Nad Sołą i Koszarawą - nr 10 (113) - rok  VI - 15 Maj 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 
Wędrując po italskich gościńcach

Ten wyjazd planowaliśmy już od dawna. Przygotowań było co nie miara. Pojawiały się trudności, którym musieliśmy stawić czoło. Dziś wiemy jedno - opłaciło się. Wróciliśmy we wspaniałych nastrojach, pełni wiary i optymizmu.

Gdzie i po co czyli zarzewie wyjazdu
Pomysł zorganizowania pielgrzymki właśnie do Włoch nie był przypadkowy. Nasza szkoła przygotowuje się bowiem do objęcia jej przez Papieża Jana Pawła II swoim patronatem, a wyjazd ten to jeden z elementów na drodze starań o nadanie szkole imienia.
Punktem centralnym naszego pielgrzymowania miał stać się Rzym, a ściślej mówiąc - Plac Świętego Piotra, na którym chcieliśmy spotkać się z jedną z największych postaci w historii ludzkości - Janem Pawłem II, dla którego pełni jesteśmy podziwu i uznania. Zaplanowaliśmy także zwiedzanie wielu atrakcyjnych miejsc znanym większości uczestników jedynie z kart książek.
Gorączka niedzielnej nocy
14 kwietnia 2003 roku - to data rozpoczęcia naszej pielgrzymki. Gdy okolice pogrążone są w słodkich snach, nasza 51-osobowa grupa objuczona bagażami, z zapasem dobrego humoru, siły i energii wyrusza spod Gimnazjum w Twardorzeczce na spotkanie z niezapomnianymi przeżyciami.
Popołudnie w weneckiej aurze
Pierwszym etapem pielgrzymki jest dotarcie do Wenecji - miasta kanałów i mostów - i spacer jej urokliwymi uliczkami. Znużenie trudami autokarowej podróży ani trochę nie przeszkadza nam w nasycaniu niezwykłym klimatem tego miejsca. Niesamowitych wrażeń dostarcza nam zwłaszcza wodna przejażdżka promem po Canal Grande. Aby zregenerować siły przed czekającymi nas dniami pełnymi wrażeń udajemy się na nocleg do położonego niedaleko Wenecji hotelu.
Na podbój Wiecznego Miasta
Od Rzymu dzieli nas jeszcze kilkaset kilometrów. Podróż umilamy sobie śpiewem, poszerzaniem wiadomości o Ojcu Świętym. Nasze umysły przepełnia myśl o zbliżających się chwilach spędzonych w stolicy Włoch, do której docieramy po południu. W blasku watykańskich promieni słońca kierujemy się na Plac Świętego Piotra. Robi on na nas nieopisane wrażenie, niesamowitych odczuć doświadczamy także podczas zwiedzania Bazyliki Świętego Piotra. Wieczorem msza święta w Domu Salwatorianów i miłe spotkanie z księżmi-rodakami.
Dzień, jakich mało
Następnego poranka w hotelu położonym kilkanaście kilometrów od Rzymu panuje wielkie podekscytowanie i euforia. Na ten dzień wszyscy czekali z niecierpliwością. I w końcu nadszedł! Już za parę godzin podczas audiencji generalnej będziemy mieli możliwość spotkania się z Ojcem Świętym. Na Plac Świętego Piotra dostajemy się pociągiem. Nadchodzą minuty wypełnione gorączkowym wyczekiwaniem. Niecierpliwe spoglądanie na zegarki. "Ile jeszcze do wpół do jedenastej?" - to pytanie pada niezliczoną ilość razy. Plac wypełnia się po brzegi. Tysiące powiewających flag, tłumy wiernych z całego świata i atmosfera niespokojnego wypatrywania papa mobile - oto obraz watykańskiego placu w ciepłe środowe przedpołudnie, które w pamięć tysięcy zgromadzonych tu ludzi zapadnie na długi czas. W pewnej chwili wszyscy zrywają się ze swoich miejsc. Nareszcie jest...
Kochamy Cię, Ojcze Święty!
Jechaliśmy kilkanaście godzin. Przemierzyliśmy setki kilometrów. Bardzo się nam podobało w Wenecji, dalsza część zwiedzania Rzymu także zapowiada się wspaniale. Każdy jednak zabytek może się schować przy widoku papieskiej dłoni wyciągniętej do błogosławieństwa. Przy możliwości spojrzenia w Jego święte oblicze. Bo Jan Paweł II emanuje jakąś niewyobrażalną mocą.
