Nad Sołą i Koszarawą - nr 11 (114) - rok  VI - 1 Czerwiec 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
"W trosce o rozwój regionu" - UNIA EUROPEJSKA

Trudno się dziwić eurosceptykom oraz poważnym obawom o frekwencję podczas referendum. Wystarczy sobie przypomnieć nastroje naszego społeczeństwa sprzed kilkunastu lat. Entuzjazm, optymizm, wiara w lepszą przyszłość, radosne i uśmiechnięte twarze spotykanych na ulicy ludzi. A co nam zostało z tych lat minionych? Olbrzymie bezrobocie, bardzo trudna sytuacja ekonomiczna większości Polaków, przygnębiający nastrój, apatia, brak perspektyw na zdecydowaną, pomyślną zmianę losu, postępujące odsuwanie się społeczeństwa od współdecydowania o rozwoju swojego środowiska. Ale żeby przerwać w naszej ojczyźnie to zaklęte koło niemożności, zastoju, zwątpienia i biernego oczekiwania na jakieś samoistne, cudowne rozwiązania naszych problemów to trzeba znowu dokonać wielkiego przełomu i podjąć następny, odważny, milowy krok w kierunku integracji, umocnienia demokracji i rozwoju gospodarki, aby była zdolna tworzyć nowe miejsca pracy. Aby w przyszłości nie być znowu zawiedzionym warto być eurorealistą i spojrzeć na problem integracji obiektywnie, bez przesadnego robienia sobie i innym wybujałych nadziei, bo przecież Unia Europejska nie jest instytucją charytatywną. Chociaż nie tylko środki finansowe są tym czynnikiem decydującym o rozwoju Polski, czy też naszego regionu. Panuje jakiś dziwny paraliż, niemoc, brak otwartości na pomysły, nawet te bezinwestycyjne. W marcu bieżącego roku, dr Ewa Jurczyńska-McCluskey, kierownik Katedry Socjologii ATH w Bielsku-Białej, organizując międzynarodowe seminarium "Samorząd lokalny w procesie integracji europejskiej: doświadczenia i perspektywy" stwierdziła (cytuję) "w Polsce ciągle rządzenie oznacza, że elity wiedzą lepiej od społeczeństwa". Lejemy krokodyle łzy, że dziesiątki tysięcy dobrze wykształconych Polaków osiedliło się w uprzemysłowionych, zachodnich krajach, które nie inwestując w ich edukację pozyskały dobrych specjalistów do różnych dziedzin gospodarki. A jak sytuacja przedstawia się odwrotnie. Znikoma ilość tych emigrantów, nierzadko z wyższym wykształceniem, po zdobyciu na obczyźnie nowej porcji wiedzy i doświadczenia wraca do kraju i niebawem okazuje się, że mają oni nikłą szansę na spożytkowanie nabytych umiejętności szczególnie w sektorze zarządzanym przez państwo. Nie chodzi tu o jakieś dywagacje słowne osób, które bez względu na okres czasu, który spędziły za granicą nie mogą się wykazać jakimkolwiek śladem działalności w tamtejszym społeczeństwie, lecz o tych nielicznych, którzy mogą udokumentować swoje osiągnięcia w dziedzinie gospodarczej, kulturalnej, społecznej, w publicystyce itp. W Polsce na różnych szczeblach władzy, a dotyczy to także części przedsiębiorców, panuje dziwny i niezrozumiały zwyczaj niezwłocznego, rzetelnego, obszernego i udokumentowanego odpowiadania adwersarzom na inwektywy, pomówienia, personalne ataki, jednocześnie w wielu przypadkach nie odpowiadając i nie ustosunkowując się wcale do wszelkich przyjaznych propozycji, sugestii lub podanych sposobów na rozwiązanie nabrzmiałych problemów, przekazanych zarówno przez osoby piastujące różne funkcje społeczne, zawodowe, czy też szeregowych obywateli oraz prasę. Bywa i tak, że brak odpowiedzi oznacza, iż interlokutor spożytkował uzyskane informacje jako własne. Okazuje się, że oprócz gościnnych łam prasy, dosyć trudno przekazać, nawet wydawałoby się przydatne sugestie. Pod koniec ubiegłego roku pojawiły się na tablicach ogłoszeń w Żywcu duże, kolorowe