Nad Sołą i Koszarawą - nr 9 (112) - rok  VI - 1 Maj 2003

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



Krew i gorycz

Pod znakiem organizacji czerwonokrzyskiej od chwili jej powstania w XIX wieku działo się i dzieje się do dziś bardzo dużo dobrego. Z własnego doświadczenia z okresu powojennego szczególnie utkwiła mi w pamięci radiowa skrzynka poszukiwania zaginionych w czasie II wojny światowej, dzięki której wielu ludzi rozsianych po całym świecie nawzajem się odszukało, a w latach 50. spontaniczna akcja posyłania krwi na Węgry. W bliższych nam czasach oprócz akcji humanitarnych związanych z wojnami i klęskami żywiołowymi na czołowe miejsce w życiu tej humanitarnej organizacji wysunęła się sprawa honorowego dawstwa krwi. Sprawa stała się na tyle masowa, społecznie i humanitarnie uzasadniona, że przy strukturach PCK powstały odrębne struktury honorowego dawstwa krwi w postaci klubów HDK oraz rejonowych i okręgowych rad honorowych dawców krwi. Zaproszony na spotkanie Rejonowej Rady HDK w Żywcu, dowiedziałem się, że istnieją jeszcze inne instytucje zajmujące się tym zagadnieniem, a mianowicie Regionalne Centrum Krwi i Krwiodawstwa w Katowicach i Punkty Poboru Krwi. O ile te dwie pierwsze organizacje i sympatyzująca z nimi kilkaset osób licząca u nas grupa dawców krwi działają społecznie, z pobudek czysto humanitarnych, to tego nie można powiedzieć o dwóch pozostałych, które dawstwo krwi traktują jako biznes, albo wykonywanie zawodu. Na terenie województwa śląskiego szefem wspomnianego wyżej centrum krwi jest niejaki pan Dyląg, który uparcie dąży do zlikwidowania punktu poboru krwi w Żywcu. Sprzeciwia się temu i walczy jak lew szef Rady Rejonowej HDK w Żywcu pan Andrzej Tomiczek. A mnie krew chciała zalać gdy usłyszałem z ust pana Tomiczka, że pan Dyląg zamiast pomagać, "stawia kłody pod nogi", że to on zmierza do tego by dawcy krwi z żywieckiego jeździli oddawać krew do Bielska, że krwi mamy już za dużo, że dawców traktuje się jak rzeczy, że pobieranie krwi w Żywcu ograniczono do dwóch dni po dwie godziny, co sprawia, że często potencjalny dawca musi wracać z przysłowiowym "kwitkiem", że Katowice uprawiają "partyzantkę" , wykorzystują utarte szlaki żywieckiej RR HDK i sami organizują akcje poboru krwi, co automatycznie nasuwa mi jako autorowi tej notatki na myśl jak to prywatne kursy autobusowe kursują po liniach PKS i podbierają mu pasażerów. Panowie z CK i K w Katowicach - powiedział pan Tomiczek - nie są świadomi tego, że oni są niczym więcej jak tylko narzędziem do pobierania krwi, a cała akcja humanitarna, praca organizacyjna i uświadamiająca realizowana jest przez PCK i HDK.
Byłem osobiście na ostatnim listopadowym spotkaniu honorowych dawców krwi w auli Zespołu Szkół Ekonomiczno- Gastronomicznych na ścianie frontowej wisiał wspaniały plakat - serce, a z niego spływająca kropla krwi. Wówczas do głowy mi nie przyszło, że z tej pięknej humanitarnej akcji próbuje się robić biznes, że tu, do czegoś tam nie można z ekonomicznego punktu widzenia dopłacać. Panowie a ja pytam kto za krew płaci jej dawcom, co się dzieje gdy w jakimś szpitalu zabraknie krwi - oprzytomnijmy. Uważam, że sprawą winno zająć się państwo i jego terenowe organy wojewódzkie i powiatowe. Bo w przeciwnym razie przeleje się miarka goryczy.
H. Woźniak

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.