Polska we Wspólnocie oczami nastolatki
Nowe wcale nie musi być złe!
Ostatnio wiele się mówi o Unii Europejskiej. I nie ma w tym
nic dziwnego, bo nie sposób przejść obok tego tematu obojętnie - referendum
unijne zbliża się wielkimi krokami. Kwestia członkostwa Polski we
Wspólnocie dotyczy także i mnie, bo to właśnie młode pokolenie, choć
nie weźmie udziału w czerwcowym głosowaniu, będzie formować przyszły
kształt naszego kraju i kontynentu. I to od mojego pokolenia zależy,
czy otworzymy się na nowe perspektywy, czy też pogrążymy się w beztroskim
nic nierobieniu i do wszystkiego będziemy odnosić się z bezzasadnym
sceptyzmem.
Ja, polska nastolatka mająca przed sobą całe dorosłe życie, mam już
swoje zdanie na temat Unii Europejskiej i myślę, że gdybym miała możliwość
wzięcia udziału w referendum, moje "tak" byłoby decyzją
przemyślaną i dojrzałą, mimo że może jeszcze nie do końca rozumiem
istotę pewnych spraw związanych z przystąpieniem Polski do Piętnastki.
Ale przecież zjednoczona Europa to nie tylko suche dane, zimne rozporządzenia
czy skomplikowane procesy, umowy i ustalenia. To przede wszystkim
zdrowe relacje między krajami, oparte na wzajemnej pomocy i zrozumieniu.
Przecież nikt nie zmusi nas do wyrzeczenia się wielowiekowej tradycji,
do porzucenia zasad wyznawanej religii czy do poświęcenia całego dorobku
kulturowego na rzecz zjednoczenia. Wręcz przeciwnie, wreszcie pojawi
się okazja ku temu, by pochwalić się swoją historią, tradycją i narodowym
dorobkiem. Polska będzie też miała możliwość aktywnego uczestnictwa
w budowaniu nowej, lepszej rzeczywistości, w której dla każdego znajdzie
się miejsce. Kwestię przystąpienia Polski do UE poruszył sam nasz
Wielki Rodak, Ojciec Święty: "Niech zapanuje duch miłosierdzia,
bratniej solidarności, zgody i współpracy oraz autentycznej troski
o dobro naszej Ojczyzny. Mam nadzieję, że pielęgnując te wartości,
społeczeństwo polskie - które od wieków przynależy do Europy - znajdzie
właściwe sobie miejsce w strukturach Wspólnoty Europejskiej i nie
tylko nie zatraci własnej tożsamości, ale ubogaci swą tradycją ten
kontynent i cały świat". To słowa człowieka, który jest dla niezliczonej
rzeszy ludzi wielkim autorytetem i które każdego powinny przekonać,
że nie należy mieć czarnych myśli. Bo zamknięcie się na zmiany niczego
nie rozwiąże. Tylko gotowość do współpracy w myśl zjednoczenia z ludźmi
żyjącymi na tym samym kontynencie może przynieść owoce. Musimy podjąć
próbę zbliżenia się do ludzi, z którymi, pomimo wielu różnic, moglibyśmy
odnaleźć wspólny język. Problemy lepiej się przecież rozwiązuje razem
niż osobno. Mamy wspólnie poprawiać świat, a nie wciąż wznosić mury,
umacniać granice, które nas dzielą. Zrozumiałe, że każdy kraj ma swą
odrębną historię, kulturę, tradycje, ale chyba to właśnie ta niebanalność
każdego państwa umożliwi stworzenie jednego wspólnego organizmu, którego
członki, mimo iż zachowują odrębność, umieją współdziałać i zmieniać
rzeczywistość na lepsze.
Poza ideą integracji jest jeszcze wiele innych korzyści płynących
z przyłączenia się do Unii. Jednym z najważniejszych argumentów przemawiającym
za oddaniem głosu na "tak" jest fakt, że będziemy mieli
szansę rozwoju gospodarczego i społecznego zbliżonego poziomem do
pozostałych państw członkowskich UE. Dopłaty z funduszy Unii pomogą
w rozwoju polskiego przemysłu i rolnictwa. Nasze przyłączenie się
do Wspólnoty pozwoli także na swobodne prowadzenie handlu i wymiany
doświadczeń technicznych i naukowych, a rynek krajów UE będzie otwarty
dla polskich towarów. Poza tym Polska będzie mogła decydować o losach
Europy, przez co wzrośnie poczucie bezpieczeństwa.
A dla mnie jednym z najbardziej istotnych argumentów jest fakt, że
Polacy będą mogli swobodnie kształcić się i pracować we wszystkich
krajach Unii. Ułatwi to młodzieży start w dorosłe życie, który jak
na razie nie rysuje się w kolorowych barwach. Bezrobocie, bezwzględna
walka o każde stanowisko pracy, po prostu istny "wyścig szczurów"...
A po wstąpieniu w krąg Wspólnoty roztoczą się nad młodymi ludźmi optymistyczne
perspektywy. Będziemy mieli szansę rozwoju, otworzą się zamknięte
do tej pory drzwi.
Jestem przy tym świadoma faktu, że przystąpienie do Unii wiąże się
z pewnym ryzykiem. Ale przecież każde poważne przedsięwzięcie jest
pewnego rodzaju ryzykiem... Nie sądzę jednak, żeby nasz kraj utracił
przez ten krok tożsamość narodową czy też stanął w obliczu zagrożenia
przypływem obcokrajowców. Według mnie nie ma sensu podchodzić do tej
sprawy pesymistycznie. Mamy szansę dołożyć swoją cegiełkę do budowania
lepszego świata. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać?
Może jestem idealistką. Może moje spojrzenie na całą tę sytuację jest
zbyt naiwne. Ale jedno wiem na pewno - stereotypowe poglądy na kwestię
przyłączenia się Polski do Unii Europejskiej nie mogą być asem wyciąganym
z rękawa przez eurosceptyków. Bo to, co nowe niekoniecznie musi się
od razu wiązać ze złem i stratami.. A z pewnością nie byłabym zadowolona,
gdybym przez bezpodstawne głosy dorosłych na "nie" podczas
referendum straciła szansę na lepsze i bardziej kolorowe jutro.
Diana Bucka
Od redakcji: Autorka tego tekstu jest uczennicą III klasy Gimnazjum
w Twardorzeczce. Jest laureatką wielu konkursów z języka angielskiego
(2 miejsce w woj. bielskim), Konkursu International House (I miejsce,
Konkursu Literackiego organizowanego przez Kuratorium Oświaty w Katowicach.
Była przedstawicielką województwa śląskiego w Sejmie dzieci i młodzieży
w Warszawie, a w 2003 roku jest laureatką finału wojewódzkiego konkursu
z języka polskiego.