Życiorysy na Żywiecczyznie pisane - Bronisław Grzegorzek
Urodził
się 27 października 1927 r. w Świnnej pow. Żywiec, w rodzinie Karola
i Konstancji z d. Łukańko. Był drugim z pięciorga dzieci. Rodzice
jego prowadzili niewielkie - 2 hektarowe gospodarstwo rolne, ponadto
ojciec jako jeden z nielicznych we wsi był robotnikiem. Pracował na
tartaku. Gospodarstwem głównie zajmowała się matka, wciągając do pomocy
dzieci.
Bronisław, podobnie jak jego bracia ukończył Publiczną Szkołę Powszechną
w Świnnej. Ich ojciec często przynosił do domu gazety i książki, które
wszyscy czytali z zamiłowaniem. Kierownik szkoły - Franciszek Zwoleński,
znając ich zamiłowanie do czytania, w czasie okupacji wypożyczał im
książki z biblioteki szkolnej, bez obowiązku zwrotu. Miał nadzieję,
że książki te przetrwają wojnę. I tak się faktycznie stało, gdyż Niemcy
zabrali książki z bibliotek szkolnych i zniszczyli. B. Grzegorzek
po ukończeniu czternastego roku życia w dniu 21 listopada 1941 r.
został wywieziony do prac przymusowych w III Rzeszy. Żywiecczyznę
opuszczał w grupie około 600 chłopców. Stu z nich wyprowadzono z pociągu
w Nysie i zaprowadzono do Arbeitsamtu, gdzie czekali na nich niemieccy
gospodarze, którzy taksowali i oceniali chłopców, niczym kupujący
konie. Bronisław trafił do bauera - Sebalda Fiebera, emerytowanego
pułkownika weterynarii, ze Starego Paczkowa, który miał ponad 20 -ha
gospodarstwo, a w nim trzy konie, dwadzieścia krów, tyleż świń i sporo
innego inwentarza żywego. Oboje z żoną byli już starzy, toteż cała
praca spoczywała na barkach czternastoletniego Bronisława, siedemnastoletniej
Haliny - również Polki i czternastoletniej Niemki, która odrabiała
w tym gospodarstwie roczny staż pracy.
Praca w gospodarstwie trwała od godziny czwartej rano do dziewiątej
wieczorem / zimą nieco krócej/. W niedzielę było trochę czasu wolnego
na mycie się, łatanie ubrania i spotkania z kolegami, będącymi również
na przymusowych robotach. Do kościoła i kina chodzić im nie było wolno.
Miesięczny "zarobek" wynosił 5 marek, które odkładane przez
cały rok, wystarczały zaledwie na robocze ubranie i drewniaki. Chodziło
się przez cały rok w tym samym ubraniu, które prał deszcz, a wiatr
suszył na grzbiecie. Bywało, że zazdrościł koniom, którymi pracował,
że chociaż ciężko pracują, to są czyste, mają wygodną, ciepłą stajnię
i nie głodują, tak jak on. Nigdy, nawet dnia urlopu, nie otrzymał
na odpoczynek, czy odwiedzenie rodziców, chociaż uznawano go za dobrego
robotnika. W 1944 r. wezwany został z bauerem do Arbeitsamtu w Nysie,
gdzie zaproponowano mu wstąpienie do niemieckiego wojska., jako, że
pochodził z Żywiecczyzny, którą Hitler włączył z Górnym Śląskiem,
a wraz z nim przyłączył do Rzeszy. Propozycji nie przyjął, argumentując,
że jest Polakiem, co zdenerwowało, prowadzącego z nim rozmowę Niemca,
a ucieszyło bauera, z czego zwierzył mu się w powrotnej drodze. Bauer
miał trzech synów, którzy byli oficerami w niemieckiej armii. Dwóch
z nich zginęło na froncie wschodnim, a o trzecim nie miał żadnej wiadomości.
