nie zabezpieczył ich również dla wyprowadzenia
z ratusza prokuratury. A cóż za problem było wykupić jedno z pięter
byłej "Poloni" gdzie właściciele prawdopodobnie zgodziliby
się na taką transakcję. A przecież dysponentem środków było Ministerstwo
Sprawiedliwości, w skład którego wchodzi również prokuratura. Czy
miasto nie jest zbyt hojne na robienie kolejnego prezentu instytucji,
która ma swoje środki. Pożyczka w wysokości 4 mln. zł to nie mało
w obecnej sytuacji finansowej miasta. A przecież to tylko początek
kosztów bo przeprowadzka to następne koszty. To, że trzeba zabezpieczyć
budynek ratusza nikt nie kwestionuje. Ale czy akurat prokuratura nie
może iść do parku, do jednego z budynków dawnego WOP. Podobno w tej
chwili przypada tam dwóch żołnierzy na jeden obiekt. Zaś ratusz mógłby
być wykorzystany na lokale dla różnych organizacji politycznych i
społecznych, które we własnym zakresie mogłyby współ finansować remont.
Oczywiście są to tylko nieśmiałe propozycje, gdyż dziwi mnie prawie
że jednomyślne stanowisko rajców, gdzie przy jednym wstrzymującym
się głosie pozostali byli za kredytem.
Pozostawiam te kwestie do przemyślenia.
Kazimierz SEMIK