Nad Sołą i Koszarawą - nr 11 (114) - rok  VI - 1 Czerwiec 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Prosto z mostu


Już w pierwszej klasie nauczyłem się liczyć do dziesięciu a co dopiero do czterech. Po wyborach parlamentarnych tej kadencji wmawiano mi, że Żywiecczyzna ma czterech przedstawicieli w parlamencie. To dużo. Przyznają się do tego Władysław Bułka - senator, Edward Płonka - poseł i Kazimierz Zarzycki też poseł. A gdzie czwarty? Owszem jest a jakoby Go nie było. A więc jest i nazywa się Stanisław Zadora rodem ze Zwardonia, też poseł i to z Ligi Rodzin Polskich. Wprawdzie to w Zwardoniu na niego najmniej wyborców głosowało, ale jest. Tylko, że my o Nim niewiele wiemy. Mniejsza o Niego, ale o jego działalności to już kompletnie nic nie wiemy. Statystyki sejmowe mówią o jakiejś tam interpelacji czy zapytaniu poselskim a poza tym nic. Podobno ma swoje biuro poselskie w Bielsku - Białej, ale kiedy i kogo przyjmuje też nic nie wiemy. Dlatego warto by zapytać pana posła, kogo właściwie reprezentuje? Przecież bycie posłem to bycie osobą publiczną. Przecież apanaże i to wcale nie małe idą z naszej kieszeni czyli z kieszeni podatników. Dlatego panie Stanisławie odezwij się pan do ludzi i potwierdź pan, że żyjesz. Niezależnie od pańskich przekonań politycznych nasza gazeta chętnie udzieli panu gościny. Nie wstydź pan się być posłem. Przecież jest to podobno honorowa funkcja. A więc do dzieła. Czyli poseł pilnie poszukiwany.
* * *
Trwa ostra kampania na rzecz przystąpienia Polski do Unii a konkretnie udziału w referendum unijnym. Prześcigają się Prezydent z Premierem peregrynując po Polsce. Kanapowe partie urządzają happeningi w poszczególnych miastach, bojówkarze z Ligi Republikańskiej wraz z działaczami Ligi Rodzin Polskich robią zadymy, przekonując społeczeństwo na nie. I to mi się z jednej i z drugiej strony podoba. Bo wreszcie ludzie muszą myśleć, czy chcą pójść do referendum czy nie, a jeśli tak to jak w końcu zagłosować. I o ile w tej grze jesteśmy już daleko, o tyle jak to się mówi jeszcze nie całkiem. Po czternastu latach wyszliśmy z ustroju socjalistycznego. Powie ktoś. Semik zwariował. Nieprawda.Wpadł mi w ręce ( nie przypadkowo ) dokument zatytułowany."Poradnik egzaminacyjny dla kandydatów na czeladników i mistrzów w rzemiośle - "cukiernictwo", którego wydawcą w formie skryptu jest Centralny Związek Rzemiosła, a rozprowadzony jest w naszym terenie na polecenie Izby Rzemieślniczej w Bielsku Białej, za zezwoleniem CZR w Warszawie. Wprawdzie brak na nim daty, ale zapewniono mnie, że jest to aktualny skrypt dla adeptów sztuki cukierniczej. W poradniku wielostronicowym jest szereg informacji które powinni znać kandydaci do zawodu, ściśle z branży, znajomości przepisów prawa B.H.P. i p.poż. I to wszystko w porządku. Bo tak być powinno. Ale w dziale IX na stronie 12 tegoż poradnika jest temat; - "Zagadnienia prawno ustrojowe i polityczne". I co ja tu czytam. Kandydat na czeladnika powinien znać socjalistyczny charakter ustroju PRL, formy przejścia od kapitalizmu do socjalizmu ( a nie odwrotnie? Przyp. KS ) Nacjonalizacja przemysłu i reforma rolna po II wojnie światowej. Przodująca rola klasy robotniczej. Sojusz robotniczo - chłopski i uwaga: kierownicza rola PZPR, ZSL i SD jako sojusznicze partie PZPR. A jeszcze i Front Jedności Narodu, Sejm i Rada Państwa. Jest tam jeszcze temat Konstytucji PRL oraz prawa i obowiązki obywateli PRL. Dodatkowo zaś kandydaci na mistrzów cukierniczych winni znać..... wszystkie kraje obozu socjalistycznego oraz główne państwa kapitalistyczne. Tego nie muszą wiedzieć natomiast kandydaci na czeladników. By miało to swoją wymowę zaleca się skorzystanie z literatury tzn. z książki Chrupek Z. Gebethethner St. Ustrój społeczno - gospodarczy i polityczny PRL. I teraz zastanawiam się czy ktoś komuś zrobił kawał, czy autor poradnika może tęskni za przeszłością, czy jest to oczywista pomyłka. Świeżość drukarska poradnika wskazuje wyraźnie, że jest to druk w aktualnym obiegu. I tu sobie pomyślałem czy czasem nie działają w Polsce siły, które w tej formie chcą odciągnąć rzemieślników od Unii Europejskiej. Jeśli jest to prawdziwe (mam na myśli poradnik) to jest to żałosne. To znaczy, że do niektórych osób, które w jakiś tam sposób mają wpływ na kształtowanie osobowości młodych ludzi, bo do nich jest to skierowane, nic a nic nie dotarło. Zaś jeśli jest to żart, to też nie najwyższego lotu.