Kiedy zbliżał się front, Bronisław zmuszony był, dniami i nocami przewozić
furmanką, uciekających na zachód Niemców, gdyż pozrywane mosty i tory
kolejowe uniemożliwiały im drogę ucieczki. Kopał okopy na linii frontu,
pod Nysą i Grodkowem, zbierał na wóz i odwoził na cmentarz zmarłych,
lub rozstrzelanych przez Niemców jeńców wojennych i więźniów obozów
koncentracyjnych, którzy tysiącami pędzeni byli na zachód w styczniu
1945 r. Po wyzwoleniu, w 1945 r. wrócił do domu. Cała rodzina, szczęśliwie
przeżyła okupacje, ale po wojnie bieda w domu panowała straszna. Po
kilkudniowym odpoczynku zaczął uczęszczać do szkoły podstawowej w
Żywcu - Sporyszu, a po jej ukończeniu na kurs przygotowawczy do liceum
pedagogicznego. Po zdaniu małej matury 1 lutego 1948 r. rozpoczął
pracę, jako nauczyciel niewykwalifikowany w Szkole Powszechnej w Sopotni
Małej. Jako ekstern ukończył Liceum Pedagogiczne w Bielsku - Białej,
następnie Studium Nauczycielskie i Wyższe Studia Zawodowe w Katowicach,
zdobywając tytuł nauczyciela dyplomowanego. Od 1950 r. zastępował
chorą kierowniczkę szkoły, w 1952 roku został kierownikiem, a następnie
dyrektorem Szkoły Podstawowej w Sopotni Małej i obowiązki te pełnił
do 1988 r., t.j. do momentu przejścia na emeryturę. Był wspaniałym
pedagogiem. W Sopotni wychował kilka pokoleń. Uczył dziadków, rodziców,
a potem dzieci i wnuki. Można powiedzieć, że uczył także pradziadków,
organizując kursy dla analfabetów, na które uczęszczało około 200
osób, a aż 360 osób ukończyło kursy klasy siódmej. Wraz z dwójką innych
nauczycieli doprowadził do likwidacji analfabetyzmu w Sopotni Małej.
W owych czasach nauczyciel musiał uczyć różnych przedmiotów, ale szczególnie
pasjonowała go historia ojczystego kraju, z którą zapoznawał młodzież
nie tylko na lekcjach, ale również w trakcie niezliczonych wycieczek
jakie organizował, ucząc młodzież poznawania i umiłowania swojego
kraju. B. Grzegorzek był nie tylko wzorowym pedagogiem, ale był także
dobrym gospodarzem, dbającym o rozwój, powierzonej mu placówki. Swoim
uporem i zaangażowaniem doprowadził do zakupu terenu pod boisko szkolne
i rozbudowę szkoły. Boisko urządzono, a szkołę rozbudowano w czynie
społecznym. Rozbudowując szkołę zawarł umowę z Przedsiębiorstwem Energetyki
Cieplnej w Krakowie, które w zamian za pomoc przy rozbudowie miało
zagwarantowaną możliwość organizowania w niej kolonii letnich. W ramach
wymiany miejsc kolonijnych pomiędzy przedsiębiorstwami, z pobytu na
koloniach letnich w Sopotni korzystało rokrocznie około 400 dzieci,
z różnych stron Polski.
Kolonie te prowadził przez 33 lata, osobiście, corocznie chlubiąc
się wyrazami uznania oraz nagrodami, jakie on i zespół pracowników
otrzymywali za ich wzorowe prowadzenie, właściwą opiekę nad dziećmi,
a także wspaniałe wycieczki krajoznawcze, jakie urządzał.
Dzięki rozbudowie, ze szkółki o trzech nauczycielach, doprowadził
do pełnej 8-mio klasowej szkoły z dwunastu nauczycielami. Zorganizował
także filię szkoły podstawowej na przysiółku Sopotnia Mała - Podromanka,
dzięki której dla sporej gromadki dzieci z klas najmłodszych skrócił
drogę do szkoły nawet o 6 km. Grono nauczycielskie szkoły, mimo nieuniknionych
zmian kadrowych, zawsze tworzyło zgrany zespół, oddany w pracy dydaktyczno
-wychowawczej, chętny do pracy społecznej w środowisku, cieszący się
uznaniem władz zwierzchnich i mieszkańców wsi. Mimo ogromnego zaangażowania
w pracy na rzecz szkoły, B. Grzegorzek znajdywał także czas na działalność
społeczną. W 1949 r. zorganizował, po raz pierwszy, koedukacyjną drużynę
harcerską, którą jako instruktor prowadził przez kilka lat. Kiedy
opiekę nad drużyną przekazał innym, zawsze żywo interesował się jej
działalnością. W szkole wzorowo działała drużyna Zuchów, Koło PCK,
a także samorząd szkolny i kółka zainteresowań. Aby oddziaływać na
wszechstronny rozwój młodzieży, ukończył także kurs modelarstwa szybowcowego,
a zdobytą na nim wiedzę przekazywał swoim uczniom. Zainteresował także
młodzież filatelistyką, zakładając w 1964 r. Koło Filatelistów, które
