Nieszczęścia miasta ciąg dalszy
/M. Kluszczyński/ - w odpowiedzi autorowi: głos w dyskusji.
Ryszard Rynkowski w jednej ze swoich piosenek śpiewa; "...znasz
prawdę o głowie i murze..." i przypomina się ona po przeczytaniu
"głosu w dyskusji" nad architekturą żywieckiej starówki
podpisanego przez Naczelnika Wydziału Architektury i Budownictwa pana
Marcina Burego, który został opublikowany w NSiK nr 8. Artykuł "Alarm
dla miasta Żywca" napisany prostym językiem i bogato zilustrowany
okazał się jednak niezrozumiały i tym chyba należy tłumaczyć chaotyczną
i w przeważającej części odbiegającą od tematu odpowiedź.
"Alarm" odnosił się do udokumentowanej fotograficznie degradacji
starówki, której granice są na planie miasta wyraźnie zaznaczone.
Tymczasem z "odpowiedzi" dowiadujemy się o remoncie ulicy
Dworcowej (niedokończonym), obejściu północnym (w nieokreślonej przyszłości)
i wieży Eiffla. Dostajemy odkrywczą informację, że w Żywcu jest dużo
odrapanych kamienic. W rekompensacie za dzisiejszą brzydotę otrzymujemy
piękny i rzewny opis deptaka, który będzie (kiedyś tam) - "zadbany,
piękny architektonicznie , ukwiecony...". Nie będzie piękny,
jeśli wybrani przez mieszkańców na gospodarzy najwyżsi włodarze miasta
uznają "odpowiedź" za wyjaśnienie problemu. Jeśli uznają,
że skoro kiedyś wybudowano dom towarowy "Centrum", to można
starówce dołożyć drewnianą chałupę krytą strzechą. Jeśli uznają tłumaczenie,
że firmowany ich nazwiskami i autorytetem Wydział jest w stanie sprawdzić
tylko pod względem formalnym "komplet wymaganych dokumentów",
nie potrafi natomiast znaleźć sposobu na zablokowanie katastrofalnej
dla obrazu starówki inwestycji. Jeśli uznają, że można się zasłaniać
rażąco błędną (mówiąc oględnie) decyzją konserwatora, którą bez trudu
można było zanegować, ratując tym sposobem na podstawie Ustawy o ochronie
zabytków historyczny fragment miasta i zabytkową kamienicę na zapleczu
"stodoły".
Cieszy mnie, że choć w jednym punkcie zgadzamy się z autorem "odpowiedzi",
pomimo pewnej rozbieżności w szczegółach. Zgadzamy się co do koncepcji
uzupełnianie starej architektury współczesną formą, jak ma to miejsce
w budynku przy strażnicy (NSiK nr 4, fot. 2). Dziwi jednakże użycie
argumentu: "Jeszcze niedawno w tym miejscu straszyła ściana szczytowa
budynku sąsiadującego" w kontekście powstania takich właśnie
straszących ścian szczytowych będących wynikiem wadliwych decyzji
dopuszczających do zbyt wysokiej nadbudowy zabytkowych kamienic (NSiK
nr 4, zdjęcia: 2, 10, 6 oraz NSiK nr 5, zdjęcie22). Potwierdza to
zarzut braku koncepcji wysokości miasta i bardzo wybiórcze traktowanie
ścian szczytowych.
Martwi mnie natomiast, że na spacer po mieści w poszukiwaniu "nieszczęścia"
autor nie zabrał zestawu publikowanych w "Alarmie" zdjęć..
Pozwoliło to na "ominięcie" wskazanych problemów i zachowanie
dobrego samopoczucia. Kilka dostrzeżonych prawidłowo odrestaurowanych
kamienic nie jest naszą zasługą tylko naszych pradziadów, którzy budowali
z większym smakiem. Nasza rola sprowadza się w takim przypadku do
odnalezienia starych fotografii i przywrócenia stanu pierwotnego z
ewentualnymi nieznacznymi korektami, pozwalającymi na przystosowanie
budynku do wymogów dnia dzisiejszego. Najczęściej są to zmiany w rejonie
parteru, pozwalające właścicielowi na zdobycie środków dla utrzymania
zabytku w należytym stanie. Dziwi natomiast brak zainteresowania wieloma
(patrz "Alarm") zabytkowymi kamienicami zdewastowanym po
nieprzemyślanej lub "dzikiej" przebudowie, remoncie czy
nieprawidłowej decyzji inwestycyjnej.
Architektura jest sztuką, dlatego zawsze będą istniały zróżnicowane
opinie na temat jej tworów, choć pewne reguły powodują zbieżność poglądów
fachowców w tej dziedzinie. Dlatego w artykule "Alarm dla miasta
Żywca" autor unikał w miarę możliwości oceny formalnej prezentowanych
przykładów (czego w pełni nie dało się uniknąć), starając się przede
wszystkim skupić na relacji pomiędzy obiektami zabytkowymi w zabytkowej
przestrzeni, a tym, co w tej przestrzeni zostało w ostatnich latach
popsute. Z uwagi na subiektywność odbioru skupianie się na detalach
niechybnie prowadzi do rozmycia istoty problemu. Dlatego niezbędna
staje się wnikliwa ocena obiektywnych fachowców spoza kręgu osób bezpośrednio
zaangażowanych. Jednakże obiekty przywołane przez Pana Naczelnika
jako przykłady architektury wysokiej jakości skłaniają mnie do wyrażenia
mojej osobistej opinii. Nazwane "pawilonami" mikroskopijne
budki są przejawem przerostu formy nad treścią. Skomplikowane dachy
z licznymi dziwacznymi tympanonami, zdobionymi równie dziwacznymi
wzorami w opinii autora odpowiedzi "bardzo ładnie zostały wkomponowane
w otaczający krajobraz i zasłoniły straszącą swoją brzydotą trafostację".