plakaty zapraszające do dyskusji z cyklu "Rozmowy o współczesności" w nawiązaniu do zakończonych właśnie wyborów do samorządu lokalnego. Niestety, chociaż organizator przygotował i udekorował specjalnie na tę okazję dużą salę, prelegent odwołał spotkanie po kilkunastu minutach, gdyż byłem jedynym uczestnikiem, który zareagował na to zaproszenie. W tym trzydziestotrzytysięcznym mieście nie wykazali zainteresowania własnymi sprawami mieszkańcy ani rzesze działaczy, niewybranych do samorządu, którzy zaledwie kilka tygodni wcześniej, będąc kandydatami na radnych deklarowali z troską, że zajmą się problemami swojego środowiska. Wspominam o tym w kontekście zbliżającego się referendum w sprawie przystąpienia Polski do struktur Unii Europejskiej, obawiając się o zbyt skromne zainteresowanie pójściem do głosowania. Aby tak się nie stało w zakończeniu poprzedniego felietonu zasygnalizowałem pewną propozycję, która zmierza do uzyskania takiej frekwencji, aby Żywiec publicznie wyróżniono w środkach masowego przekazu, najlepiej już po pierwszym dniu głosowania w dniu 7-go czerwca. Bez dużego wysiłku organizacyjnego, byłaby to darmowa i bardzo nagłośniona promocja naszego miasta i regionu, co niemal automatycznie wiąże się z poprawą wizerunku i reklamą firm działających na Żywiecczyźnie. W razie osiągnięcia sukcesu, będziemy postrzegani w opinii ogólnopolskiej jako aktywni społecznie, zaangażowani, dążący do poprawy swojej sytuacji gospodarczej, a miasto jako dobrze zorganizowane i poprawnie zarządzane. Promocja przebiegałaby równolegle, ale niezależnie od referendum obejmując dzieci i młodzież do 18-go roku życia, którzy dzięki tej akcji mieliby także pewien wpływ na kształtowanie swojej przyszłości. Uprawnieni, niepowiązani formalnie z tą akcją głosowaliby zgodnie z własnym sumieniem i uznaniem.
D l a c z e g o j e s t e m z a i n t e g r a c j ą? Ponieważ przez wiele lat mieszkałem w kraju, który był kolebką demokracji. Tam prawo nie tylko obowiązuje, ale jest przestrzegane. Panuje swoboda obywatelska, lecz jednocześnie dyscyplina oraz wzajemne poszanowanie władzy i obywatela. Mieszkaniec takiego kraju nie musi się troszczyć, że nie będzie mógł wyegzekwować swoich nabytych praw, że paliwo, które kupuję może okazać się rozcieńczone, że otrzyma zawyżony rachunek telefoniczny za rozmowy, których nie przeprowadził, że kupi żywność nie atestowaną lub chemicznie zatrutą, że otrzyma rachunek za usługę, który nie podlega żadnej weryfikacji, że nie będzie mógł wcale a w najlepszym wypadku z ogromnymi trudnościami reklamować zakupionego towaru i wykonanych usług, że osoby kompetentne nie zareagują na pomysły, projekty, innowacje, że nie znajdzie pracy nawet tej pogardzanej i najniżej opłacanej, że zostanie inaczej potraktowany przez prawo jak jego sąsiad, pracodawca czy członek władzy oraz że...będzie miał wiele różnych problemów, których nie doświadczają obywatele bardziej demokratycznych, lepiej zorganizowanych i zamożniejszych krajów. Kto zakosztował życia w takim państwie, będzie z całą mocą dążył, aby jak najszybciej znaleźć się w Unii Europejskiej.
Rodzice i dziadkowie dorastającej obecnie młodzieży, którym przyszło żyć w trudnych czasach marzą zwykle o szczęśliwej przyszłości swych dzieci i wnuków, o jakimś bajecznym dla nich prezencie, na który przeważnie ich nie stać. Dzień 7 oraz 8 czerwca będzie wyjątkową i unikalną okazją, aby ofiarować zupełnie bezpłatnie sobie, a głównie właśnie DLA NICH podarunek przyszłości o nazwie UNIA EUROPEJSKA.
Henryk Kłosowicz

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.