Nad Sołą i Koszarawą - nr 10 (113) - rok  VI - 15 Maj 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Zbliża się Dzień Matki Matka - Irena Golec

26 maja przypada Dzień Matki. Jest to dzień szczególny w życiu rodziny bowiem uwaga społeczeństwa zwraca się wtedy ku matce, która jest głównym jej filarem. Ona rodzi i wychowuje dzieci, ona tworzy i cementuje swą miłością dom. Tak było od początku dziejów, ale w obecnych czasach, kiedy emancypacja kobiet stała się społeczno-obyczajową rzeczywistością, kobiecie przybyło obowiązków.
Musi ona teraz pogodzić obowiązki matki i żony z obowiązkami zawodowymi. Jedną z takich kobiet, jest Irena Golec z Milówki - matka 4-ech synów: Stanisława, Rafała oraz bliźniaków: Łukasza i Pawła. Kiedy była w trzeciej ciąży, pragnęła na odmianę urodzić córeczkę, a tu zamiast niej przyszło na świat dwóch kolejnych chłopców. Ale mąż Stefan ją pocieszył mówiąc, że na pewno będzie miała z nich największą pociechę. I te słowa się sprawdziły, bo już od kilku lat rozsławiają nie tylko swą rodzinę, ale i swoją miejscowość Milówkę, a co jeszcze ważniejsze - naszą Ojczyznę - Polskę. Bracia bliźniacy talent muzyczny odziedziczyli po swoich przodkach, głównie po linii matki Ireny. Jej ojciec Jasek przez długie lata był w Milówce śpiewakiem towarzyszącym swoim ziomkom w uroczystościach pogrzebowych, zaś ich ojciec Stefan grał na klarnecie. Matka Irena przez długie lata śpiewała w chórze kościelnym, mając mocny i dźwięczny głos, wiodła w nim prym. Jak wspominają synowe, zawsze była pełna energii i werwy. Nigdy nie siedziała bezczynnie. Kiedy mieliśmy po 14 lat, zmarł nam ojciec. Wtedy przybyło jej obowiązków. Pracowała zawodowo i w polu, kręciła się po obejściu i po kuchni.
I śpiewała. Nawet teraz, gdy pijemy w domu kawę, przypomni sobie jakąś piosenkę i zanuci. Zawsze uśmiechnięta i pełna energii. Wciąż jest czymś zajęta, zwłaszcza że często ma gości, którzy ją lub synów odwiedzają. Mimo, że jest zapracowana, nigdy nie korzysta z taryfy ulgowej. I nie narzeka, chociaż nieraz było jej ciężko zwłaszcza gdy przez długie lata wcześnie rano pędziła do pociągu aby dojechać na czas do fabryki włókienniczej w Bielsku - gdzie dopracowała się emerytury. Mając zdolności organizacyjne, potrafiła pogodzić obowiązki żony, matki i gospodyni z obowiązkami zawodowymi w zakładzie pracy.
Potrafiła również wykorzystać odziedziczony, po ojcu Jasku talent muzyczny. Nie tylko, że przez długie lata śpiewała w chórze kościelnym, ale także przez 5 lat była aktorką Ludowego Teatru "Gronicki", w reżyserii Stanisławy Białożyt, w którym kreowała jedną z głównych ról - rolę I starościny, gdzie dominowały partie śpiewane, zaś najstarszy jej syn Stanisław zagrał rolę Pana Młodego. Natomiast zdolności plastyczne po linii ojca Stefana odziedziczył średni syn Rafał, który ukończył Akademię Plastyczną w Warszawie. Tam też się ożenił i pracuje jako plastyk. Zaś najstarszy syn Stanisław - historyk z wykształcenia zajmuje się promocją turystyki w Milówce. Rodzina ma więc twórcze i bogate życie tym bardziej, że bracia bliźniacy założywszy formację "Golec uOrkiestra" dają na zaproszenie koncerty nie tylko w różnych miastach Polski, ale i Europy a nawet i Ameryki, otrzymując nagrody i odznaczenia.
Stanisława Białożyt

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.