Nad Sołą i Koszarawą - nr 10 (113) - rok  VI - 15 Maj 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Prosto z mostu

Postanowiłem w swoim felietonie skupić się na sprawach lokalnych, choć szlag mnie trafia jak widzę co się w tym kraju dzieje w przededniu wejścia (oby) do Europy. Głupota rządzących nie ma granic, a jednym z jej dowodów jest tasiemcowy kabaret tzw. afery Rywingeite. Ale o tym niżej w specjalnym felietoniku " Z ukosa ". Wróćmy na Żywiecczyznę. To przecież my też mamy wejść do Europy. Tylko z czym. Nasz regionalizm w folklorze to jeden z atutów. Nasze wspaniałe tereny turystyczne to drugi atut. I wreszcie nasze położenie nadgraniczne to trzeci atut. Jeśli chodzi o folklor i nasze dokonania w tym zakresie są niepodważalne. Wprawdzie zmniejszyła się ilość zespołów folklorystycznych (tych eksportowych ) ale to jest znak czasu. Powstają nowe na wsiach, i to jest cenne. Jeśli chodzi o naturalne warunki dla uprawiania turystyki to nikt nam tego nie odbierze. Martwi mnie jednak zastój w doskonaleniu zagospodarowania obrzeży Jeziora Żywieckiego, którego uroków zazdroszczą nam nawet .... Szwajcarzy. Tak. Tak. Sam byłem świadkiem a właściwie przewodnikiem w oprowadzaniu po Żywiecczyżnie rodziny szwajcarskiej, która nie mogła się nadziwić jak piękny jest to zakątek Polski. I stąd do mnie pytanie. Czemu to tak słabo zagospodarowane ? Gdyby to było u nas to każdy metr kwadratowy tego obrzeża a i jeszcze daleko poza nim miałby swoje przeznaczenie. Co im miałem odpowiedzieć. Brak, brak i jeszcze raz brak środków finansowych. I to też jest znak czasu. Całe szczęście, że nie pokazałem im kompletnie zdewastowanego ośrodka w Kozubniku. Jest to przykład znieczulicy jaka wokół tego obiektu powstała. Czy naprawdę nikt nie mógł temu zapobiec ? Tak oto na naszych oczach dokonała się hekatomba ośrodka, który kiedyś był wizytówką Żywiecczyzny. Podobnie jest z paroma ośrodkami po nieistniejących już kopalniach, które prawdopodobnie czeka ten sam los. Władzo ratujmy to co jeszcze zostało, bo na nowe długo nas już nie będzie stać. A nie chciałbym dożyć tego co kiedyś było rzucane pod nogi ówczesnej władzy. Ośrodki budowały kopalnie ze Śląska, kierownikami zaś byli ich ludzie a nasi.... pokojówki, sprzątaczki, kelnerki, kelnerzy i stróże. Oby historia się nie powtórzyła, tyle tylko, że chcąc być kelnerem w ośrodku, trzeba znać język obcy, bo nie dogadasz się z...... właścicielem. Może to brzmi nieco katastroficznie, ale jest to bliskie prawdy. I wreszcie trzeci atut to nasze przygraniczne położenie. Mamy trzy przejścia graniczne -drogowe ze Słowacją i jedno kolejowe (Zwardoń). I to jest piękne. Nie mówię o przejściach turystyki górskiej, bo to w Europie jest już normą. Z przejścia drogowego w Korbielowie najchętniej korzystamy jadąc na Węgry oraz do..... Zakopanego. Z przejścia w Zwardoniu korzystamy jadąc do Austrii i byłych krajów Jugosławii. Przejście w Glince jest bardziej lokalnym przejściem na Słowację. I z tego powinniśmy się cieszyć. A to nieprawda. Były wstęgi, przemówienia, huczne przyjęcia wysokich dygnitarzy z obu krajów, i co, na tym koniec. Panowie władza zapomnieli, że do tych przejść trzeba jeszcze po ludzku dojechać. A tu co ? Od lat opowiada się o drodze ekspresowej z Bielska do Zwardonia. Owszem buduje się jakieś tam odcinki, przy których wykonawstwie narusza się przepisy o ochronie gruntów. Przykład Lalik jest aż nadto wymowny. Ja nie chciałbym pisać o gehennie mieszkańców Milówki, Szarego i Kamesznicy, którzy korzystając z drogi oznaczonej jako międzynarodowa jeżdżą po "ugorach". Buduje się w Zwardoniu potężny terminal odpraw, gdzie wszyscy mówią o tym jaka to oszczędność kilometrów w dojeździe do Austrii, Włoch i Francji. Fajnie. Tylko proszę mi powiedzieć co się stanie, jak faktycznie te "maleńkie" TIR-y zostaną puszczone w ruch po tej trasie. A więc znów ktoś pomyślał stojąc na głowie, (o ile ten ktoś miał głowę ), że najpierw uzbrojenie granicy a potem droga. To jest tak jak by ktoś budował swój dom zaczynając od dachu. Na marginesie tej problematyki nasuwa mi się refleksja. Jakiś idiota (na pewno w Warszawie) wziął do ręki atlas bądź mapę samochodową i bawiąc się nią zakreślał. Ta droga to będzie droga międzynarodowa a więc będzie w gestii takiej a takiej instytucji, ta będzie krajowa, a więc będzie w gestii jeszcze innej instytucji, tamte zaś to drogi powiatowe będące w gestii władz powiatu a pozostałe to już tylko władze gminne. Wprawdzie zostali jeszcze sołtysi z funduszem gminnym, ale to właśnie Oni wydają skromne fundusze na budowę i utwardzenie dróg, gdzie gro robót wykonują sami mieszkańcy. Oczywiście powie ktoś, przecież nic nowego nie wymyśliłem. Tylko proszę spojrzeć co się dzieje. Na terenie jednego powiatu, czy też miasta, jest czterech właścicieli dróg a przekleństwa na dziury w jezdni spadają najczęściej na wójta czy burmistrza - prezydenta. Użytkownika, który płaci podatki i inne świadczenia z tytułu użytkowania pojazdu nie interesuje w czyjej gestii jest ta droga tylko jaki jest jej stan. Z uwagi na konfigurację terenu na Żywiecczyźnie gęstość dróg jest ogromna, i tym bardziej nie wiadomo kto jest ich właścicielem. Dlatego też w staraniach o wejście do Unii próbujmy iść po drodze i to po dobrej drodze a nie bujajmy w obłokach.
