Nad Sołą i Koszarawą - nr 9 (112) - rok  VI - 1 Maj 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



Śladem naszych publikacji

Ponad rok temu w numerze 2/57 z 15 stycznia 2001 r w moim stałym felietonie "prosto z mostu" opisywałem perypetie związane z serią "afer" na Żywiecczyźnie. Dotyczyły spraw byłego dyrektora PPKS w Żywcu, oraz Zbigniewa Bugaja, ówczesnego pracownika Kancelarii Premiera oraz Przewodniczącego Rady Powiatu. Sprawa tego Pana miała dwa wątki; jeden związany z zagospodarowaniem funduszy powodziowych na remont dróg w Świnnej (za czasów gdy był wójtem gminy) a druga miała charakter zarzutów natury ogólnej. O ile pierwsza sprawa znalazła swój epilog w sądzie i na dobrą sprawę to na " na własne życzenie" zostali skazani uczestnicy tego procesu. Możemy tylko nadmienić, że nikt nic nie ukradł, pieniądze zostały wydatkowane prawidłowo, tylko nie na te drogi co były planowane. O tyle druga sprawa miała posmak sensacji. Odkrycia dokonała "Rzeczpospolita" opisując słynne "Ranczo Adama" w Pewli Ślemieńskiej i na fali potężnej krytyki doszukiwano się przekrętów finansowych w budowie tejże hacjendy a w rzeczywistości dobrze zorganizowanego gospodarstwa agroturystycznego. Sam zainteresowany poprosił nas i przedłożył dokumenty które stanowiły podstawę do wystąpienia prokuratorskiego. Czegóż tam nie było?
Aż dziewięć zarzutów. Od nieprawidłowości przy budowie rowu melioracyjnego, aż do budowy autostrady A-4 i kanalizacji obwodnicy Krakowa. I co się okazało. Postanowieniem Prokuratury Okręgowej w Bielsku Białej z dnia 29 grudnia 2001 r. umorzono śledztwo w całości wobec stwierdzenia, że brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa. Moglibyśmy nie do końca wierzyć temu orzeczeniu, ale widzieliśmy dokumenty źródłowe które całkowicie obalają nawet chęć dokonania przestępstwa. Jakimś satysfakcjonującym zadośćuczynieniem jest przegrana w Sądzie Pracy - Kancelarii Premiera z Panem Bugajem i nakazująca wypłatę odprawy po zwolnieniu z pracy, którego podstawą był.......u w a g a....... artykuł w "Rzeczypospolitej". Cóż bywa i tak. Po wysłuchaniu relacji człowieka, nad głową którego zawieszony był "miecz Damoklesa" przez ponad rok, warto pokusić się o refleksję. Został zniszczony wśród swoich, zgodnie z wierszykiem dla dzieci kończącym się słowami "wśród serdecznych przyjaciół, psy zająca zjadły". Nie nam oceniać wartość obiektu zwanego "ranczem Adama", ale o zawrót głowy przyprawiły nas kwoty pożyczek na stworzenie tego ośrodka. Nie zazdrościmy. Gwoli rzetelności dziennikarskiej trzeba na naszych łamach odnotować (o czym również onegdaj pisaliśmy), że Pan Jerzy Widzyk został oczyszczony z zarzutów co do relacji między wartością majątku własnego a możliwościami zarobkowymi. To cieszy.
A.Matlakiewicz, K. Semik

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.