Krew i gorycz
Pod znakiem organizacji czerwonokrzyskiej od chwili
jej powstania w XIX wieku działo się i dzieje się do dziś bardzo dużo
dobrego. Z własnego doświadczenia z okresu powojennego szczególnie
utkwiła mi w pamięci radiowa skrzynka poszukiwania zaginionych w czasie
II wojny światowej, dzięki której wielu ludzi rozsianych po całym
świecie nawzajem się odszukało, a w latach 50. spontaniczna akcja
posyłania krwi na Węgry. W bliższych nam czasach oprócz akcji humanitarnych
związanych z wojnami i klęskami żywiołowymi na czołowe miejsce w życiu
tej humanitarnej organizacji wysunęła się sprawa honorowego dawstwa
krwi. Sprawa stała się na tyle masowa, społecznie i humanitarnie uzasadniona,
że przy strukturach PCK powstały odrębne struktury honorowego dawstwa
krwi w postaci klubów HDK oraz rejonowych i okręgowych rad honorowych
dawców krwi. Zaproszony na spotkanie Rejonowej Rady HDK w Żywcu, dowiedziałem
się, że istnieją jeszcze inne instytucje zajmujące się tym zagadnieniem,
a mianowicie Regionalne Centrum Krwi i Krwiodawstwa w Katowicach i
Punkty Poboru Krwi. O ile te dwie pierwsze organizacje i sympatyzująca
z nimi kilkaset osób licząca u nas grupa dawców krwi działają społecznie,
z pobudek czysto humanitarnych, to tego nie można powiedzieć o dwóch
pozostałych, które dawstwo krwi traktują jako biznes, albo wykonywanie
zawodu. Na terenie województwa śląskiego szefem wspomnianego wyżej
centrum krwi jest niejaki pan Dyląg, który uparcie dąży do zlikwidowania
punktu poboru krwi w Żywcu. Sprzeciwia się temu i walczy jak lew szef
Rady Rejonowej HDK w Żywcu pan Andrzej Tomiczek. A mnie krew chciała
zalać gdy usłyszałem z ust pana Tomiczka, że pan Dyląg zamiast pomagać,
"stawia kłody pod nogi", że to on zmierza do tego by dawcy
krwi z żywieckiego jeździli oddawać krew do Bielska, że krwi mamy
już za dużo, że dawców traktuje się jak rzeczy, że pobieranie krwi
w Żywcu ograniczono do dwóch dni po dwie godziny, co sprawia, że często
potencjalny dawca musi wracać z przysłowiowym "kwitkiem",
że Katowice uprawiają "partyzantkę" , wykorzystują utarte
szlaki żywieckiej RR HDK i sami organizują akcje poboru krwi, co automatycznie
nasuwa mi jako autorowi tej notatki na myśl jak to prywatne kursy
autobusowe kursują po liniach PKS i podbierają mu pasażerów. Panowie
z CK i K w Katowicach - powiedział pan Tomiczek - nie są świadomi
tego, że oni są niczym więcej jak tylko narzędziem do pobierania krwi,
a cała akcja humanitarna, praca organizacyjna i uświadamiająca realizowana
jest przez PCK i HDK.
Byłem osobiście na ostatnim listopadowym spotkaniu honorowych dawców
krwi w auli Zespołu Szkół Ekonomiczno- Gastronomicznych na ścianie
frontowej wisiał wspaniały plakat - serce, a z niego spływająca kropla
krwi. Wówczas do głowy mi nie przyszło, że z tej pięknej humanitarnej
akcji próbuje się robić biznes, że tu, do czegoś tam nie można z ekonomicznego
punktu widzenia dopłacać. Panowie a ja pytam kto za krew płaci jej
dawcom, co się dzieje gdy w jakimś szpitalu zabraknie krwi - oprzytomnijmy.
Uważam, że sprawą winno zająć się państwo i jego terenowe organy wojewódzkie
i powiatowe. Bo w przeciwnym razie przeleje się miarka goryczy.
H. Woźniak