Nad Sołą i Koszarawą - nr 11 (114) - rok  VI - 1 Czerwiec 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Nieszczęścia miasta ciąg dalszy
/M. Kluszczyński/ - w odpowiedzi autorowi: głos w dyskusji.

Ryszard Rynkowski w jednej ze swoich piosenek śpiewa; "...znasz prawdę o głowie i murze..." i przypomina się ona po przeczytaniu "głosu w dyskusji" nad architekturą żywieckiej starówki podpisanego przez Naczelnika Wydziału Architektury i Budownictwa pana Marcina Burego, który został opublikowany w NSiK nr 8. Artykuł "Alarm dla miasta Żywca" napisany prostym językiem i bogato zilustrowany okazał się jednak niezrozumiały i tym chyba należy tłumaczyć chaotyczną i w przeważającej części odbiegającą od tematu odpowiedź.
"Alarm" odnosił się do udokumentowanej fotograficznie degradacji starówki, której granice są na planie miasta wyraźnie zaznaczone. Tymczasem z "odpowiedzi" dowiadujemy się o remoncie ulicy Dworcowej (niedokończonym), obejściu północnym (w nieokreślonej przyszłości) i wieży Eiffla. Dostajemy odkrywczą informację, że w Żywcu jest dużo odrapanych kamienic. W rekompensacie za dzisiejszą brzydotę otrzymujemy piękny i rzewny opis deptaka, który będzie (kiedyś tam) - "zadbany, piękny architektonicznie , ukwiecony...". Nie będzie piękny, jeśli wybrani przez mieszkańców na gospodarzy najwyżsi włodarze miasta uznają "odpowiedź" za wyjaśnienie problemu. Jeśli uznają, że skoro kiedyś wybudowano dom towarowy "Centrum", to można starówce dołożyć drewnianą chałupę krytą strzechą. Jeśli uznają tłumaczenie, że firmowany ich nazwiskami i autorytetem Wydział jest w stanie sprawdzić tylko pod względem formalnym "komplet wymaganych dokumentów", nie potrafi natomiast znaleźć sposobu na zablokowanie katastrofalnej dla obrazu starówki inwestycji. Jeśli uznają, że można się zasłaniać rażąco błędną (mówiąc oględnie) decyzją konserwatora, którą bez trudu można było zanegować, ratując tym sposobem na podstawie Ustawy o ochronie zabytków historyczny fragment miasta i zabytkową kamienicę na zapleczu "stodoły".
Cieszy mnie, że choć w jednym punkcie zgadzamy się z autorem "odpowiedzi", pomimo pewnej rozbieżności w szczegółach. Zgadzamy się co do koncepcji uzupełnianie starej architektury współczesną formą, jak ma to miejsce w budynku przy strażnicy (NSiK nr 4, fot. 2). Dziwi jednakże użycie argumentu: "Jeszcze niedawno w tym miejscu straszyła ściana szczytowa budynku sąsiadującego" w kontekście powstania takich właśnie straszących ścian szczytowych będących wynikiem wadliwych decyzji dopuszczających do zbyt wysokiej nadbudowy zabytkowych kamienic (NSiK nr 4, zdjęcia: 2, 10, 6 oraz NSiK nr 5, zdjęcie22). Potwierdza to zarzut braku koncepcji wysokości miasta i bardzo wybiórcze traktowanie ścian szczytowych.
Martwi mnie natomiast, że na spacer po mieści w poszukiwaniu "nieszczęścia" autor nie zabrał zestawu publikowanych w "Alarmie" zdjęć.. Pozwoliło to na "ominięcie" wskazanych problemów i zachowanie dobrego samopoczucia. Kilka dostrzeżonych prawidłowo odrestaurowanych kamienic nie jest naszą zasługą tylko naszych pradziadów, którzy budowali z większym smakiem. Nasza rola sprowadza się w takim przypadku do odnalezienia starych fotografii i przywrócenia stanu pierwotnego z ewentualnymi nieznacznymi korektami, pozwalającymi na przystosowanie budynku do wymogów dnia dzisiejszego. Najczęściej są to zmiany w rejonie parteru, pozwalające właścicielowi na zdobycie środków dla utrzymania zabytku w należytym stanie. Dziwi natomiast brak zainteresowania wieloma (patrz "Alarm") zabytkowymi kamienicami zdewastowanym po nieprzemyślanej lub "dzikiej" przebudowie, remoncie czy nieprawidłowej decyzji inwestycyjnej.
