Nad Sołą i Koszarawą - nr 11 (114) - rok  VI - 1 Czerwiec 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Polska we Wspólnocie oczami nastolatki
Nowe wcale nie musi być złe!


Ostatnio wiele się mówi o Unii Europejskiej. I nie ma w tym nic dziwnego, bo nie sposób przejść obok tego tematu obojętnie - referendum unijne zbliża się wielkimi krokami. Kwestia członkostwa Polski we Wspólnocie dotyczy także i mnie, bo to właśnie młode pokolenie, choć nie weźmie udziału w czerwcowym głosowaniu, będzie formować przyszły kształt naszego kraju i kontynentu. I to od mojego pokolenia zależy, czy otworzymy się na nowe perspektywy, czy też pogrążymy się w beztroskim nic nierobieniu i do wszystkiego będziemy odnosić się z bezzasadnym sceptyzmem.
Ja, polska nastolatka mająca przed sobą całe dorosłe życie, mam już swoje zdanie na temat Unii Europejskiej i myślę, że gdybym miała możliwość wzięcia udziału w referendum, moje "tak" byłoby decyzją przemyślaną i dojrzałą, mimo że może jeszcze nie do końca rozumiem istotę pewnych spraw związanych z przystąpieniem Polski do Piętnastki. Ale przecież zjednoczona Europa to nie tylko suche dane, zimne rozporządzenia czy skomplikowane procesy, umowy i ustalenia. To przede wszystkim zdrowe relacje między krajami, oparte na wzajemnej pomocy i zrozumieniu. Przecież nikt nie zmusi nas do wyrzeczenia się wielowiekowej tradycji, do porzucenia zasad wyznawanej religii czy do poświęcenia całego dorobku kulturowego na rzecz zjednoczenia. Wręcz przeciwnie, wreszcie pojawi się okazja ku temu, by pochwalić się swoją historią, tradycją i narodowym dorobkiem. Polska będzie też miała możliwość aktywnego uczestnictwa w budowaniu nowej, lepszej rzeczywistości, w której dla każdego znajdzie się miejsce. Kwestię przystąpienia Polski do UE poruszył sam nasz Wielki Rodak, Ojciec Święty: "Niech zapanuje duch miłosierdzia, bratniej solidarności, zgody i współpracy oraz autentycznej troski o dobro naszej Ojczyzny. Mam nadzieję, że pielęgnując te wartości, społeczeństwo polskie - które od wieków przynależy do Europy - znajdzie właściwe sobie miejsce w strukturach Wspólnoty Europejskiej i nie tylko nie zatraci własnej tożsamości, ale ubogaci swą tradycją ten kontynent i cały świat". To słowa człowieka, który jest dla niezliczonej rzeszy ludzi wielkim autorytetem i które każdego powinny przekonać, że nie należy mieć czarnych myśli. Bo zamknięcie się na zmiany niczego nie rozwiąże. Tylko gotowość do współpracy w myśl zjednoczenia z ludźmi żyjącymi na tym samym kontynencie może przynieść owoce. Musimy podjąć próbę zbliżenia się do ludzi, z którymi, pomimo wielu różnic, moglibyśmy odnaleźć wspólny język. Problemy lepiej się przecież rozwiązuje razem niż osobno. Mamy wspólnie poprawiać świat, a nie wciąż wznosić mury, umacniać granice, które nas dzielą. Zrozumiałe, że każdy kraj ma swą odrębną historię, kulturę, tradycje, ale chyba to właśnie ta niebanalność każdego państwa umożliwi stworzenie jednego wspólnego organizmu, którego członki, mimo iż zachowują odrębność, umieją współdziałać i zmieniać rzeczywistość na lepsze.
Poza ideą integracji jest jeszcze wiele innych korzyści płynących z przyłączenia się do Unii. Jednym z najważniejszych argumentów przemawiającym za oddaniem głosu na "tak" jest fakt, że będziemy mieli szansę rozwoju gospodarczego i społecznego zbliżonego poziomem do pozostałych państw członkowskich UE. Dopłaty z funduszy Unii pomogą w rozwoju polskiego przemysłu i rolnictwa. Nasze przyłączenie się do Wspólnoty pozwoli także na swobodne prowadzenie handlu i wymiany doświadczeń technicznych i naukowych, a rynek krajów UE będzie otwarty dla polskich towarów. Poza tym Polska będzie mogła decydować o losach Europy, przez co wzrośnie poczucie bezpieczeństwa.
A dla mnie jednym z najbardziej istotnych argumentów jest fakt, że Polacy będą mogli swobodnie kształcić się i pracować we wszystkich krajach Unii. Ułatwi to młodzieży start w dorosłe życie, który jak na razie nie rysuje się w kolorowych barwach. Bezrobocie, bezwzględna walka o każde stanowisko pracy, po prostu istny "wyścig szczurów"... A po wstąpieniu w krąg Wspólnoty roztoczą się nad młodymi ludźmi optymistyczne perspektywy. Będziemy mieli szansę rozwoju, otworzą się zamknięte do tej pory drzwi.
Jestem przy tym świadoma faktu, że przystąpienie do Unii wiąże się z pewnym ryzykiem. Ale przecież każde poważne przedsięwzięcie jest pewnego rodzaju ryzykiem... Nie sądzę jednak, żeby nasz kraj utracił przez ten krok tożsamość narodową czy też stanął w obliczu zagrożenia przypływem obcokrajowców. Według mnie nie ma sensu podchodzić do tej sprawy pesymistycznie. Mamy szansę dołożyć swoją cegiełkę do budowania lepszego świata. Dlaczego mielibyśmy z niej nie skorzystać?
Może jestem idealistką. Może moje spojrzenie na całą tę sytuację jest zbyt naiwne. Ale jedno wiem na pewno - stereotypowe poglądy na kwestię przyłączenia się Polski do Unii Europejskiej nie mogą być asem wyciąganym z rękawa przez eurosceptyków. Bo to, co nowe niekoniecznie musi się od razu wiązać ze złem i stratami.. A z pewnością nie byłabym zadowolona, gdybym przez bezpodstawne głosy dorosłych na "nie" podczas referendum straciła szansę na lepsze i bardziej kolorowe jutro.
Diana Bucka
Od redakcji: Autorka tego tekstu jest uczennicą III klasy Gimnazjum w Twardorzeczce. Jest laureatką wielu konkursów z języka angielskiego (2 miejsce w woj. bielskim), Konkursu International House (I miejsce, Konkursu Literackiego organizowanego przez Kuratorium Oświaty w Katowicach. Była przedstawicielką województwa śląskiego w Sejmie dzieci i młodzieży w Warszawie, a w 2003 roku jest laureatką finału wojewódzkiego konkursu z języka polskiego.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.