Wędrując po italskich gościńcach
Ten wyjazd planowaliśmy już od dawna. Przygotowań
było co nie miara. Pojawiały się trudności, którym musieliśmy stawić
czoło. Dziś wiemy jedno - opłaciło się. Wróciliśmy we wspaniałych
nastrojach, pełni wiary i optymizmu.
Gdzie
i po co czyli zarzewie wyjazdu
Pomysł zorganizowania pielgrzymki właśnie do Włoch nie był przypadkowy.
Nasza szkoła przygotowuje się bowiem do objęcia jej przez Papieża
Jana Pawła II swoim patronatem, a wyjazd ten to jeden z elementów
na drodze starań o nadanie szkole imienia.
Punktem centralnym naszego pielgrzymowania miał stać się Rzym, a ściślej
mówiąc - Plac Świętego Piotra, na którym chcieliśmy spotkać się z
jedną z największych postaci w historii ludzkości - Janem Pawłem II,
dla którego pełni jesteśmy podziwu i uznania. Zaplanowaliśmy także
zwiedzanie wielu atrakcyjnych miejsc znanym większości uczestników
jedynie z kart książek.
Gorączka niedzielnej nocy
14 kwietnia 2003 roku - to data rozpoczęcia naszej pielgrzymki. Gdy
okolice pogrążone są w słodkich snach, nasza 51-osobowa grupa objuczona
bagażami, z zapasem dobrego humoru, siły i energii wyrusza spod Gimnazjum
w Twardorzeczce na spotkanie z niezapomnianymi przeżyciami.
Popołudnie w weneckiej aurze
Pierwszym etapem pielgrzymki jest dotarcie do Wenecji - miasta kanałów
i mostów - i spacer jej urokliwymi uliczkami. Znużenie trudami autokarowej
podróży ani trochę nie przeszkadza nam w nasycaniu niezwykłym klimatem
tego miejsca. Niesamowitych wrażeń dostarcza nam zwłaszcza wodna przejażdżka
promem po Canal Grande. Aby zregenerować siły przed czekającymi nas
dniami pełnymi wrażeń udajemy się na nocleg do położonego niedaleko
Wenecji hotelu.
Na podbój Wiecznego Miasta
Od Rzymu dzieli nas jeszcze kilkaset kilometrów. Podróż umilamy sobie
śpiewem, poszerzaniem wiadomości o Ojcu Świętym. Nasze umysły przepełnia
myśl o zbliżających się chwilach spędzonych w stolicy Włoch, do której
docieramy po południu. W blasku watykańskich promieni słońca kierujemy
się na Plac Świętego Piotra. Robi on na nas nieopisane wrażenie, niesamowitych
odczuć doświadczamy także podczas zwiedzania Bazyliki Świętego Piotra.
Wieczorem msza święta w Domu Salwatorianów i miłe spotkanie z księżmi-rodakami.
Dzień, jakich mało
Następnego poranka w hotelu położonym kilkanaście kilometrów od Rzymu
panuje wielkie podekscytowanie i euforia. Na ten dzień wszyscy czekali
z niecierpliwością. I w końcu nadszedł! Już za parę godzin podczas
audiencji generalnej będziemy mieli możliwość spotkania się z Ojcem
Świętym. Na Plac Świętego Piotra dostajemy się pociągiem. Nadchodzą
minuty wypełnione gorączkowym wyczekiwaniem. Niecierpliwe spoglądanie
na zegarki. "Ile jeszcze do wpół do jedenastej?" - to pytanie
pada niezliczoną ilość razy. Plac wypełnia się po brzegi. Tysiące
powiewających flag, tłumy wiernych z całego świata i atmosfera niespokojnego
wypatrywania papa mobile - oto obraz watykańskiego placu w ciepłe
środowe przedpołudnie, które w pamięć tysięcy zgromadzonych tu ludzi
zapadnie na długi czas. W pewnej chwili wszyscy zrywają się ze swoich
miejsc. Nareszcie jest...
Kochamy Cię, Ojcze Święty!
Jechaliśmy kilkanaście godzin. Przemierzyliśmy setki kilometrów. Bardzo
się nam podobało w Wenecji, dalsza część zwiedzania Rzymu także zapowiada
się wspaniale. Każdy jednak zabytek może się schować przy widoku papieskiej
dłoni wyciągniętej do błogosławieństwa. Przy możliwości spojrzenia
w Jego święte oblicze. Bo Jan Paweł II emanuje jakąś niewyobrażalną
mocą.