* * *
Dotarła do mnie informacja, że rajcy miejscy zafundowali sobie kredyt w wysokości 4.000.000 zł. na remont ratusza miejskiego w Rynku. Cel szlachetny gdyż stan obiektu jest katastrofalny. Martwi mnie i nie tylko mnie niefrasobliwość władz miejskich w kwestii zmiany siedziby władz miasta. Sam w 1975 roku byłem współautorem i realizatorem decyzji, która rodziła się w bólach z uwagi na arogancję ówczesnych władz wojewódzkich w Bielsku - Białej, w zakresie narzucania swej woli przy zagospodarowaniu obiektów po budynkach, w których siedziby miały organizacje powiatowe. Wyszliśmy wtedy z lochów, a właściwie przedwojennych aresztów miejskich i po bojach zajęliśmy budynek dawnego starostwa. W okresie kiedy do władzy w 1989 roku doszła jedynie słuszna władza, jacyś durnie zdecydowali aby ten budynek opuścić i oddać go we władanie Urzędowi Rejonowemu, którego rola w tym czasie była co najmniej dziwna. Po adaptacji budynku, w którym jest siedziba władz miejskich z dobudowanym budynkiem dla Rady Miasta, dowiadujemy się, że oto do siedziby władz miejskich ma stopniowo przenosić się prokuratura a urzędnicy miejscy do ratusza. Nikt nie kwestionuje tego, że wszędzie na świecie ratusze są siedzibą władz miejskich ale panowie z czym do ratusza. Pomijając stan obiektu, który trzeba ratować przed zawaleniem spójrzmy na jego funkcjonalność. Pomieszczenia całkowicie nie przystosowane do funkcji usługowej urzędu, kręte schody na II piętro, klitki pokojowe itp. itd. Konia z rzędem kto to wymyślił. Już na początku szlag mnie trafiał gdy władze miasta pozbyły się budynku dawnej partii na rzecz sądu. Nie dlatego że sądu. Ale dlaczego dysponent środków nie zabezpieczył ich również dla wyprowadzenia z ratusza prokuratury. A cóż za problem było wykupić jedno z pięter byłej "Poloni" gdzie właściciele prawdopodobnie zgodziliby się na taką transakcję. A przecież dysponentem środków było Ministerstwo Sprawiedliwości, w skład którego wchodzi również prokuratura. Czy miasto nie jest zbyt hojne na robienie kolejnego prezentu instytucji, która ma swoje środki. Pożyczka w wysokości 4 mln. zł to nie mało w obecnej sytuacji finansowej miasta. A przecież to tylko początek kosztów bo przeprowadzka to następne koszty. To, że trzeba zabezpieczyć budynek ratusza nikt nie kwestionuje. Ale czy akurat prokuratura nie może iść do parku, do jednego z budynków dawnego WOP. Podobno w tej chwili przypada tam dwóch żołnierzy na jeden obiekt. Zaś ratusz mógłby być wykorzystany na lokale dla różnych organizacji politycznych i społecznych, które we własnym zakresie mogłyby współ finansować remont. Oczywiście są to tylko nieśmiałe propozycje, gdyż dziwi mnie prawie że jednomyślne stanowisko rajców, gdzie przy jednym wstrzymującym się głosie pozostali byli za kredytem.
Pozostawiam te kwestie do przemyślenia.
Kazimierz SEMIK

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.