Maria Grzegorzek - gawędziarka i bibułkarka
Talent
i zamiłowanie do tradycji wyniosła z rodzinnego domu. W domu Murańskich
mówiło się gwarą, dużo się opowiadało i gawędziło o starych
dziejach. Skrupulatnie kultywowane były obowiązujące zwyczaje i
obrzędy.
Dzieci Murańskich Maria dziś - Grzegorzek i Kazimiera dziś -
Paciorek, ich kuzyn Andrzej Murański przesiąkneli tą atmosferą i
według powiedzenia "Czym ziarenko za młodu nasiąknie, tym na
starość trąci", cała trójka godnie kultywuje tradycje ojców
i dziadów. Stanowią w Juszczynie swoisty "klan" Murańskich.
Cała trójka i ich dzieci tworzą i aktywnie uczestniczą w
kultywowaniu tradycji regionalnych na Żywiecczyźnie. Są członkami
Grupy Literackiej "Gronie".
Barbarę Grzegorzek, młodszą córeczkę Pani Marii, poznałem na
jednej z imprez folklorystycznych w Żywcu. Do Juszczyny przyjechałem
by zrobić zdjęcie na okładkę przedświątecznego numeru NSiK. Przy
okazji dowiedziałem się, że mama Basi pani Maria świetnie mówi
gwarą, pisze wiersze i gawędy, które później recytuje na przeglądach
i konkursach folklorystycznych gdzie zawsze plasuje się na czołowych
miejscach.
Chodzi po wsi, zbiera i spisuje dawne opowiastki, wiersze i śpiewki.
Swoje gawędy pisane gwarą opublikowała ostatnio w tomiku pt.
"Na góralskich posiadach". Była już w Bukowinie Tatrzańskiej.
Prowadzi konferansjerkę na dożynkach, jubileuszach i innych
imprezach folklorystycznych. Korzeniami tkwi w tradycji sopotniańskiej
bo jej rodzina wywodzi się ze Sopotni. Inną jej pasją jest bibułkarstwo.
Sama projektuje i wykonuje różne cacka z bibuły. Zastałem ją przy
wykonywaniu palm wielkanocnych, ale robi także wianki i wieńce
wielkanocne, bukiety i bukieciki weselne itp. cacka, - tylko bibuła z
naszej papierni się popsuła. Po bibułę jeździ się teraz do Tych.
Poza tym haftuje i szyje m.in. stroje góralskie. Współpracuje z
Jadwigą Jurasz i zespołem "Grojcowianie". Jest instruktorką
w warsztatach folklorystycznych na terenie całego Podbeskidzia.
Szkoli uczestników imprez "Boże Narodzenie po Beskidzku" i
"Wielkanoc po żywiecku".
H.Woźniak