Śladem naszych publikacji
Ponad rok temu w numerze 2/57 z 15 stycznia 2001 r w
moim stałym felietonie "prosto z mostu" opisywałem perypetie
związane z serią "afer" na Żywiecczyźnie. Dotyczyły spraw
byłego dyrektora PPKS w Żywcu, oraz Zbigniewa Bugaja, ówczesnego pracownika
Kancelarii Premiera oraz Przewodniczącego Rady Powiatu. Sprawa tego
Pana miała dwa wątki; jeden związany z zagospodarowaniem funduszy
powodziowych na remont dróg w Świnnej (za czasów gdy był wójtem gminy)
a druga miała charakter zarzutów natury ogólnej. O ile pierwsza sprawa
znalazła swój epilog w sądzie i na dobrą sprawę to na " na własne
życzenie" zostali skazani uczestnicy tego procesu. Możemy tylko
nadmienić, że nikt nic nie ukradł, pieniądze zostały wydatkowane prawidłowo,
tylko nie na te drogi co były planowane. O tyle druga sprawa miała
posmak sensacji. Odkrycia dokonała "Rzeczpospolita" opisując
słynne "Ranczo Adama" w Pewli Ślemieńskiej i na fali potężnej
krytyki doszukiwano się przekrętów finansowych w budowie tejże hacjendy
a w rzeczywistości dobrze zorganizowanego gospodarstwa agroturystycznego.
Sam zainteresowany poprosił nas i przedłożył dokumenty które stanowiły
podstawę do wystąpienia prokuratorskiego. Czegóż tam nie było?
Aż dziewięć zarzutów. Od nieprawidłowości przy budowie rowu melioracyjnego,
aż do budowy autostrady A-4 i kanalizacji obwodnicy Krakowa. I co
się okazało. Postanowieniem Prokuratury Okręgowej w Bielsku Białej
z dnia 29 grudnia 2001 r. umorzono śledztwo w całości wobec stwierdzenia,
że brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia
przestępstwa. Moglibyśmy nie do końca wierzyć temu orzeczeniu, ale
widzieliśmy dokumenty źródłowe które całkowicie obalają nawet chęć
dokonania przestępstwa. Jakimś satysfakcjonującym zadośćuczynieniem
jest przegrana w Sądzie Pracy - Kancelarii Premiera z Panem Bugajem
i nakazująca wypłatę odprawy po zwolnieniu z pracy, którego podstawą
był.......u w a g a....... artykuł w "Rzeczypospolitej".
Cóż bywa i tak. Po wysłuchaniu relacji człowieka, nad głową którego
zawieszony był "miecz Damoklesa" przez ponad rok, warto
pokusić się o refleksję. Został zniszczony wśród swoich, zgodnie z
wierszykiem dla dzieci kończącym się słowami "wśród serdecznych
przyjaciół, psy zająca zjadły". Nie nam oceniać wartość obiektu
zwanego "ranczem Adama", ale o zawrót głowy przyprawiły
nas kwoty pożyczek na stworzenie tego ośrodka. Nie zazdrościmy. Gwoli
rzetelności dziennikarskiej trzeba na naszych łamach odnotować (o
czym również onegdaj pisaliśmy), że Pan Jerzy Widzyk został oczyszczony
z zarzutów co do relacji między wartością majątku własnego a możliwościami
zarobkowymi. To cieszy.
A.Matlakiewicz, K. Semik