Budki powinny komponować się ze starówką, na której obrzeżu stoją,
ale ani ich wymiar, ani tym bardziej dziwaczna i wyjątkowo brzydko
udekorowana forma nie pasują do secesyjnego starego miasta. Argument
zasłonięcia "trafostacji" jest słuszny pod warunkiem, że
spacerujący w poszukiwaniu "nieszczęścia" szedł od strony
rynku (fot.1). Wtedy kioski wyłaniają się w ostatniej chwili zza narożnika
najbliższego budynku i na odcinku kilka kroków zasłaniają przedmiotową
stację transformatorową. Gdy jednak przechodzień zbliża się od strony
mostu przez cały czas widzi stację trafo w całej okazałości i ledwie
widoczne, barokowo udekorowane budki (zdjęcia nr 2). Na tym przykładzie
doskonale widać, jak można manipulować opinią, wybierając odpowiedni
punkt do wykonania zdjęcia. Drugi z przykładów to hotel Roma, który
w opinii adwersarza: "zerwał z szablonem lukarn. Bryła budynku
ciekawie prezentuje się przy najeździe ulicą Kościuszki". Jak
widać na zdjęciu na dachu hotelu "Roma" znajduje się aż
siedem lukarn (jeśli encyklopedie architektury nie definiują błędnie
pojęcia lukarna). Bryła budynku poza tym, że zniszczyła zabytkowy
parter, nie ma w sobie nic ciekawego, a w tym miejscu wzbudza najwyższe
zdziwienie. Wprowadza w secesyjną starówkę gotycką instalację obronną-
ciężką wieżę, która w wyniku nadwieszenia sprawia wrażenie"walącej"
się na chodnik (patrz zdjęcia nr 3 i 4). Dla historycznej wierności,
brak tylko otworu pomiędzy wspornikami, przez który obrońcy lali gorącą
smołę na nacierających. Ale współcześni stratedzy nie przewidują w
najbliższym czasie najazdu Tatarów.
I tu wypada znowu zacytować prawdziwie głęboką mądrość zapisaną w
"odpowiedzi", która wyjaśnia nam poważną część problemu:
"...taką mamy przestrzeń architektoniczną wokół siebie, jakich
mamy architektów...". Brak tylko ujęcia w cudzysłów słowa "architekt".
Bo architektów mamy dobrych. Wielu bardzo dobrych. Nie trzeba tego
udowadniać, bo dowodzą tego opinie w fachowych czasopismach krajowych
i zagranicznych oraz wpisy do encyklopedii. Świadczą o tym bardzo
dobre realizacje architektoniczne nie tylko w Polsce, ale i rozsiane
po całym świecie. Natomiast poza tym mamy niestety olbrzymią rzeszę
"architektów". Ludzi, którym Ustawodawca dał ograniczone
uprawnienia do projektowania w intencji, że zastąpią architektów w
projektowaniu obiektów prostych i standardowych, jak garaże, zabudowania
gospodarcze itp. czyli tam, gdzie nie potrzeba tej odrobiny talentu
i specjalistycznej wiedzy, która wymagana jest od architekta. Praktyka
okazała się jak zwykle inna. Często tacy "architekci" decydują
o architekturze, jak również projektują to, do czego nie są przygotowani.
I w dużej mierze efektem ich działalności jest architektoniczny i
przestrzenny śmietnik wokół nas.
Niedawno, przy okazji dyskusji o nowej stacji benzynowej, jeden z
dyskutantów porównał Żywiec do Rzymu. Tym razem, w obronie drewnianej
chałupy, Żywiec został porównany do Paryża. Jest jeszcze kilka światowych
stolic: Wiedeń, Londyn, Nowy Jork, Singapur... Dobrze byłoby, aby
nie było więcej okazji do kolejnych porównań. Dla dobra Żywca. Niech
pozostanie sobą, niech ma własny wizerunek, na który inni będą się
powoływać. Zależy to tylko od woli tych, którym społeczeństwo zaufało
w bezpośrednich wyborach i będzie lub nie będzie ufać w nadchodzących.
Dyskusja bez oceny niezaangażowanych specjalistów przerodzi się tylko
w bezprzedmiotową wymianę skrajnie spolaryzowanych poglądów bez obiektywnej
i wiarygodnej oceny sytuacji. Podtrzymuję propozycje zawarte w poprzednim
artykule łącznie z koncepcją powołania społecznego zespołu doradczego
złożonego z czynnie działających architektów. Nie musi on mieć umocowania
prawnego. W demokracji można i powinno się korzystać z opinii i ekspertyz,
które pomagają w podjęciu właściwej decyzji, którą powołani do tego
urzędnicy w miarę możliwości prawnych przekładają na praktyczne działanie.
Wierzę, że przeważy interes miasta.
Marek Kluszczyński, architekt