działa po dziś dzień. Wierny swoim młodzieńczym zainteresowaniom propagował
rozwój czytelnictwa na wsi. Był taką "wędrowną biblioteką",
jakie organizowała Księgarnia "Czytelnik". W specjalnie
do tego celu zrobionej szafeczce, przenosił na plecach około 100 książek,
idąc na przełaj, przez pola i las z Krzyżowej do Sopotni Małej, aby
po przeczytaniu ich przez mieszkańców odnosić je do Rychwałdku i po
nowe iść do Krzyżowej. Trasę tą przemierzał, przez kilka lat, średnio
raz w kwartale. Wiele czasu poświęcał i poświęca pracy społecznej
na rzecz środowiska. Przez 40 lat był radnym Gminnej, Gromadzkiej,
a później znowu Gminnej Rady Narodowej. Przez dwie kadencje był radnym
Powiatowej Rady Narodowej, najczęściej przewodnicząc Komisji Oświaty,
Kultury i Zdrowia, bądź pracując w jej składzie. Kilka lat był przewodniczącym
Gminnego Komitetu Jedności Narodu w Jeleśni, dziesięć lat sprawował
obowiązki ławnika sądu powiatowego, a od 50 lat działa w OSP. Przez
33 lata pełnił funkcję sekretarza POP PZPR, która stanowiła platformę,
do wprowadzania postępu społeczno -gospodarczego i kulturalnego na
wsi i we wspólnym Froncie Jedności Narodu odgrywała wiodącą rolę w
mobilizowaniu mieszkańców do podejmowania coraz to nowych zadań. Dzięki
ofiarności mieszkańców Sopotni Małej, mimo ogromu zniszczeń poczynionych
przez osadników niemieckich, którzy cały szereg domów zamienili w
obory, a wiele obiektów wyburzyli oraz trwających prawie dwa miesiące
działań frontowych na tym terenie, w przeciągu kilku lat wieś odbudowano.
Odremontowano - zniszczony w czasie działań wojennych, budynek szkolny,
odbudowano - powysadzane mosty, wyremontowano drogi, stwarzając warunki
dojazdu młodzieży do szkół, a starszym do pracy w Żywcu. Przewóz -
dopóki nie było autobusów odbywał się samochodami ciężarowymi. W późniejszym
okresie zelektryfikowano wieś, zainstalowano oświetlenie uliczne,
zmeliorowano podmokłe tereny. Powołano do życia Kółko Rolnicze i wyposażono
go w odpowiedni sprzęt i narzędzia, przyśpieszając proces postępu
w indywidualnej gospodarce chłopskiej. Wybudowano Ośrodek Zdrowia
, siedzibę GRN oraz kościół, wraz z Domem Parafialnym. Jako prezes
OSP B. Grzegorzek doprowadził do wybudowania Domu Strażaka, rozbudowy
OSP z 7 do 70 czynnych strażaków. Zorganizował koedukacyjną Młodzieżową
Drużynę Strażacką, która rozsławiła Sopotnię, na cały kraj, uczestnicząc
w sportowo - pożarniczych zawodach oraz turniejach wiedzy pożarniczej,
na szczeblu centralnym. Mimo, że od 13 lat jest na emeryturze, nadal,
niezwykle aktywnie uczestniczy w wielu poczynaniach. Od 1976 r. jest
sekretarzem Zarządu Gminnego OSP w Jeleśni. Drugą kadencję przewodniczy
Komisji Rewizyjnej Związku OSP RP w Żywcu i jest wice przewodniczącym
Wojewódzkiej Komisji Rewizyjnej Związku OSP RP w Katowicach. Działa
w Stowarzyszeniu Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę Niemiecką,
udzielając pomocy poszkodowanym w gromadzeniu dokumentów i pisaniu
wniosków. Przewodniczy Radzie Nadzorczej Banku Spółdzielczego w Jeleśni.
Jako historyk dokumentuje fakty i wydarzenia środowiska w którym żyje.
Prowadzi kroniki: OSP, kościoła parafialnego i zespołu regionalnego
"Romanka" w Sopotni Małej; Gminnego Zarządu OSP, Gminnej
Spółdzielni "SCh" i Banku Spółdzielczego w Jeleśni. Pisze
do Gazety Żywieckiej i dwutygodnika "Nad Sołą i Koszarawą".
Jest autorem wielu haseł w Słowniku Biograficznym Żywiecczyzny. Za
swoją niezwykle bogatą i wszechstronną działalność uhonorowany został
wieloma dyplomami, wyróżnieniami i nagrodami, a także szeregiem odznaczeń
resortowych i państwowych. Posiada m. in. wszystkie odznaczenia strażackie
ze Złotym Znakiem Związku OSP RP włącznie; odznaczenia: Frontu Jedności
Narodu, Związku Harcerstwa Polskiego i Związku Nauczycielstwa Polskiego;
Medal Komisji Edukacji Narodowej oraz Złoty Krzyż Zasługi i Krzyż
Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.
A. Urbaniec
Źródła: Ruch Młodowiejski na Żywiecczyźnie w latach 1912 - 1972, praca
zbiorowa pod redakcją J. Janika i A. Urbańca - s. 128