Nawarzyli piwa dekretem o reformie rolnej
Minister rolnictwa będzie musiał zająć się ponownie
odwołaniem spadkobierców Karola Olbrachta Habsburga. Ich pełnomocnik
uważa, że po wczorajszym wyroku NSA szansę na podważenie godzących
w Habsburgów skutków dekretu o reformie rolnej znacznie wzrosły.
Habsburgowie zaskarżyli do NSA decyzję ministra rolnictwa i rozwoju
wsi z 25 stycznia ubiegłego roku, który odmówił - podobnie jak wcześniej
wojewoda śląski - stwierdzenia, że Arcyksiążęcego Browaru w Żywcu
państwo nie mogło przejąć na mocy dekretu PKWN z 1944 r. Zarówno wojewoda,
jak i minister, do którego odwołali się Habsburgowie, uznali, że zakład
(dziś należący do spółki Browary Żywiec, w której większość udziałów
ma grupa Heineken) miał charakter rolny i należał do nieruchomości
ziemskiej. To miało wystarczyć, aby przedsiębiorstwo podpadało pod
dekret o reformie rolnej. Innego zdania jest mecenas Józef Forystek,
pełnomocnik Habsburgów. Uważa, że browar nie był częścią nieruchomości
ziemskiej ani nie był funkcjonalnie związany z należącym do Karola
Olbrachta gospodarstwem rolnym. Nie można było go więc odebrać za
pomocą dekretu o reformie rolnej. Skarżący są zdania, że firma podpadała
raczej pod ustawę o nacjonalizacji przemysłu, która zakładała przejęcie
na rzecz skarbu państwa browarów o rocznej zdolności produkcyjnej
ponad 15 tyś. hektolitrów piwa. A Browar Arcyksiążęcy był największym
w tej części Europy, mógł wyprodukować 203 tyś. hektolitrów piwa rocznie.
Jednak to nie wszystko. - PKWN nie miał żadnej legitymacji do wydania
dekretu o reformie rolnej. W chwili jego ogłoszenia obowiązywała jeszcze
konstytucja marcowa, a dekret był z nią sprzeczny, bo ewidentnie naruszał
prawo własności - mówił przed sądem mec. Forystek. Koronnym argumentem
przeciw przejęciu browaru przy pomocy dekretu jest brak realizacji
głównego założenia reformy rolnej.
- Na mocy dekretu skarb państwa miał przejąć ziemię i rozparcelować
ją, a nie zabrać przedsiębiorstwa - mówił pełnomocnik Habsburgów.
Według mec. Wiesława Szczepińskiego, pełnomocnika browarów w Żywcu,
wojewoda śląski i minister prawidłowo ocenili związek browaru z przyległymi
ziemiami, zaś Trybunał Konstytucyjny odmówił analizy konstytucyjności
zapisów dekretu. Wczoraj NSA uchylił decyzję ministra. Sąd uznał,
że minister praktycznie nie przeprowadził postępowania odwoławczego,
a w uzasadnieniu swej decyzji powtórzył po prostu argumenty wojewody.
- To naruszenie zasady dwuinstancyjności postępowania. Nie można przejść
nad tym do porządku dziennego - mówił sędzia Zygmunt Niewiadomski
w uzasadnieniu orzeczenia. Zdaniem sądu minister w ogóle nie ustosunkował
się do zarzutu dotyczącego realizacji celu reformy rolnej.
- Liczy się nie tylko położenie nieruchomości i jej związek funkcjonalny
z gospodarstwem rolnym. Przepisy dekretu należy wykładać pod kątem
jego celu - uważa sędzia Niewiadomski. Sprawa wraca więc do Ministerstwa
Rolnictwa.
- Zostaliśmy wciągnięci w ten spór, mimo że jest to rozgrywka między
skarbem państwa a byłymi właścicielami zakładu. Bez względu na zakończenie
sprawy spółce nic nie grozi, jednak każdy proces powoduje komplikacje
dla życia gospodarczego firmy - powiedział po wyroku mec. Szczepiński.
Dziwił się, że skarb państwa już w trakcie sporu pozbył się dużego
pakietu akcji Żywca, zamiast zachować je na poczet ewentualnego zaspokojenia
roszczeń Habsburgów.
Ostateczne rozstrzygnięcie tej sprawy będzie miało znaczenie dla innego
procesu. Przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej jeden ze spadkobierców
- dominikanin Kazimierz Badeni - domaga się (proces w tej sprawie
zawieszono do czasu zakończenia postępowania administracyjnego) wydania
browaru w Żywcu, twierdząc, że odebrano go niezgodnie z prawem.
MARCIN MUSIAŁ
GAZETA WYBORCZA, ŚRODA 2 KWIETNIA 2003 r.