Wszyscy ją czujemy. Przenika nas radość, której nie da się opisać
nawet najbardziej wzniosłymi słowami. Kapią łzy wzruszenia. Na te
kilka niezwykłych chwil znikają wszystkie nasze zmartwienia i troski.
Nie jesteśmy w stanie wydobyć z siebie głosu, tak wielkie wrażenie
zrobiło na nas to spotkanie. I chyba nie wszyscy tak do końca wierzą,
że się udało, że wszystko przebiegło pomyślnie, że możemy tu być i
przez te kilka minut trwać w niczym niezmąconym promiennym uniesieniu.
Najwspanialsze jednak wciąż przed nami. Po wygłoszonym przez Ojca
Świętego Słowie, po Jego Wielkanocnym Orędziu, po świątecznych życzeniach
i pozdrowieniach, okazuje się, że mamy możliwość zrobienia z Nim zdjęć.
Została nam dana szansa bardzo bliskiego kontaktu z Papieżem. A dostały
ją tylko dwie spośród niezliczonych grup zgromadzonych na Placu. Jesteśmy
niewyobrażalnie szczęśliwi.
Historia niezapomnianej chwili
Do papieskiego tronu wiedzie nas wiara. Z nadzieją w oczach otaczamy
Papieża. Wręczamy mu przywiezione przez nas dary - obrazy i piękny
album. I mimo iż jesteśmy tak blisko Niego, możemy na Niego spojrzeć
i Go ucałować, to trudno uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę.
Ale rzeczywiście - to nie piękny sen, a jak najbardziej realna chwila,
która w naszej świadomości zapisze się na zawsze. Blask fleszy, zamieszanie
i koniec. Powrót do szarych realiów życia... Choć to spotkanie było
takie krótkie, trwało zaledwie kilka sekund, które zdają się nic nie
znaczyć wobec tylu dni spędzonych na czekaniu, to przekonujemy się,
że było warto. Bo chwila ta błyszczy nieśmiertelnością. Bije od niej
mocą i potęgą. Gdyby ziemia się teraz zatrzymała, gdyby słońce przestało
chodzić po niebie, to pewnie byśmy tego nie zauważyli... Bo tak bardzo
jesteśmy oszołomieni. Tyle niesamowitych wrażeń. Tak wielkie wzruszenie.
I fantastyczne wspomnienia, które wypełniają pustkę.
Magia rzymskiego świata
Po tak emocjonującym i obfitym we wrażenia poranku wyruszamy na wyprawę
w głąb tajemnic Rzymu. Urzeka nas niepowtarzalna atmosfera tego urokliwego
miasta. Forum Romanum, Koloseum, Kapitol, Więzienie Mamertyńskie,
Bazylika Laterańska, Bazylika Świętego Pawła za Murami - to tylko
niewielka część miejsc, które podczas zwiedzania Rzymu udało się nam
zobaczyć, a którymi jesteśmy zachwyceni. Dobiega już końca nasze pielgrzymowanie.
Jutro trzeba się będzie pożegnać z rzymskim światem i udać się w drogę
powrotną...
Wszystko, co dobre, szybko się kończy...
Niestety nadchodzi czas powrotu do Polski. Zostawiamy za sobą Rzym
z całą jego magią i pięknem. Zostawiamy Watykan i Papieża. W południe
docieramy do Asyżu - ostatniego miasta na planie naszego zwiedzania
włoskich zakątków. Łapiemy ostatnią szansę delektowania się włoskim
klimatem. Teraz przed nami wielogodzinna podróż, która kończy się
w Wielki Piątek, 18 kwietnia 2003 roku. Rozstajemy się w pogodnych
nastrojach, który wnosimy do swoich domów i którym przesiąkają całe
Święta Wielkiej Nocy...
O cztery dni bogatsi
Ta pielgrzymka zmieniła każdego z nas. W naszej świadomości wciąż
żyje zwłaszcza dzień spotkania z Ojcem Świętym, który wlał w nasze
serca wiarę i nadzieję. Mamy wiele zdjęć, pamiątek i, co najważniejsze,
całą masę wciąż żywych wspomnień. Jesteśmy bogatsi. O nowe doświadczenia,
niepowtarzalne przeżycia, wyjątkowe wrażenia. I o te cztery wspaniałe
dni, które budzą się z nami każdego poranka i rozpalają płomień radości...
Uczennica III kl. Gimnazjum w Twardorzeczce Diana Bucka