* * *
To, że społeczeństwo jest coraz bardziej spauperyzowane widać jak na dłoni. Bieda zagląda w oczy mieszkańcom miast i wsi. Często czytamy czy oglądamy w telewizji jak zawiązują się różne komitety czy fundacje dla niesienia pomocy biednym bądź poszkodowanym przez los. Często niektóre fundacje są już w momencie tworzenia nieuczciwe, ale to już tak bywa. Staraniem władz samorządowych bądź organizacji charytatywnych czy też instytucji kościelnych pomaga się młodzieży w dożywianiu, w zakupie podręczników itp. I do tego przywykliśmy. Natomiast przeraziło mnie to co niedawno powiedział mi jeden z dyrektorów żywieckich szkół średnich (Józef Biegun Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Żywcu). Otóż już drugi raz przydarzyła się mu rozmowa z uczennicą tej szkoły, która ze łzami w oczach oświadczyła Mu, że musi zaprzestać nauki w szkole gdyż jej rodziców nie stać na zakup biletu miesięcznego na PKS. Nawiasem mówiąc obie uczennice są w czołówce w klasie jeśli chodzi o wyniki nauczania. I tu zaczyna się prawdziwa tragedia. Co zrobić. Otóż wspomniany dyrektor proponuje aby stworzyć jakąś namiastkę fundacji pomocy tym uczniom. I to niekoniecznie na zasadzie zbiórki pieniężnej, gdyż te uczennice chciałyby odrobić czy zarobić te pieniądze, bo wstydzą się żebraniny. Sądzę, że temat jest bardzo poważny i nie wypada przejść obok niego bokiem. Chociaż wszystkim jest nam trudno ale sądzę, że znajdzie się parę osób, które mogłyby pomóc w rozwiązaniu tego tematu. Nasza redakcja chętnie będzie publikować wszystkie inicjatywy w tym zakresie podejmowane. Zainteresowanych prosimy o kontakt z p. Józefem Biegun ZSE-G Żywiec tel. 861-21-96.
Kazimierz SEMIK

Z UKOSA
Telewizyjny Tok-Szok pod nazwą Obrady Komisji Śledczej trwa. Z uśmiechem na ustach 26 kwietnia Pan Nałęcz, profesor, oznajmił że (kabaret ) Komisja pracuje już sto dni. Zachciało mi się oglądać w całości ten kabaret, właśnie w tą wolną sobotę gdzie przepytywano Premiera Millera. To co wyrabiał pan Nałęcz wołało o pomstę do nieba. Średnio wykształcony prawnik umiałby o wiele logiczniej sformułować pytania, nie jąkając się przy tym. Gdybym był na miejscu premiera powiedziałbym... panowie to nie ten poziom, to nie te czasy, to nie wczesna powojenna Ameryka, gdzie w komisji Mc Cartyego zasiadały półgłówki, których cel był jeden, skazać. Przecież pan Rywin chyba się śmieje do rozpuku i jest dla mnie bohaterem, gdyż przez idiotyczną zagrywkę poruszył cały polski establishment. Na pewno dojdzie jeszcze do wielu niedorzecznych pytań. Choć wiemy już dużo. Znamy rozkład toalet w Agorze, menu kolacji u Rapaczyńskiej, czy sposoby spędzania wolnego czasu przez naszych VIP - ów. Tylko pytam się, kto za to płaci. Kto płaci za transmisję tego przygłupawego programu, w który zaangażowanych jest dziesiątki ludzi. Kto płaci za czas antenowy Telewizji Polskiej. Chyba nie po to stworzono program 3 TVP. Oczywiście my płacimy, abonenci. A więc pora z tym skończyć bo w finale okaże się,.że to pan Rywin przebywający w środowisku filmowym sam wymyślił taki scenariusz. Gdyby tak było nie zdziwiłbym się, że każe sobie za to zapłacić. Dość żartów. Panie Nałęcz. Kończ Waść, wstydu oszczędź.
k.s.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.