Architektura jest sztuką, dlatego zawsze będą istniały zróżnicowane opinie na temat jej tworów, choć pewne reguły powodują zbieżność poglądów fachowców w tej dziedzinie. Dlatego w artykule "Alarm dla miasta Żywca" autor unikał w miarę możliwości oceny formalnej prezentowanych przykładów (czego w pełni nie dało się uniknąć), starając się przede wszystkim skupić na relacji pomiędzy obiektami zabytkowymi w zabytkowej przestrzeni, a tym, co w tej przestrzeni zostało w ostatnich latach popsute. Z uwagi na subiektywność odbioru skupianie się na detalach niechybnie prowadzi do rozmycia istoty problemu. Dlatego niezbędna staje się wnikliwa ocena obiektywnych fachowców spoza kręgu osób bezpośrednio zaangażowanych. Jednakże obiekty przywołane przez Pana Naczelnika jako przykłady architektury wysokiej jakości skłaniają mnie do wyrażenia mojej osobistej opinii. Nazwane "pawilonami" mikroskopijne budki są przejawem przerostu formy nad treścią. Skomplikowane dachy z licznymi dziwacznymi tympanonami, zdobionymi równie dziwacznymi wzorami w opinii autora odpowiedzi "bardzo ładnie zostały wkomponowane w otaczający krajobraz i zasłoniły straszącą swoją brzydotą trafostację". Budki powinny komponować się ze starówką, na której obrzeżu stoją, ale ani ich wymiar, ani tym bardziej dziwaczna i wyjątkowo brzydko udekorowana forma nie pasują do secesyjnego starego miasta. Argument zasłonięcia "trafostacji" jest słuszny pod warunkiem, że spacerujący w poszukiwaniu "nieszczęścia" szedł od strony rynku (fot.1). Wtedy kioski wyłaniają się w ostatniej chwili zza narożnika najbliższego budynku i na odcinku kilka kroków zasłaniają przedmiotową stację transformatorową. Gdy jednak przechodzień zbliża się od strony mostu przez cały czas widzi stację trafo w całej okazałości i ledwie widoczne, barokowo udekorowane budki (zdjęcia nr 2). Na tym przykładzie doskonale widać, jak można manipulować opinią, wybierając odpowiedni punkt do wykonania zdjęcia. Drugi z przykładów to hotel Roma, który w opinii adwersarza: "zerwał z szablonem lukarn. Bryła budynku ciekawie prezentuje się przy najeździe ulicą Kościuszki". Jak widać na zdjęciu na dachu hotelu "Roma" znajduje się aż siedem lukarn (jeśli encyklopedie architektury nie definiują błędnie pojęcia lukarna). Bryła budynku poza tym, że zniszczyła zabytkowy parter, nie ma w sobie nic ciekawego, a w tym miejscu wzbudza najwyższe zdziwienie. Wprowadza w secesyjną starówkę gotycką instalację obronną- ciężką wieżę, która w wyniku nadwieszenia sprawia wrażenie"walącej" się na chodnik (patrz zdjęcia nr 3 i 4). Dla historycznej wierności, brak tylko otworu pomiędzy wspornikami, przez który obrońcy lali gorącą smołę na nacierających. Ale współcześni stratedzy nie przewidują w najbliższym czasie najazdu Tatarów.
I tu wypada znowu zacytować prawdziwie głęboką mądrość zapisaną w "odpowiedzi", która wyjaśnia nam poważną część problemu: "...taką mamy przestrzeń architektoniczną wokół siebie, jakich mamy architektów...". Brak tylko ujęcia w cudzysłów słowa "architekt". Bo architektów mamy dobrych. Wielu bardzo dobrych. Nie trzeba tego udowadniać, bo dowodzą tego opinie w fachowych czasopismach krajowych i zagranicznych oraz wpisy do encyklopedii. Świadczą o tym bardzo dobre realizacje architektoniczne nie tylko w Polsce, ale i rozsiane po całym świecie. Natomiast poza tym mamy niestety olbrzymią rzeszę "architektów". Ludzi, którym Ustawodawca dał ograniczone uprawnienia do projektowania w intencji, że zastąpią architektów w projektowaniu obiektów prostych i standardowych, jak garaże, zabudowania gospodarcze itp. czyli tam, gdzie nie potrzeba tej odrobiny talentu i specjalistycznej wiedzy, która wymagana jest od architekta. Praktyka okazała się jak zwykle inna. Często tacy "architekci" decydują o architekturze, jak również projektują to, do czego nie są przygotowani. I w dużej mierze efektem ich działalności jest architektoniczny i przestrzenny śmietnik wokół nas.
Niedawno, przy okazji dyskusji o nowej stacji benzynowej, jeden z dyskutantów porównał Żywiec do Rzymu. Tym razem, w obronie drewnianej chałupy, Żywiec został porównany do Paryża. Jest jeszcze kilka światowych stolic: Wiedeń, Londyn, Nowy Jork, Singapur... Dobrze byłoby, aby nie było więcej okazji do kolejnych porównań. Dla dobra Żywca. Niech pozostanie sobą, niech ma własny wizerunek, na który inni będą się powoływać. Zależy to tylko od woli tych, którym społeczeństwo zaufało w bezpośrednich wyborach i będzie lub nie będzie ufać w nadchodzących.
Dyskusja bez oceny niezaangażowanych specjalistów przerodzi się tylko w bezprzedmiotową wymianę skrajnie spolaryzowanych poglądów bez obiektywnej i wiarygodnej oceny sytuacji. Podtrzymuję propozycje zawarte w poprzednim artykule łącznie z koncepcją powołania społecznego zespołu doradczego złożonego z czynnie działających architektów. Nie musi on mieć umocowania prawnego. W demokracji można i powinno się korzystać z opinii i ekspertyz, które pomagają w podjęciu właściwej decyzji, którą powołani do tego urzędnicy w miarę możliwości prawnych przekładają na praktyczne działanie. Wierzę, że przeważy interes miasta.
Marek Kluszczyński, architekt

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.