80-ta rocznica urodzin polskiej noblistki - Wisławy Szymborskiej
Wisława Szymborska urodziła się 2.VII.1923
r. w Kórniku w województwie poznańskim. Mieszka w Krakowie. Jest autorką
kilku zbiorów wierszy, takich jak: "Dlatego żyjemy", "Pytania
zadawane sobie", "Wołanie do Yeti", "Sto pociech",
"Wszelki wypadek", Wielka liczba - 76", "Ludzie
na moście" i inne. Ponadto wyszło kilka wyborów jej wierszy oraz
dwa tomy felietonów pt. "Lektury nadobowiązkowe". Stanowią
one ciekawe spojrzenie poetki na świat, spojrzenie nacechowane wnikliwością
i humorem.
Dorobek poetki Szymborskiej nie jest ilościowo duży, ale stanowi zjawisko
niezwykle wysokiej rangi artystycznej. Tytułem tym można by scharakteryzować
całą jej twórczość poetycką. Stanowi ona właśnie ciąg zadawanych sobie
przez autorkę pytań, najczęściej natury filozoficznej. Cały kunszt
Szymborskiej skierowany jest na to, by powagę, a niekiedy nawet grozę
owych filozoficznych dylematów rozbroić ujęciem pomysłowym, dowcipnym
bądź humorystycznym.
Na dzieło ludzkości Szymborska patrzy jak gdyby w jakimś błyskawicznym
skrócie, niemal z kosmicznej ponadczasowej perspektywy.
Kunszt poetycki polega również na tym, że jest ona wielkim wirtuozem
formy poetyckiej. Wielki podziw budzi także kunszt nadawania poetyckiego
wyrazu sprawom najwyższej powagi, gdzie nie ma miejsca ani na dowcip,
ani na ironiczny dystans. Klasycznym tego przykładem jest wiersz pt.
"Obóz głodowy pod Jasłem".
Napisz to, napisz zwykłym atramentem, na zwykłym papierze. Nie
dano im jeść,
Wszyscy pomarli z głodu. Ilu? To duża łąka. Ile trawy przypadło na
jednego?
Nie wiem. Historia zaokrągla szkielety do zera, tysiąc i jeden, to
wciąż jeszcze tysiąc,
Ten jeden jakby go w cale nie było, płód urojony, kołyska próżna.
Elementarz otwarty dla nikogo, powietrze, które śmieje się, krzyczy
i rośnie,
Schody dla pustki zbiegającej do ogrodu, miejsce niczyje w szeregu.
Jesteśmy na tej łące, gdzie stało się ciałem. A ona milczy, jak
kupiony świadek
W słońcu, zielona. Tam opodal las, do życia drewna "do piera
spod kory"
Porcja widoku całodzienna, póki się nie oślepnie. W górze ptak.
Który po ustach przesuwał się cieniem pożywnych skrzydeł. Otwierały
się szczęki,
Uderzał ząb o ząb. Nocą na niebie błyskał sierp. I żął na śnione chleby.
Nadlatywały ręce z poczerniałych ikon, z pustymi kielichami w
pakach
Na różnie z kolczastego drutu chwiał się człowiek.
Śpiewano z ziemią w ustach śliczną pieśń o tym,
Że wojna trafiła prosto w serce - Napisz, jaka tu cisza, Tak.
Stanisława Białożyt