Wszyscy ją czujemy. Przenika nas radość, której nie da się opisać nawet najbardziej wzniosłymi słowami. Kapią łzy wzruszenia. Na te kilka niezwykłych chwil znikają wszystkie nasze zmartwienia i troski. Nie jesteśmy w stanie wydobyć z siebie głosu, tak wielkie wrażenie zrobiło na nas to spotkanie. I chyba nie wszyscy tak do końca wierzą, że się udało, że wszystko przebiegło pomyślnie, że możemy tu być i przez te kilka minut trwać w niczym niezmąconym promiennym uniesieniu. Najwspanialsze jednak wciąż przed nami. Po wygłoszonym przez Ojca Świętego Słowie, po Jego Wielkanocnym Orędziu, po świątecznych życzeniach i pozdrowieniach, okazuje się, że mamy możliwość zrobienia z Nim zdjęć. Została nam dana szansa bardzo bliskiego kontaktu z Papieżem. A dostały ją tylko dwie spośród niezliczonych grup zgromadzonych na Placu. Jesteśmy niewyobrażalnie szczęśliwi.
Historia niezapomnianej chwili
Do papieskiego tronu wiedzie nas wiara. Z nadzieją w oczach otaczamy Papieża. Wręczamy mu przywiezione przez nas dary - obrazy i piękny album. I mimo iż jesteśmy tak blisko Niego, możemy na Niego spojrzeć i Go ucałować, to trudno uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Ale rzeczywiście - to nie piękny sen, a jak najbardziej realna chwila, która w naszej świadomości zapisze się na zawsze. Blask fleszy, zamieszanie i koniec. Powrót do szarych realiów życia... Choć to spotkanie było takie krótkie, trwało zaledwie kilka sekund, które zdają się nic nie znaczyć wobec tylu dni spędzonych na czekaniu, to przekonujemy się, że było warto. Bo chwila ta błyszczy nieśmiertelnością. Bije od niej mocą i potęgą. Gdyby ziemia się teraz zatrzymała, gdyby słońce przestało chodzić po niebie, to pewnie byśmy tego nie zauważyli... Bo tak bardzo jesteśmy oszołomieni. Tyle niesamowitych wrażeń. Tak wielkie wzruszenie. I fantastyczne wspomnienia, które wypełniają pustkę.
Magia rzymskiego świata
Po tak emocjonującym i obfitym we wrażenia poranku wyruszamy na wyprawę w głąb tajemnic Rzymu. Urzeka nas niepowtarzalna atmosfera tego urokliwego miasta. Forum Romanum, Koloseum, Kapitol, Więzienie Mamertyńskie, Bazylika Laterańska, Bazylika Świętego Pawła za Murami - to tylko niewielka część miejsc, które podczas zwiedzania Rzymu udało się nam zobaczyć, a którymi jesteśmy zachwyceni. Dobiega już końca nasze pielgrzymowanie. Jutro trzeba się będzie pożegnać z rzymskim światem i udać się w drogę powrotną...
Wszystko, co dobre, szybko się kończy...
Niestety nadchodzi czas powrotu do Polski. Zostawiamy za sobą Rzym z całą jego magią i pięknem. Zostawiamy Watykan i Papieża. W południe docieramy do Asyżu - ostatniego miasta na planie naszego zwiedzania włoskich zakątków. Łapiemy ostatnią szansę delektowania się włoskim klimatem. Teraz przed nami wielogodzinna podróż, która kończy się w Wielki Piątek, 18 kwietnia 2003 roku. Rozstajemy się w pogodnych nastrojach, który wnosimy do swoich domów i którym przesiąkają całe Święta Wielkiej Nocy...
O cztery dni bogatsi
Ta pielgrzymka zmieniła każdego z nas. W naszej świadomości wciąż żyje zwłaszcza dzień spotkania z Ojcem Świętym, który wlał w nasze serca wiarę i nadzieję. Mamy wiele zdjęć, pamiątek i, co najważniejsze, całą masę wciąż żywych wspomnień. Jesteśmy bogatsi. O nowe doświadczenia, niepowtarzalne przeżycia, wyjątkowe wrażenia. I o te cztery wspaniałe dni, które budzą się z nami każdego poranka i rozpalają płomień radości...
Uczennica III kl. Gimnazjum w Twardorzeczce Diana Bucka

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.